Tak mniej wiecej wyglada moj ryj kiedy gram w Wariana, a gram bez przerwy. Przerwalem wlasciwie tylko po to by cos napisac. Ta gra wciaga i nie chce oddac.. No ale od poczatku. Warian wita nas przyjemnym intro opowiadajacym o tym jak to tytulowy bohater zdobywa DS'a..bla..bla..bla.. po wyjsciu wsiada na motor i... jaaaazda. Tu skresl, tam pociagnij, tu strzel, tam poglaszcz, a tu popocieraj, by jeszcze dalej pociac. Tak wyglada mniej wiecej rozgrywka. Minigierki zmieniaja sie w tempie 1/5sek. a Ty nawet czesto nie masz chwili, by przeczytac instrukcje i polecenia musisz wykonywac na czuja, a zeby nie bylo tak pieknie tempo zwieksza sie z gierki na gierke, by pod koniec przybrac takie, ze wlasciwie nie widac rysika smigajacego po ekranie. Ci ktorzy grali w wersje na GC czy GBA moga powiedziec, ze eee... to juz bylo i.. beda mieli racje. Bylo, ale nigdy w tym stylu i z uzyciem magicznego artefaktu ---> RYSIKA(U?). Dzieki temu rozwiazaniu miod po prostu leje sie z ekranu i ekspresowo zapelnia barylki. Minigierek jest mnostwo (na pudelku stoi liczba 180). Jak to bywa niektore bardzo udane i pomyslowe, inne mniej, ale nie ma wlasciwie zadnej, ktora by mi sie nie podobala. Nie jest to gra dla mlodszych uzytkownikow, bo czy mozna tak nazwac gre gdzie zadaniem gracza jest odpowiednio walenie konia, ciagniecie za suty czy ciachanie ogora.
