CYTAT(_wortigern_ @ 1 02 2008, 19:12)

Pisząc o kinie azjatyckim nie mialem na mysli horrorów. Kiedy bylem mniejszy i nie mialem jeszcze zajawki na siedzenie do 3 na kompie to czesto ogladalem nocami TVP2. Stację która puszczała i puszcza nadal bardzo dobre filmy. Często również trafiałem również na azjatyckie produkcje które naprawdę robiły na mnie wrażenie, większe niż 99% amerykańskiego ścierwa. Nie mam na myśli bijatyk i strzelaniń tylko zwykłą prostą fabułę. Azjaci - być może z powodu innej kultury - inaczej kręcą filmy i bardziej się skupiają na relacjami miedzy bohaterami niż na samej akcji. To mi się właśnie podoba.
Jeśli chodzi o kino polskie to jest ono BARDZO DOBRE tylko że to "dobre" jest mało popularne. Komercyjny film polski to dno ale produkcje o niskim budżecie są na całkiem innym poziomie. Oglądałem już przynajmniej kilkanaście polskich obrazów które mi się bardzo podobały a gdyby nie to że przypadkiem włączyłem TVP2, nigdy bym o nich nie usłyszał.
Cały czas mam w pamięcie film - główną rolę gral Bartłomiej Topa (?) ten gość który grał Zenka w Złotopolskich. Facet naprawdę jest dobry. Fabuła opierała się na tym że młody psycholog chce wykonać eksperyment który polega na tym że ma on zostać zamknięty w zakładzie psychiatrycznym aby przeprowadzić badania. Facet chce zobaczyć jak to wszystko wygląda od środka. Jedyną osobą znającą jego prawdziwą tożsamość jest dyrektor (albo ordynator, nie pamiętam) szpitala. Wszystko idzie dobrze dopuki dyrektor nagle nie umiera i psycholog zostaje w szpitalu sam. Nikt nie wie ze naprawdę nie jest chory i że to wszystko to eksperyment. Film jest naprawdę świetny, szkoda że nei pamiętam tytułu (może ktoś pomoże). Mogę dodać tylko że zakończenie było wprost wyśmienite. Przekonałem się że mając nawet nie wielki budżet można nakręcić dobry film który daję przyjemność z oglądania ale i przekazuje coś ważnego.
Ja uważam podobnie. Kino azjatyckie ma wiele do zaoferowania; chodzi tu głównie o szczególną wrażliwość sceniczną i konsekwentną dbałość o detal (w każdym sensie).
Podzielam też w 100% nastawienie do amerykańskiego szamba filmowego ostatnich lat. Trywializacja i banalizacja filmów w USA jest widoczna gołym okiem. Większość poprzedzonych hypem produkcji okazuje się "w praktyce" zwykłym kiczem, epatującym ordynarną dosłownością i tandetną przesadą. Zero koncepcji artystycznej, sztampa i schemat na każdym kroku. Jedyny miernik wartości artystycznej filmu to w USA liczba sprzedanych biletów, w kolejnych odcinkach czasu po premierze (my zresztą usłużnie naśladujemy ten schemat z coraz większym oddaniem, cofając się zarazem konsekwentnie w rozwoju kulturalnym).
Marginesowo wtrące, że argumenty, polegające na gloryfikowaniu papkowatego kina akcji, z tej tylko przyczyny, że to kino akcji, są chybione. Papka to papka, bez względu na gatunek. Zresztą kto powiedział, że kino akcji ma być prymitywne i głupie? Inaczej mówiąc można przecież zrobić np. dobry film wojenny z ciekawą i konsekwentą fabułą (można, gdyż takie filmy już powstawały - taki "Czas apokalipsy" przykładowo). Ostatecznie - de gustibus... - kto chce się szprycować wyjałowioną sieczką, niech się szprycuje; z tym, że niestety - nie da sie ukryć, że - z jakimi fimami się zadajesz, takim się stajesz.
Polskie kino też oceniam in plus. Z tym, że ocena ta nie dotyczy nowofalowych produkcji, wzorowanych na amerykańskim schemacie. Mam na myśli stare dobre kino (taki Konwicki czy Has np., o Kondratiuku nie mówiąc) + zmarginalizowaną alternatywe (nowe niskobudżetówki).
Szkoda, że jedyną ostoją ciekawego kina są u nas kanały tv-publicznej, a i to nie za częśto i do tego jedynie w późnych godzinach nocnych. Poziom kulturalny leci na ryj...panie Janie kochany...wszędzie tylko beztroska, lobotomiczna sieczka...