Ostatnio na YT podpatrzyłem pewien ciekawy sposób gry w FF XII. Mianowicie "solówki" z bossami. Kolejnym bossem przede mną był Mateus. Podjąłem wyzwanie Baschem dzierżącym Lohengrina w łapskach i ubiłem dziada po trzech próbach. Było ciężko, nie ma co, ale radość z pokonania mendy której wcześniej nie mogłem zabić trzema postaciami i Quickeningami była niesamowita
Dawno nie odczułem takiej satysfakcji z gry. Teraz zamierzam każdego bossa podchodzić najpierw pełną ekipą, by potem zmierzyć się 1 vs 1.
Zacząłem solidnie główkować nad jakimś pomysłem własnego wyzwania i...
Rzuciłem się na psp'kowe wydanie FF Tactics, z zamiarem nie uczenia się skilli (jednak pękłem co do potionów i p.downów, bez tego chyba nie da się tego zrobić). I tak jak w przypadku FFXII zaliczenie bossa jedną postacią jest dość proste przy odpowim zaprawieniu się przed walką, tak w FFT jest o wiele trudniej gdyż ciężko się uleczyć (i znów te nieszczęsne potiony;p), czy stosować inną taktykę od "wszyscy na jednego" bez umiejętności.
No więc, czy wy także jakoś "urozmaicacie" sobie rozgrywkę?
Ciekawi mnie niezmiernie jakie inne "czelendże" można jeszcze zastosować (może przechodzenie gry z podstawowymie brońmi?).