Przeczytałem tylko dwa pierwsze rozdziały. Spójny tekst, trzyma się kupy. Zdecydowanie za dużo "po czym, po chwili", a bardzo plastyczne opisy bywają miejscami zbyt szczegółowe.
"Sięgnąłem po papierosy leżące na szafce, odpakowałem je z folii i odpaliłem. Nie używając rąk zdjąłem buty, gdy jednak z drugim zaczęło mi iść opornie złapałem go w ręce i cisnąłem przez pokój... Rozpłakałem się... "
A może po prostu zapaliłem papierosa? Lub leżałem na łóżku delektując się papierosem, który chwilowo działał jak balsam na moje silnie roztrojone nerwy? Czytelnika też raczej ch.uj obchodzi w jaki sposób zdejmujesz buty - chyba że poprzez swoją nieudolność w wykonywaniu tej prostej czynności chciałeś odzwierciedlić mocno odbiegający od normy stan emocjonalny, ale chyba niezbyt Ci się udało. Rąk, ręce... Ręce później można było zastąpić słowem dłonie.
Za dużo też trzech kropek jest.
Wydaje mi się również, ze napisać coś chciałeś, ale nie za bardzo miałeś/wiedziałeś co i nawałem opisów, przy których czujesz się najlepiej przyćmiłeś niezbyt wyszukaną fabułę, która w ogóle została zepchnięta gdzieś na dalszy plan i czytelnik zamiast skupiać się na niej przebija się tylko przez ogrom niekończących się opisów popiołów, popielniczek, stawiania pojedynczych kroków czy w końcu dramatycznego podnoszenia się.
I jeszcze jedno. "Co jest (pipi)?" Nie zabrzmiało to twardo i autentycznie, raczej sztucznie. Człowiek znający kaca jak starego psa, który odwiedza go cyklicznie, nieustannie od 12 roku życia już tak chyba nie reaguje.
Przeczytam do końca. Fajnie jest stanąć na pozycji sądzącego, ale mam nadzieje, że nie zrobiłem nikomu żadnej przykrości

Spójny tekst, trzyma się kupy. To ważne.