Skocz do zawartości


Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.02.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 8 punktów
    Podobno ostatnio popularny kierunek, zwłaszcza w krajach zachodnich, przynajmniej z tego co słyszę od znajomych.Byliśmy wiec na tzw. Riviera Maya na Jukatanie to pomyślałem ze podzielę się z Wami wrażeniami. Spędziliśmy tam dwa tygodnie pierwszej polowy grudnia, cztery osoby - ja, moja narzeczona i dwie sąsiadki, chata ogarnięta przez airbnb, bardzo spoko mieszkanie z wszystkim co potrzeba, 5min od plaży. Ceny za wszystko podam w peso, ewentualnie w dolarach, niemniej lepiej jest płacić w pesiakach wszędzie chyba ze planuje się trip z jakąś agencja to lepiej w dolcach. 100 peso = 20zl Uciekliśmy z ponurej angli cieszyć się słońcem a pierwsze co to przywitał nas... deszcz i tak lalo aż do nocy. Taksa z lotniska w Cancun do Playa del Carmen gdzie się zatrzymaliśmy, po stargowaniu się z jefe taksówkarzem, 1000peso i w niecała godzinkę już byliśmy na miejscu. W spojlerze mapka wybrzeża. Pierwszy dzień to oczywiście PLAŻA, najbliższy odcinek nas zwany playa Mamitas, blisko restauracje i tutejsze 'żabki' czyli Oxxo. Nic tylko leżec i popijać zimne piwko. Obczailiśmy tez najbliższą okolice. Ulica zwana 5th avenue to coś w stylu promenady, mnóstwo restauracji i sklepów z pamiątkami jak i jeszcze więcej przechodniów i naganiaczy. Wieczorami to już prawdziwe tłumy. Jeśli chodzi o jedzenie to kaźdy najdzie coś dla siebie, od tutejszych knajp z meksykańskim żarciem po sushi, włoskie restauracje, burgerownie jak i wege/vegan miejscówki. Temat żarcia zostawię na sam koniec. Nie przylecieliśmy się tylko smażyć na plaży wiec dziewczyny uderzyły do agencji ogarnąć wyprawę do 'największego, najpiękniejszego parku z atrakcjami' czyli Xcaret [czyt. eszkaret]. Tutaj płaciliśmy w dolarach, cały dzień w parku jako VIP 130 dolców i możesz robić wszystko, rzekomo, na ulotce mnóstwo aktywności pan mówi - nie zawiedziecie się! Dzień następny ruszamy rano autokarem gdzie pan przewodnik oznajmia że możemy sobie wybrać tylko po maksymalnie po dwie aktywności z ulotki i za każda się płaci dodatkowo XD To zaj.ebiste to vip nie ma co. Godzinka drogi, jesteśmy na miejscu, przy kasach decydujemy co kto gdzie i kiedy. Ja ze znajoma bierzemy, snuba diving i pływanie z rekinami, po 60 dolców od atrakcji. Narzeczona i druga znajoma pływanie z delfinami i sea trek, w tych samych cenach. OK to co można robić w parku w cenie początkowych 130 dolców? Wielkie gó.wno XD Można pospacerować, popatrzeć na flamingi, wielkie żółwie, płaszczki, znajdzie się jakiś krokodyl czy jaguar [podobno bo ta część była zamknięta akurat] plus można sobie snorkelingować czyli nurkować z rurka i oglądać rybki czy korale, meh. W cenie jest tez obiad w postaci, kilku restauracji na terenie parku, my wybraliśmy miejsce serwujące 'szwedzki stół'. Snuba diving czyli nurkowanie gdzie butla zostaje na powierzchni a płynie się tylko z 'kablem', szkolenie pan robi na motorówce w trakcie płyniecia na miejsce. Instruktarz prosty ale i ważny. Nigdy wcześniej nie nurkowałem to chwile zajeło mi ogarniecie jak oddychać przez aparat. Samo nurkowanie trwało 30min i było naprawdę super dla mnie jako laika, głębokość to może z 10m pod woda ale rafa i te wszystkie rybki i żółwie z bliska, miło popatrzeć. Pływanie z rekinami, tzw. catsharks, bo to nie takie rekiny jak w filmach, mocny meh. Baba przez 15min robi instruktarz, później siedzisz w wodzie i baba pier.doli cala historie tego gatunku, pozwalają ci podotykać rekina i go nakarmić przy czym lampi sięna ciebie tłum ludzi...po czym te 10 osób biorących udział może sobie popływać, ze sprzętem do snorkelingu, z tymi rekinami jakieś 15min. No i to tyle, zero emocji. Pływanie z delfinami, 6 osób siedzi w basenie i instruktor pokazuje sztuczki z delfinem które każdy z uczestników może później powtórzyć samodzielnie, plus karmienie, dotykanie etc. Dziewczynom się podobało, z daleka mocny meh. Sea trek czyli coś podobnego do snuba diving. Spacer ścieżką po dnie morza z śmiesznym hełmofonem zamiast aparatu do oddychania. Idealne dla ludzi bojących się tego 'prawdziwszego' nurkowania a chcących podziwiać rybki/żółwie/płaszczki pod woda. Byliśmy jeszcze na spływie 'podziemnym strumieniem' jako ostatnia wodna atrakcja, 30min machania płetwami pomędzy skalami i przez oświetlone tunele. Na koniec jeszcze był pokaz taneczno-muzyczny o historii Meksyku dla laików w je/bitnej hali. Początek super, przebieranki majowie, ognie dupersztyki, później jacyś konkwistadorzy, rewolucje ok ale dalej to już tance plumkania na gitarach, bylem już zmęczony po całym dniu w wodzie i miałem mocno wyj/ebane a trzeba było zostać do końca bo autokar z powrotem. Podsumowując cały ten park jest spory i dużo czasu zajmuje dojście z miejsca na miejsce, to tego trzeba pilnować godzin swoich atrakcji jak i godzin otwarcia restauracji. Mocno nastawiony za zachodniego turystę który cieszy się z byle pierdoły. Dziewczyny były zadowolone ja bylem zawiedziony bo wiem ze mogliśmy te pieniądze wydać lepiej. Np. na 4dniowy kurs nurkowania z certyfikatem, co kosztuje z 200 dolarów właśnie. Nasz następny cel, Tulum, ogarnęliśmy sobie już na własną rękę. Transport autobusami ADO z dworca to koszt 60-80peso w zależności od godziny plus godzinka drogi, w jedna stronę. Tulum czyli mala miesjcowość gdzie mieszczą się ruiny miasta Majów. Nie ma tego dużo, wieża strażnicza, Pałac i Świątynia zstępujacego Boga i parę dupereli. To tyle, nigdzie nie można wejść, można podziwiać z odległości, całość spacerkiem w godzinę można obejść, tłumów brak. Informacja turystyczna na początku to klasyczni naciągacze. Niemniej skusiliśmy się na snorkeling i zdjęcie na tle pałacu od strony morza,z łódki, ruiny 40 peso plus reszta jakieś 150 chyba. Ten snorkeling to trochę przypal bo zostawiasz swoje rzeczy z 'kapitanem' który nie wygląda na godnego zaufania i wskakujesz na łódkę z jego dwoma sługusami i heja na morze. Ludzie jednak okazują się bardzo przyjaźni i pomocni, po zdjęciu, płyniemy na i spot na morzu, dostajemy sprzęt do snorkelu i już sobie pływamy z rybkami/żółwiami/płaszczkami. Dzień spędzony przyjemnie ale bez szału. Plan mieliśmy taki ze jeden dzień spędzamy na zbijaniu baków na plaży, kolejny na zwiedzaniu i tak dalej. W trakcie szwendania się za restauracja po 5th ave zagadaliśmy z jednym z wielu taksówkarzy na temat kolejnej wyprawy. Trochę dalszej wiec nie opłacało się brać autobusu ze względu na czas. Pan imieniem Freddy był bardzo pomocny w ułożeniu planu dnia i umówiliśmy się na dzień kolejny rano. Cena za cały dzień usług taksówkarskich to bodaj 3200peso. Miejsce pierwsze, Coba, strefa archeologiczna z ruinami Majów [wejście 50peso], teren podobno bardzo duży i nieodkryty bo porośnięty dżunglą. Niemniej można tutaj sporo pospacerować i pooglądać trochę zabytków z czego najbardziej charakterystyczna jest piramida Nuhoch Mul, najwyższa [42m] i na którą można wejść! Pokonanie stopni mega męczące a widoczek elegancki... sama dżungla XD Rano ludzi mało, w drodze powrotnej już tłumy z autokarów. Obejście całości zajęło nam lekko dwie godziny. Miejsce drugie, Chichen Itza, zabytkowa miasto Majów i Tolteków [wejście 230peso]. Dwa najbardziej charakterystyczne miejsca to Świątynia Wojowników i Piramida Kukulkana. Ludzi od zaj/ebania, potężny tłum. Sprzedawców pamiętek tyle samo co turystów. Teren do złażenia jest spory. Poświęcić trzeba z 3h, z czego z godzinę na kupienie pamiątek i negocjacje ze sprzedawcami. XD Miejsce trzecie, cenota Ik Kil. Cenota czyli wapienna studnia krasowa [wejście 70peso]. Ik Kil jest największa i znana z skoków do wody organizowanych przez Red Bull. Niestety popołudniu tłum był ogromny wiec nie było nawet sensu pływać, popatrzeliśmy na ludzi kiszących się w wodzie i po 20minutach zwinęliśmy manatki za namową pana kierowcy innej, mieszczącej się niedaleko, cenoty. Miejsce czwarte, cenota Xkeken [30peso]. Tłumów brak, parę lokalsów. Cenota mieści się w oświtelonej jaskini, woda cieplutka, dobry relaks po całodniowym łażeniu po ruinach. Kolejny dzień spędziliśmy na prywatnej plaży zwanej Xpu-ha, plaża jak plaża, ładnie i bez tłumów, wjazd 50 peso, pan Freddy skasował chyba 300 peso za transport taksą w dwie strony, 30minut drogi. Bardzo dobry spot do całodniowego chillowania. Następny trip to Cancun, czyli tutejsze największe, najbardziej turystyczne i imprezowe miasto gdzie mieści się tez lotnisko. Koszt taksy 1600peso w dwie strony. Dzień zaczęliśmy od charakterystycznego pchlego targu zwanego Mercado 28, mnóstwo sprzedawców i miliony pamiątek, można się było grubo stargować z cenami. Niemniej ciągle naganianie szybko robi się męczace i trzeba uciekać. Dalej zona hotelara czyli miejsce z wyje/biście wielka plaza i, jak nazwa wskazuje, mnóstwem hoteli. Turystów od chu/ja, po zasłyszanych głosach większość to amerykanie i niemcy. Ogółem samo miasto nic specjalnego. Ostatnia miejscówka jaka udało nam się zobaczyć to Cozumel, wyspa nieopodal Playa del Carmen. Transport na miejsce to 200peso za ferry. Jeszcze przed wejściem na łódź naganiacz namówił nas na wynajem auta bo taksy rzekomo drogie, do wyboru sedan/jeep/buggy/garbus. Wzięliśmy garbusa ale pan przestrzegł ze nie ma wspomagania klimy i etc ok bierzemy i tak, 130 peso za cały dzień. Na miejscu gdzie mieliśmy odebrać auto panowie kilkukrotnie pytali czy na pewno chcemy tego garba. Na pytanie czy jest sprawny i da się nim jeździć potakiwali twierdząco. Podstawili takiego szrota ze głowa mala, Castro w młodości pewnie na takiego dupeczki wyrywał XD Zacinająca się skrzynia, 60km/h maks, nie działające zegary, brak lusterek... no ale dało się jechać XD W sumie to był niezły ubaw jeździć tym garbusem i sporo takich autek po wyspie się bujało. Na wyspie poza żarciem i leżeniem na plażach nie ma specjalnie nic do roboty. Chyba ze się chce nurkować na rafach koralowych to jest mnóstwo miejsc oferujących ta usługę, my jednak odpuściliśmy. Przy zwrocie tego szrota typy oglądały go dookoła jakby był ze złota XD Ostatni dzień spędziliśmy na mieszkaniu bo cały dzień niestety lalo, tyle co udało nam się wyjść na szamę i drinki. Jedzenie Restauracji w Playa del Carmen jest od zaje/bania ,wszystko jest co najmniej dobre, nie trafiliśmy na jakieś totalne złe jedzenie. Były lepsze i gorsze ale raczej wychodziliśmy zadowoleni. Oczywiście najczęściej wszelkiej maści taco, burrito, quesadille, enchialady, salsy... Biedne taco jakieś 70 peso wypaśne 130. Średnia cena szamy w restauracji 150peso plus 40peso za piwo. Oddalając się od turystycznych Ścieżek można znaleźć Świetny street food, czasem lepszy w smaku niż w restauracji. Śniadania i kolacje robiliśmy sobie sami na mieszkaniu wiec co parę dni atakowaliśmy amerykański Wallmart a później 'tutejszy wallmart' czyli Soriana. Zakupy na 3-4dni to jakieś 400-500 peso na dwie osoby. Bardzo ciekawa miejscówka w Playa jest Cerveceria Chapultepec, czyli browar, nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bardziej jako bar. Co dobre w tym miejscu to to ze każde piwo czy szot tequilli kosztuje dokładnie 21peso. Do tego do jedzenia można zamówić mikro burgera/burrito/taco etc wszystko za dwa gryzy i wszystko w cenie 21 peso sztuka. Zawsze dużo ludzi, zwłaszcza młodzieży,mało turystów, często brak wolnego miejsca i kolejka pod wejściem, idealne miejsce na tania naje/bke. Ludzie Pomijając wszelkich naganiaczy ludzie bardzo przyjaźni i pomocni, większość niska i krepa. W turystycznych miejscach bez problemu dogadasz się po angielsku. Bardzo szybko można podłapać kilka częstych zwrotów w hiszpańskim co też ułatwia życie. W Playa del Carmen mnóstwo uzbrojonej policji na ulicach, zwłaszcza wieczorami, ani razu nie spotkaliśmy się z żadnym zagrożeniem, nawet jak oddalaliśmy się od centrum. Podróż taksą w głąb Jukatanu to już bieda jaka pokazują w tv, wioski z rozpadającymi się domami, rozlatujące się auta, bezdomne psy, dzieci w lachach bawiące się patykiem... Jak coś mi się jeszcze przypomni to dopisze.
  2. 8 punktów
    Na luty to by było na tyle. Odnawiam kolekcje na 360, chcę mieć 25 gierek z którymi najlepiej się na tej konsoli bawiłem. Świetny sprzęt, wszystkie gierki ukończyłem niektóre nawet po kilka razy. Jedynie Judgment jest tu na siłę bo jest dla mnie nudny i słaby ale chce już wszystkie części GoW mieć. Za 360 sporo grałem zarówno na kompie jak i konsoli i retro. Moje czasy szkolne i złoty okres grania. Obecnie już niestety tyle czasu na to hobby nie mam. Advance Wars Uwielbiam tą serię i czekam na kolejną część na Switcha którą mam nadzieje kiedyś zapowiedzą. Dead or Alive może być chociaż SF o klasę lepszy na 3DSa. Luigi jeszcze nie grałem, w sumie to nawet z tą serią nie miałem styczności. Złamałem się jak kupowałem Wolfa i dorzuciłem do koszyka Tetrisa. Kolekcje Uncharted kupiłem żeby ograć wszystkie części. W poprzedniej generacji byłem z X360 więc to będzie fajny wstęp przed ograniem 4 i tego dodatku z babkami.
  3. 3 punkty
    Ficek x Oferma - decydujące starcie
  4. 3 punkty
    Wiedziałem że będzie mesjasz!
  5. 3 punkty
  6. 3 punkty
    nie ma czegoś takiego jak 'za duży telewizor' chyba że przez futryne nie wchodzi
  7. 2 punkty
    Jest popyt na tego typu generyczne raczki to je klepią. Wystarczy nie kupować. Znam gościa co tak właśnie zrobi, codziennie zbijam z nim piątkę jak patrzę w lustro
  8. 2 punkty
    Niedziela wieczór, a ty oglądasz materiały z Crackdowna i szukasz cieni? Zastanow sie nad sobą
  9. 2 punkty
    Nie kupowałem PSX Extreme dobre kilka lat i będąc na zakupach postanowiłem zobaczyć co się zmieniło przez ten czas. Numer jest na pewno na pierwszy rzut oka lżejszy, a jego papier przyjemny w dotyku. Jest śliski, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Felieton Mazziego pt. 'Ohayo Nippon' bardzo przyjemny w odbiorze. Japonia to jednak jest totalnie inny świat i bardzo fajnie, że w redakcji jest osoba, która nie tylko się tym jara, ale i tam mieszka przez co taki kącik jest bardzo miłym kąskiem aby dowiedzieć się kilku ciekawostek z Japonii. Z kolei felieton Kroolika to jakiś totalny chaos. Autor chciał upchnąć jak najwięcej treści na jednej stronie co nie wyszło zbyt dobrze oferując publicystyczny tekst bez ładu i składu. Czasami miałem wrażenie, że nie wiem czy dalej czytam o tej samej grze czy autor zrobił już wstęp do kolejnej pozycji. Lepiej byłoby zmniejszyć ilość treści i postawić na jakość, a nawet jak już chciałoby się przekazać tę samą treść to da się to zrobić znacznie, znacznie lepiej. Tekst o Metro: Exodus bardzo rozczarowujący i bardzo krótki. Po wyjeździe, na którym dostaje się grę na 5 godzin spodziewałem się naprawdę obszernego opisu z dokładną rozpiską przechodzonego fragmentu w tym opisem misji pobocznych. Najbardziej mi w tym tekście brakowało przykładów, które rozpaliłyby moją wyobraźnię żebym czekał jeszcze bardziej na grę. Zamiast tego dostaję masę ogólników, które w większości znałem z poprzednich materiałów wypuszczanych przez twórców. Wywiad z Dmitrijem na plus chociaż bez rewelacji. Podsumowanie redakcji na duży plus i fajnie, że tak dużo osób się załapało. Gratki Rayos za uwzględnienie w zestawieniu i widziałem co zrobiłeś w sekcji o najlepszej platformówce. Widziałem też, że masz jakiś mały tekścik w postaci recenzji ale jeszcze nie czytałem. Odniosę się do tego w kolejnym poście. Jeżeli chodzi o TOP 20 to brakowało mi wyjaśnienia ile punktów było przyznawane za poszczególne miejsca bo chyba nigdzie nie ma takiej informacji. W debeściakach za to komuś się klikła 'S'-ka w Tetris Effect. Artykuł o e-sportcie miłym urozmaiceniem jednak szkoda, że porusza dużo ogólników mało koncentrując się na konkretach. Jeżeli taki miał być to bardzo spoko bo zostały poruszone najważniejsze informacje podane w przystępny sposób. Jeśli miało to być coś więcej to niestety nie wyszło to zbyt dobrze. Smartfony w takiej formie kompletnie mi nie odpowiadają. Zdecydowanie bardziej wolałbym zestawienie najlepszych telefonów do giereczek na jednej stronie, a na kolejnych dwóch najlepsze gry free to play/multi na jednej oraz większe pozycje za pieniążka na drugiej. Wychodzę z założenia, że jak już wydaję te 2 klocki na telefonik to raczej 95% jak nie 99% gier spokojnie będzie działać na takim sprzęcie bez żadnych problemów więc nie widzę sensu rozpisywania się na ich temat przez pół strony. Plusik za wymienienie starszych iPhonów, które faktycznie świetnie odpalają gry i nawet wersje 7/8 są znacznie lepszym wyborem jeśli chodzi o gierki niż niektóre nowsze Androidy z racji jednej architektury i dobrej optymalizacji. Hyde Park zawsze lubiłem i w ogóle się nie zmienił, a w tym konkretnym przypadku to akurat bardzo dobrze. I na razie tyle. Całą resztę od recenzji RE2 omówię w następnym poście. Oczywiście nie zamierzam czytać wszystkiego tylko to co mnie interesuje więc tylko do tego się odniosę. Na obecną chwilę jestem w miarę zadowolony z wydania dyszki i nie wiem co musiałoby się stać, żebym tego żałował.
  10. 2 punkty
    Właśnie skończyłem Detroit.... ile jest we mnie emocji to szok , myślę że miałem najlepsze zakończenie .Żadna gra nie sprawiła żebym płakał jak dziecko , i chyba nie ma sensu jej teraz drugi raz przechodzić żeby nie psuć sobie pozytywnych emocji. ale wiem że ta gra stała się najpiękniejszym doznaniem jakie doświadczyłem w świecie gier. Twórca Detroit David Cage to geniusz. Może mnie poniosło i to przez emocje które siedzą we mnie , ale wiem że ta gra sprawia że człowiek staje się lepszym i chce nim być .Każdy powinien w nią zagrać , ale też nie każdy ją odbierze jak powinien , bo już czytałem że samograj , że to zwykły film . Dla mnie to nie jest film bo mamy ciągle wpływ na wydarzenia. Ok kończę , sorry ale musiałem się z kimś podzielić tym. Pozdrawiam
  11. 2 punkty
    U mnie też jak w lesie. Podobno w tym roku mają robić tartan. I cyk trzydziestka Oj przypomniałem sobie co to ból nóg Tydzień też dobry 87km
  12. 2 punkty
  13. 2 punkty
  14. 2 punkty
    Grałem tylko na VR i chyba odpuszczę sobie płaską wersję, bo nawet nie jestem ciekawy jak to wygląda na ekranie. W goglach to absolutna synteza mózgu z akcją, bujam się do muzyki i zapominam o świecie. Jebaniutkie, podali Tetrisa (TETRISA!) w takim sosie, że stary kotlet smakuje jakbym nigdy go w życiu nie jadł.
  15. 2 punkty
    BIOSHOCK (# 33) - klimat amerykańskich lat 50/60 zawsze mnie przerażał, zniechęcał, odstraszał. Te wszystkie obrazki szczęśliwych rodzinek spożywających obiad w kuchni, na który za chwilę wprasza się bomba atomowa, lub artyści dorabiający się na malowaniu puszek po fasoli, powodowały u mnie moczenia nocne spowodowane odrazą. Obraz sztucznie uśmiechniętej idealnie skrojonej pod amerykańską propagandę familii to nie moje klimaty. Aczkolwiek muzyka tamtych czasów była naprawdę zjawiskowa. No i ktoś wziął wszystko to, za czym nie przepadałem i wepchnął na dno morza do jakiegoś ciasnego, mrocznego bunkra zwanego dla niepoznaki miastem. Byłem ciekawy fenomenu gierki, no ale klimat odpychał. Przemogłem się i kupiłem, odbiłem się kilka razy, ale zagrałem wbrew sobie (to w zasadzie jedyny taki przypadek) i gra okazała się magiczna. Fabułę pomijam, bo wiadomo, że kozak, ale gameplay na wysokim poziomie trudności to prawdziwy majstrsztyk. Kombinowanie z plazmidami (to takie moce, którymi się szprycujemy) i gnatami, przy ograniczonych na początku środkach na dopałki do esencja gierki. Skończyłem - było warto, ale jakoś nie chce mi się wracać, ani ogrywać np dwójki, bo nadal nie lubię klimatu. Gdybym lubił, to dycha jak w pysk randomowego fana CODa strzelił, a tak to tylko 8+/10. Miałem dwa podejścia: najpierw normal i granie na spokojnie bez listy trofeów pod ręką i drugie podejście na hardzie w postaci koncentracji na wyciśnięciu pełnego, jedynie słusznego 100% (bo sama platyna jest dla słabych). Nie było to wszystko specjalnie trudne - upgrade gnatów, analiza przeciwników poprzez robienie im zdjęć, zbieranie nagrań i zaliczanie kolejnych wątków fabularnych. Nawet nie trwało to zbyt długo, bo na upartego ćpuna to można wszystko za jednym podejściem zrobić, ale ja mimo wszystko nie z tych. Takie tam 4/10 bez historii, w przeciwieństwie do jakości samej gry.
  16. 1 punkt
  17. 1 punkt
    Komodo to jest gość. Świetna recenzja RE2. Potrafisz dostrzec i uchwycić to co jest istotne. Fajny pomysł z "grami, które mnie ukształtowały". Mam nadzieje że zostanie Mam uwage do "retro"' . Nie jest złe...ale za mało w nim retro. Ocb? Dajecie tekst przepełniony info. Spoko, ale to jest w sieci de facto. Brakuje mi waszych wspomnien, np "mama gotował mi obiadek, choinka pachniała, a ja grałem w Tekkena".
  18. 1 punkt
    Nawet crysis przy premierze tak nie niszczył grafiką.
  19. 1 punkt
    Szósta i ostatnia platyna w serii, całość pochłonęła około 500 godzin. Dziękuję Nomura za jedną z najlepszych przygód jakich doświadczyłem w grach wideo i czekam na więcej.
  20. 1 punkt
    Ta gra się bardzo ładnie rozwija, jeśli o to ci chodzi. Poziomów jest koło stu, i doprawdy nie zabrakło twórcom pomysłów. Nintendo nadal lepiej niż nikt inny, jakby to nazwać... wykorzystuje to, że gry są 3D? To może najlepsza gra Nintendo na Switcha pod kątem przenośności, bo te króciutkie levele wynagradzają przyglądanie się im i w sumie w obracaniu ich tkwi zazwyczaj główny urok, bo dla palców gra nie jest zbytnio angażująca - tempo jest niskie, zagadki nie wymagają wiele. Ta gra to bardziej emocje typu Picross, niż Mario Galaxy, ale jest w tym raczej dobra. Nie miej wątpliwości - to jest dobra gra, ale gdyby zrobiło ją jakieś indie studio a nie Nintendo, to zamiast 13 stron tematu miałaby 0, a na moją wzmiankę o niej w temacie "eShop" ludzie by tylko chichrali. Jeśli chodzi o zakup, też skorzystałbym z opcji pudła, skoro jest. W dzisiejszych czasach, obniżka ceny do 100 zł to nie jest taka znowu super oferta. Na Switcha jest wiele gier w takiej czy znacznie niższej cenie, które też warto kupić, a dostępne są tylko cyfrowo.
  21. 1 punkt
    Zielone guwna: Niebieskie guwna: I oczywiście czerwone guwna:
  22. 1 punkt
    Chronologicznie według ogrywania. Wycieczka w głąb umysłu Senui: Lan party w Deus Ex Pacz_Psy, na blokowisku Wizyta w Bretanii z Ryżym, synem Romana: Zabawa z synem w Spartan Ops W poszukiwaniu baterii do tele... tzn. tytana w Titanfall 2
  23. 1 punkt
    Podwojny wiesmac bardzo spoko.
  24. 1 punkt
    Ciche miejsce Pomysł był niezły, ale durnoty w scenariuszu właściwie zabiły ten film. Właściwa akcja dzieje się ponad rok od... pierwszego ataku? W sumie niewiadomo, bo film w tej kwestii niewiele wyjaśnia, podobnie skąd wzięły się potworki i dlaczego ludzkość przegrała. Największe głupoty to jednak Jeszcze jakby to się działo na początku, to można by to strawić, ale ta druga rzecz robi z ludzkości bandę bezmózgich debili. Inna sprawa, że film sam w sobie jest niemiłosierne nudny. Przynajmniej te stworki nie wyglądają tandetnie, ale co z tego.
  25. 1 punkt
    Kapela raczej niszowa, dla mnie trzy najlepsze płyty w dyskografii.
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
×

Powiadomienie o plikach cookie

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Polityka prywatności.