Zakute w białe pancerze postacie szturmowców, wyjące myśliwce TIE, trójkątne sylwetki Gwiezdnych Niszczycieli... i gwiazda Śmierci
Ci źli ci niedobrzy.
Ale czy napewno? Spojrzenie na Imperium prezentowane w trylogii jest jednostronne. Co więcej, jak powszechnie wiadomo, historia jest pisana przez zwycięzców. A w tym konflikcie zwyciężyli Rebelianci.
Traktowanie trylogii jako obiektywnego spojrzenia na historie konfliktu Republika - Imperium - Rebelia jest błędem. Wystarczy spojrzeć na postacie szturmowców - efektywni, skuteczni żołnierze podczas normalnych działań (przejęcie Tantive VI, statku księżniczki Lei, czy atak na kwaterę główną rebelii Hoth), podczas spotkań z głównymi bohaterami przeistaczają się w niezgrabne cele niezdolne do trafienia w cokolwiek z odległości większej niż cztery kroki.
Szczytem wszystkiego jest końcowe starcie z Ewokami na Endorze. Śmierci jednego (tak, jednego) Ewoka poświęcono więcej czasu niż eksplozji Gwiazdy Śmierci, na której zginęły setki tysiecy żołnierzy, kucharzy, hydraulików i dekarzy. Dokładna analiza filmu pokazuje ze oprócz tego widać jeszcze trzy sytuacje, w których Ewok mógł zginać. Nie więcej.
Tylko czy film propagandowy przedstawił by Rebelie w lepszym świetle, gdyby pokazał prawdziwy przebieg wypadków? Gdyby głowni bohaterowie skradali się, podrzynali gardła i przechodzili przez kanały wentylacyjne, nigdy nie zbliżając się do więcej niz. dwóch szturmowców? Gdyby było widać zaściełające gęsto lasy Endoru zwłoki małych puchatych sympatycznych stworzonek wciągniętych przez zimnych, kalkulujących polityków rebelii w konflikt który ich nie obchodzi?
Imperium zostało przedstawione jako zorganizowane wcielenie zła. Ale jak wygląda naprawdę?
Z filmów pierwszej trylogii wiemy jedynie ze, imperium nastało po Republice. Z innych źródeł wiemy zaś ze Stara Republika Była toczona od wewnątrz przez raka korupcji. Z "Mrocznego Widma" wiemy zaś że Republika nie jest w stanie zatrzymać inwazji międzyplanetarnej. Czyli niespełna podstawowego zadania rządu międzygwiezdnego.
Wojna międzyplanetarna jest czymś czego my istoty żyjące przez całą swoją historie na jednej planecie, nie potrafimy nawet sobie wyobrazić. Widmo atomowej zagłady wiszące nad nami podczas zimnej wojny jest tylko bladym cieniem tego co może się stać, kiedy walczące strony dysponują dostępem do przestrzeni kosmicznej.
Podczas zimnej wojny broń masowej zagłady była dobrze strzeżona i dostępna tylko największym potęgom. W świecie "Gwiezdnych Wojen" każdy statek kosmiczny jest bronią masowej zagłady. Wystarczą odwiedziny w lokalnym pasie asteroid, ściągniecie kilku co większych brył skalnych i rzucenie ich na miasta czy do oceanów. Wystarczająco dużo skał lub jeden asteroid rozpędzony do wysokiej prędkości - i planetę otuli płaszcz pyłu blokując dostęp światła gwiazdy centralnej i powodując zimę jądrową. Populacja cywilna umiera. Masowo.
A skorumpowany, powolny przeżarty od środka Senat Republiki nie jest w stanie temu zapobiec. Bombardowanie orbitalne i rzucanie asteroidami na planety zajmie znacznie mniej czasu i zasobów od inwazji przeprowadzonej za pomocą droidów bojowych.
Dlatego Senator Palpatine wziął sprawy w swoje ręce. Dlatego powstało Imperium. Zjednoczona Flota mogła zając sie swoimi podstawowymi zadaniami - zapobieganiem konfliktom międzygwiezdnym i ochronie ruchu handlowego przed piractwem. Poszczególne statki nie musiały już słuchać prywatnych rozkazów rożnych senatorów ale zaczęły służyć rządowi i chronić interesy publiczne.
Tylko nie wszystkim to się spodobało. I tak powstała Rebelia. Zastanawiające jest tylko, kto pełni główne role dowódcze w Rebelii.
Mon Mothma, były senator. Bail Organa, były senator, Leia Organa, były senator. Rebelia to głownie buli senatorzy - najwyraźniej niezadowoleni z faktu, ze zostali odsunięci od władzy. Na dodatek Rebelia walczy z Imperium "za pomocą wszelkich dostępnych środków" (tak twierdzi Deklaracja Rebelii, podpisana przez Moth Motme, Leie Organ i inne ważne szychy Rebelii). Jak dla mnie to oznacza Terroryzm.
Co więcej Rebelianci w celu uzyskania pieniędzy, broni, lekarstw etc. atakują linie komunikacyjne Imperium. Czyli wszystkie linie komunikacyjne. W czasach Starej Republiki plagą byli piraci - w czasach Imperium piratów już nie ma, są Rebelianci. I to oni tworzą samonapędzający się krąg śmierci i destrukcji. Rebelia atakuje Imperium, stosując typowe taktyki partyzanckie - atak i odskok. Imperium wprowadza ograniczenia praw człowieka, aby usunąć zagrożenie dla tych właśnie praw człowieka, zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu obywateli Imperium. Rebelia nasila swoje ataki, uzbraja dotychczas neutralne planety (takie jak Alderaan) i doprowadza do następnych katastrof.
Tak, Alderaan był uzbrojony. Według apokryfów (ksiąg do których dostęp mieli jedynie osoby wtajemniczone, posiadające określoną wiedzę [i](gnosis), niedostępną dla profanów)[/i] senator Bail Organa po odejściu z Senatu powrócił na swoją ojczystą planetę - Alderaan, aby przygotować ją do walki z Imperium. Prawda, księżniczka Leia rozpaczliwie krzyczała ze jej planeta jest nieuzbrojona - ale księżniczka Leia była od najmłodszych lat wychowywana na dyplomatę. Polityka. Na zawodowego kłamcę. Próbkę jej umiejętności możemy zaobserwować kiedy załamana księżniczka wyznaje Tarkinowi lokacje bzy Rebeliantów - na Dantoine. Przekonujące, ale nie prawdziwe.
Leia to zawodowy kłamca - i należy brać to pod uwagę rozpatrując jej stwierdzenie o "nie uzbrojeniu" Alderaana.
Niektórzy mogą twierdzić, ze winą za cały konflikt należy obarczyć Imperatora i Dartha Vadera, ze to wcielenie złą, Adepci Ciemnej Strony.
Ale wszystko co wiedzieliśmy o ciemnej stronie to informacje udzielane nam przez Jedi. Tych Jedi, którzy chronili ustroju Starej Republiki. Jedi to wewnętrzna służba bezpieczeństwa Starej Republiki zdolna wpływać na umysły i czytać w myślach. Nic dziwnego ze pogrom Jedi przeprowadzony przez Dart Vadera udał się tak łatwo. Lud raczej nie kochał Jedi, z ich starożytnymi religiami, mieczami świetlnymi, ich tajemniczymi mocami.... A ciemna Strona? No cóż, filozofie Wschodu, które wykazują takie podobieństwo do wierzeń Jedi, nie wyróżniają światła nad ciemnością, nie mówią że w parze z jin-jang jedno jest lepsze a drugie gorsze. A na filmie widać, że Ciemna Strona daje więcej możliwości.
Czy to możliwe, aby przez usta Jedi przemawiała zazdrość? Imperator i Darth Vader dysponowali nowymi zdolnościami, którymi nie dysponowali Jedi. Korzystali z gniewu, złości - normalnych ludzkich emocji. Pojęcie sprawiedliwego gniewu nie jest obce naszej kulturze - vide Stary Testament. Więc czy naprawdę Imperator to zło wcielone? Czy tylko pragmatyk, stosujący wszelkie możliwe drogi do swojego wybranego celu - zapewnienia bezpieczeństwa nieprzeliczonym rzeszom świadomych istot całego Wszechświata?
Imperium miało przywrócić pokój i porządek w całej Galaktyce. Jeżeli ceną za uratowanie setek światów ma być śmierć jednego - no cóż decyzja jest ciężka ale ktoś musiał ją na siebie wziąć. Republika nie była w stanie wypełnić swojego obowiązku. Imperium próbowało, ale odsunięcie od władzy resztki Starej Republiki skutecznie mu w tym przeszkodziły. Po śmierci imperatora i zniszczeniu dużej części floty Imperium w Galaktyce zapanowały chaos i wojna. Tak Rebelia ma swoją upragnioną wolność. Ale za jaką cenę? Komu dziękować kiedy z hiperprzestrzenni wyjdzie wojenna flota niezadowolonego sąsiada zza międzygwiezdnej miedzy ?
Imperator co prawda powrócił i przeciągnął na swoją stronę Luka Skywalkera ale ten się w porę opamiętał i zgładził Sitha wraz z jego nadziejami na spełnienie marzenia o pokoju. Nadzieja jednak nie jest stracona bowiem nikt nie wie ile klonów samego siebie wyhodował Sidius i dopóki posiada umiejętność przenoszenia swojego umysłu do klonów to marzenie o Pokoju będzie wraz z nim żyło wiecznie.
To oczywiscie zmienia percepcje postrzegania co poniektórych w tym i moje
