Na wszelki wypadek skopiuję mojego posta z innego tematu, żeby nikt się na to nie naciął:
Onion MovieWłaśnie skończyłem oglądać. Zastanawiałem się jakie określenie najlepiej opisze ten film i postanowiłem, że posłużę się cytatem, bodajże z Obsolete. Otóż ten film to 100% "końskiej spier.doliny".
Naprawdę, jakkolwiek brzydki jest ten termin, to idealnie obrazuje to dzieło.
Autorzy chcieli sparodiować groteskę codziennej medialnej rzeczywistości w USA. Punkcik dla nich. Tyle tylko, ze uznali, że najśmieszniej będzie jeśli każdy absurd tej rzeczywistości przerysują milion razy. I wiecie co? Wyszło debilnie. Każda, ale to absolutnie K-A-Ż-D-A scena w tym filmie jest kretyńska. Ale nie "kretyńska" w sensie "śmieszna", tylko po prostu kretyńska, bo po przekroczeniu pewnej granicy parodia przestaje być parodią, a staje się żenadą.
Chciałem dać jakieś przykłady, ale naprawdę nie wiem co mam napisać. Po prostu nie wiem. Ten film wyssał ze mnie wszelką energię życiową.
Oglądanie tego ścierwa przez 4820 sekund (bo tyle to to trwa, łącznie z napisami), to najgorzej spędzony czas w moim życiu. Żałuję każdej jednej sekundy jaką poświęciłem na to gó.wno.
Jezu, to jest chyba nawet gorsze od "Epic Movie".
Wiecie jak sparodiowali zapowiedzi filmów czy jakichś programów wyświetlane w czasie wiadomości na dole ekranu (u nas to jeszcze rzadko spotykane i może dlatego nie znam fachowej nazwy, ale wiadomo chyba o co chodzi)? Przez komputerowego pingwina z trąbką łażącego po biurku prowadzącego program. Hhahahahahahahaha, jakie to śmieszne

Chciałem napisać tego posta już po 10 minutach seansu, ale postanowiłem się powstrzymać.
Ja rozumiem, że autorzy założyli sobie, że zrobią zlepek idiotycznych scen, nawet sami to podkreślają, ale w żaden sposób nie zmienia to odbioru tego gniota. Zlepek idiotycznych scen nie jest śmieszny. Jest po prostu żenującym zlepkiem idiotycznych scen. Końską spier.doliną.
Ten komiks obrazuje jak się czuję:
http://img49.imageshack.us/img49/6480/gaminghumourap0.jpgAle z tego co widzę to są osoby, którym "Onion Movie" się podoba. Widocznie jest więc jakiś target, którego śmieszy ten typ "humoru". Ja do niego nie należę.
Dobra, gwoli sprawiedliwości: były może trzy momenty, które nie byłyby złe. Tzn były nawet śmieszne, jak np. historia gościa, który stracił nogi, chciał zostać chirurgiem, ale stracił dłonie. Gdyby na tym się skończyło, to może bym się nawet uśmiechnął. Ale nie. Autorzy musieli dodać do tego szkorbut, operację, która trwała 720 godzin i cholera wie co jeszcze (już nie pamiętam, bo zalałem się łzami nad upadkiem ludzkości), żeby upewnić się, że żart zostanie położony.
Słowa nie są w stanie opisać mojego zdegustowania.
Dziękuję za uwagę.
PS.
Przepraszam za chaos tej wypowiedzi, ale nie jestem w stanie zebrać myśli. Boję się, że po seansie już nic nie będzie takie samo.
PS2
Jak chcecie zobaczyć dobry film, to idźcie do kina na "Paranoid Park". To arcydzieło kinematografii autorstwa Gusa Van Santa jest wyświetlane chyba w kazdym kinie w Polsce, więc z dostępnością nie powinno być problemu.