Po pierwsze, Nightshade to nie platformówka. To napier.dalanka. Dość hardcore'owa. Nie aż tak jak Ninja Gaiden, ale jeśli nie grałeś w tego typu gry, to pod koniec może zrobić się trudno.
Największym bajerem, radością z tej gryjest napier.dalanie wszystkich jak najszybciej. Jest tam taki patent: kiedy zabijesz przeciwnika, to on nie upada, tylko zamiera w miejscu. Wtedy czym prędzej lecisz do następnego i jego też zabijasz. Musisz doprowadzić do tego, żeby jak najwięcej przeciwników było "zamarzniętych" w tym samym momencie. Wtedy wszyscy padają na ziemię w tym samym momencie, a ty dostajesz ogromną ilość punktów za kombo. Poszukaj na necie filmików to pokazujących. Naprawdę dobry patent, leet jak cholera. I ta satysfakcja

Można tez oczywiście biegać i machać mieczykiem, ale gra nie jest do tego dostosowana, wtedy łatwiej przeciwnikom będzie cię zabić, będziesz dostawał mało punktów itp.
Aha, Nightshade jest sequelem innej gry od tych samych autorów - Shinobi, która z kolei jest remake'iem, sequelem oldschoolowego Shinobi ze starych konsol.
Ja bardzo lubię tego typu gry. Shinobi/Nightshade na PS2 nie ma w zasadzie konkurencji (DMC3 czy God of War to nieco inne, nieco wolniejsze gry, co nie znaczy, że łatwiejsze i mniej efekciarskie). Zaznaczam, że niekoniecznie ci musi podpasować. Grafika jest spartańska, słabsza niż w tamtych dwóch pozycjach, ale sama gra ma swój, oldschoolowy, urok.