Moda na tasiemce trwa. Kolejny 'Final destination' srednio kreci (chyba ze malo sie oczekuje), 'scary movie' poza kilkoma patentami ssie a teraz 'szybcy i wsciekli'. Zawodza.
Fabula wyssana z palucha, ja wiem, ze odbiorca filmu sa glownie ludkowie spuszczajacy sie na widok odpicowanych fur ale na litosc boska to co tutaj prezentuje osoba odpowiedzialna za scenariusz wola o pomste do nieba! Koles ma przekichane u siebie w miescie wiec zmyka do hong-kongu do swojego ojca, ktory chce go trzymac w ryzach, wyznacza zasady a zamiast wyscigow chlopak ma sie skupic na nauce tyle ze ziomek ni w zab nie lapie japonskiego a nauczyciele w szkole po angielsku nie mowia, lol!. No i jak to zwykle bywa zajawka do poscigow wygrywa, bohater wplatuje sie w tarapaty i musi odpracowac swoj dlug wzgledem pewnego skosnookiego macho.
Zmiana konwencji - podtlenek azotu wystepuje tutaj rzadko gdyz w 3 czesci wszystko rozbija sie o tytulowy drift, czyli techniczna jazde na poslizgach. Niby powiew swierzosci ale traca stechlizna bo obrazowi brak jakiegos szybszego zwrotu akcji, wszystko sie ciagnie jak glut z nosa i raz na jakis czas czlowiek zawiesi oko na ladnej japoneczce czy odwalonym autku.
Milym uklonem jest pojawienie sie 'starego znajomego' ale to zdecydowanie za malo jak dla mnie, bo akcje drftowe to ja sobie moge w necie znalezc ... 'Szybcy i wsciekli 3' zwyczajnie zasysaja. Jestem fanem odmozdzajacej rozrywki ale w przynajmniej srednim stylu - 'faf:td' zwyczajnie mietkie jest. Fine!!
O-D-R-A-D-Z-A-M!
