Pomoc - Szukaj - Userzy - Kalendarz
Pełna wersja: jądro ciemnosci
Forum PSX Extreme > Platforma > PC > Hardware
puszkin
jest taka sprawa, własnie sie dowiedziałem ze mam na jutro napisac wypracowanie na podst "jadra ciemnosci" na temat
Diagnoza cywilizacji europejskiej - reflsksje po lekturze "J.C"
lub
Motywy apokaliptyczne w "J.C"
a że nie czytałem tego, ni ch uja nie wiem o czym to jest, w necie za wiele też nie ma, jest niedziela wieczor, sklepy pozamykane, nikt ze znajomych tego nie ma a w klasie same sepy, wiec pomyślałem sobie ze może ktoś cos takiego pisał i ma aparat cyfrowy albo skaner wiec moglby sie ze mna podzielic
na jutro jest mi to potrzebne blink.gif

ratujcie mnie, koledzy, przyjaciele, bracia...siostry
Burzasty
O tej nowelce powiedziano już wiele. O ile się orientuję – maglują to teraz uczniowie gimnazjów albo liceów, powtarzając za nauczycielką: „główny bohater – Marlow - płynie w górę rzeki Kongo na spotkanie z mitycznym Kurtzem, szefem najdalej wysuniętej placówki handlującej kością słoniową”, „Kurtz okazuje się szaleńcem i w końcu umiera, ale nadal pozostaje we wspomnieniach Marlowa i jego narzeczonej”, i inne tego typu kwiatki. Każe się nieszczęśnikom międlić przygotowaną papkę, którą później wypluwają na sprawdzianach, przy tablicy, a może nawet na maturze – beznamiętnie, bez zastanowienia. Bez cienia osobistej refleksji.

A tymczasem Conrad czeka na odkrycie. Według mnie „Jądro ciemności” to nietypowy utwór Korzeniowskiego. Autor „Lorda Jima” zawsze był moralistą – jednym z wielu, jacy pojawili się w Zjednoczonym Królestwie na przełomie XIX i XX wieku. Być może najlepszy, być może najbardziej wiarygodny, ale zawsze będący moralistą. W „Smudze cienia”, w „Nostromo” przedstawia się jako człowiek doświadczony przez życie, ukształtowany przez surowość nieustannie zmieniającego się oceanu, człowiek pokroju Mamerta Stankiewicza, znanego ze słynnej książki K.O. Borchardta „Znaczy kapitan”. Może nie tak sztywny, rozumiejący i znający siłę i słabość Człowieka, gdyż doświadczył, odczuł je na sobie. Człowiek wyrzeźbiony dłutem trudów życia. Tak widzę Conrada jako autora, tak widzę też Marlowa – narratora głównej części opowiadania o Kurtzu. I teraz ten wyrzeźbiony człowiek, ten monument znany z wielu powieści Conrada, to alter ego autora staje wobec Tajemnicy. Wobec czegoś, czego nie tylko nie jest w stanie pojąć, ale co jest organicznie i elementarnie OBCE całej istocie Marlowa. Staje wobec zagadki Kurtza, którą usiłuje w jakiś sposób w sobie zracjonalizować – szuka dla niej metafor, porównań, analogii, ale przez to na krok nie zbliża się do wyjaśnienia. Przeciwnie – plącze się i gubi jeszcze bardziej w coraz bardziej jałowym wodolejstwie własnych sądów, niczym w mętnej toni rzeki, po której przed laty płynął ku najdalszej stacji. Bulgocze słowami, rozpływa się we frazach, które zamydlają nic nie mówiącymi zwrotami całą opowieść. Ginie w tym potoku nawet głos samego Kurtza, rachitycznie przywoływany przez Marlowa. Głos, który miał oszałamiać, wzbudzać i porywać ludzi ku wzniosłym celom, zdaje się być tylko cieniem samego siebie i potrzeba naprawdę wielkiej wiary, ale – paradoksalnie: nie w Kurtza, lecz w Marlowa, żeby uwierzyć w ten głos.

Aż wreszcie dopływamy do końca, dotykamy z narzeczoną Kurtza lepkiej, namacalnej ciemności. Otwieramy po raz pierwszy drzwi, których istnienia przed chwilą nawet nie podejrzewaliśmy i oto stajemy naprzeciw pradawnej, nienaruszonej Ciemności, naprzeciw Otchłani, Szeolu, i zda się, że już widzimy, że wystarczy tylko wyciągnąć rękę i dotknąć samego… jądra Ciemności.

I nie dotykamy go. Stajemy w progu ni to w przerażeniu, ni to w zachwycie i wzorem Marlowa próbujemy zracjonalizować swoje myśli i odczucia. I również dla nas Ciemność za progiem nie staje się bardziej znana, bardziej oswojona. Nadal pozostaje Tajemnicą. I trzeba sięgnąć po Herlinga-Grudzińskiego, może po Rilkego, żeby móc powiedzieć: Ciemność nie ma jądra. Jest bezdenna dla tego śmiałka czy głupca, który poważy się przekroczyć Jej próg. Jak dusza Kurtza – „Samotna w środku dżungli zajrzała w głąb siebie samej i – jak mi Bóg świadkiem – oszalała”.

P.S. Nie wiem, czy polecać tę pozycję, czy nie. Myślę, że należy tę książkę czytać do skutku! wink.gif)))

Temat: Jakie są przyczyny przejścia Kurtza na stronę zła? W swoim wypracowaniu wykorzystaj wnioski z analizy załączonych fragmentów „Jądra ciemności” Josepha Conrada i wiedzę z lektury utworu

Aby omówić podany w temacie problem należy przedstawić osobę Kurtza. Otóż „matka jego była na wpół Angielką, ojciec na wpół Francuzem”. Sam Kurtz wychowywał się w Anglii gdzie zdobył dość solidne wykształcenie: był, bowiem poetą, dziennikarzem i malarzem. Wyżej wymienione zainteresowania mogłyby świadczyć, iż posiada artystyczną, wrażliwą duszę. Czy to prawda? Odpowiedź na to pytanie może stanowić fragment dotyczący treści referatu, który Kurtz napisał dla Międzynarodowego Towarzystwa Tępienia Dzikich Obyczajów - „zaczynał się od dowodzenia, że my, biali, […] musimy z natury rzeczy wydawać się im (dzikim) istotami nadnaturalnymi – zbliżamy się do nich z potęgą jak gdyby bóstwa”. Cytat ten już teraz ukazuje prawdziwy charakter Kurtza, jego stosunek do rdzennych mieszkańców Afryki. Warto również wspomnieć, iż podróż do Afryki nie niosła za sobą szczytnych idei cywilizacyjnych, celem jej było po prostu zarobienie pieniędzy.

Moim zdaniem Kurtz świadomie wybrał zło, tak jak stwierdza Marlow jego inteligencja nie ucierpiała na tej drastycznej zmianie. Jednak, że odrzucił wszelkie wartości moralne, zarówno Boskie, jak i ludzkie. Nie uwzględniał także żadnych autorytetów wśród ludzi, uważał siebie samego za najlepszego przywódcę. Był to człowiek wykształcony, jako spadkobierca kultury Francuskiej i Angielskiej okazał się także wyśmienitym mówcą i przekonującym pisarzem, nawet Marlow określił jego raport jako „świetną próbkę prozy”.

Współpraca Kurtza z Międzynarodowym Towarzystwem Tępienia Dzikich Obyczajów, umacniała w nim przekonanie o wyższości białej rasy. Swoją „zbawienną” dla murzynów działalność uważał za posłannictwo oświecenia „dzikich” plemion. Pomimo, że uważa się za humanistę, i takoż postępuje, jest to tylko sposób na zamaskowanie postulatu dyskryminacji „dzikich”.

Marlow poniekąd usprawiedliwia decyzję Kurtza, uważa, że jedną z przyczyn było życie poza granicami cywilizacji, a także jego słaba psychika, pomimo wielkiego intelektu dał się omamić „czarowi dziczy” i zdradził cywilizację. Charliemu udało się przetrwać podróż przez dzicz, wśród kanibali i otaczającego okrucieństwa, właśnie dzięki silnej psychice, to dzięki niej nie poddaje się chęci zaspokojenia swoich instynktów i żądz, niestety pokusie tej uległ słaby Kurtz. Czczony przez murzynów niczym bóg, sobiepan miał poczucie własnej wyższości i dominacji, mając taką władzę nie szanował poddanych mu, a wręcz nienawidził ich, czego najlepszym dowodem jest przeraźliwa notatka nagryzmolona znacznie później niepewną ręką: „Wytępić te wszystkie bestie!”.

Kapitan marynarki, Marlow wyruszył w głąb dżungli rzeką Kongo, z nadzieją odnalezienia Kurtza, wielkiego człowieka, agenta najlepszego z najlepszych, rozczarował się jednak spotykając „demona zła”. Wykazuje potępienie w stosunku do poczynań Kurtza, ale jednocześnie współczuje mu. Czy żal mu świetnego żołnierza, czy może światłego człowieka? Bez względu na pobudki Charliego pragnie on „nawrócić” Kurtza, chce uświadomić mu zło, jaki wyrządził innym, a zwłaszcza sobie. Kapitan wykazuje wolę walki o „duszę” Kurtza, pomimo, iż on sam takowej nie podjął, o dziwo z walki tej wychodzi zwycięsko. Przed metamorfozą Kurtz był szanowany przez wszystkich, którzy go znali. Dzięki temu, że zajmował się handlem kością słoniową, która na czarnym kontynencie jest warta tyle, co złoto na starym kontynencie, i pozyskiwaniu wielkich jej ilości, był bogaty i każdy się z nim liczył. Później stał się panem życia i śmierci, uosobieniem okrucieństwa, tylko zabijanie dawało mu ukojenie, satysfakcję i pozorny spokój. Stał się bogiem, władcą, oraz panem istnienia lub unicestwienia dla murzynów, uczestniczył nawet w obrzędach na własną cześć. Marzył o stworzeniu swojego państwa w Afryce. A jednak walczył ze sobą, nie znając żadnej świętości i żadnego lęku, na ślepo walczył ze sobą. Na łożu śmierci przyznaje się do porażki i w ostatnich słowach wydaje się negatywnie oceniać swoje życie „Zgroza! Zgroza!”.

Okrutna metamorfoza Kurtza została spowodowana przez jego słaby charakter i nieludzkie poglądy. Stojąc na wyższym szczeblu cywilizacyjnego rozwoju, przekonany o swej wyższości, oddalony od starego kontynentu i europejskiej kultury, pozbawiony jakichkolwiek hamulców moralnych, czy religijnych, traktowany jak bóg, poczuł się nim. Bez, żadnych ograniczeń zaspokajał nawet najniższe swoje instynkty. Mordowanie ludzi było pełnią zaspokojenia jego żądzy władzy. Być może Kurtz odkrył prawdę, dotarł do jądra ciemności? Jego dusza dusiła się, błądząc pomiędzy kłamstwem i szaleńczą furią a prawdą i moralnością. To, co początkowo dawało mu radość i zaspokojenie w rezultacie zabiło go, sprawiło, że utonął w bezkresnej otchłani i ciemności własnego umysłu.

=====================================================

"Jądro ciemności" Josepha Conrada - streszczenie.

Akcja opowiadania rozpoczyna się na żaglowcu „Nellie”, którym piątka przyjaciół wyruszyła w rejs po Tamizie, niedaleko miejscowości Gravesend. Jednym z uczestników wyprawy i jednocześnie głównym bohaterem, pełniącym funkcję narratora w tym utworze, jest Charles Marlow- marynarz. W oczekiwaniu na odpływ opowiada on reszcie załogi jedną ze swych przygód.

Cały utwór jest streszczeniem jego historii dotyczącej spełnienia młodzieńczych marzeń.
Marlow’a w młodości zastanawiały białe plamy na mapie, tzn. miejsca, do których wtedy nikt nie dotarł. Obiecał sobie, że jak dorośnie wybierze się do jednej z największych niewiadomych tejże mapy… Jednak z czasem jego niewiadomą nazwano Afryką.. Mimo to, Charles chciał odbyć tam podróż. Z pomocą ciotki mieszkającej w Europie dostał się do angielskiej firmy, która prowadziła handel z tamtymi rejonami. Szczęśliwy traf sprawił, że akurat potrzebowali marynarza. W ten sposób zaczęły się spełniać marzenia bohatera.

Do Afryki płynął francuskim parowcem. Później musiał przenieść się do następnego. Po przeszło 30 dniach dotarł do osady. To jednak nie było jeszcze jego miejsce pracy. Marlow wszedł do pobliskiego lasku i widok, jaki tam zastał był okropny. Zobaczył tubylców wykorzystywanych do ciężkich robót, wygłodzonych, którym widać było wszystkie żebra. W krzakach dopatrzył się nawet nieżywych ludzi, zmarłych prawdopodobnie w wyniku jakiejś tropikalnej choroby. Wrócił, zatem do osady, gdzie natknął się na księgowego firmy, która go zatrudniła. Na tej stacji spędził 10 dni, po czym wyruszył do swego właściwego miejsca pracy. Po pięciu dniach dotarł na miejsce. Tam poznał dyrektora stacji, który stał się jego zwierzchnikiem. Pierwszym zadaniem bohatera była naprawa parowca, nad którym następnie miał objąć dowodzenie. Już w pierwszych dniach usłyszał o „niezwykłym” człowieku nazwiskiem Kurtz. Wszyscy chwalili go za osiągnięcia związane z wydobyciem kości słoniowej, którą wysyłał z głębi Afryki w ogromnych ilościach. Podziwiano go za zdolności handlowe i wytrwałość.

Z czasem głównym celem Marlow’a stała się chęć poznania tej sławnej osoby, o której tak wiele pozytywnych słów usłyszał.
Kilka miesięcy zajęła Charles’owi naprawa parowca, a gdy już tego dokonał okazało się, że nie ma tak bardzo potrzebnych mu nit, dzięki którym mógłby spuścić statek na wodę. W czasie, gdy oczekiwał na ich dostawę, był świadkiem m.in. wychłostania jednego z tubylców za rzekome podpalenie słomianej chatki, a także spisków dyrektora z jego wujkiem, którzy twierdzą, że „w tym kraju można wszystko zrobić” bez ponoszenia konsekwencji.

W końcu doszło do wyprawy, której celem było odnalezienie Kurtz’a, gdyż podobno był ciężko chory. Podróż do miejsca, gdzie znajdowała się stacja tego zasłużonego człowieka była ciężka i skomplikowana, a parowiec niestety nie był najnowocześniejszym i najsprawniejszym środkiem transportu. Marlow musiał bardzo uważać. W trakcie drogi rozmyślał nad spotkaniem z tym rozsławionym handlowcem. Po drodze zostali jeszcze zaatakowani przez tamtejszych mieszkańców, jednak w końcu dotarli do celu.

Rzeczywiście Kurtz nie był w najlepszym stanie, jednak nie chciał opuszczać tego miejsca, wiązał z nim wiele planów..
Mimo tego dyrektor i Marlow byli nie jako zmuszenia do zabrania go z jego stacji. W drodze powrotnej chory na łożu śmierci powierzył naszemu bohaterowi wszystkie jego raporty i listy, po czym zmarł.

Po powrocie z wyprawy Marlow był często odwiedzany przez ludzi chcący dowiedzieć się czegoś na temat sławnego Kurtz’a. Jednemu z mężczyzn bohater wydał raport, pt. Tępienie dzikich obyczajów, innemu (bratu zmarłego) oddał listy do rodziny.
Zostały tylko te napisane do jego narzeczonej, którą postanowił odwiedzić Charles. Oddał jej korespondencję adresowaną do niej. Wysłuchał zwierzeń. I na tym skończył swe opowiadanie…

Znów akcja powróciła na żaglowiec „Nelly”. Słuchając tej historii towarzysze przegapili odpływ.. Teraz mogli kontynuować już swą podróż..
puszkin
dzieki burzasty wielkie wielkie dzieki
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2008 Invision Power Services, Inc.