
"Carver" jest kinem rzeznicko-rozrywkowym odwolujacym sie do prawdziwych zdarzen, jakie mialy miejsce w okolicach sielskiej miesciny Halcyon Ridge.
Grupka studentow wybiera sie na wakacje przed rozpoczeciem kolejnego roku ciezkiej nauki. Miejscem ich wypoczynku staje sie pole namiotowe. To wlasnie w tych okolicach rozegraja sie dramatyczne wydarzenia.
Dramatyczne? Zartowalem.
Co powiecie na wielkiego, opaslego, oblesnego mezczyzne, ktory jadro jednego z obozowiczow traktuje sekatorem? Wiecie jaki odglos wydaja zebra 20-kilku letniego mezczyzny gdy z wielkim impetem udeza sie je ciezkim mlotem? Czy pila jest w stanie przeciac kosc? Na te i inne jakze interesujace i zyciowe pytania stara sie nam odpowiedziec rezyser i scenarzysta Franklin Guerrero Jr., odpowiedzialny za calkiem niezly "The 8th Plague".
"Carver" to poltorej godziny ostrej rzezi, niczym nie skrepowanej - bez moralu, bez jakiegokolwiek usprawiedliwiania bestialstwa, ot studenci zwykle maja pecha i tyle. Film nie jest rzeczywistym zapisem wydarzen jakie mialy miejsce, bazuje luzno na nich zapewniajac rozwalke jakiej dawno nie bylo. "Wrong Turn 2" byl krwawy, miejscami przerysowany - "Carver" uderza w widza swiadomoscia, ze to sie naprawde wydarzylo a na wiejskich rozdrozach lepiej miec ze soba shotguna z zapasem amunicji i kazdemu farmerowi robic headshotta.
Polecam jak cholera, efekty gore i realizacja jest najwyzszych lotow, kazdy odglos masakrowanych cial oddano z chorobliwym artyzmem wrecz. Aktorstwo srednich lotow, ale czego oczekiwac po iscie wymagajacych scenach - studenci chleja piwo, wiesniaki belkocza oferujac winiaka z domowej winnicy a morderca puszcza na adapterze skoczna melodie odcinajac kobiecie glowe w fontannach bryzgajacej krwi. No, czegoz wiecej chciec na idealny romantyczny wieczor z laseczka albo by wlaczyc rodzinie przy obiedzie?
