
"Główny bohater zbliża się do trzydziestki. Jego życie ugrzęzło w martwym punkcie, pomiędzy pracą, obskurną kawalerką i barem, w którym spotyka się z takimi samymi sfrustrowanymi samotnikami. 11 września 2001, na kilka godzin przed zamachami, zakochuje się w swej rówieśnicy, kobiecie sukcesu, szczęśliwej z kimś innym. Podsumowuje całe swe dotychczasowe życie. Przed oczami jak film wyświetla mu się kronika generacji współczesnych polskich trzydziestokilkulatków. Od dzieciństwa lat 70., przez stan wojenny i pierwsze romanse, festiwale w Jarocinie i szalone wybryki młodości, aż po wejście w dorosłość i dwuznaczną moralnie pracę dziennikarza. A w dorosłym życiu jest jak na wojnie: kto się nie kala, ten nie żyje.
Świetnie napisana ostrym, wyrazistym językiem, ironiczna i pełna pasji debiutancka powieść nie tylko dla czytelników z opisanego pokolenia."
źródło:
BiblioNETka.plOd siebie dodam ze jest w niej strasznie duzo gniewu ukierunkowanego na wspolczesny swiat, przy czym autor nie oszczedza niczego ani nikogo. Moze inaczej- jesli ktos lubi czytac posty autorstwa Diabua to powinien przeczytac ta kasiazke, bo Diabeu moglby brac u tego pana korepetycje ;p Na koniec cytat znajdujacy sie na rewersie okladki:
"Ustrój jest bez sensu, jeśli władze ma hołota. Wcale się nie zdziwię, jeżeli kiedyś hołota zniszczy sama siebie... A wszystko dokoła jest jak najbardziej po linii: to nawet nie urodzaj na debili. To prawdziwa moda. Moda na prostackie pomysły. Moda na pracowników, którzy są najgłupsi i przez to najmniej groźni. Dalej są najgłupsi kierownicy działów, najgłupsi zastępcy. Najgłupsi dyrektorzy... Głupek przyciąga głupka, głupki łączą się w coraz większe zbiory. Zbiory głupków sklejają się i pewnego dnia wypełnią cały nasz świat, który w końcu pierdyknie jak mydlana bańka."