Matthew Pearl to nie Umberto Eco. Autorowi wyraźnie brakuje finezji we wprowadzaniu kolejnych wątków. Nie ma elementu zaskoczenia, a rozwiązanie nie jest tajemnicą już na kilkadziesiąt stron przed końcem.
Strasznie męczy wolno tocząca się akcja, prowadzona jakby w takt stukotu książkowych powozów.
Poza tym nie jest łatwo wgryźć się w fabułę osadzoną w okolicach 1865r.
Żeby nie było - Klub Dantego jest napisany poprawnie, wręcz wzorcowo jeśli chodzi o strukturę dobrej książki. Ale nie ma w niej nic, dzięki czemu można by ją uznać za wyjątkową.