maciek88
8 02 2007, 01:09
czy podoba wam sie poezja? czy natkneliscie sie na jakies wiersze, ktore w jakis sposob was urzekly? mozecie podac autorow, ktorych cenicie? jesli tak to za co? powklejajcie wybrane perełki jezeli takowe macie. jak ktos chce zbluzgac to niech tez wali.
Andrzej Bursa
PantofelekDzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty (pipi)ie.
MiłośćTylko rób tak żeby nie było dziecka
tylko rób tak żeby nie było dziecka
To nieistnijące niemowlę
jest oczkiem w głowie naszej miłości
kupujemy mu wyprawki w aptekach
i w sklepikach z tytoniem
tudzież pocztówki z perspektywą na góry i jeziora
w ogóle dbamy o niego bardziej niż jakby istniało
ale mimo to
...aaa
płacze nam ciągle i histeryzuje
wtedy trzeba mu opowiedzieć historyjkę
o precyzyjnych szczypcach
których dotknięcie nic nie boli
i nie zostawia śladu
wtedy się uspokaja
nie na długo
niestety.
SobotaBoże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w (pipi)e małe miasteczka
mam w (pipi)e małe miasteczka
mam w (pipi)e małe miasteczka
to tylko przyklady. ogolnie gosc jest naprawde swietny -
http://www.andrzejbursa.republika.pl/ poza tym Bukowski, Baczyński, Wojaczek, Różewicz i paru innych, ktorych udaje mi się zrozumiec.
jesli nie bedzie zainteresowania to mozna zamknac.
Uwielbiam poezję, może dlatego, że swego czasu sama trochę pisałam

Ehh, nastoletnie lata
by AiszA

... o0°¨¨°o0o°¨¨ °0o ...
ZASŁUCHANA W GWIAZD WOŁANIE
IDĄC DROGĄ GUBIE SIEBIE KAWAŁKAMI...
ZASŁUCHANA W NIEBA GRANIE
Z GŁOWĄ PEŁNĄ MITÓW
WNIKAM W ŚWIAT MAGICZNY
PEŁEN MROCZNYCH SZCZYTÓW...
PŁYNĄC W IDEAŁU PARUJĄCYM ŚWIECIE
DEPCZĘ Z TEGO ŚWIATA KRWI ZRODZONE KWIECIE...
NIE SŁYSZĄC WOŁANIA SPRAGNIONYM POMOCY
SENNIE SIĘ KOŁYSZĘ SŁODKO PRZECIĄGAJĄC
W DUCHA MEGO DEMONICZNEJ BĘDĄC MOCY...
NIE WIEM CZY BYM CHCIAŁA WYRWAĆ SIĘ Z MACHINY
CZUĆ BÓL I STRACH...
WCISNIĘTA NA SIŁĘ W LOSU KOLEINY
LECZ, ŻE MĄ DOJRZAŁOŚĆ ZGUBIŁAM PO DRODZE
NIE BOJĘ SIĘ KRYTYKÓW WYKRZYWIONYCH SRODZE...
BO POMIMO TŁUMÓW SAMOTNOŚĆ SOBIE CENIĘ
WIĘC CZEMUŻ SIĘ WYKRZYWIA TWARZY MOJEJ LUSTRO...
W PARODII ŻYCIA SCENIE
KIEDY LUDZKI DOTYK CZUJĘ NA MEJ SKÓRZE
CZYŻBY W MEJ DUSZY NIE BYŁO TAK PUSTO?
JUŻ CZAS ZACZĄĆ NIEME PRZEDSTAWIENIE...
@-,--'--
cdn...
JanzKijan
9 02 2007, 15:32
Bardzo lubię Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka, Halinę Poświatowską czy Eduardo Stachurę ale także T. Różewicza, Z Herberta, K. I. Gałczyńskiego czy A. Rimabauda - polecam stronkę -
http://www.poema.art.pl/_opt/query.php - a semantyczne perełki niech każdy sobie własnoręcznie łowi

(inaczej mówiąc dobrych wierszy jest taka ilość, że ich przytaczanie mija się z celem).
Pro forma daje pierwsze z brzegu utwory Rafała Wojaczka, które nieco burzą poetycki sielankowy monolicik lansowany w szkołach podstawowych

:
RYMY NA PRZEDNÓWKU
Każdy świt jest śmiertelny mówi mózg
Gwarą poetów bym pojąć go mógł
Matka dawno umarła pisze list
Światłem które się mojej krwi znów śni
Kochanka się s(pipi)iła za mąż wyszła
Rzeczowo podpowiada spermy limfa
Ojcowiznę obsiedli źli sąsiedzi
I kalają tradycję stwierdza język
I plącze się pismo zawodzi sztuka
Ręka porzuca pióro noża szuka
OJCZYZNA
Ma tka mądra jak wieża kościoła
Matka większa niż sam Rzymski Kościół
Matka długa jak transsyberyjska
Kolej i jak Sahara szeroka
I pobożna jak partyjny dziennik
Matka piękna niczym straż pożarna
I cierpliwa jak oficer śledczy
I bolesna jak gdyby w połogu
I prawdziwa jak gumowa pałka
Matka dobra jak piwo żywieckie
Piersi matki dwie pobożne setki
I troskliwa jakby bufetowa
Matka boska jak Królowa Polski
Matka cudza jak Królowa Polski
Dla zainteresowanych link do strony, która przybliża sylwetkę i twórczość tego wybitnego poety -
http://www.republika.pl/rafal_wojaczek/index.htm
QUOTE(JanzKijan @ 9 02 2007, 17:32)

Bardzo lubię Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka, Halinę Poświatowską czy Eduardo Stachurę ale także T. Różewicza, Z Herberta, K. I. Gałczyńskiego czy A. Rimabauda - polecam stronkę -
http://www.poema.art.pl/_opt/query.php -
Dla zainteresowanych link do strony, która przybliża sylwetkę i twórczość tego wybitnego poety -
http://www.republika.pl/rafal_wojaczek/index.htmooooo, chwała Tobie za Wojaczka, uwielbiam go i jest naprawde swietny, jedyny w swoim rodzaju.
jeden z moich ulubionych
WSPOMNIENIE
To było chyba wtedy, gdy z liści ściekał listopad.Więc był błotnisty ogród i ciebie już nie było.
Moje życie, któremu twoja śmierć się śniła
- szczur -
dziury w ogrodzeniu poszukać pobiegło.
To było właśnie wtedy, gdy gwiazda nieba pochmurna
nad ogrodem ściemniała; gdy echo, co podsłuchało
twój głos
ze środka śmierci przedłużyło
za płot do ucha podbrzusza.
Więc kiedy już nie mogłem dojrzeć tropu łapek
szczurzych na dróżce; kiedy listopad mi kapał
z włosów; gdy lepka gwiazda co z rozpiętych spodni
rosła - spadła do błota,
wtedy byłem tobą
i jeszcze ten :
* * *
twoje ciało moje dzieło z gliny płodu
wyrzeźbione fantastycznie czułym dłutem
precyzyjnej dłoni tętna świetną lampą
serca w palni znakomicie oświetlone
gdy paruje niewidzialnym światłem ciepła
twoja skóra się wydaje być jak ciekła
widzę cyple sutków spina parabola
stromej tęczy za tą bramą mi nie znana
jeszcze bliżej twarz lecz blisko piąstka pięty
gdy podnosisz nogę długa perspektywa
nieskończonej łydki uda milowego
ile metrów warg mieć trzeba by całować
maciek88
23 03 2007, 22:51
Czesław Miłosz
Alkoholik wstępuje w bramę niebios
Jaki będę, Ty wiedziałeś od początku.
I od początku każdego żywego stworzenia.
To musi być okropne, mieć taką świadomość,
w której są równoczesne
jest, będzie i było.
Żyć zaczynałem ufny i szczęśliwy,
pewny, że dla mnie co dzień wschodzi słońce,
i dla mnie otwierają się poranne kwiaty.
Od rana do wieczora biegałem w zaczarowanym ogrodzie.
Nic a nic nie wiedząc, że Ty z Księgi Genów
wybierasz mnie na nowy eksperyment,
jakbyś nie dosyć miał na to dowodów,
że tak zwana wolna wola
nic nie poradzi wbrew przeznaczeniu.
Pod twoim ubawionym spojrzeniem cierpiałem
jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny.
Otwierała się przede mną straszność tego świata.
Czyż mogłem nie uciekać od niej w urojenie?
w trunek, po którym ustaje szczękanie zębami,
topnieje gniotąca pierś rozpalona kula
i można myśleć, że jeszcze będę żyć jak inni?
Aż zrozumiałem, że tylko błądzę od nadziei do nadziei
i zapytałem Ciebie, Wszechwiedzący, czemu
udręczasz mnie. Czy to próba, jak u Hioba,
aż uznam moją wiarę za ułudę
i powiem: nie ma Ciebie ni twoich wyroków,
a rządzi tu na ziemi tylko przypadek?
Jak możesz patrzeć
na równoczesny, miliardokrotny ból?
Myślę, że ludzie, jeżeli z tego powodu nie mogą uwierzyć,
że jesteś, zasługują w Twoich oczach na pochwałę.
Ale może dlatego, że litowałeś się bez miary, zstąpiłeś na ziemię, żeby doznać tego, co czują śmiertelne istoty.
Znosząc ból ukrzyżowania za grzech, ale czyj?
Oto ja modlę się do Ciebie, ponieważ nie modlić się nie umiem.
Bo moje serce Ciebie pożąda, choć wiem, że nie uleczysz mnie.
I tak ma być, żeby ci, którzy cierpią, dalej cierpieli, wysławiając
Twoje Imię.
JanzKijan
8 04 2007, 08:48
Po jakże celnym i pieknym utworze znanego Raka (choć może ciutkę nieco przefatalizowanym i przeeschatologizowanym)...proponuję coś pozornie lżejszego, z nutką humorystyczną, choć w żadnym wypadku nie bez refleksji wyższej rangi:
Witkacy: Do przyjaciół gówniarzy
Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze
I myślę sobie, och, psiakrew! czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie! Jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym nawet do Kielc.
A reszta? Ach, reszta, to jest (pipi), proszę pani, wprost na szmelc.
Pytacie mnie, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Borneo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: puszcz mnie pan, ach, puszcz,
A pluskwy, ach, nietropikalne, mnożą się jak w aparacie tym "Roneo".
O, tak w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
Gdzie zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne substytuty,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zabrakło już),
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż,
Gdzie zwykła dorożkarska buda zastąpi wszelkie narkotyki świata,
I gdzie jedyne piękno jest: na zgniłych domkach jakaś, proszę pani
wieczorna, ta tak zwana, ach, poświata,
I to wszystko na tle zupełnej nędzy
W smrodzie u jakiejś gospodyni potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim już, ach, końca -
Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
Jak jakiś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najpiekielniejszych wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądsiś gra,
A on gdzieś przy powale wydusza miliony pluskwich gwiazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohyda iśmierdząca zmora,
Gdy człowiek sobie siebie widzi jak cuchnącego własnym sosem, ach,
potwora -
Może to wszystko przejdzie, ach, a może nie,
W każdym razie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisane nie krwią, a gównem, bardzo źle.
Ja nie chcę tego, nie, nie, nie!
I nie chcę, potąd mam już ich,
Przyjaciół mych, gówniarzy tych.
Wolę bydło wprost, koty, nie mówiąc o psach,
Robaki, pluskwy, jakieś automaty,
Nawet takie, jak na stacjach, choć bez twarzy,
Co nie mają ni mamy ni taty,
Bo wiem, że kot nie kłamie miaucząc,
A pies swym szczekaniem,
Że krowa mi nie siknie witriolejem w pysk, tylko mlekiem,
Że pluskwa... ale szkoda gadać, proszę pani,
Że świat się roi od drani.
Że, gdy, na przykład, w automat włożę groszy pięć,
To wyjdzie mi na pewno czekoladka,
A nie kłamliwa mowa, brechnia obłudna i już zbyt, wprost nader hadka
W swym śliskim kłamstwie,
W zaczajonej za nim złośliwości, chęci krzywdy
I zlekceważenia, ach, i zwykłym chamstwie.
Automat nie będzie obśliniać mnie i dusić aż do bólu rąk mych z czułości,
A potem za plecami, albo i przed, to wolę nawet już, robić małych
obrzydliwości,
W imię jakichś urojonych zalet i cnót
Czekając na swego wniebowzięcia już za życia cud -
Bo on jest taki dobry, ach, i doskonały,
Że nie wiadomo już, czy nawet on oddaje kały...
Może on nie sra i nie robi pipi,
Tak, ścierwo, doskonały jest,
Że w samo piękno zamienia się jego najpospolitszy gest:
Jakieś dłubnięcie w nosie,
Czy umazanie ręki w jakimś własnym sosie,
Co lepszy jest od majonezu,
Gdy organ, co go wydaje, piękniejszy od świątyni Diany jest z Efezu...
I tak nie znoszę w ogóle obłudnych gówniarzy,
Ale gdy mymi przyjaciółmi jeszcze śmieli być
I potem się zdemaskowali
- Tym gorzej, jeśli się w gówniarstwie swym tak długo dekowali -
To taki mnie porywa wstyd, że mi jest z tym wprost nie do twarzy!
Precz ode mnie, gatunku wraży!
Niech mi się nie śmie żaden z was nawet śnić,
Bo będę pluć jak Arab i bić!
Niech mi się o nim nigdy więcej najlżej nawet nie zamarzy,
Bo wszystkich razem w kupie
Zwalę czym popadło - dla ekonomii - po olbrzymiej wspólnej (pipi)e.
maciek88
17 04 2007, 21:32
o kurde. super to powyżej

za to poniżej wiersz Norwida - ogólnie typ strasznie trudny, jest przeznaczony chyba tylko dla eurydytów i polonistów, ale akurat ten utwór może być zjadliwy również dla szaraczków.
Fatum I
Jak dziki źwierz przyszło Nieszczęście do człowieka
I zatopiło weń fatalne oczy...
- Czeka - -
Czy człowiek zboczy?
II
Lecz on odejrzał mu - jak gdy artysta
Mierzy swojego kształt modelu -
I spostrzegło, że on patrzy - co? skorzysta
Na swym nieprzyjacielu:
I zachwiało się całą postaci wagą
- - I nie ma go!
CYTAT(h1m3r4 @ 13 02 2007, 00:05)

CYTAT(JanzKijan @ 9 02 2007, 17:32)

Bardzo lubię Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka, Halinę Poświatowską czy Eduardo Stachurę ale także T. Różewicza, Z Herberta, K. I. Gałczyńskiego czy A. Rimabauda - polecam stronkę -
http://www.poema.art.pl/_opt/query.php -
Dla zainteresowanych link do strony, która przybliża sylwetkę i twórczość tego wybitnego poety -
http://www.republika.pl/rafal_wojaczek/index.htmooooo, chwała Tobie za Wojaczka, uwielbiam go i jest naprawde swietny, jedyny w swoim rodzaju.
jeden z moich ulubionych
WSPOMNIENIE
To było chyba wtedy, gdy z liści ściekał listopad.Więc był błotnisty ogród i ciebie już nie było.
Moje życie, któremu twoja śmierć się śniła
- szczur -
dziury w ogrodzeniu poszukać pobiegło.
To było właśnie wtedy, gdy gwiazda nieba pochmurna
nad ogrodem ściemniała; gdy echo, co podsłuchało
twój głos
ze środka śmierci przedłużyło
za płot do ucha podbrzusza.
Więc kiedy już nie mogłem dojrzeć tropu łapek
szczurzych na dróżce; kiedy listopad mi kapał
z włosów; gdy lepka gwiazda co z rozpiętych spodni
rosła - spadła do błota,
wtedy byłem tobą
i jeszcze ten :
* * *
twoje ciało moje dzieło z gliny płodu
wyrzeźbione fantastycznie czułym dłutem
precyzyjnej dłoni tętna świetną lampą
serca w palni znakomicie oświetlone
gdy paruje niewidzialnym światłem ciepła
twoja skóra się wydaje być jak ciekła
widzę cyple sutków spina parabola
stromej tęczy za tą bramą mi nie znana
jeszcze bliżej twarz lecz blisko piąstka pięty
gdy podnosisz nogę długa perspektywa
nieskończonej łydki uda milowego
ile metrów warg mieć trzeba by całować
wojaczek wojaczek, fajny jest, ostatnio pisałem eskplikacje jego kilku wierszy
dobry jest tez Herbert<jak na nasze standardy>
JanzKijan
29 04 2007, 09:50
Pewnie większość zna, ale przytoczyć warto...
Apollo i Marsjasz
(Herbert Zbigniew)
właściwy pojedynek Apollona
z Marsjaszem
(słuch absolutny
kontra ogromna skala)
odbywa się pod wieczór
gdy jak już wiemy
sędziowie
przyznali zwycięstwo bogu
mocno przywiązany do drzewa
dokładnie odarty ze skóry
Marsjasz
krzyczy
zanim krzyk jego dojdzie
do jego wysokich uszu
wypoczywa w cieniu tego krzyku
wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument
tylko z pozoru
głos Marsjasza
jest monotonny
i składa się z jednej samogłoski
A
w istocie
opowiada
Marsjasz
nieprzebrane bogactwo
swego ciała
łyse góry wątroby
pokarmów białe wąwozy
szumiące lasy płuc
słodkie pagórki mięśni
stawy żółć krew i dreszcze
zimowy wiatr kości
nad solą pamięci
wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument
teraz do chóru
przyłącza się stos pacierzowy Marsjasza
w zasadzie to samo A
tylko głębsze z dodatkiem rdzy
to już jest ponad wytrzymałość
boga o nerwach z tworzyw sztucznych
żwirową aleją
wysadzaną bukszpanem
odchodzi zwycięzca
zastanawiając się
czy z wycia Marsjasza
nie powstanie z czasem
nowa gałąź
sztuki - powiedzmy - konkretnej
nagle
pod nogi upada mu
skamieniały słowik
odwraca głowę
i widzi
że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz
jest siwe
zupełnie
maciek88
30 06 2007, 10:58
Charles Bukowski
metamorfoza
przyszła dziewczyna
zbudowała mi łóżko
wyszorowała i wypastowała
podłogę w kuchni
wyszorowała ściany
poodkurzała
wyczyściła toaletę
wannę
wyszorowała podłogę w
łazience
i obcieła mi paznokcie u
stóp i
włosy.
potem
tego samego dnia
przyszedł hydraulik i
naprawił zlewozmywak
i spłuczkę
a człowiek z gazowni
naprawił grzejnik
a facet od telefonów
naprawił telefon.
teraz siedzę w tej całej
doskonałości.
jest cicho.
zerwałem z całą trójką moich
dziewczyn.
czułem się lepiej gdy
wszystko było w
nieładzie.
powrót do normalności zajmie
mi kilka
miesięcy:
nie mogę nawet znaleźć
karalucha żeby się z nim
zbratać.
straciłem swój rytm.
nie mogę spać.
nie mogę jeść.
zostałem ograbiony z
mojego brudu.
J.R.R. Tolkiem
Władca Pierścieni
Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
JanzKijan
19 07 2007, 19:39
Różewicz Tadeusz, Biel
Biały baranek
uciekł schował się w szafie
beczy
z chorągiewką wbitą w oko
krew tryska
z rozdartego pyszczka
czarnymi płynie rzekami
związali baranka
udusili baranka
ze skóry obłupili
kości mu policzyli
zęby mu wybili
wrzucili do dołu
kloacznego
baranka nie narodzonego
oszukali baranka
opluli baranka
skazali baranka
pogardą okryli
śmiechem przebili
kłamstwem nakarmili
baranka białego
który gładził
grzechy tego świata
baranek leży
na sekcyjnym stole
przystrojony zielenią
nadziany nadzieją
wkoło siedzą kupki nieczystości
w białych pióropuszach
którymi porusza
wiatr dziejów
Ghouligh
11 09 2007, 21:15
najlepszy poeta: grochowiak.
najlepsza forma poezji: turpizm.
CYTAT
Modlitwa
Grochowiak Stanisław
Matko Boska od Aniołów
Matko Boska od pająków
Śnieżnych żagli smagła Pani
Sygnaturko z kolczykami
Matko Boska z żółtą twarzą
Matko Boska z orlim piórem
Matko Boska kolonialna
Łzo astralna i kopalna
Wędrująca na pirodze
Fruwająca na korwecie
Na Holendrze latającym
W dumnej pozie na lawecie
Długoręka długoszyja
Złotopalca krągłogłowa
Pysznooka wąskostopa
Żyzna w ludzi jak Europa
O kopalnio naszych natchnień
O fabryko naszych pogód
O kościele naszych cierpień
Na księżyca wąskim sierpie
Matko Boska mądra taka
Żeś jak ogród z plonem łask
Rzuć najmniejszy choćby blask
W ciemne wiersze Grochowiaka
maciek88
30 12 2007, 19:48
pewnej nocy nie tak dawno
temu
miałem sen, że
potrafię latać
to znaczy, machając tylko
rękoma i nogami
mogłem unosić się w
powietrzu
i tak robiłem
ci wszyscy ludzie
wyciągali ręce i usiłowali mnie ściągnąć w dół
ale nie byli w
stanie.
miałem ochotę nasikać na
nich.
byli tak
zazdrośni.
wystarczyło by tylko, żeby znieśli się
powoli w gęrę tak jak ja
zrobiłem.
tacy ludzie myślą, że
sukces rośnie na
drzewach.
ty i ja,
wiemy
lepiej.
------------------------------------------
[...] siedziałem tam i patrzyłem jak samochody
przejeżdżają ulicą i myślałem, że
te szczęśliwe s(pipi)iele nie
wiedzą, ile szczęścia
mają
że są tak po prostu głupi i jadą rozcinając
powietrze
podczas gdy ja siedzę tu na szczycie własnych
lat uwięziony,
tylko twarz w oknie
na które nikt nigdy
nie patrzy.
Pierwszy nie wiem jak się nazywa, drugi "Obserwator". Oba Bukowskiego. Obserwator powstał gdy Bukowski przebywał w szpitalu na chemii.
kotlet_schabowy
31 12 2007, 00:18
Szczerze mówiąc nie przepadam za poezją, dużo mógłbym tu pisać, jednak są twórcy, którzy naprawdę zwrócili moją uwagę, a to już coś. Wymienię tu dwóch : Julian Tuwim i Jan Sztaudynger. Pomijając oczywiście wiersze dla dzieci Tuwima, do których z pewnością mam sentyment, tak z poważniejszych jego utworów w wielu widać naprawdę ciekawe podejście do rzeczywistości (dobra ironia). Sztaudynger to świetne fraszki, naprawdę trafne.
Tuwim :
Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk "Wlazł kotek na płotek"
Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łakocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
-----------------------------------------------------
Absztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, grube chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawcę,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy Owupe
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiewicze pod kulturę.
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan już wie za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwe
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że "szumią jodły w Tel-Avivie".
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty, fortuny s(pipi)ysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rentę,
O, łapiduchy Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość.
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!...
maciek88
31 12 2007, 13:53
Tuwim...
Do prostego człowieka
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"
Grzehoo
31 12 2007, 21:24
Lubię, ale tylko Mickiewicza. Najlepszy jego utwór i przy okazji jeden z najznakomitszych wierszy wszech czasów, Nad wodą wielką i czystą:
Nad wodą wielką i czystą
Stały rzędami opoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła twarze ich czarne;
Nad wodą wielką i czystą
Przebiegły czarne obłoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła kształty ich marne;
Nad wodą wielką i czystą
Błysnęło wzdłuż i grom ryknął,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła światło, głos zniknął.
A woda, jak dawniej czysta,
Stoi wielka i przejrzysta.
Tę wodę widzę dokoła
I wszystko wiernie odbijam,
I dumne opoki czoła,
I błyskawice - pomijam.
Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,
Mnie płynąć, płynąć i płynąć.
W Lozannie [1839 - 1840]
Moje 2 ulubione:
Mochancki- Jan Lechoń
Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
I z wolna jął próbować akord po akordzie.
Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku,
A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku,
A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury,
A wyżej na galerii - milcz serce! - mundury.
Tylko jeden krok mały od sali go dzieli,
Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli -
On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie,
Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie.
Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie,
I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie.
Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze,
I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże.
Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią,
Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią!
Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec.
Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec,
I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer,
Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier.
Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci.
Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci,
Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco,
I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki,
I zapach białej sukni, ubranej w fijołki.
Magle złoty kirasjer poruszył się w kącie,
Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie,
Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze,
Wstyd idzie ku estradzie - czuje, jak go piecze.
Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze,
Po tym tańcu szalonym niech ręce przeplucze,
Z tych czerwonych, duszących róż otrząsa płatki,
Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki,
W sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci,
Nie pyta. Już jest w basie. Już tam się wyświęci.
Raz, dwa, trzy, cztery - wali. Niechaj mu otworzą,
Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą,
Niech mu końskie kopyta przelecą po twarzy
I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży:
Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni...
...Słyszy sala: ktoś idzie, ostrogami dzwoni -
Ostrogą spiął melodię, a akompaniament
Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt -
Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko -
I ton jeden uparcie wybija - nazwisko!!!
Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy
I wali, wali w basie murem Saragossy,
Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem
I znów wraca ku górze załzawionym dźwiękiem -
W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary,
By całą klawiaturę owinąć w sztandary.
Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach,
A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach
I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity,
Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity
I wszystkie karabele jedną ujął dłonią
I uderzył w instrument tą piekielna bronią.
Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa.
I cisza jest w wiolinie. Cisza przeraźliwa.
Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni,
Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni.
Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze,
Po księży cu, po gwiazdach - mój Boże! mój Boże! -
Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity,
Po księży cu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej.
Po sali idzie cisza przeraźliwa, blada
I obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada.
Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie
I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony
I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony,
Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko
I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką,
Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali:
"Citoyens! Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!"
Coś ty Atenom zrobił Sokratesie- Cyprian K. Norwid
Cos ty Atenom zrobil, Sokratesie,
Ze ci ze zlota statue lud niesie,
Otruwszy pierwiej?...
Cos ty Italii zrobil, Alighieri,
Ze ci dwa groby stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwiej?...
Cos ty Kolumbie, zrobil Europie,
Ze ci trzy groby we trzechmiejscach kopie,
Okuwszy pierwiej?...
Cos ty uczynil swoim, Camoensie
Ze po raz drugi grob twoj grabarz trzesie,
Zglodziwszy pierwiej?...
Cos ty, Kosciuszko, zawinil na swiecie,
Ze dwa cie glazy we dwu stronach gniecie,
Bez miejsca pierwiej?...
Cos ty uczynil swiatu, Napolionie,
Ze cie w dwa groby zamknieto po zgonie,
Zamknawszy pierwiej?...
Cos ty uczynil ludziom, Mickiewiczu?
Wiec mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?
Bo grob twoj jeszcze odemkna powtornie,
Inaczej beda glosic twe zaslugi
I lez wylanych dzis beda sie wstydzic,
A lac ci beda lzy potegi drugiej
Ci, co czlowiekiem nie mogli Cie widziec...
Kazdego z takich jak Ty swiat nie moze
Od razu przyjac na spokojne loze,
I nie przyjmowal nigdy, jak wiek wiekiem,
Bo glina w gline wtapia sie bez przerwy.
Gdy sprzeczne ciala zbija sie az cwiekiem
Pozniej... lub pierwiej...
JanzKijan
3 02 2008, 12:05
Czołem.
Faktycznie niezły "płot, co własnym swoim płoctwem przerażony" zaczyna się wyrabiać

Ergo...
(Andrzej Bursa) POETA
Poeta cierpi za miliony
Od 10 do 13.20
Od 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat’
cierpi za miliony
(Halina Poświatowska) * * *
manekiny mają ślepe piersi
kształt łydek jak napięta struna
dźwięcząca wiecznie
chłodnym tym samym tonem
manekiny mają włosy skończone
a twarze szczupłe
zapatrzone w siebie
spod przymkniętych powiek
manekiny
pogardzają tłumem
nie drżą
w istnieniu doskonałe
nieruchome
rozpościerają palce chwil
nad mijającą barwą jedwabiu
z twarzą przyklejoną do szyby
pod suknią
pod szalejącą suknią
jestem wspaniałym elastycznym manekinem
(Herbert Zbigniew) Piekło
Licząc od góry: komin, anteny, blaszany, pogięty dach. Przez okrągłe
okno widać zaplątaną w sznury dziewczynę, która księżyc zapomniał
wciągnąć do siebie i zostawił na pastwę plotkarek i pająków. Niżej kobieta
czyta list, chłodzi twarz pudrem i znów czyta. Na pierwszym piętrze młody
człowiek chodzi tam i z powrotem i myśli: jak ja wyjdę na ulicę z tymi
pogryzionymi wargami i w rozlatujących się butach? W kawiarni na dole
pusto, bo to rano.
Tylko jedna para w kącie. Trzymają się za ręce. On mówi: "Będziemy
zawsze razem. Proszę pana czarną i oranżadę." Kelner idzie szybko za
kotarę i tam dopiero wybucha śmiechem.
Końcowo, chciałbym poddać ultrabanlną refleksyjkę - jakie jest Wasze patrzenie na poezję?/Jakie ma ona dla was znaczenie?/po kiego ch**a w ogóle czytacie wiersze?, skoro to wszystko przeważnie takie mało czytelne, udwuznacznione wielowymiarowe i do tego jakby ex definitione to razem na kupę (tylko nie piszcie, że to nie mankamenty

).
Z góry thx za zainteresowanie to jakże palącą sprawą. Pozdrawiam najserdeczniej i idę cierpieć za miliony

.
Ostanio w Wyborczej czy dzienniku calkiem ładny kwiatek znalazłem
Radosław Wisniewski
"Litość" (orginalna treść nie zawiera dużych liter)
"na imie mam karp i nie mam głosu, kiedy przychodzi smierć,
tylko bezmyślnie kłapie pustym pyskiem jak człowiek.
widziałem, po ktorej stronie kazali ci zanurzyć ręce niczym sieci.
były dzięcięce, ale z nich miałem przyjąć sakrament twardy jak kant wanny.
tradycji babki, tradycji matki, pradziadka postrzelonego pod Tomskiem
musiała stać się zadość.
to miał być konkretny męski strzał od którego scina się ikra, tężeje krew.
nie poszło najlepiej i trzeba było dobijać rannego tak kurczowo chwytającego resztki życia,
zawiniętego w ręcznik, żeby mózg nie bryzgał.
na przyszłość naucz dzieci że jest jeden cel, jeden cios, że kiedy bóg się rodzi, trzeba krwi.
potem już nic nie boli, niczego nie jest żal.
(The Rose, 1893)
A Cradle Song
The angels are stooping
Above your bed;
They weary of trooping
With the whimpering dead.
God's laughing in Heaven
To see you so good;
The Sailing Seven
Are gay with His mood.
I sigh that kiss you,
For I must own
That I shall miss you
When you have grown.
--------------------------------------------------------------------------------
(Róża, 1893)
Kołysanka
Nad twą poduszką, mój miły,
Aniołów gromada skrzydlata.
Już im się trochę znudziły
Jęki umarłych w zaświatach.
Bóg ma uśmiech na twarzy,
Spoglądając na ciebie.
Nawet Siedmiu Żeglarzy
Świeci jaśniej na niebie.
Całuję twe drobne usteczka,
Lecz wzdycham przy tym żałośnie.
Zabraknie mi ciebie, syneczku,
Kiedy mi wreszcie dorośniesz.
William Butler Yeats
Przepiękne słowa...
worker bees can leave
even drones can fly away
the queen is their slave
Chuck Palachniuk
maciek88
30 09 2008, 17:33
Wszystko, co złote, krótko trwa [Robert Frost]
Złotem przyrody - pierwsza zieleń;
Po niej - już nic prócz spłowień, zbieleń.
Rozkwitu szczyt - to pierwszy listek,
Lecz przez godzinę ledwie: wszystek
Zwykleje w liść natychmiast potem.
Tak Eden zszarzał nam w zgryzotę,
Tak świt nam blaknie w światło dnia.
Wszystko, co złote, krótko trwa.
Zaiebiste to jest.