BTW: Co niektorzy pamietają, że podobny temat już był w tym dziale, ale został on skasowany, więc pozwolę go sobie wznowić(trzeba promować tych bardziej "ambitniejszych" userów forum
Na pierwszy ogień z mojej strony pójdzie:
LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM Kena Keseya

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że jednych uważa się za niespełna rozumu świrów podczas gdy innych się ubóstwia mimo iż ci drudzy zachowują się tak samo o ile nie bardziej "głupio" od tych pierwszych? Taki na przykład Michał Wiśniewski... no dobra, nikogo nie osądzam ale sami przyznacie, że najnormalniejszy nie jest. Właśnie, uznanie kogoś za wariata to chyba dość subiektywna sprawa. Jeden za takiego uznaje gorszącego Mansona, drugi laleczkowatą Britney Spears. Więc dlaczego, powiedzcie mi moi drodzy, istnieją takie instytucje jak zakłady psychiatryczne zwane potocznie "psychiatrykami"? Pytanie to pozostawiam bez odpowiedzi, a panu Keseyowi dziękuję za uświadomienie mi i tym tysiącom czytelników bezsens stawiania budynków dla psychicznie chorych.
Pan Ken Kesey miał kiedyś niewątpliwą "przyjemność" pobytu w zakładzie dla "myślących inaczej". Z tej przygody wyniósł na pewno mnóstwo wniosków i doświadczenie, które wkrótce zaowocowało napisaniem książki. Ta stała się wkrótce bestsellerem sprzedając się w ogromnej liczbie egzemplarzy. "Lot nad kukułczym gniazdem" bo tak owe dzieło światowej klasy zostało zatytułowane, nawet dzisiaj zachwyca daje satysfakcję, porcję zadumy oraz zmusza nas do zadania sobie całej masy pytań.
Trudno jednoznacznie stwierdzić kto tak naprawdę jest głównym bohaterem książki. Z jednej strony wydaje się nim być władczy i nieokrzesany McMurphy z drugiej spokojny Indianin Bromden, ale w końcu nie mniej ważni są inni mieszkańcy zakładu: Harding, Billy Bibbit, Martini. Cała ta społeczność szpitala psychiatrycznego początkowo strasznie razi monotonią - spotkania, gra w karty, spanie i tak w koło macieju. Być może taki stan rzeczy utrzymywał by się wieki gdyby nie wtargnięcie do tego przyczółka Randle Patricka Mc Murphy'ego. Ten bardzo porywczy, nieuznający żadnych zasad szuler wywraca całe życie, a właściwie wegetację pacjentów, stając się przyczyną wielu buntów i sporów.
McMurphy i jego zachowanie nie każdemu czytelnikowi się spodoba, to pewne. Ten "brudny" awanturnik od dzieciństwa miał gdzieś wszystkie zasady i normy. Nosiło go po całym świecie, imał się każdej roboty i w ogole wiódł niezbyt uporządkowane życie. Takiego życiorysu to tylko pozazdrościć zwłaszcza, że pan McMurphy inicjację seksualną w wieku 10 lat(sic!) miał już za sobą.
Niewiele jest książek, które...Jeszcze mniej jest takich, które wzbudzają w nas ogromne pragnienie zostania... debilem, wariatem, świrem. Tak, wiem co piszę i jestem trzeźwy. Podczas lektury i wspólnego przeżywania każdego dnia przez bohaterów dzieła Keseya, obudziła się we mnie zazdrość. Ja zazdroszczę tym ludziom ich podejścia do życia, tego że nie muszą się martwic o jutro, że z każdą chwilą poznają się coraz bardziej. Żyją we własnym zamkniętym świecie, w którym tak obce są im chciwość, i gonienie do wielkich pieniędzy za wszelką cenę, choćby i po trupach. Niech więc każdy weźmie do ręki książkę pana Kena Keseya, przeczyta ją kilkakrotnie i znów zastanowi się kto tu tak naprawdę jest świrem i wariatem. Odpowiedź może okazać się szokująca.



