CYTAT(adamst85 @ 16 04 2008, 14:15)

Elementy platformowe gorsze od księcia , ale nie oczekujmy, że taki kloc jak Kratos będzie wygimnastykowany jak Książe - ale i tak jest bardzo dobrze. Spodziewałem się tylko jatki - a tutaj Kratos, skacze, wspina się po ścianach, łańcuchach (w drugiej części buja się na nich), śmiga po krawędziach, pływa pod wodą (i to nawet całkiem sporo) - jest dobrze. No i bossów ma takich, że hohhohoho - zwykłe większe stwory spokojnie robiłyby za bossów w innych action adventure. Walka wg mnie jest także bardziej rozbudowana i wogóle przyjemniejsza niż w Księciu (do tego dochodzi jeszcze magia). Tak jak mówiłem, spodziewałem się młócki, a dostałem action adventure pełną gębą. Mimo, że to action adventure jak i Prince of Persia, ale to zupełnie inne gry - Książe jest nastawiony na akrobacje (do tej pory niedościgniony chyba), i zagadki, zaś GoW bardziej na walkę. Dla mnie GoW to gra wybitna - 9,5/10 a może i więcej. Skończyłem z wypiekami na twarzy.
Żeby nie było, iż mam coś do Księcia - jest to jedna z moich ulubionych gier, Pop SOT, GoW, ICO, Soul Reaver czy Beyond G&E - mieszczą się w pierwszej 10 moich Action Adventure 3D wszechczasów. Jeszcze nie zagłębiałem się w Shadow of C, Prince 3 czy Okami. Ale na pewno nie opuszczę, bo to mój ulubiony gatunek.
Pozdrawiam wszelkich miłośników GoW i PoP - gry wybitne i trzeba w nie zagrać mając ps2.
Tak się zastanawiam, czy ci, którzy krytykują platformowe momenty GoW, grywają w regularne platformery typu Jak, Rayman itd., itp.
Nowożytną trylogię Kniazia Babelskiego przeszedłem na PC, więc nie porównuję grafy wersji na PS2 z grafą GoW. Napiszę tylko, że PC-towe Ptaszki Czasu mają miejscówki niezapomniane, zapierające dech w piersiach (zwłaszcza w pamięci utkwił mi wodospad). Chyba po raz pierwszy na kompach zobaczyliśmy w grze
soft lighting znany z Ico (inna rzecz, co była to bodaj pierwsza gra wymagająca karty z shaderami - co najmniej GF3 - pod tym względem 2 i 3 mają mniejsze wymagania sprzętowe). Co się tyczy tzw. gameplayu - PoP: TSoT jest grą łatwą w porównaniu z tradycyjnymi platformówkami. Patent z przewijaniem czasu sprawił, że gra prawie w ogóle nie frustruje, ale nie było to banalne ułatwienie i chyba w tej niebanalności tkwi sekret sukcesu PoP. Części 2 i 3 są trudniejsze (na normalu). W GoW są platformowe wyzwania na poziomie szanującej się platformówki, która to szanująca się platformówka nie powinna być łatwa (a i tak stanowią tylko dodatek do jatki). Z upodobaniem grywam w platformery i choć rzucałem mięchem przechodząc Hades, ogólnie rzecz borąc wspominam GoW dobrze. Gra nie tylko ma śliczną grafę, ale łączy w jedno ducha nawalanek z automatów, lube memu sercu wątki heroic fantasy, dopracowaną fabułę i sensowne zagadki.
Reasumując, jako hack & slash GoW jest grą mainstreamową. Poziomem trudności nie dorównuje DMC3. Nawet nie o to chodzi, że walki są łatwe (bywają dość trudne), tylko o to, że sejwować można częściej. PoP-y jako hack & slashe wypadają (wg mnie) tak sobie w porównaniu zarówno z GoW, jak i z DMC3.
PoP: TSoT najbliższy jest w mojej percepcji MGS2 (w pytę grafa i mechanika rozgrywki, niezgorsza fabuła, irytujący główny bohater) i... Raymanowi 2 (na PC, bo nie grałem w Raymana Revolution, czyli nieco podpakowaną wersję na PS2) jeśli chodzi o poezyjność i oniryczność.
Natomiast do wymienionych przez przedmówcę wybitnych tytułów action adventure dodałbym Beyond Good & Evil - podobnie jak Ōkami, jest to właściwie klon Zeldy, ale tak uroczy i
unique, że nie zarzucam mu wtórności. Mam wielki szacunek dla Ubisoftu za to, że Raymany, PoP-y i BG&E wydał na wszystkie platformy stacjonarne (Raymana 2 jeszcze na NDS wskrzeszono - nie znam tej wersji, ale gra jest ponadczasowa tak czy owak).
Mam pytanie (może tę kwestię już poruszono, ale wątek jest tak rozrośnięty, a przy tym znaczna jego część dawno straciła świeżość, że liczę na wyrozumiałość):
czy wersje PAL GoW i GoWII są wolniejsze od wersji NTSC?P.S. Sorawka - widzę, że BG&E przedmówca jednak wymienił... To polecam bardzo Pitfall: The Lost Expedition (też produkcja multiplatformowa). Gra nie tylko może się równać z niezapomnianymi szlagierami Nintendo (Zeldy, Mariosy) jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki, ale jest w dodatku niewymuszenie zabawna (
forget about czereśniackie witze amerykańskie i animacja rodem z kreskówek Warnera w Jakach).
P.P.S. Ponieważ co młodsi użytkownicy mogą nie pamiętać Pitfalla z 8-bitowych czasów, zaznaczam, że to bohater nie mniej zasłużony od Księcia. Pitfall: The Lost Expedition nie jest może grą tak przełomową, za jaką wypada uznać Ptaszki Czasu, ale i tak warto weń zagrać.