Żeby nie przeciągać moich historycznych wywodów, Wipeout to futurystyczne wyścigi gdzie ścigamy się lewitującymi pojazdami napędzanymi silnikami rakietowymi (niektórzy mówii, że to poduszkowce , a spotkałem się nawet z określniem ... amfibia ?!), po pokręconych jak świnskie jelita trasach. Żeby tego było mało, na trasach owych porozmieszczane są specjalne pola dające nam czasowe przyspieszenie lub jedną z losowych dopałek. Dopałki są w miarę zróżnicowane, jednak nie ma ich znowu tak wiele. Są to pociski (niekierowanie i kierowane) o różnych właściwościach, miny, pole siłowe (chroniące nas przed przeszkadzajkami) oraz to co tygryski lubią najbardziej czyli... dopalacz. Same przeszkadzajki jedynie spowalniają przeciwnika nie wyrządzając mu żadnej krzywdy.
Do wyboru mamy 4 pojazdy o odemiennych cechach (każdy pojazd inaczej zachowuje się na zakrętech, inaczej przyspiesza, osiąga inną prędkość maksymalną). Elementy te plus niesamowite wrażenie prędkośći tworzą bardzo przyjemną, ale trudną i wymagającą grę. Poziom trudności co prawda został podzielony na etapy zwane tutaj klasami, ale i tak już zaliczenie pierwszego etapu jest wyzwaniem. Zakręty bierze się ciężko, a niektóre pojazdy dodatkowo będą wymagać posłużenia się lewym bądź prawym hamulcem odrzutowym.
Klasa VENOM to pierwsza klasa, na której przyjdzie nam ścigać się na 6 trasach. Dalej czeka nas klasa Rapier (dalibóg tutaj też kiedyś zawitam, teraz masteruję klasę VENOM... hehe). Na razie na podstawie tego co zobaczyłem w drugiej części (Wipeout 2097) klasa ta jest jeszcze szybsza (jakieś 2x
O kolejnej części można powiedzieć, że jest godnym następcą pierwszego Wipeouta. Nieznacznie poprawiono grafikę (dzisiaj prawie napewno nie zobaczycie różnicy
Dzwięk w obydwu grach jest identyczny. Realistycznym odgłosom silników rakietowych towarzyszy świst powietrza mijajcych nas przeciwników
W zasadzie na tym moją mini-recenzję można zakończyć, gdyby nie jeden szczegół ... a mianowicie muzyka w obydwu cześciach gry. Jeśli znasz się na muzyce elektronicznej (i nie mam tu na myśli tekno) to zapewne nie obce ci są sławy takie jak Orbital, Future Sound of London, Leftfield, The Chemical Brothers, The Prodigy, Fluke, Underworld czy legenda Drum'n'Bass Photek. Utwory (część z nich to dziś prawdziwe perełki, nie do dostania w naszym kraju) zostały specjalnie przygotowane do gry. Z niektórych wycięto texty, część została zremixowana i przygotowana w taki sposób by muza pasowała do tras wyścigowych. Tak czy inaczej to kawał świetnej roboty i nic nie sprawia takiej przyjemności podczas grania jak dobra muza w tle.
Mam nadzieję, że osoby, które jeszcze nie wiedzą od jakiej gry zacząć swoja przygodę z konsolami SONY będą, dzięki tej recenzji, mieć jedną zagwozdkę mniej. Jeśli nie zraża was trochę toprona jak na dzisiejszcze czasy grafika, to naprawdę przyjemnie spędzicie czas. Na dodatek dostaniecie w zestawie kawałek historii muzyki elektronicznej i to tworzonej przez sławy tego gatunku. Warto ... naprawdę warto tym bardziej, że każdą z tych gier można dostać na allegro za około 3 dyszki. Polecam i pozdrawiam !!!
Opiekun
PS. Prosiłbym moderatora o przeniesienie tego posta do posta RETRO Kącik (późno było i mi się pomyliło, z góry dzięki)
