
Po tragicznie zakonczonym poscigu za handlarzem narkotykami policjant Jake Roenick (Ethan Hawke) zostaje przeniesiony na 13 posterunek, gdzie obejmuje role sierzanta, w szafce trzyma podreczna flaszke i faszeruje sie prochami przeciwbolowymi. Wkrotce los zmusi go do zmiany swojego zachowania, gdyz na posterunku zjawi sie konwoj z niebezpiecznym przestepca Marion Bishop (Laurence Fishburne). Sylwester 2004 zacznie sie wyjatkowo, rozswietlany blaskiem granatow fosforowych - 'kolesie' mordercy nie beda bowiem siedziec bezczynnie i za wszelka cene beda starali odbic sie swojego kompana.
Jako, ze mine mam jak po pierwszym sprobowaniu tostow z sambalem (wykrecilo mi morde) zaczne moze od dobrych stron filmu, ktorym okazuje sie byc poczatek. Zrobiony z jajem, dobrze poprowadzonym dialogiem i poscigiem z klimatyczna praca kamery. To, co opisuje film w 8 miesiecy po wydarzeniu z poczatku 'Ataku na posterunek 13' okazuje sie niestety mierna namiastka filmu.
Nie boje sie tego powiedziec - "Assault on precinct 13" to miernota, w dodatku nudna, na sile rozciagnieta czasowo i maksymalnie naiwna miernota. Akcje pokroju walki policjanta z oponentem i czyhajacym, profesjonalnym snajperem, ktory nie ma okazji do strzalu to pusty smiech na sali. Dialogi i powiewajaca nad posterunkiem flaga USA + motyw przemiany wewnetrznej bohatera to kpina. Stosunek broni 'atakerow' do arsenalu ekipy z '13 posterunku' to nieprzemyslana bzdura (ze nie mieli granatow? C4? ROTFL!).
Aktorstwo niczym sie nie wybija (o dziwo nawet Fishbourne i jego gadki, ktore z poczatku bija charyzma pozniej po prostu oslabiaja!) a wsadzenie do tego obrazu Ja Rule wbilo tylko przyslowiowy gwozdz do trumny. Muzyka to malo budujace pobrzdekiwanie ... Chetni na 108 minut nudy i kiczu bez wyrazu? Pozdrawiam masochistow ...
OCENA: 2/10
