...ooo jasne..." śrek " jest debeściak, każdy przedszkolak ci to powie...
Fajnie coponiektórzy do mnie doskoczyli...Polska, Polska uber alles,
panowie
Jak myślicie, od ilu lat gry konsolowe są rozprowdzane u nas przez naszych dystrybutorów..? Od ponad 10...
I co mamy z tego faktu..?
1. Polski tekst na okładce - przetłumaczony najczęściej z błędami, albo dosłownie słowo w słowo ( tak samo idiomy ). Jak mamy szczęście to dostaniemy go bez szlaczków w miejscu polskich liter...
2.Polską "instrukcję " , która w najlepszym wypadku ma formę kolorowej książeczki z przekładem orginalnego tekstu, często zbyt dosłownym, gdzie tłumaczone są nazwy własne i imiona. Czasem dostaniemy poskładany na 20 części duży arkusz papieru z tłumaczeniem instrukcji, a jak dystrybutor uzna, że akurat w tym momencie ma gdzieś klienta to doda nam karteczkę o wymiarach 5 x 10 z instrukcją wkładania płyty do konsoli i pobieżną klawiszologią. Największa ironia jest taka, że w tym ostatnim przypadku na okładce widnieje ogromna naklejka reklamująca naszego dobroczyńcę, dzięki któremu wiemy, gdzie na konsoli jest guzik RESET. Tekst o oprogramowaniu bez wirusów mogących zniszczyć konsolę pominę...
Jeśli przez 10 lat nie nauczyli się tłumaczyć dobrze okładek i i instrukcji, to ja dziękuję...nie zamierzam czekać kolejnych dwudziestu, zanim wyjdzie im tłumaczenie samej gry...
No ale skoro ktoś ma problemy z elementarnym angielskim to niech sobie korzysta z badziewnych przekładów. Ja w wieku 8 lat przechodziłem tekstówki na Comodore...Zaczynam dochodzic do wniosku, że w naszym kraju angielski stoi na cholernie niskim poziomie ( nawet biorąc przykład z mojej grupy językowej na studiach, gdzie jest ona ponoć " zawansowana ", a 95 % z tych " zaawansowanych " składa tekst jak w piątej klasie...). Skoro ludziom nie chce się uczyć go w szkole to może chociaż zostawić sobie możliwość nauki połączonej z zabawą, podczas grania..?