CYTAT
hm... nie wiem jak ty grałeś ale ja jakoś nie zauważyłem przypadkowości w zadawaniu obrażeń bossom. Jak ich uderzałem to zmniejszał im się pasek na dole jak nie trafiałem (np. jakąś skrzynią) to nic się nie działo.
Czysta przypadkowość czy przeciwnik zablokuje nasze ciosy czy nie po prostu. Możemy sobie atakować ile wlezie, ale i tak zaledwie mała część całości zostanie przyjęta. To mnie głównie denerwowało, szczególnie później, gdy wróg mógł zablokować zarówno miecz, jak i wszelkie moce. Czyniło to rozgrywkę długą, nudną i monotonną. A i właśnie rzucanie przedmiotami okazywało się najlepszą taktyką z reguły.
CYTAT
Monotonii też nie uświadczyłem w tych walkach - był Jedi/Sith, AT-ST (subboss), roboty i inne śmiecia, a każdy inny (jedynie Jedi/Sith'owie podobni byli). Poza tym ta gra miała ponadprzeciętną liczbę subbossów, co się chwali
No właśnie, każdy wróg humanoidalny jest taki sam, bez jakiegokolwiek urozmaicenia (co automatycznie przekłada się na nudę w trybie FU). W ogóle śmiać mi się chciało z co niektórych przeciwników wyskakujących na potężnego sitha z jakimś mieczykiem. Takie niestarwarsowe to. Jeśli chodzi o AT-ST i temu podobne, to ja po paru takich walkach byłem zwyczajnie znudzony, powtarzając znany już schemat.
CYTAT
Nie wiem czy my graliśmy w dwie różne gry ale ja nie poczułem się sfrustrowany ani razu.
Poczułem się sfrustrowany przechodząc ostatnie kilka poziomów, które właśnie utwierdzały mnie w przekonaniu, że robię ciągle to samo bez jakichkolwiek urozmaiceń. Chciałem już po prostu grę skończyć, ale niestety musiałem przejść jeszcze kilkanaście pomieszczeń pełnych mięsa armatniego. Drażniła mnie także ostatnia misja, w której wrogowie mieli dość sporą częstotliwość ognia, i nie łatwo było uniknąć ich strzałów.
CYTAT
Miecz został osłabiony na rzecz Mocy i tyle w tym temacie.
Eee? To w takim razie po co w ogóle znalazł się w grze, skoro jest on praktycznie bezużyteczny? Nie wiem jak Ty, ale ja liczyłem na efektowną rzeźnię z jego właśnie pomocą, a koniec końców większością wrogów po prostu rzucałem.
CYTAT
Nie rozumiem też jak udało ci się zginać tyle razy
Patrz wyżej, ostatni poziom. Przed nim nie zginąłem ani razu, dlatego też byłem głównie zdziwiony. Nie ważne czy było to odepchnięcie czy błyskawice, przeciwnicy coś nie raczyli zginąć, tylko ciągle wstawali. A wiadomo, i Herkules dupa kiedy wrogów kupa.
CYTAT
ta gra jest na prawdę łatwa, wystarczy "strzelać" piorunami i rzucać przeciwnikami, a mało który do ciebie podejdzie
Tja, w trakcie kiedy rzucam jakimś wrogiem albo elektryzuję jedną grupkę, to w plecy strzela mi pięciu innych zabierając w przeciągu dwóch sekund połowę życia. Oczywiście mówię cały czas o ostatnim poziomie, gdyż w poprzednich takich problemów o dziwo nie miałem.
CYTAT
+grywalność!!!
Przez pierwsze dwie godziny.
CYTAT
+godny następca serii Jedi Knight (choć trochę gorszy)
Stale nie mogę pojąć dlaczego TFU jest ciągle porównywany z Jedi Knightami? Przecież to właściwie nie ma nic wspólnego, może poza charakterystycznym rzucaniem mieczem. TFU nawet do pięt nie dorasta JK. Tam przynajmniej można było jakoś sensownie walczyć mieczem, i faktycznie dawało to niesamowitą radochę w połączeniu z różnymi mocami. Tutaj natomiast miecz to zaledwie ozdoba. Szybciej się udusi dziesięciu przeciwników niż pokona jednego latarką.
Nie twierdzę, że TFU jest grą złą, gdyż radochę przez pewien czas mi zapewniła, ale jednak wydaje mi się, że na takie oklaski jak powyżej to to nie zasługuje (no chyba, że faktycznie trzeba być fanboy'em SW).