CYTAT(signap @ 25 11 2007, 18:25)

ale jak grales? Bawiles sie fizyka, cialami, itd bo jakby isc do przodu to gra jest na pare godzin
Na początku tak, ale ile można...?
Napiszę coś od siebie. Że gra jest świetna nie ma się co spierać, superlatywy każdy siedzący w temacie zna; ja skupię się na bublach. Długi post i wszechobecne spoilery, więc czytasz na własną odpowiedzialność...
Gra nie zawodzi, ale nie jest to dokładnie taki Crysis, na jakiego czekałem... Pierwsze 6 poziomów to uczucie deja vu po FarCry'u, czyli w chu.j dobrze... Subtelne różnice odczuwalne głównie w walce, która jest bardziej taktyczna dzięki wdzianku Nomad'a oraz zniszczalnemu środowisku.
Crysis jest łatwiejszy niż FarCry, dużo łatwiejszy, a dzieje się tak za sprawą "cloak mode". Można grać bez tego, dzięki czemu poziom trudności na delcie wzrośnie kolosalnie, ale chyba nie o to chodzi... Inaczej zagospodarowałbym sekundami przypadającymi na niewidzialność, po prostu, tudzież nastawił Koreańców, że od iluśtam metrów nie rozmyślają już co to jest to takie fajne, co tam tak biega i załamuje światło, tylko zamiast tego zapobiegawczo ładują w to coś ołów (zwłaszcza, że, jak się później okazuje, Żółtki też znają technologię nanosuit'a, więc w czym problem?). A tak dostajemy sporo czasu, żeby przemierzyć odległość między bardziej oddalonymi krzaczkami, w których nas oczywiście nie widać, a przebiegając milimetr obok przeciwnika, ten nie będzie nigdy w stanie zczaić "wtf?".
Kolejna sprawa, pojazdy - cholernie niepraktyczne. Nie piszę bynajmniej o czołgach w jednej z misji, których siła ogniowa jest bardzo przydatna do przebrnięcia przez poziom (efektownego przebrnięcia, takiego, z którego ucieszymy miche), ani o VTOL'u, którym lecieć musimy. Piszę o reszcie pojazdów. Dobre są do szybkiego przemieszczania (auta, bo łodzie to mają tak mały akwen do popisu, że już lepiej i bezpieczniej płynąć wpław) i na tym się kończy ich rola. Sorry, jeszcze postrzelać sobie z nich można, ale mija się to w tej grze z celem, dosłownie! Wiem, że rozrzut i przegrzewanie działka to taki zabieg real-life'owy, ale kur.wa tutaj po prostu wygodniej jest człowiekowi wyeliminować oddział wroga po cichu i prawdopodobnie odbędzie się to efektowniej, może nie szybciej, ale z większym accuracy i z większym bananem na ryju. Nie wiem jak z rakietami na pojazdach. Przyznam się, iż wehikuły tak mnie odrzuciły, że nawet zapomniałem pofatygować się i nacisnąc x, żeby zobaczyć czy da rade strzelać z czegoś wybuchowego z pojazdów. Jeśli da rade, tak jak w FarCry'u, to używanie działek widzi mi się już trochę lepiej. Obadam przy trzeciej sesji z Crysis'em. Abstrahując jeszcze od FarCry'a i jego środków transportu, te w Crysisie mają zdecydowanie lepszy model jazdy. Mimo to brakowało mi w tej grze takiego stricte praktycznego środka lokomocji, jakim była w FarCry'u lotnia - cichutka i kilometr można było taką pier.dolnąć, a jeśli zauważeni, to i tak bezpiecznie szybujący sobie w miejscówkę, gdzie przeciwnik mógł nam possać, a i widoki nieprzeciętne podczas lotu. W Crysisie natomiast dobrze ulokowany granat przeciwnika pod wozem, nawet lekko w pobliżu, robi permanentne kuku naszym czterem literom i naszym czterem kołom - realistyczne to to może i jest, ale to, że constant prucie ze stacjonarnego działka, pwn'owanie wszystkiego jak leci i tak daje przeciwnikowi (rannemu ku.rwa...) warunki na (pipi)nięcie pro granata jest już troche mniej życiowe.
Kolejna rzecz, jaka mnie rozj.ebała to kwestia miniguna, a raczej momentu, w którym go dostajemy - kopalnia odkrywkowa, lol... Teren łysy, a każdy z wypiekami wyobrażał sobie, jak to będzie kosił dżunglę przy pomocy tego cacka XD Wałek... Jak już dzierżymy obrotowe działko w łapach, to możemy sobie co najwyżej postrzelać do kamieni i piasku, tudzież kryształków w bazie obcych w kolejnym rozdziale, albo jeszcze lepiej - śniegu i lodu, kiedy już opuścimy ową bazę XD Owszem, możemy się nieco cofnąć z działkiem i ogarnąć trochę drzewek tu i tam, albo zarezerwować trochę czasu w jednym z późniejszych poziomów (chyba nawet tylko w jednym, do tego takim, w którym wypadałoby się spieszyć - mówię tu o ucieczce z wyspy), ale takie koszenie dla samego koszenia? Nie ma żadnej walki w dżungli, gdzie moglibyśmy jednocześnie wysyłać do krainy wiecznych łowów naszych przeciwników i przy okazji florę. Zonk.
Koreańcy też stwierdzili, że po zaje.baniu przez naszą postać ich generała, nie mają już co robić na wyspie i po 6 poziomie, ich obecności już nie stwierdzamy XD Zaiste inteligentne...
Kolejny idiotyczny imo zabieg - jedyna broń obcych, którą dostajemy w prezencie od Prophet'a miała zamrażać... Nie wiem, może i zamraża... W multi... Faktem jest, że w kampanii do ludzi sobie już z niej nie postrzelamy, a obcy reagują nań "normalnie", jak na każdą inną broń...
Kwestia obcych? Jest ich mało... Za mało... Na tyle mało, że zabrałbym tej grze tytuł "sci-fi"... Cóż...
No i trzecią, ostanią bronią z mega-niewykorzystanym potencjałem będzie oczywiście TAC Launcher - oddajemy sobie nim 3 strzały, wszystkie 3 za pozwoleniem gry, nie do byle czego przecież, tylko do tego, do czego Crytek uznał, że warto XD Przecież to aż się prosi, żeby ciepać mini-atomówki wedle uznania, w kampanii, na jakimś rozległym obszarze. Bez przesady oczywiście - ograniczyć ilość głowic, ale pozwolić graczowi na taką zabawę, ech... Beznadzieja...
Rzecz ostatnia (chyba). W grze traktującej o jednostce specjalnej nie mogło zabraknąć przecież dumnej, patriotycznej kwestii, jacy to Amerykańscy (Amerykańscy?) Marines czy tam Delta Force nie są zaje.biści. Crytek niby niemiecki, ale albo puścił ironiczne oczko do graczy, albo po prostu polizał Amerykanów po du.pci... Enyłej... Ucieczka z wyspy, świst kul, wybuchy... Oto nasi bohaterowie zdu.piają przed tym pająkowatym, zamrażającym czymś. Oczywiście nie uda im się tego dokonać, jeśli jakiś dzielny, odznaczony, uhonorowany, wysoki rangą, bla bla bla, nie poświęci się dla dobra swoich żołnierzy. VTOL nie odleci, bo machina obcych skupia na nim całą swoją uwagę. Nasz generał nie byłby sobą, gdyby w bardzo, ale to w bardzo wyszukany sposób nie dał graczowi do zrozumienia, że jest zaje.bisty, Marines są zaje.biści, wojsko jest zaje.biste, Ameryka jest zaje.bista, NO!!! Kiedy już wygłasza swoją patriotyczną kwestię, od której można puścić pawia na ekran monitora, wsiada do jedynego ocalałego opancerzonego wozu i stacza pojedynek ze śmiercionośną maszyną obcych, pojedynek którego wynik nasz generał zna jeszcze zanim wsiada do czołgu, pojedynek który umożliwia innym żołnierzom ucieczkę z wyspy, pojedynek który pokazuje wartość Amerykańskiego żołnierza... Gracz i inni Marines uciekają, a przez zamykającą się klapę VTOL'a widzą bohaterską śmierć swojego towarzysza broni (który zostaje zdeptany XD). Wszyscy kochamy takie sceny, prawda? Niedobrze się człowiekowi robi...
Tyle odośnie tego, co mi się NIE PODOBA. Grę oceniam niżej niż FarCry, niestety... Crysis to dla mnie doskonały, światowy poziom na rynku FPS. Stawiam grę na równi z Bioshock'iem i F.E.A.R.'em, czyli takie 8+/9-. Wiązałem z Crysis'em nadzieje, czekałem na grę, która przebije niedoścignionego FarCry'a... Nie przebiła, ale to bardzo solidny tytuł... Krótki, jak już wspomniałem w poprzednim poście (bagatela ze 2 razy krótszy niż poprzednie dziecko Crytek'a, które oscylowało w granicach 20-30 godzin), ale solidny. Z FarCry 2 już nie wiążę nadzieji. Lepiej być mile zaskoczonym niż niemile rozczarowanym...