Oj trochę tego było...
Shenmue 1&2 - rewelacja. Wielka szkoda że nie ma więcej tego typu gier. Naprawdę magiczny tytuł i chyba nigdy nie przeżałuję że odszedł razem z DCkiem. Jest tylko jedna gra którą wspominam z większym sentymentem niż Shenmue - FF7.
MSR - najlepsza ścigałka na DCka i jedna z najlepszych w jakie grałem. W przeciwieństwie do sequeli z xboxa, ta część miała klimat. Pierwsza gra przy której naprawdę poznałem co to znaczy zarwać nockę. Mama wchodząca do mojego pokoju po godzinie 6:00 idąc do pracy tylko wymownie postukała się palcem po czole po czym zamknęła drzwi od mojego pokoju i poszła do łazienki. Byłem zbyt podekscytowany porankiem w Tokio żeby zauważyć że juz tak... wcześnie

Soul Calibur - sporo się w to nagrałem i podobnie jak w przypadku MSRa, jego kolejne części już nie mają tyle uroku. A ile się tego tytułu naszukałem po całym Krakowie to moje.
Dead or Alive 2 - mimo że SC był świetny a Tekken od dawna już uważany jest za "debeściaka" wśród fighterów, dla mnie to właśnie seria DoA rządzi niepodzielnie, choć dopiero od części drugiej (jedynka mi nie podeszła). W przeciwieństwie do dwóch powyższych tytułów, akurat tej serii przesiadka na Xa wyszła na dobre. Przy DCkowym DoA2 spędziłem mnóstwo czasu, być może dlatego też wersję na PS2 kupiłem dopiero w platynie i to w zasadzie żeby mieć a nie żeby grać.
Rez - jedna z najciekawszych pozycji nie tylko na konsolkę Segi, ale wśród wszystkich gier w jakie dane mi było zagrać. Świetna muzyka, genialna w swojej pozornej prostocie oprawa i klimat. Szkoda tylko że taka krótka. Wiele bym dał żeby raz jeszcze w to zagrać, niestety DCka już nie mam a PS2 aktualnie pożyczyłem.
Virtua Tennis - chociaż dzisiaj jego kolejne odsłony już tak nie zachwycają (xboxowy Top Spin wręcz deklasuje propozycję Segi), to jednak nie moge o nim nie wspomnieć. Cenie go przedewszystkim za świetne multi. Wraz z kumplami mięliśmy ubaw po pachy, a w wyniku nadmiernej ekscytacji jeden z padów wylądował nawet na ścianie... To były czasy