QUOTE
Emocore
Zespoły: Rites of Spring, Embrace, Gray Matter, Ignition, Dag Nasty, Monsula, Fugazi, Fuel, Samiam, Jawbreaker, Hot Water Music, Elliot, Friction, Soulside, wczesne Lifetime, Split Lip/Chamberlain, Kerosene 454.
Zapoczątkowany został w Waszyngtonie (DC) na przełomie lat 1984/85. Do roku 1989 zdążył się mocno rozprzestrzenić, aż do zatoki San Francisco. Wtedy eksplodował cały Środkowy zachód, Floryda, a Północny wschód niedługo po tym.
Przez lata "emocore" stał się obszernym gatunkiem muzycznym. Początkowo zespoły te składały się z członków grających w zespołach hardcore'owych i punkowych, którzy znudzeni ograniczoną formą tych gatunków zwrócili się w stronę muzyki gitarowej: średnie rockowe tempo, motywy orientalne, emocjonalny punkowy wokal (t.j. żadnych uczuciowych wokali jak w muzyce pop). Główny nacisk kładzie się tutaj na gitarę: przester, "brzdąkanie" grane unisono (to samo grane na dwóch gitarach) często z atrakcyjnymi, chwytliwymi, jaskrawymi riffami (lub riffami solówkowymi). To wszystko zapisuje się w historii jako klasyczny "DC sound". W późniejszej muzyce "emo" pojawia się tzw. akord oktawowy (polega to na graniu jednocześnie dwóch dźwięków - jakiegoś dźwięku i tego samego dźwięku o oktawę wyższego!!?!). Późniejsze zespoły wnoszą więcej elementów muzyki pop, atrakcyjnych riffów na których opiera się piosenka (dla zilustrowania tego posłuchaj choćby "Chesterfield Kings" Jawbreaker). Zdecydowanie mniej słychać tutaj punka. Muzyka ta charakteryzuje się już gładkim, miękkim śpiewaniem w wyższym rejestrze (mniej wycia, wkładanie więcej siły w śpiewanie, gardłowość). Posłuchaj dla przykładu Elliott lub Chamberlain jako muzyki, która wkrótce stała się alternatywnym - popem. Jednakże tamte zespoły niezaprzeczalnie mieszczą się jeszcze w ramach "emocore". Jako ciekawostkę można dodać, że najczęściej używanymi gitarami są Gibsony - modele Les Paul i SG. A najpopularniejsze wzmacniacze to Marshalle JCM - 800. Taka tendencja panuje do dnia dzisiejszego. Wypadałoby również wspomnieć o jeszcze jednej tendencji. Otóż emocore (jak i właściwie "całe" emo) to muzyka analogowa. Wyklucza się wszelkiego rodzaju urządzenia cyfrowe: samplery, keyboardy itp., choć są odstępstwa od tej normy jak choćby na płycie "False cathedrals" Elliott'a.
Płyty:
Embrace s/t LP/CD [Dischord Records #24, 1985]. Ten zespół nigdy nie dopieszczał swoich kawałków. Kilka tekstów z tej płyty jest zabawnych w ich braku subtelności, ale mimo to płyta sięga do głębi ludzkich uczuć.
Rites of Spring - "End on End" LP/CD [Dischord Records, 1985]. Chyba nie ma co tu opowiadać.
Dag Nasty - Can I Say LP/CD (CD zawiera późniejszą "Wig Out at Denko's") [Dischord Records, 1985]. Muzycznie, to jest szybki melodic punk ale partie wokalne pochodzą z głębi serca, są emocjonalne, a teksty tak nieubłaganie introspekcyjne i pełne nadziei .
Fugazi - self-titled 12" EP, "Margin Walker" 12" EP / "13 Songs" CD [Dischord Records #?, ?]. Oni pokazali nam, że czasami tutaj jest więcej głębi i siły niż w "wysadzającym" punku. Czasami musisz posłuchać tego brzdąkania, tych oktaw i to wystarczy.
Fuel 7" and LP, lub dyskografia na CD. Grali podobnie jak Fugazi. Gdyby świat nie gwałcił non stop Fugazi na pewno ich wkład byłby większy...
Jawbreaker - Unfun and Bivouac LP/CDs. Piękny pop-punk, z ogromnym minorowym kluczem(?!?) i ostrzem, które głęboko wbija się w twoją duszę i tnie ją. Tobie pozostaje tylko krzyczeć...
Samiam - untitled LP/CD [New Red Archives, 1990]. Miał podobne aspiracje co Jawbreaker, ale być może był bardziej szczery.
Ignition CD discography [Dischord Records]. W latach 1984 do 1989 był sztandarowym zespołem brzmienia DC.
Hot Water Music - Finding the Rhythms CD (kompilacja wcześniejszych EPs) i Fuel For The Hate Game. Weź to co najlepsze w Fuel i Fugazi, bliźniaczy wokal, bliżniaczą gitarę i dodaj do tego słodki pop-punk z burkliwym wokalem, który nie musi być piękny aby powalać z nóg. I nie potrzeba nic więcej.
1.6 Band - CD discography. Czerpali dużo z energii i chwytliwych riffów Dag Nasty i dodawali do tego to co najlepsze w emo. A wszystko podkreślał wokal szesnastolatka.
Kerosene 454 - Situation At Hand [Art Monk Construction]. Wnieśli oni do świątyni DC hałaśliwe akordy oktawowe bardzo zniekształcone przez Marshale i podłączone do nich Gibsony SG. Ze słodkich utworów pop tworzyli miażdżącą ścianę hałas. Nigdy wcześniej nikt tak nie grał.
Lifetime - druga 7" / "seveninches" CD wydane w Glüe Records. Śpiewanie prosto z głębi serca, podnoszenie poziomu adrenaliny, tryskanie energią, szybkość - to jest to co ich charakteryzowało. Do tego jeszcze melodie chyba najbardziej słodkie kiedykolwiek napisano. Ten zespół miał misję ponownie połączyć punk, hardcore i emo.
Falling Forward - Hand Me Down 12"/CD. W samym środku wiązka kilku stylów - trochę hardcore'a z wschodniego wybrzeża, trochę emo, dużo melodii Środkowego zachodu. Wprowadzili sxe dzieciaki do melodyjnego, wrażliwego rocka..
Split Lip/Chamberlain (to jest ten sam zespół) - Doskonale skomponowane piosenki okapujące melodią i energią Środkowego zachodu. Niektórzy słyszą tutaj "knajpiany rock", ale emo budowa i styl śpiewania wokalisty zaprzecza temu.
Emo
Zespoły: Moss Icon, the Hated, Silver Bearings, Native Nod, Merel, Hoover, Current, Indian Summer, Evergreen, Navio Forge, Still Life, Shotmaker, Policy of Three, Clikatat Ikatowi, Maximillian Colby, Sleepytime Trio, Noneleftstanding, Embassy, Ordination of Aaron, Floodgate, Four Hundred Years, Frail, Lincoln, Julia, Shroomunion.
Emo zostało zapoczątkowane w DC na przełomie lat 1987/88 przez zespoły ze sceny punkowej zainspirowane tutejszym post hardcorem. Emo ruszyło naprzód do New Jersey i Kalifornii. A później do dzisiejszych "emocjonalnych mekk" jak Philly, Richmond (Va). Jeszcze trochę wpływów widać było w Kanadzie, trochę w Illinois i na tym koniec.
Muzycznie jest tu dużo dynamiki i kontrastu między skrajnie miękkim graniem i szepczącymi wokalami, a mocnym uderzeniem gitar i wrzaskliwymi partiami wokalnymi. Brzmienie i to co się dzieje w muzyce potęgują riffy bliźniaczo grane przez gitary. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i uniwersalnych elementów emo to akordy oktawowe jakże charakterystyczne dla tego stylu. Akordy oktawowe dają temu stylowi niesłychany rozmach i stanowią dla utworów bardzo bogate tło. Jeśli chodzi o sprzęt to tylko Gibson SG, do niego wzmacniacz Marshall JCM 800, a do basu wzmacniacz Ampeg 400. To już klasyka. Półprzewodnikowe wzmacniacze to rzadkość (a nawet kompromitacja dla emo he, he...).
Głosowy styl jest tutaj dużo bardziej intensywny niż dla emocore'a, bardziej rozpięty (od normalnego, zwykłego śpiewu do czegoś w rodzaju wycia, wrzasku podczas patroszenia, czy w końcu do szlochania i płaczu). Tak przy okazji, chłopcy Straight Edge w tym czasie bardzo wyśmiewali ten element emo (płacz) tym samym podkreślając swoją nietolerancję do tego nurtu. Ale myślę, że to już przeszłość.
Wiele zespołów emo miało tendencje do bardzo długich epickich piosenek rozwijających się powoli (niczym starożytny dramat) do kulminacyjnego momentu spotęgowanego eksplozją emocji. Jeżeli jesteś chłonny na takie rzeczy, emo poruszy Cię do łez. Spowoduje napływ całkowicie niekontrolowanych uczuć, wyzwoli prawdziwe uczucia. Potęga emo może przerosnąć wszelkie Twoje wyobrażenia.
Teksty zmierzają nieco ku abstrakcyjnej poezji i zwykle są trudne do odszyfrowania. Dodatkowo odczytanie tekstów z wkładek jest utrudnione poprzez dezorganizację w ich rozmieszczeniu, a często poprzez ich całkowicie przypadkowe rozmieszczenie, zamazanie, itp. [Tu warto wspomnieć o Ebullition Records. Wydawali oni tomiki w których umieszczali liryki "emo poetów", rozmieszczone na małych, jasno-kolorowanych kartkach. Te kolorowe papiery zawierały poezje, dedykowaną zazwyczaj gronu przyjaciół, przepełnioną takimi uczuciami jak rozczarowanie, gniew. To na tych kolorowych kartkach zapisywano teksty zespołów. To właśnie zapisało się w historii jako "emo poezja". Później dużo zinów wykorzystało ten pomysł]. Jeżeli we wkładkach były teksty to niemal zawsze były one pisane starodawnymi maszynami do pisania lub czasami własnoręcznie. W tak zapisanych tekstach nie uznawana była interpunkcja ani duże litery. Ogólnie charakter wydawnictw był bardzo enigmatyczny. Jeśli chodzi o informacje o zespole to ograniczała się ona tylko do wydrukowania imion członków zespołu. Zdarzały się zespoły, które poza umieszczeniem swojej nazwy i nazwy płyty nie umieszczały żadnych innych informacji.
Materiał ilustracyjny również zmierza ku abstrakcyjnym czarno-białym fotografiom, poddawanym efektom starzenia. Na tych zdjęciach umieszczone były stare, zniszczone, rdzewiejące rzeczy (szczególnie maszyny), starzy ludzie, mali chłopcy. Równie często we wkładce umieszczano szkice i rysunki kwiatów. Oczywiście były one czarno-białe. Jeżeli we wkładce umieszczone były jakieś zdjęcia z koncertów to już można było się domyślić, że dany zespół prawdopodobnie pochodzi ze wschodniego wybrzeża i ma prawdopodobnie styczność ze sceną straight-edge.
Zespoły emo podczas występów na żywo miały tendencję grania plecami do publiczności podczas spokojnych części. Podczas głośnych, wybuchających fragmentów, muzycy mieli tendencję do skakania, rzucania się po scenie, przewracania różnych rzeczy - szczególnie statywu mikrofonu.
To co było szczególnego na koncertach emo to taniec. Popularne było tzw. "emo drżenie" (the emo tremble). Drżały wtedy ręce rozrzucane bezwładnie, drżał cały tors, a delikwent poddany temu transowi całe ciało pochylał do przodu, i w jednym momencie szybko stawał na palcach i zaczynał potrząsać torsem w rytm muzyki. Od czasu do czasu "drżący" porywał głowę do tyłu i rzucał nią raz w tę, raz w drugą stronę. (Jeżeli nie umiecie sobie tego wyobrazić to zobaczcie teledysk At the drive-in "One armoured scissor"). Wielu z Was zapewne lubi zespoły, przy których można tańczyć we dwójkę...Do tego można dodać jeszcze "kroki" zaczerpnięte z hardcore'a.
Niestety obecnie wśród publiczności widać raczej stagnację. Rzadko jakiemuś zespołowi udaje się wyzwolić taki ładunek emocjonalny aby publika wpadała w "emo drżenie" Smile
Antykomercjalizacja jest mocno zakorzeniona w scenie emo. Niewiele zespołów robi T-shirty. Najwięcej nagrań dokonuje się w amatorskich studiach nagraniowych skleconych u kogoś w domu. Płyty wydawane są przez małe "domowe" wydawnictwa, lub wydawane własnym sumptem przez zespół. [Obecnie jest kilka dużych wytwórni z dobrą dystrybucją, itp., które nieco odbiegają od tego obrazu] Wydawnictwa są sprzedawane bardzo tanio. Klasyczny układ cen kiedyś wyglądał następująco: 3$ za 7", 5$ za LP, 8$ za CD. Inflacja w ostatnich latach nieco podwindowała te ceny (ale nadal są to niskie ceny jak na amerykańskie warunki). Powszechnie przyjęto, że za koncert trzeba wydać 5$ lub mniej. Zespoły odbywające trasę często są szczęśliwe jeśli zwróci im się za paliwo (organizatorzy raczej nie płacą miejscowym zespołom). Ten problem nie jest nam obcy. Popatrzmy na naszą rodzimą scenę hc/punk.
Muzyka emo staje w opozycji do nowoczesnych technologii wykorzystywanych podczas rejestracji nagrań. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Mimo to, nagrania emo są ciągle zgodnie z założeniami analogowe, niskonakładowe jeśli chodzi o budżet, przeważnie nagrywane w studio "na żywo" z mało liczbą poprawek.
Dotychczas najwięcej emo wydawnictw ukazywało się tylko na winylach. Na CD ukazywały się jedynie reedycje wydawnictw nieistniejących już zespołów. Oczywiście i to uległo zmianie.
Płyty - rarytasy :
Rites of Spring - "End on End" LP/CD [Dischord Records, 1985]. Esencja intensywności i emocjonalności partii wokalnych....poza tym legenda emo...
Moss Icon - "Lyburnum Wit's End Liberation Fly" LP/CD [Vermiform Records #15, 1988]. To jest początek emo będącego skrzyżowaniem miękkiego i jednocześnie głośnego grania. To wydawnictwo bardzo posunęło naprzód partie wokalne w muzyce emo.
Native Nod - "Answers" 7" EP i "Bread" 7" / "Today, Puberty; Tomorrow, The World" dyskografia CD [Gern Blandston Records]. Winyl "Answers" był najwcześniejszym w pełni wrzaskliwym emo. "Tangled" przyniósł jedne z najlepszych kawałków emo w historii. Jest to wspaniały materiał gitarowy. A natomiast "Bread" jest jeszcze bardziej rozbudowana. Gitary często opierają się tu na wczesnych elementach emo i emocore'a. Wrażenie muzyczne potęguje ściana dźwięków wytworzona przez przesterowane gitary.
Hoover - "Lurid Traversal of Rte. 7" [Dischord Records #89, 1993], i późniejsza 12" EP/CD wydana w 1997 roku. Niektórzy porównują ich do fugazi, jednak jest to niewłaściwe porównanie. Zespół brzmi rzeczywiście jak klasycze DC - bliźniacze gitary, średnie tempo. Czyli wszystko tak jak robiło fugazi i sto innych zespołów. Jednak to co ich odróżnia od reszty to niesamowita linia basu oraz partie wokalne, które ze szeptu przeradzają się do czegoś w rodzaju wycia torturowanego zwierzęcia. Utwór "Cuts Like Drugs" ma to wszystko o czym mowa.
Hoover/Lincoln split 7" (Art Monk Construction #1, 1993). Jeśli kiedykolwiek musiałbyś być na bezludnej wyspie tylko z czterema albumami emo, to ten split byłby na pewno jednym z nich. Co tu dużo pisać. Wzniosłe piękno wprawiające w zdumienie
Lincoln - obie 7 " (pierwsza wydana w Watemark,1992 druga w Art Monk Construction #7,1995 choć została zarejestrowana już w 1993). Pierwsza ep'ka była fascynująca ponieważ była podstawą dla nagrań zespołów z nurtu ciężkiego DC straight edge (Worlds Collide i tym podobne zespoły), ze swoimi wrzaskliwymi partiami wokalnymi i zwolnieniami. Byli oni tymi, od których zespoły moshy straight edge czerpały wcześniej wymienione elementy. Druga ep'ka jest już pełna klasycznego DC brzmienia.
Nation of Ulysses - "Plays Pretty For Baby" LP/CD [Dischord, 1992]. Pierwsze ich wydawnictwo przedstawia światu emo jako muzykę stojącą ponad stylami, modami i ponad wszelkim ideami. W ich muzyce doszły elementy szalonego, chaotycznego hardcore'a. Do tego doszły jeszcze elementy jazzu.
Still Life - "From Angry Heads With Skyward Eyes" 2xLP / CD [Ebullition Records], plus 8" i 7" EP'ki. To co jest charakterystyczne w ich muzyce to riffy gitarowe tłumione ręką (palm-mutting) i krzyczące partie wokalne. Utwory są długie, bardzo epickie i intensywne. Na wcześniejszych ep'kach jest trochę mocniej.
Navio Forge - "As We Quietly Burn a Hole Into..." 12" EP [Shadow Catcher Records #1, 1993]. Zdecydowanie najbardziej emowe z wszystkich emo wydawnictw. Atak potężnie brzmiących bliźniaczych gitar (znanych z fugazi) oraz głębokie złowieszcze, niespokojne emocje to jest ich muzyka. Partie wokalne nie śa tutaj krzyczące lecz wokal jest szlochający, lamentujący teksty płynące głęboko z serca.
Indian Summer - wszystko, szczególnie ich 7" i split the Indian Summer/Embassy 7". Trudne do odszyfrowania teksty traktujące o przyrodzie i drzewach, szeptane pomiędzy ostrymi fragmentami pełnymi krzyku i potężnych gitar. Natomiast gdzieś lekko w tle basista Bessie Smith (muzyk jazzowy) bawi się dźwiękami.
Current - "Coliseum" LP / dyskografia CD (oprócz kilku kawałków) [Council Records #2, 1993]. Głośne poetyckie teksty płynące z głębi serca i atrakcyjna, chwytliwa linia basu to jest to co ich charakteryzowało.
Maximillian Colby / Shotmaker split 12" (piosenki M.C. dostępne na dyskografii Cd) [nervous.wreck.kids, 1995?]. Maximillian Colby to połączenie piękna i furii brzmienia DC z wielką zmysłowością. Shotmaker grał bardzo rockowe emo i za to wszędzie byli oni "olewani". Bardzo rozpaczliwie chcieli grać mocno, ale jakoś im to nie wychodziło.
Policy of Three LP (Old Glory Records). Brzmienie DC z dużą ilością elementów zaczerpniętych z Drive Like Jehu, a do tego wręcz matematyczna złożoność i komplikacja utworów.
Floodgate LP i 2x7". Emocjonalny punk z obłąkanymi tekstami i równie szalonym wokalistą.
Julia LP/CD (Bloodlink/Ebullition). To wydawnictwo to bardzo zwarte, jednolite, rockowe emo z lekkimi naleciałościami DC, z miękkim, "zawodzącym" wokalem. Piękne melodie grane na przemian z melodyjnymi partiami wokalnymi tworzą niesamowity klimat. Długie utwory rozwijają się powoli osiągając kulminacyjny moment. Znane jest ich jeszcze jedno wydawnictwo Julia/Sunshine split 7" [wydane w Day After Rec. #16] zawierające ich ostatnie koncertowe nagrania.
Portraits of Past - LP (Ebullition). Zespół ten nienawidził gdy etykietowano go jako emo, ale ja o to nie dbam. To jest emo najwyższego kalibru, z uderzeniem, z pięknem. Długie utwory rozwijają się powoli, by niespodziewanie zatrzymać się i zacząć długie pieszczotliwe indie rockowe zagrywki, by ostatecznie wybuchnąć gigantycznym finałem.
"All the President's Men" kompilacja LP [Old Glory Records]. Jest to przekrój i demonstracja różnorodności stylowej sceny emo.
hardcore emo/screamo
Zespoły: Heroin, Antioch Arrow, Mohinder, Honeywell, Reach Out, wczesne Portaits of Past, Assfactor 4, Second Story Window, End of the Line, Angel Hair, Swing Kids, Three Studies for a Crucifixion, John Henry West, Guyver-1, Palatka, Coleman, Iconoclast, oraz niektóre z dokonań Merel, Clikatat Ikatowi, itd.
Zapoczątkowany w New Jersey w 1990 roku (Merel, Iconoclast). Rzeczywisty początek tego nurtu miał miejsce w San Diego w 1991 roku (Heroin), w 1992 objął swym zasięgiem całą zatokę San Francisco (Reach Out, Mohinder, Honeywell, Portraits of Past, John Henry West), potem uderzył na wschodnie wybrzeże do Philly , Nowego Jorku i na Florydę.
W muzyce widać podobieństwa do muzyki hardcore punk - ale hc-emo jest bardziej szybkie, bardziej głośne, twarde i dużo bardziej intensywne. Dużo z tych zespołów gra ekstremalnie szybko i wprowadza pojęcie "chaosu" do muzyki hardcore. To jest nadzwyczaj szorstka muzyka. Szorstka jak papier ścierny, gdzie partie wokalne są krzyczane tuż przy fizycznej granicy wytrzymałości strun głosowych. Gitary są niewyobrażalnie zniekształcone do tego stopnia, że trudno rozpoznać grane nuty czy akordy - chociaż często gitarzyści nie używają żadnych nut, robią dużo hałasu, uderzają w gitary, piszczą ogłuszającymi sprzężeniami zwrotnymi, zalewają strumieniami dysonansu. Linia basu również jest bardzo spaczona w porównaniu do prostego emo.
Czasami zdarzało się, że na koncercie trudno było rozpoznać utwory. Dlatego zespoły skłaniały się ku większej widowiskowości koncertów. Na przykład Antioch Arrow uderzali wszystko co było na scenie, brzmieli wtedy jak olbrzymia maszyna do mieszania. Po każdym utworze musieli przestrajać każdą strunę. Widowiskową częścią ich koncertu było nokautowanie swoje sprzętu. Właśnie ze względu na małą wytrzymałość sprzętu muzycznego ich koncerty były krótkie.
Wszystko co zostało napisane wcześniej o emo, o nagraniach, koncertach, itd. znajduje zastosowanie również do hardcore emo.
post-emo
Zespoły: Sunny Day Real Estate, Christie Front Drive, Promise Ring, Mineral, Jets To Brazil, Boys Life, Sideshow, Get-Up Kids, Braid, Cap'n Jazz, Joan of Arc, itp.
Na początku małe sprostowanie. Często zdarza się, że ktoś kto jest sxe lub hardcore i lubi również łagodniejsze dźwięki (bądź ich nie lubi) klasyfikuje powyższe zespoły jako emo. Stąd bierze się wiele nieporozumień.
Fala tych zespołów zaczęła się na zachodnim wybrzeżu skoncentrowana wokół Kolorado i Seattle. Potem eksplodowała na cały środkowy zachód, a dalej aż do Nowego Jorku.
Muzycznie zespoły te zmierzają ku dużej ilości głośnych interakcji z miękkimi, łagodnymi riffami. Partie wokalne są łagodne pozbawione właściwie krzyku, wrzasku czy szorstkości. Szczególnie ujawnia sie fascynacja partiami wokalnymi śpiewanymi chłopięcym głosem. Jest tu dużo atrakcyjnych gitarowych riffów wyrażających szczęście lub melancholię. Mnóstwo jest przepięknych motywów opierających się rozłożonych akordach z okolicznościowym akordem oktawowym.
Zespołem, który dokonał przełomu był Sunny Day Real Estate. Przyniósł on światu nową estetykę - połączenie post-hardcore'a z emocore'm, a wszystko to podane w indie rockowym brzmieniu. Od tego momentu zespół stał się źródłem inspiracji dla setek młodych zespołów.
Zaczęły wręcz powstawać ich klony. Zespoły te czerpały z dokonań SDRE bardziej bezwstydnie niż nieco wcześniej czerpano z dokonań Fugazi czy Quicksand. Powstanie tego nurtu dla niektórych jest końcem emo, a dla niektórych dopiero początkiem.
Ważne wydawnictwa:
Christie Front Drive - both LP/CDs [Caulfield Records] To oni zapoczątkowali falę "midwest emo" na długo zanim emo zaczęło przejmować wpływy z indie rocka.
Boy's Life - Departures and Landfalls LP/CD [Crank! Records] To wydawnictwo jest dobrym podsumowaniem całego "midwest emo". Dojrzałe dźwieki niosą ulgę słuchaczowi. Są ciche, łagodne, miejscami z bardzo intensywnymi momentami. Muzyka wiernie oddaje obraz amerykańskiej prowincji i jej klimat.
Boy's Life/Christie Front Drive split 10"/CD [Crank! Records] Emo środkowego zachodu w pełni. Piękno, nastrój, klimat x2
The Promise Ring - 30 Degrees Everywhere LP/CD i "Horse Latitude" EP [Jade Tree Records] Lo-fi rock (surowy brzmieniowo) z mnóstwem popowych zagrywek torował drogę najbardziej słodkiej odmianie emo. Wszyscy wywodzili się ze sceny hardcore, jednak po ukazaniu się tego materiału zostali przekreśleni przez wielu z tego kręgu. Ich pozostałe wydawnictwa są już maksymalnie wypieszczone a ich muzyka staje się "kulawym" popem.
Evergreen - 7" i 12" (Ten z SoCal, nie z Louisville) Dynamiczne piosenki, partiami wokalnymi słodko szeptanymi do ucha.
Sunny Day Real Estate - "Diary" i "różowy album" LP/CDs [Sub-Pop]. Alternatywny rock przełożony na język hardcore'owy. Mnóstwo rozłożonych akordów, niesamowite melodie. Raczej unikajcie późniejszych dokonań.
Elliot - U.S. Songs LP/CD [Revelation]. Obecnie za sprawą "False Cathedrals" jeden z lepszych zespołów na scenie niezależnej. Na tej płycie prezentują się jako jeden z lepszych klonów SDRE.
Mineral - "The Power of Failing" i "End Srenanding" LP/CD [Crank!] Wielu uważa ich za kolejny klon SDRE. Tworzyli oni muzykę prostszą, ale zniewalającą i urzekającą.
V/A "Don't Forget To Breathe" LP/CD [Crank!] Cudowny sampler będący przekrojem przez ten nurt.
post-emo hardcore?
Styl emo (wymieniony powyżej) zaczął umierać od roku 1995, kiedy nowe emozespoły przestawały powstawać, a stare rozpadały się. Scena emo od tego momentu obrała wiele kierunków. Jednym z nich jest ultra mocna, ultra szybka ściana dźwięków łącząca elementy grindcore'a i chaotycznego, apokaliptycznego stylu Neurosis z krzyczącym wokalem: Jenny Piccolo, Union of Uranus, One Eyed God Prophesy, Makara, Living War Room, Orchid, Usurp Synapse, itd. Z czasem do opisu takiej muzyki zaczęto używać nazwy "emo violence".
Innym trendem było eksplorowanie analogowych syntezatorów i brzmienia mod/goth/new wave. Post-emo rock? hmmm..Na myśl przychodzą dokonania takich zespołów jak Das Audience, VSS, Slaves, Young Destroyers, Crimson Curse, itd. Kierunek początkowo szczególnie rozwinął się w Californi. Póżniej styl ten poszedł dalej stronę garażowego rock'n'rolla.