Przypadkiem wpadłem niedawno na pewną stronę z recenzjami filmów i moim oczom ukazał się ten dziwny tytuł. Cóż, pomyślałem sobie - "pewnie jakiś film o małpach", ale gdy ujrzałem plakat i tytuł artykułu "Za garść żetonów" mój móżdżek zakomunikował: oh to chyba coś o kultowej grze "Donkey Kong". I nie myliłem się...
Przeczytałem całą reckę i w te pędy zacząłem szukać rzeczonego filmu. Oczywiście znalazłem(ach ten wspaniały Internet;)), obejrzałem i... teraz spróbuję przekonac Was do zapoznanioa się z tym dokumentem.
A o czym on tak dokładnie jest? A o niejakim Billym Mitchellu, którego rekord punktowy w grze "Donkey Kong" przez blisko 20 lat pozostawał nie do pobicia. Pan Mitchell dzięki swojemu wyczynowi zyskał nieprawdopodobną sławę na czym oczywiście potrafił sporo zarabiać. Trwało to jednak do czasu gdy za rozpracowywanie gry Nintendo wziął się nieznany dotąd, szary człowieczek o imieniu Steve Wiebe. Dalej nie będę pisał aby nie spoilować. Napisze tylko, że naprawdę warto ten film domumentalny obejrzeć a dla Graczy jest to chyba nawet pozycja obowiązkowa!
