TEKST ZAWIERA SPOILERY !!!
Ta gra jest jak najlepszej jakości film akcji - obowiązkowo z bzdurnym i niedorzecznym scenariuszem ale z kilkoma akcjami zapadającymi w pamięć. I właśnie na tym polega jej siła, bo o żadnym nowatorstwie nie ma mowy. W tej grze praktycznie nie ma rzeczy niedopracowanych... animacja postaci (czy to głownych bohaterów fabuły czy to przeciwników), balans pomiędzy siłą atakującego Cię mięsa armatniego a posiadaną aktualnie bronią, bossowie czy wreszcie dopieszczone pod każdym względem cut-scenki - wszystko to zebrane do kupy tworzy świetną grę.
Im więcej gram w tą grę tym większe wrażenie robią na mnie wspomniane cut-scenki. Pominąwszy fakt oglądania ich z oczekiwaniem na odpowiednia kombinację klawiszy do wciśnięcia (walka na noże z Krauserem to absolutny geniusz; zarówno pod wzgledem animacji (chętnie dorwałbym jakieś screeny czy filmik z sesji "motion capture" do tej walki) jak i sposobu pokazania tego starcia) to często oglądając po raz kolejny pierwsze spotkanie Leona z Adą czy samego Leona lawirującego pomiędzy promieniami lasera w ciasnym korytarzu - często odnoszę wrażenie, że mój mózg doznaje podobnych odczuć jak podczas pierwszego seansu "Matrixa" czy też "Equilibrium". Ludzie z Capcomu odpowiedzialni za tą część gry zasłużyli na jakiegoś growego Oscara za efekty specjalne.
Jak większość graczy z początku niechętnie odnosiłem się do pomysłu zastąpienia zombiaków jakimis bliżej nieokreślonymi hiszpańskimi wieśniakami... za to, że zwątpiłem w Capcom należy mi się blacha w czoło.

Pierwsza akcja we wiosce kiedy to Leon ma okazję przekonać się z kim tak naprawdę ma do czynienia wywołuje uczucie absolutnie nieporównywalne do pierwszego spotkania zombiaka w RE1. Zombiak straszył, wieśniacy przerażają... przerażają uczuciem absolutnej bezsiły jaką ma się w starciu będąć otoczonym przez jakiś nawiedzonych debili o czerwonych tęczówkach i bezradności towarzyszącej wpakowaniu piątego strzału z shotoguna w typa z piłą i workiem na głowie... ile jeszcze żeby ten świr wreszcie zdechł?
Następnym strzałem w mordę jaki dostałem od RE4 było jakieś dziwne uczucie ogarniające moje wnętrzności kiedy ogląda się ta króciutką scenkę przed walką z potworem z jeziora... Nienaturalny spokój z jakim dwóch typków wyrzuca ciało policjanta do wody wywołuje ciary nie tylko na plecach ale nawet na worku mosznowym.

I tak jest przez całe pierwsze spotkanie z czwartą częścią RESIDENTA.
Nie wiem czy ktokowiek z Was, który dobrnął do zakończenia poświęcił chwilę na napisy końcowe... opowiedziana tam za pomocą statycznych artów i kapitalnej muzyki krótka histioria szaleństwa ogarniającego całą wieś na pewno na to zasługuje. W dużym skrócie widać jak beztroskie, wioskowe życie rodzinne zmienia się w koszamar wraz z przybyciem jakiegoś proroka - prawdopodobnie Salazara. Pomysł i wykonanie tej końcowki to następny Oscar dla tej gry.
Na osobny akapit zasługuje moim zdaniem postać Krausera... kolo o zakazynym ryju typa który przyjemność znajduje nie tylko w spuszczeniu łomotu komuś innemu ale także w tym jak jemu samemu przy okazji się oberwie. Walka z nim w trybie "profesional" to jedna z najbardziej frustrujących potyczek z bossem jakie dane mi było rozegrać - nawet jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że skończyłem Ninja Gaiden.

W tym trybie nie można kupić kamizelki zmniejszającej obrażenia więc jeden strzał od Krausera wiąże się z użyciem spraya/mixa herbów. Nakląłem przy tej walce sporo, oj sporo... A kiedy już człowiek wypstryka się z amunicji i ziół nadchodzi jeszcze następny level w którym roi się od karabinów maszynowych, typków z kuszami i wyrzutniami rakiet, debili z tarczami i tego typu atrakcji. Na szczęście jest Mike i jego latająca wyrzutnia rakiet i pocisków (choć w tym trybie pomaga znacznie rzadziej niż na "normalu - przejście w tym trybie tej bazy zajęło mi dobrą godzinę).
Dawno nie bawiłem sie tak dobrze przy residencie; ba, dawno nie bawiłem sie tak dobrze przy jakiejkolwiek grze. Razem z Ninja Gaiden to najlepsze gry na konsole aktualnej generacji. Nie żałuję ani złotówki wydanej na GCN-a i RE4. Tą grę warto kupić razem z konsola nawet jeśli masz przed sobą perspektywę zagrania w czwartą część residenta na PS2.