Trash kojarzy mi się z protestem wobec pewnej społecznej stagnacji i szarej rzeczywistości.
Odpowiedni gatunkowo ciężar tej muzyki to kwintesencja słów szybciej , więcej, mocniej.
Nie bez powodu gatunek ten wyznaczył ścieżki dla deathowych maniaków jak i technicznego, super szybkiego blacka.
Wielu zaczynało – Megadeth, Metallica, Player, Testament, Anthrax, Kreator, Annihilator, Exodus, Sodom, czy Suicidal Tendencies.
IMO dokonania zasługujące na uznanie, kolejność przypadkowa, hehehe:
Slayer - „Hell Awaits”: w pamięci na długo zapadają “Angel of Death” i 2 minutowy (!) Necrophobic – istna rzeźnia.
Jednak to co dokonali na „Seasons in the Abyss” to najprawdziwsze mistrzostwo.
Slayer - „Seasons in the Abyss” jest pozycją genialną na firmamencie trashu. Świadczy o tym powtarzalna technika, specyficzny klimat,
ostre i bezkompromisowe dźwięki, czyli potężny ładunek niesamowitej energii.
Genialne utwory – „Dead Skin Mask” i tytułowy „Seasons In the Abyss”- dla mnie wyznaczniki ich wielkości.
Żaden zespół nie jest w stanie zagrać tak mocno, a zarazem wolno - o ile o muzykach Slayer można powiedzieć że wolno grają.
Muzyka zawarta na tej płycie świadczy o potędze tej kapeli.
Slayerowi udało się nadać trasowi nowy wymiar dzięki odpowiedniej kompozycji ciężkich riffów, wspaniałych solówek,
przyprawionych szalenie precyzyjną perkusją i łatwo rozpoznawalnym wokalem, z charakterystyczną chrypką.
Zaprezentowali dynamiczne granie na najwyższym poziomie. I to był chyba początek ich końca.
Zespół który ustawił poprzeczkę tak wysoko, zarówno sobie jak i konkurentom, nie był już w stanie nagrać już nic,
co byłoby w stanie bardziej powalić.
Pantera – “Vulgar Display of Power”: co tu dużo mówić – potrafią na wejściu dać w ryja. Anselmo pokazał, że nie tylko Bay Area,
ale także Arlington w Texasie ma tu cuś do powiedzenia. Nieprzeciętnie energetyczna, ostra muza. Charakterystyczne szarpane tempo i połamana perkusja, riffy, udane solówki no i wokal.
Moje ulubione kawałki to „Walk”, “By Demons Be Driven”
Testament – „The New Order” to klasyka. Potężne, surowe brzmienie, pozbawione niepotrzebnych ozdobników.
Czysty trash w doskonałym wydaniu. U nich nie ma mowy o przeroście formy nad treścią.
Musical Death – instrumentalny utwór dający ciekawy popis w pełni technicznego grania. W ogóle cały album to pokaz możliwości gitarowych.
Testament zaprezentował udany mariaż melodii szarpanych riffowi i niezwykle rozbudowanych solówek.
Płyta wciąga. Sekcja rytmiczna do pozazdroszczenia. Całość powala. Co tu dużo mówić - New Order.
Testament – „The Gathering” Jedyni którzy pozostali wierni gatunkowi.
Płyta pełna brutalnej ciężkiej jazdy, przypominająca momentami wczesny Megadeth.
Jest tu pewna dzikość no i Lombardo wszedł na gary, a Steve Di Gorgio zaszalał. Perkusja nadaje wręcz maniakalne tempo.
Duch Testament pozostał. Krążek odzwierciedla dojrzałość i profesjonalizm muzyków, których talent jest w pełni niepodważalny.
„The Gathering” to solidne, szczere granie, gdzie cały materiał trzyma poziom. Nie ma tu słabych momentów. Jest pasja grania, i to grania wysokiej klasy.
„The Gathering” to poziom tak nieprzeciętny, że aż niedostępny. Niedoścignione mistrzostwo i istna masakra.
Ta muza zwyczajnie powala. I może dlatego jest to płyta która dobitnie wieści koniec gatunku.
Po „Seasons In the Abyss”, wydawało się, że nikt nie przebije Slayera. Dokładnie 9 lat póżniej Testament udowodnił swoją klasę i przebił ich dokonania.
Czemu zatem koniec? Odpowiedź jest prosta- tak dobrej muzy już nie sposób uświadczyć. Dawni „herosi” trashu, albo od niego odeszli, albo serwują słuchaczom niestrawne nu-metalowe pogrywanie.
Następcy ? Można długo szukać.
IMO do spadkobierców czaderskiego grania śmiało wpisują się DevilDriver, S.Y.L., Chimaira, Meshuggah no i może RS.
