No kur/wa, nie ma to jak doszukiwać się żelaznej logiki i błędów na siłę w filmie tego typu. Jedyną rzeczą, do której można by się faktycznie przyczepić jest ten włączony telewizor podczas awarii prądu, ale też niekoniecznie, bo niby skąd wiadomo, czy zasilanie poszło w całym budynku, a nie na przykład wyłącznie na klatce schodowej ? W mieszkaniu dozorcy mogły być po prostu pogaszone światła. Co do reszty, to ja nie wiem, gdzie wy widzicie te błędy i nieścisłości. Forma wyjaśnienia całego zamieszania, szczególnie jak na film zombiakopodobny, świetna i pozostawiająca pole do interpretacji, ale dla niektórych jak nie jest dobitnie powtórzone ze cztery razy kto jest kim i po kolei kto ugryzł kogo to już są nieścisłości i błędy

Kwestię tego, co się dzieje na strychu można rozkminić po swojemu i bez tłumaczenia tekstów z gazet na ścianach. W świetle nagrania z taśmy interpretacja Milana sama się narzuca. Przecież początkowo człowiek Watykanu zajmował się rzekomo ciężkim przypadkiem "opętania", dopiero później wyszło na jaw, że jest to kwestia wirusa. Gdzie tu jest jakaś przeszkoda jeśli chodzi o zapylenie dziewczyny, szczególnie biorąc pod uwagę jak kościelnym plemniki się w jajcach gotują ? Okazuje się, że wersja oficjalna jest inna, ale takie wytłumaczenie też miałoby jak najbardziej sens.
Nie zgadzam się też, co do zarzutów o nudne momenty. Musiało być jakieś wprowadzenie i to które jest, jest moim zdaniem idealne. Daje nam pewne pojęcie o osobowości dziennikarki no i choć nie dzieje się nic szczególnego, to wiszące napięcie jest odczuwalne.
Co do wywiadów w środku filmu, to jest to zabieg celowy, mający za zadanie uspokoić widza, by za chwilę przywalić wzmożoną dawką ludzkiej wścieklizny. Gdyby zarażenie biegali przez cały film w ilościach hurtowych, to człowiek szybko by się przyzwyczaił i przestałoby to robić wrażenie. Twórcy REC idealnie wyważyli częstotliwość i ilość pojawiających się "zombie", by z jednej strony utrzymać odpowiednią dawkę adrenaliny u widza, a z drugiej nie popaść w przesadę i monotonię.
Stawiam ten film na równi z Blair Witch Project, choć poza tym samym gatunkiem i techniką kręcenia, filmy są zupełnie rożne. W BWP straszyło to, czego nie było widać, a film opierał się na pokazaniu relacji między bohaterami i ich narastającej szajby z każdą kolejną godziną spędzoną w lesie. W REC mamy ostrą, mięsistą walkę o przetrwanie, ciągłe zaszczucie i dawkę strachu, której naprawdę dawno już w żadnym filmie nie było.
W dwóch, może trzech momentach rzeczywiście można łatwo przewidzieć, co się zaraz stanie (typ ustawiający się plecami do furtki, za którą znajduje się zarażony, przy czym 10 sekund wcześniej sam jeszcze stwierdził, że furtka może nie wytrzymać

). Poza tym ostatnie ujęcie jest mocno takie sobie, mogli to skończyć z trochę większym przytupem. Ostatnia scena w BWP była kulminacją całego filmu, a tutaj gdyby zamienić główną bohaterkę na kogoś innego, to scenę tą można by wpakować gdzieś w środek filmu.
Ostatnią rzeczą, której można by się na siłę uczepić jest upór maniaka, z jakim dziennikarze wszytko filmują mimo zadymy i rzeźni na około. Ja rozumiem, że laską kieruje chęć nakręcenia najlepszego materiału ever, ale w ekstremalnych sytuacjach ambicje zawodowe idą raczej na drugi plan, a na wierch wychodzi instynkt samozachowawczy. Na szczęście nie jest to ten sam poziom debilizmu, co w Cloverfield, gdzie nikogo nie denerwuje fakt, że ich kolega zamiast pomagać, biega za nimi z kamerą i sypie żartami na prawo i lewo, ale tutaj ponownie odniosę się do BWP, w którym w pewnym momencie dziewczyna w naprawdę fajny sposób wyjaśnia już mocno wkur/wionym kolegom, czemu nie przestaje kręcić.
Czyli można było to zrobić lepiej w REC.
Ale mimo tych drobnych wad, i tak jestem baaaaardzo mile zaskoczony, szczególnie po przehajpowanej plastikowej kupie zwanej Cloverfield