Sorry za post pod postem, ale jakoś temat nie jest zbyt popularny i o dziwo nikt się nie wypowiada - dobrze by było, gdyby któryś z moderatorów zmienił nazwę tematu na europejską nazwę gry, bo możliwe że obecnie ktoś czegoś takiego jak "Ryu Ga Gotoku" nawet nie kojarzy...
Grę ukończyłem w całości, z nabitymi 12h na liczniku, choć na poczatku zapowiadało się mniej (pierwsze chaptery idą jakoś szybko). Ilość w miarę zadowalające, szczególnie w obecnych czasach, gdy coraz mniej tytułów dociąga w ogóle do pułapu 10 godzin

...
Dla mnie pewne jest, że jeśli ktoś pokochał swego czasu Shenmue (a jest wiele takich osób) i ciągle ma nadzieję na kontynuację sagi, w Yakuzę po prostu powinien zagrać. Jak już pisałem kilka postów wyżej, gra budzi skojarzenia z Shenmue, co oczywiście trzeba poczytać na plus. Najważniejsza w Yakuzie zdaje się być fabuła i opisujące ją filmiki przerywnikowe. Reżyseria, budowanie klimatu, miarowo rozwijająca się historia - to wszystko sprawiło, że grę przechodziłem dalej tylko po to, aby po prostu zobaczyć kolejne bardzo dobrze zrealizowane scenki! Na pewno niektórzy będą się czepiać, że jest ich zbyt wiele, ale taka już chyba specyfika japońskich produkcji - czasem "oglądanie" jest ważniejsze niż samo granie. I choć czasem niektóre zwroty w fabule wydają się być absurdalne (szczególnie pod koniec gry) to jednak ogólna jej ocena jest bardzo pozytywna jak dla mnie.
Klimat miasta został rzeczywiście świetnie oddany, po ulicach przechadza się masa ludzi (ile bym dał, aby w next-genowym GTA też dało się spotkać takie tłumy...), co jakiś czas ktoś Cię zaczepia i rozpoczyna bijatykę (wtedy niestety załącza się loading i dopiero sama walka, co może denerwować, ale da się i do tego przyzwyczaić) albo ma dla Ciebie jakieś zadanie... Pobocznych questów jest dużo, ale co wazne dla mnie, nie wszystkie są zwykłymi pierdółkami dodanymi na siłę - wiele takich zadań jest również związanych z fabułą i choć ich rozwiązanie nie jest konieczne, to jednak rzuca więcej światła na całą historię. Dzięki temu jest po prostu większa motywacja, aby w ogóle bawić się w sidequesty. Nie muszę chyba też zresztą mówić, że przedłuża to czas gry? Moje dwanaście godzin to właściwie sam główny wątek, na resztę poświęciłem może maksymalnie dwie godziny, więc myślę że żywotność jest jeszcze większa. Nie wspominam już o możliwościach, jakie daje sobą miasto. Właściwie jeśli ktoś grał w Shenmue, wie czego się spodziewać - salony z grami, sklepy gdzie można zakupić jedzenie, kasyno... Jest co robić, sporo czasu można poświęcić na samą eksplorację miasta - niby kilkanaście uliczek na krzyż, ale czuć że wykorzystano ich każdy metr jak się tylko dało.
W ogóle się nie spodziewałem, że Yakuza zrobi na mnie tak dobre wrażenie. Czytałem wprawdzie o entuzjastycznym przyjęciu w Japonii, ale wiadomo - co tam się przyjmuje, niekoniecznie może się podobać na Starym Kontynencie

. W tym przypadku jest inaczej i po ukończeniu pierwszej części, będę z niecierpliwością oczekiwał na kontynuację - mam nadzieję że i ona ukaze się u nas, bo bawić się w japońca nie miałbym najmniejszego zamiaru. Pomyśleć, ze premiera "krzaczkowanej" wersji już w grudniu... Jeśli będzie zapowiedź lokalizacji, będzie jeszcze w co grać na PS2 w 2007 roku

.