Jako, ze zmeczylem w koncu Guitar Hero na Hard (cholerny Ozzie zajal mi prawie 2 tygodnie na przejscie go
Jako pierwsze do czytnika powedrowalo Amplitude - odpalilem poziom Medium (dawno nie gralem...) i... okazalo sie, ze przechodze z palcem zajetym dlubaniem niekoniecznie w zebach. Poziom wyzej i podobnie - tylko DMC z pierwszych 10 kawalkow musialem powtarzac. A pamietam, ze jak gralem kiedys w Amplitude to Hard sprawial mi DUZE problemy. Juz mialem sie klasc spac, gdy stwierdzilem: ah - przejde sobie Orbitalka z Frequency. No i sie zaczelo - nie moglem znalezc save'a, wiec zaczynam od poczatku. Oakenfold i ZONK - nie moge przejsc. Pierwsza proba, druga, trzecia... udalo sie chyba dopiero za osmym razem! I pierwsza refleksja - poziom trudnosci znacznie wyzszy niz w Amplitude. Dodam tylko, ze dzis jestem cholernie niewyspany - spac poszedlem po 3 w nocy, meczac do tej godziny wlasnie Frequency.
I teraz meritum:
kiedys wydawalo mi sie, ze Amplitude jest lepsze niz F - bardziej kolorowe, fajniej brzmi, bonusy itp itd. Jednak teraz dochodze do wniosku, ze to jednak F jest krolem gierek rytmicznych - zeby uslyszec muzyke, trzeba trafic w "nutki", w A podklad leci w tle dla czesci trakow nawet gdy w nic nie trafiamy. W F jak nie trafiamy slyszymy tylko cykcykcyk i te denerwujace pikpikpik. Nie ma muzyki. Zwieksza sie stres. Nie ma punktu odniesienia. Zaczynamy panikowac. Popelniamy wiecej bledow...
Do tego dobor utworow w F mi osobiscie bardziej podpasowal niz te z A - choc i tam sa perelki, z moim ulubionym Davidem Bowie i Dieselboy na czele - jednak zestaw z F pasowal mi bardziej.
No i rzecz najwazniejsza: TUNEL. Dlaczego zrezygnowano z tunelu w A? Najpierw gralem w A, wiec pamietam me pierwsze zderzenie z F: o jaaaa... tunel! Ale super! - ktore to podniecenie troche potem opadlo z braku tych oczoje*nych bonusow.
Co wy myslicie o tych grach? No i moze znacie jakies *podobne*?
Przy okazji moze znajdzie sie jakas dobra dusza z REZem na sprzedaz?
