Niby Ferrari wygrało (z czego się ogromnie cieszę, bo jestem hmm... fanbojem tego zespołu

), ale wyścig nuuudny, mimo tego, że na Indianapolis da się wyprzedzać, to widzieliśmy może 1 lub 2 takie manewry. A przyczynił się do tego z całą pewnością pan o nazwisku rozpoczynającym się na M. Ale po kolei:
Ferrari - Tylko jedno słowo przychodzi mi na myśl - perfekcja. Świetny start obu kierowców, bezproblemowe postoje w boksach i mamy, to co mamy, czyli dublet czerwonych. Tak trzymać

.
Fisichella - Udany wyścig, ale widać było, że ten tor zdecydowanie nie pasował bolidowi Renault. Nie zmienia to faktu, że Fisico był szybszy od swojego kolegi z teamu.
Trulli - Pomimo startu z pit lane zameldował się na mecie na 4 miejscu, można powiedzieć, że skopiował wyczyn Schumiego z Monako.
Alonso - Coś dzisiaj słabiutkio, oj słabiutko. Najpierw dał się wyprzedzić Fisico, potem jechał bezbarwnie.
Barrichello - Standardowo bym powiedział. W tym sezonie Honda nie błyszczy, ale Brazylijczyk kilka punkcików zawsze zdobędzie.
Coulthard - Brawa za 2 punkty i stworzenie jakiś tam emocji, gdy naciskał Rosberga.
Liuzzi - Świetny manewr na Finie, który chyba jednak dysponuje lepszym bolidem od Włocha.
Rosberg - Cienizna. Williamsy chyba przeżywają obecnie podobny kryzys jak rok temu, a i forma kierowców nie najwyższa, skoro po 10 wyścigach obaj mają tyle samo punktów co Coulthard w Red Bullu.
Ralf Schumacher - Szkoda mi go, bo na torze Indianapolis ma on ogromnego pecha, gdyż jeszcze nigdy w historii tu nie zapunktował. A może szkoda mi bardziej tego 1 punktu więcej odrobionego przez Michaela do Alonso

?
Villeneuve - Mogło być dobrze, ale zawiódł silnik. Cóż, zobaczymy co Jacques pokaże w następnym GP.
Sato - Myślałem, że najsłabszym samochodzie w stawce Takuma już nie będzie tak szalał jak w 2004 roku. A jednak się myliłem

. Panowie z FIA powinni w regulaminie zakazać Japończykom startów w wyścigach F1, bo stanowią oni niebezpieczeństwo dla innych kierowców (no, można też się pobrechtać jak z Ide i słynnym "try to put reverse gear"

).
Montoya - Największe faki lecą w jego kierunku

. Tydzień temu wyeliminował z walki Rosberga, teraz uderzając w tył bolidu swojego kolegi z zespołu (!) skasował łącznie ze sobą 8 kierowców. Czy on gra w kręgle na torze i próbuje zbić jak najwięcej pionków

? Mam nadzieję, że teraz szefowie McLarena nie mają cienia wątpliwości co do jego przydatności w zespole i wyleją go po sezonie na zbity pysk.
A za dwa tygodnie jedno z najnudniejszych GP w sezonie, czyli GP Francji w Magny Cours z tak wieloma miejscami do wyprzedzania, że aż ich nie widać. Wszystko rozegra się z pewnością w boksach, a na torze pooglądamy sobie procesję jeszcze gorszą niż na Węgrzech. Po co komu taki tor, to ja nie wiem

.