Ogólnie przepadam za gitarzystami, których często słucham, bo się do nich przyzwyczajam i mogę coniektórych zestawiać ze sobą, a im dłużej słucham, tym więcej wyłapuję smaczków, które zawierają oni w swojej muzyce... Kiedy słyszę jakiś utwór po raz pierwszy w życiu, rzadko kiedy potrafię ocenić skill gitarzysty/ów, bo niejednokrotnie na takie wsłuchiwanie się w samą linię gitarową potrzebuję trochę czasu (Niemniej, że Cobain nie potrafił grać dało się stwierdzić od razu...

). Inna sprawa z basem... Tutaj to w ogóle mam przeje.bane z wyrobieniem sobie jakiejś hierarhii. W ogóle nie słucham gitarzystów solowych, którzy nierzadko spuszczają się na gryf i kombinują (pipi) wie co; wolę zespoły, a w tych kwestia basu oscyluje dla mnie wokół takich twierdzeń: Jeżeli nie ma basu, to jego brak jest wyraźnie zauważalny... Jeżeli jest choćby najlepszy bas, to nie tyle wychwycenie, co wyodrębnienie tych niskich tonów z utworu jako całości jest dla mnie cholernie trudne... A już jak utwór gitarowy jest (pipi) szybki (jakiś Szatan nsbm choćby

), to nie mam pojęcia jak można fałszować na basie, kiedy całość zapier.dala

. Da się w ogóle? Taka moja opinia. Nie wiem, być może to przez to, że w życiu nie trzymałem tego instrumentu w rękach i do końca nie znam jego możliwości, ale bardziej myślę, że na 90% przez to, że nie słucham z reguły zespołów z najlepszymi basistami (przewijają się przez to forum często wyrazy Primus i Les Claypool; z ciekawości zaciągnąłem, wysłuchałem i... nie moja muza

; bez werwy i chęci nie ma czasu, by zapoznać się lepiej niżeli powierzchownie i wsłuchać w linię basu, ot co...). Przyzwyczaiłem się, że bas jest, bo być musi i już. Od oceniania basistów zatem się wstrzymam, bo zbyt mało powiedzmy słyszałem, a ulubionym pozostaje Cliff Burton, bo dla mnie jest pewną indywidualnością w dwóch najlepszych płytach Metalliki i (pipi)...

Teraz, podobnie jak wszyscy, wymienię sobie kilku dobrych kolegów, którzy mają do dyspozycji więcej niż 4 struny

.
Karl Sanders / Dallas Toler-Wade - dla mnie najlepszy duet; technika, finezja, polot i chyba "unikatowa" agresja, oparta na jakichś inspiracjach, zamiast tej standardowej, wymuszonej przez Szatana (...)
Kerry King / Jeff Hanneman - pierwszy bardzo dobry, acz nieco przereklamowany, do drugiego raczej nie mam zastrzeżeń (+ browar za Angel Of Death

). W sumie oboje braki w technice nadrabiają szybkością, chaosem i zabójczymi riffami...
Euronymous - tutaj wyłącznie czyściutki sentyment ze strony epileptycznego kindermetala

. Skill bardzo średni/słaby, ale lubię chooy'a za to, że był tr00, za to, że za jego panowania Mayhem był najlepszym Mayhem'em, za te wszystkie spalone kościoły i w ogóle za wkład swoją osobą w norweski bm. Co ciekawe, na wiki piszą, że "his soloing technique is somewhat similar to Trey Azagthoth from Morbid Angel". Z której strony to nie wiem, bo Euro w swoim krótkim życiu zagrał może z 5 solówek, z czego 3 fałszował, ale jak widać są więksi kindermetale ode mnie

.
Trey Azagthoth - no ku.rwa wiadomo...
Chuck Schuldiner - j/w
Michael Amott - metalowy ciężar i bluesowa melodyka - łączy je zaje.biście (...)
Alexi Laiho - bardzo szybki i techniczny, ale jego muzyka to już nie moja muzyka; niemniej lubię, mimoże stereotyp fińskiego geja łamie nie do końca

...
Samoth - najlepszy blackowiec jak dla mnie...
James Hetfield / Kirk Hammett - wiem, że kiedyś robili, co do nich należało; teraz chyba wolę nie mieć zdania... A u Hammett'a przeszkadza mi jego wygląd

...
John Petrucci - chyba jedyny gwałciciel, którego mogę słuchać

.
Michael Akerfeldt,
Dave Mustaine,
Jerry Cantrell - nie wiem już, co mam pisać...
Tom Kaulitz - no daje radę chłopak (...)
Wszystkich Vai'ów, May'ów, Satrianich, Malmsteen'ów i innych Hendrix'ów, co grają napletem se wsadźcie

...
Anyway "Kill Your Idols" jak mawiają
Lista powyżej. Zaczynam od poniedziałku (...)