838 mega do ściągnięcia - w między czasie zabijam czas w SKATE.
Po jakiejś godzinie i pół dostaję informację, że "Burnout Paradise Demo w całości wylądowało na moim HDD konsoli. Guide Button -> "Y" -> Biblioteka Gier -> Dema i jedziem. Przywitał mnie filmik, który od pewnego czasu krążył po sieci, tłumaczący z czym się to je, które tereny będziemy mogli zbadać etc. Krótki loading i lądujemy na wysypisku śmieci. LOL - ten gruchot ma być moją maszyną służącą do tworzenia terroru na drogach? Ok, nie chciałem czekać tak więc zaraz mogłem już ruszać w nieznane. Pokiereszowany, lecz nextgenowo odpicowany furak zawarczał złowrogo i z piskiem opon nabrał prędkości. Pierwsze co rzuca się w oczy to niu dżenerejszyn grafyks, ładnie wymodelowany ruch uliczny z mnóstwem detali (każda fura ma własne zawieszenie!), bijące po oczach refleksy słoneczne i dość dokładne tekstury otoczenia. Ale niestety z całą dozą powagi muszę powiedzieć, że na pierwszy rzut oka brakuje tego efektu WOW. Ale to nic. Pierwszy zakręt, głos z offu informuje mnie, że mogę driftować na ręcznym. Przez następne kilkanaście sekund szukam tego jednego przycisku, po czym trafiam na Turbo i mój kawałek złomu ładnie deformuje się na pobliskim płocie (widzieliście filmiki - bez ściemy, robi wrażenie). Po restartowaniu furki na środku drogi (bez żadnych konsekwencji w postaci odjętej gotówki - tak tylko piszę, gdyby ktoś miał wątpliwości czy to dalej stary i kochany Burnout) zamiast mojego wcześniej zdezelowanego kawałka rdzy, widzę rewelacyjnie oteksturowany z cudownymi refleksami otoczenia okaz piękna.
Przyśpieszam lawirując pomiędzy nadjeżdżającym ruchem ulicznym, znowu czując w padzie tą energię, którą cechowały poprzednie części. Delikatnie skaczę z prawej na lewą, uważając aby nie władować się w którąś z barierek pośrodku. Szybkość zaczyna gwałtownie się zwiększać po dodaniu Booooooooosta, ekran zaczyna się rozmazywać w typowo Burnoutowym Stylu (edit: ale bez przesadzonego jak w poprzednich częściach efektu - pęd i pełne 60 fps to wynagradza). Za którymś razem mijam o włos jakiś truck, brutalnie spychając z drogi razem z kilkoma osobowymi, lecz w końcu musiało do tego dość - ląduję skręcającej na skrzyżowaniu taksówce centralnie w bok. Nie wiem co się w takim razie dzieje, bo dawka emocji, orgia wizualna, efekty dźwiękowe i te wraki powyginane z każdym uderzeniem tracące na swoim pierwotnym kształcie, tańczą... dosłownie, tańczą niczym ... półtora tonowe baletnice hehe.
Za którymś razem odkrywam piękno tworzenia zniszczenia na drodze. Lżejsze przywalenie daje nam możliwość normalnej jazdy troszkę pokiereszowanym samochodem. Mocniejsze, czy też centralne, że tak to nazwę, automatycznie wyklucza nasz pojazd z jakiejkolwiek dalszej jazdy. Restart. Nic nie dzieje się w tej grze samo. Zawsze jest uczucie, że albo przedobrzyliśmy sprawę, albo po prostu nasz zmysł reakcji był wystawiony na zbyt duża próbę. Kontrola nad pojazdem jest doskonała, co wymusiło otwarte środowisko gry, ale i zwiększenie realizmu - choć w tym drugim przypadku do Forzy jest spora droga, bez obaw. Tak więc koniec z jazdą na chama przez miasto, przy prędkości ponad 300 km/h lądując na bandzie i dzięki jej pomocy pokonując najmocniejsze zakręty. Teraz każde mocniejsze trzepnięcie wozem o stałe elementy otoczenia automatycznie będzie oddziaływać na wygląd pojazdu. W zależności od tego czy było delikatne, czy też mocnym przyładowaniem, to pojawi się albo zdarta farba albo kolejny przydrożny frajer w powyginanym wraku (w tym przypadku my), który nie potrafi operować gazem.
Jedyne do czego nie potrafiłem się przekonać to hamulec ręczny. Owszem przy tak rozbudowanych miejscówkach jak w BP przydaje się do szybkiego nawrotu furacza, czy też lekkiego zaciągnięcia przed wyskokiem z rampy (okraszonym efektownym bączkiem), lecz jeżeli już mam przy jego pomocy wchodzić w wąskie zakręty, to kończy się to źle. O wiele lepiej sprawuje się standardowe przyduszenie hamulca przy ciągle wciśniętym gazie. Ale chyba o to chodziło Criterion, żeby nie rewolucjonizować standardowych elementów tej serii.
I co by tu jeszcze powiedzieć... w demku mamy jeden wyścig z przeciwnikami, jeden na czas... i gdzieś pewnie jest też nowy Crash, lecz go nie zdążyłem odszukać - bo od razu władowałem się na rozpier.. papier Online. Ciekawy motyw po sieci dla osób, które mają kamerki. Jeżeli zrobimy Takedowna osobie posiadającej ten sprzęt, zostaniemy uraczeni niezapomnianą fotką facjaty gościa, który właśnie zaliczył dzwon z naszej winy.
Na razie widziałem 3 różnych nastolatów z zachodu EU i powiem wam, że patent jest genialny. Nie zapomnę tego "pączusia", który zwinął się na fotelu jakby dostał sierpowego hehe.
Jedynym minusem jest dziwna detekcja kolizji Online. Czasami zdarzało się, że w kompletnie absurdalnych sytuacjach gość mnie zahaczał i zaliczał na mnie Takedowna. Lecz pamiętając niektóre akcje z Revenge - tu całość w sieci sprawia o wiele lepsze wrażenie.
O&O
Propo grafy: Popup jest prawie niezauważalny. Cieszy, że większość elementów otoczenia, które gdzieś tam przed nami się ładują wyłaniają się niczym z mgły, a nie wyskakują jak króliki z kapelusza (jak choćby w serii GT). Wyjątkiem są większe budynki, których nie ukryje nawet dość duża odległość.
W sumie - ściągać i grać. Takiego Burnouta chciałem na święta. Jak widać muszę na pełną jeszcze troszkę poczekać, ale trudno. Pieniążki na premierę już mam.








