Skocz do zawartości


epl

Przeczytałem i polecam!

Rekomendowane odpowiedzi

Znowu przeczytałem i nie polecam. Tę najnowszą książkę Cobena. Ja nie wiem, z jednej strony lubię gościa, bo można to czytać jak gazetę itd., ale dlaczego i ze względu na co niby on jest uważany za takiego geniusza thrillerów, to nie mam pojęcia. Chyba właśnie z tego powodu, że to takie lekkie i ludzie to czytają, bo chuj, co im zależy. Przy okazji jest teraz w sklepach ta edycja Kinga dzieł wszelakich, kupiłem z nudów Smętarz i..., no cóż, przypomniałem sobie jak on pięknie operuje sytuacją, sceną. Człowiek, kiedy go czyta, to ma wrażenie rzeczywistego uczestnictwa w danym wydarzeniu. I jak to sobie tak spróbowałem przykleić do Cobena, to matko bosko, jaki ten drugi jest nieszczęsny, nieudolny... Ale i tak przeczytam go więcej. Tylko nie chce mi się już za niego płacić ;/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta


Witam!

Muszę się przyznać, że kiedy byłem młodszy (12-15) lat to nie za bardzo lubiłem czytać. Było to może spowodowane nakazami czytania nudnych lektur, kto wie?! Zmieniło się to gdy mama zachęciła mnie do przeczytania książki Dana Browna pt " Anioły i demony". Uważam, że jest to książka, która rozbudziła we mnie "miłość" do książek. Moim ulubionym gatunkiem jest Sensacja i Thriller. Lubie taki Autorów jak: Dan Brown, Harlan Coben, Clive Cussler, Remigiusz Mróz. Ostatnio dostałem na gwiazdkę książkę Walter Isaacson " Steve Jobs". Powiem wam, że jest to książka biograficzna więc nie ma tam jakiś sensacyjnych zwrotów akcji, śledztw itd, ale  strasznie ta książka mi się podobała. Steve Jobs jest w niej opisany taki jaki był chamski, niemiły ale też czasami urokliwy a przede wszystkim genialny. Książka zupełnie odmieniła moje zdanie o Jobsie. Jeżeli ktoś interesuje się jak powstała jedna z największych firm na świecie, jak żył jej jeden z twórców to ta pozycja jest dla niego obowiązkowa. Zachęcam to przeczytania recenzji: http://interksiazka.pl/recenzja-ksiazki-steve-jobs-w-isaacson/

 

P.S Nawet jeżeli ktoś nie interesuje się branżą IT to polecam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Przeczytałem ostatnio

 

"Szamo"- Ależ to jest dobre, ależ to się czyta, nawet jak ktoś tylko lekko się interesuje piłką nożną to i tak zapraszam do lektury, wciągająca, śmieszna, przedstawiająca różne niuanse futbolu, oficjalne i mniej oficjalne, są jaja, są refleksje, przykłady zniszczonego życia i różne typy ludzi. Bardzo bardzo dobre. Nie tylko dla miłośników futbolu.

 

"Zasypany" - ksiażka o Sypniewskim Igorze, dobre ale nie aż takk jak szamo, smutna dość pozycja o jednym z największych talentów polskiej piłki, który ze szczytu gdy grał w Lm na Old trafford albo strzelał Arsenalowi gole, na wembley, trafił do łódzkiego a potem radomskiego więzienia, w sumie opowieść o tym jak człowiek jest głupi przez alkohol i jak można przesrać sobie życie.

  • Plusik 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Greg Egan - Diaspora
Przeczytałem Grega Egana, konkretnie "Diasporę" z 1997 roku. Jacek Dukaj niegdyś wspomniał o wielkim wpływie, jaki ten australijski programista na niego wywarł, to hard s-f i nikt u nas takiego nie pisze. Oprócz Dukaja, oczywiście. Dlatego proszę się nie zdziwić i nie przewracać oczami, że będę tych dwóch pisarzy ze sobą porównywał. Perfekcyjna wyszła w 2004, Dukaj używał tam, w odniesieniu do posthumów, dziwacznych form osobowych ("onu", "jenu"). Wpływ rzeczywiście musiał być wielki, bo Diasporze jest ten sam trick w odniesieniu do ludzkości post-ludzkiej. Od stworzenia post-człowieka w ogóle się zaczyna, od przedstawienia dziecka z komputera i wątku odnajdywania przez nie własnego ja, co mi przypomina wskrzeszenie z archiwów Adama Zamoyskiego albo jakikolwiek inny myk z powieści s-f „prowadzenia za rączkę”, byle tylko móc wyjaśnić czytelnikowi świat przedstawiony bez popadania w nieustanne prowadzenie wykładu. Ktoś powie, że można zawsze wstawić nieśmiertelny słownik, albo przypisy. Można i tak zrobiono, ale to nie jest jak z thesaurusem u Jacentego na początku każdego rozdziału, który stopniowo wyjaśniał rzeczy, tylko spis pojęć na końcu jak w Diunie, jeśli ktoś chce, to może spojrzeć, ale po co, większości można się domyślić z kontekstu, zależnie od tego, kto i ile wie.
Ja wiem mało, więc o pełne zrozumienie tekstu mi trudno, bo to jest hard sf, nie rozumiem żadnej z bardziej skomplikowanych teorii, nawet we wspomnianych przypisach się gubię, wiedzy nie mam, żeby później komuś właściwie wytłumaczyć dokładnie co i jak, ale na tyle, na ile rozumiem wyższą matematykę z dość obrazowych opisów Egana, jakoś sobie radzę. No właśnie, styl. Dukaj wrzuca na głęboką wodę i tłumaczy stopniowo, zamęcza cię słownictwem, aż pod koniec następuje olśnienie i nieoczekiwane rozwiązanie. Egan odwrotnie, prowadzi za rękę, żebyś wszystko zrozumiał, a im dalej do końca, tym wszystko się zagęszcza, komplikuje, ale w dość ekscytujący sposób. Ekscytujący, bo nie sposób powiedzieć, w którą stronę to pójdzie, co jeszcze się okaże i to jest super, bo nie spodziewasz się, czego za chwilę się jeszcze dowiesz. To zupełnie tak, jak ci, co w tę Diasporę wyruszyli.
Po lekturze dobrej sf umysł ogarnia uczucie euforii oraz klarowności, doświadczaniu logicznie spójnego modelu jakiejś narracji towarzyszy wypompowanie z wyobraźni, bo wiesz, że w przyjętych w powieści założeniach gość wyeksploatował wszystkie tropy, ale jednocześnie zostawił dość dużo miejsca, byś mógł sam dopowiadać wątki, dowyobrażać ciąg dalszy i nagle książka się kończy, a ty zostajesz z nostalgią, właśnie przeczytałeś coś świetnego, być może nie przeczytasz podobnie dobrej rzeczy jeszcze przez jakiś czas, chciałbyś więcej, ale wiesz, że kontynuacje popsuła niejedno uniwersum, że większość była obliczona na pieniądze płynące z popularności cyklu, zresztą zakończenie nie nadaje się, by cokolwiek kontynuować.

Brak Eganowi filozoficznego zacięcia. Nie ma tutaj wyrafinowanych tez o ludzkiej kondycji, czy innych artystycznych pierdół, które i Dukaj rzuca w twarz, zdań-petard, zabawy stylistycznej (dobra, trochę jest, ale to praktycznie tylko na początku, żeby jakoś zdać sobie sprawę z różnicy dzielącej ludzi od post-ludzi, [dobra, później jest kilka niezłych typowo wizualnych opisów nauki takim tłukom jak ja - pamiętam, że zawsze mię jarało, jak Adam Zamoyski steruje dwoma osobami na raz i Dukaj to napisał to tak, żeby zdezorientować, no to tutaj jest trochę podobnie, kiedy bohaterzy próbują z 4-wymiarowego wszechświata przenieść się na więcej wymiarów, to Egan próbuje to jakoś opisać, czy to stylistycznie wychodzi tak ładnie jak u Jacentego - pewnie nie, ale i tak głowa ma problem z przyswojeniem tego, co się tam wyrabia]). Gość po prostu strona po stronie w jak najprostszy sposób wykłada kolejne etapy swojego pomysłu, ale jako że sam proces przypomina trochę śledztwo, a dodatkowo mamy napięcie zbudowane widmem zagłady, to nie sposób się oderwać.
Wypadałoby przeczytać od razu od początku. Wypadałoby poduczyć się fizyki, matematyki, biologii i chemii. Taa... w każdym razie ciekawa książeczka o problemach post-ludzi (czego, za przeproszeniem? Mało mi własnych?) i krótka do tego, raptem 300 stron z czego 5% to przypisy.

Mam tylko drobne zastrzeżenie: czy naprawdę trzeba było nazywać twórczynię przełomowej teorii w fizyce (na miarę Einsteina) - sprawdzałem, w wersji angielskiej jest to samo, więc nie było to w jakiś sposób tłumaczone na polski - i tutaj przytaczam pełne imię i nazwisko: Renata Kozuch. Była Polką, ale to nie ma żadnego znaczenia dla książki, że pochodziła z Polski. Renata? I do tego nazwisko wyjęte z nosa? Miliard lepszych opcji, ale Egan postanowił nazwać ją Renata Kozuch. To jakby Mikołaj Kopernik nazywał się Grażyna Śpik, Krystyna Zwiech albo, z całym szacunkiem dla pań, które się tak nazywają Bożena Łój.
8/10

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Inwazja - Wojtek Miłoszewski

Jądra chowają się do brzucha w trakcie czytania, napięcie od pierwszej do ostatniej strony.

Książka o tym jak Rosja napada na Polskę jesienią 2017 roku, bo nie podobają im się poczynania naszego rządu. Wszystkie postaci z realnego świata są w powieści.

Obecnie do kupienia z Newsweekiem, ja czytałem jakiś czas temu.

Moc w chu.j.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Serio? Ja to jednak wolałbym, żeby political fiction miało więcej do zaofiarowania niż "ładne obrazki", bo właśnie w ten sposób jest konstruowana ta książka - ma być widowiskowo i brutalnie, co się poniekąd udaje, ale taki styl zdecydowanie nie pomaga książce i jego wcześniejszy szlif scenariopisarski po prostu bierze górę nad warsztatem stricte literackim.

Poza tym, no, intryga jest raczej prosta (again - filmowa), portrety psychologiczne postaci pominięte, może z wyjątkiem celowania w obecne psyche rodaków, dużo rzeczy naciąganych, konteksty rozciągnięte, a epatowanie współczesnymi nazwiskami, czy kolarzami odwołań, służy głównie podbiciu efektowności niż głębszym przemyśleniom.

Z drugiej strony w ostatnich latach cały gatunek jednak był absolutnie zdominowany przez ludzi z drugiej strony politycznej barykady, więc może gdzieś w tej próżni czytelniczej potrzebna była przeciwwaga. Szkoda, że to wszystko zawsze gdzieś jest obok literatury, a książki są prawe solipsystyczne, pisane na ogół bez porządnego researchu, bez próby uchwycenia swoich czasów, ot właśnie pisanie dla samego pisania.

Niby chcą się autorzy (a wydawnictwa blurby mieć muszą) stawiać obok Clancy'ch, Le Carre'ów (śmiech) czy Greenów (również śmiech), ale zwykle jest tak jak tu - albo nie - zwykle jest gorzej, Miłoszewski przynajmniej potrafi konstruować w miarę wciągającą fabułę. Chociaż wolałbym jednak, aby pisanie powieści zostawił bratu.
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Zmyśl coś Chucka Palahniuka - zbiór opowiadań Chucka, pochodzących z różnych okresów jego twórczości, a więc różniących się stylistycznie i warsztatowo. Jest dużo naprawdę świetnych opowiadań (dajmy na to Duży chłopak czerwonego sułtana, Książę Ropuch, Feniks, Aport) przeplatających się z tymi przeciętnymi i słabszymi. Jeśli chcecie zaczynać przygodę z Palahniukiem od tego zbioru, to odradzam, bo możecie się zrazić. 

  • Plusik 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Malowany ptak Jerzego Kosińskiego. Studium na temat Piekła - bo inaczej nie mogę tej książki opisać. Każdy rozdział był dla mnie niczym kolejny stopień, kolejna część podróży Dantego przez kręgi piekielne, jednak to wszystko mogło wydarzyć się w naszym świecie. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie czytałem książki z tak dosadnymi, brutalnymi i pornograficznymi opisami i mimo tego, że ogrom przemocy otacza nas w kulturze, tak czytając niektóre zachowania w książce, odruchowo wzdrygałem się i sam odczuwałem ból. To właśnie kolejna z zalet (?) Malowanego ptaka - smród, brud, krew, pot czujemy wszędzie, te zapyziałe wsie, cuchnący wieśniacy, czy ludzkie wnętrzności praktycznie nas otaczają, jesteśmy częścią tych okropnych wydarzeń, a niektóre naprawdę były mocne: 

Spoiler

śmierć Głupiej Ludmiły, "wesoła rodzinka", czy najazd Legionu Turkiestańskiego na wioskę. Nie wspomnę o komunistycznej indoktrynacji, to mnie najbardziej obrzydziło.

Zakończenie całej historii mnie zaskoczyło, bo myślałem, że Chłopak będzie coraz to bardziej gnębiony, aż w końcu nie wytrzyma. Tutaj w zasadzie nie wytrzymał, ale w inny sposób.

 

I teraz na koniec pytania - czy faktycznie Kosiński mógł wtrącić tutaj motywy autobiograficzne? Czy Kosiński faktycznie napisał tę książkę?

 

Summon @Hendrix, może wiesz coś więcej.

Edytowane przez Rozi
  • Plusik 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Chciałbym sprezentować coś siostrze z gatunku Fantasy na święta. Jest coś godnego polecenia w tym gatunku obecnie? Dodam, że George R.R. Martin (wiadomo co), Cykl Demoniczny Petera V. Bretta, Niecni Dżentelmeni Lyncha oraz cały Abercrombie ograni do tzw mata...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Może coś od Brandon Sanderson'a? W serii Archiwum Burzowego Światła niedawno wyszedł 3 tom za który niedługo się zabieram, ale poprzednie dwa tomiszcza pochłonęły mnie łatwiutko. Ogólnie autor pisze o religii, polityce i o zachowaniach ludzi w bardzo dostępny sposób i przyjemnie się czyta. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych twórców fantastyki w dzisiejszych czasach.

 

  • Plusik 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

http://ecsmedia.pl/c/hel-3-b-iext49850180.jpg

Jarosław Grzędowicz - Hel 3
Dwa uprzejme słowa o wydaniu i Fabryce Słów, zanim zaczniem pastwić się nad biednem Jarosławem. To Fabryka! Czego mogłem się spodziewać? Ilustracja na okładce pierwszorzędna, choć odniosłem wrażenie, że "Rec" wchodzi w skład tytułu. W środku znajdziemy czerwoną wstążkę służącą za zakładkę. I to właściwie tyle plusów. Oprawa z tych miękkich, utwardzonych dodatkową warstwą tektury, dobrze się trzyma, ale grzbiet praktycznie od razu dostaje skoliozy, przez co brzydko wygląda.

Spójrzcie na okładkę. Przychodzi do głowy: space opera, Polska w przestrzeni kosmicznej, żołnierze kosmosu, pew, pew! Spójrzmy na blurb: jest pierwiastek, takie niewyczerpane źródło energii, ups!, złoża tylko na Księżycu, mamy ROK 2058, wow!, omnifony, MegaNet, so much wow!, iwenciarze to bogowie informacji, świat korporacji, na krawędzi konfliktu, Norbert-iwenciarz z zasadami, który chce coś zmienić. Swój chłop. Cool. Książka ma 495 stron plus reklamy. Obiecany Księżyc dostajemy około strony 300-nej. Do tego czasu będziemy raczeni opisami zawodu iwneciarza, który mógłby się po prostu nazywać jutuberem-dziennikarzem, a który nigdy nie słyszał słowa paparazzi. Jego dialog kończy się na "jak to było? Papa... papa..." Z przekory dopisałem Papa Dance na marginesie dla potomnych, by za 40 lat nie zapomnieli.

Słowo o nowomowie - po co to komu? MegaNet byłby dobry w latach 80-tych, kiedy nie istniał internet, a Gibson opisywał cyberprzestrzeń za pomocą błyszczącej geometrii. Internet raczej nigdzie się nie wybiera. Oprócz obowiązkowych dla sf, lecz tutaj tchnących molami neologizmów, dostajemy takie kwiatki: tę starą piosenkę o majorze, który traci kontakt ze stacją naziemną, ten kabaret motoryzacyjny o facetach w średnim wieku i oczywiście ten film, w którym bohater po wzięciu niebieskiej tabletki odkrywał, że świat, w którym żył, był iluzją. Wszystko opisane enigmatycznie i jakby z epoki przed Mojżeszem. Minęło 40 lat i nikt nie pamięta kim był David Bowie, Top Gear i Matrix? Kreacja świata na poziomie przedszkola, a jest tylko gorzej, jeśli spojrzeć na pełen krajobraz. Niby zaczyna się od trzęsienia ziemi na Bliskim Wschodzie, ale zaraz wracamy do Polski, do jej "januszy" żujących cebulę, sprzedających zakazane, swojskie kiełbasy na bazarach, "wiochmenów", żyjących w slumsach, którzy utopili kredyty w domach - a wszyscy oni żyją w kraju pod jarzmem Unii, narzucającej śmiertelne szczepionki i politykę zrównoważonego rozwoju, oznaczającą ni mniej ni więcej jak dobrowolną biedę. Grzędowicz specjalnie nie kryje się z poglądami, ale nieśmieszne żarty tylko pogłębiają zażenowanie czytającego. Nie twierdzę, że  uber-Polacy i Polska od morza do morza, nie mają w sobie pewnego uroku, po prostu po dojściu do ekstremum, podobnie jak lewica, zaczyna nieprzyjemnie cuchnąć.

W galerii postaci pojawiają się stereotypowi hakerzy, twardzi & hardzi żołnierze (którzy jednak (pipi) maci boją się jak ognia, używając w zamian kurny i już człowiek wie, że tak naprawdę nie jest wśród Polaków, a w jakiejś książce od lat trzynastu i już z człowieka schodzi imersja), pojawia się polski Elon Musk i mniej więcej od tego momentu wiadomo, jak potoczy się akcja, ale po drodze, chyba tylko dla wypełnienia kartek, przytrafia nam się kolejne zlecenie dla iwneciarza, czyli kolacja u ichniego Sowy. Norbi wciela się w kelnera, który nagrywa polityków przy stole. Technika użyta do rejestracji tego wydarzenia oraz to, co się podczas niego wydarzyło, przywołało z pamięci najgorsze koszmary Mastertona lub, ponownie, fantastykę z lat zamierzchłych, w której nauka jest potęgą i basta! To działa w ten sposób, bo tak!

Nad wątkiem naukowym, a dokładniej wojażami w kosmosie, czuwał doktor profesor astrofizyki i w tym względzie zastrzeżeń mieć nie można o tyle, że  większość z opisywanych przez Grzędowicza wydarzeń w kosmosie można obejrzeć na youtubie na kanale NASA. I tak, zdaje się, imć Grzędowicz postąpił. Opisał to, co widział i przeczytał w ciągu pracy nad książką. Nie wysilił się. I nie tylko jeśli chodzi i kosmonautykę. Arabia Saudyjska wygląda jak wpis z bloga wakacyjnego. Zakulisowa polityka to efekt zbyt dużej ilości czytania newsów, a cała instytucja iwenciarzy to po prostu efekt oglądania jutuba. Pytanie na ile zasadne jest opisywanie pewnych krajobrazów, np. kuli ziemskiej widzianej z orbity, gdy w dzisiejszych czasach wystarczy jedno, dwa słowa, uruchamiające machinę skojarzeń ze wszystkich "Moonów", "Grawitacji" i "Apollo 13".  Wieje nudą, gdyż narrator z uporem maniaka dokładnie relacjonuje wszystkie czynności, które Norbert musi wykonać na treningu, na zakupach, w hotelu, itp. Traci na tym suspens, więc o szybkim tempie trudno wspominać, gdyż prędkość pojawia się na początku i końcu każdego z rozdziałów, a pomiędzy zdarza się przysnąć. Zakończenie przemilczę.

Tymczasem zajrzałem do MegaNetu po komentarze i srogo się zawiodłem na ludziach. Jeżeli Grzędowicz ma opinię geniusza i wirtuoza języka, to źle świadczy to o poziomie czytelnictwa. Zawsze myślałem, że dane są przesadzone. Ludzie czytają, myślałem, tylko definicja książki za wąska. Tymczasem nie, nie czytają, a jak czytają, to ze względu na ubogie doświadczenie nie rozumieją, że to, co im się serwuje to popłuczyny robione na kolanie przez człowieka, który został wyniesiony na piedestał przez pisanie po linii najmniejszego oporu, operowaniem prostymi skojarzeniami i kiepskiej jakości językiem z zeszytów szkolnych, który eksploduje w twarz czymś nieprzyjemnym, pozostawiając w ustach dziwny posmak, że zacytuję: "Muzyka spadła na wyschnięty skwer jak trąbiący słoń".

I z tym trąbiącym słoniem na torcie zostawiam was z moją oceną.

Jeden punkcik za nazwanie jednego z żołnierzy Ptaker. 
1/10

Edytowane przez Ptaszor

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jak wrzucasz taki długi tekst, to formatuj go. W takiej formie okropnie się to czyta.  Kupa zbitego tekstu nigdy nie jest dobrym pomysłem :|

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Co nie zmienia faktu, że Grzędowicz brzydko się kończy, opętany typowymi prawackimi natręctwami

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Ptaker :)

Ja lubię Grzędowicza m in za wypychacza zwierząt,  jesienne demony i popiół i kurz. Teraz kupiłem mojej połówce azyl.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Chciałbym dać mu szansę z tymi "Wypychaczami...", ale po przebrnięciu przez PLO i "Hel3" chyba nie dam rady.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Łukasz Orbitowski, polecacie czy omijać?  Jeśli pierwsze to co kupić? Słyszałem/widziałem to nazwisko parę razy, uwagę też zwróciła nowa kniga na półce w empiku. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Mistrz oszczędnego operowania słowem i zdań-petard. Obcuję z jego twórczością parę ładnych lat i powoli zaczynam czuć zmęczenie, ale na pewno warto samemu się przekonać. Od jakiegoś czasu Orbit zaliczył skręt w stronę głównego nurtu, rezygnując całkowicie z elementów fantastyki w swoich książkach. Ostatnie "fantastyczne" dzieło to bodajże "Szczęśliwa ziemia", choć i tam tylko w ramach wielkiej metafory. W tym obyczajowym okresie najlepsza jest "Inna dusza", częściowo oparta na aktach sądowych historia zabójstwa. Reszta jest dość specyficzna, zwłaszcza okres fantastyczny. Spróbuj z tą duszą, zobacz, czy podejdzie ci jego styl. Wtedy można zacząć zbiór opowiadań z dreszczykiem "Wigilijne psy" - lata 90-te, dzieci palące gołębie na chodniku, nikt tak nie potrafi uchwycić tego klimatu, choć Orbit to dziecko poprzedniej dekady. "Horror show" nie polecam na początek. Eksperymenty z historią (Nadchodzi, Widma) dla wytrwałych. Zdecydowanie moje ulubione teksty Orbita to cykl o komisarzu Ence i księdzu Gilu, rozwiązujących nadprzyrodzone zagadki w czasach PRL. Są dwie książki i zbiór opowiadań publikowanych jeszcze w SFFiH (od niego można zacząć), jeśli znajdziesz, to polecam. Mnóstwo nawiązań do klasyki horroru i jeszcze świetny styl. Szkoda, że nie zanosi się na kontynuację. Pisali to razem z Jarosławem Urbaniukiem, ale ten od lat nic nie stworzył, a Orbit stwierdził, że już więcej nic w konwencji fantastycznej nie napisze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Fanem Łukasza nie jestem, a szczególnie z czasów literatury gatunkowej. Zawsze mu czegoś brakowało i i dobre pomysły (i zdania) giną za często wśród koślawych wątków, charakteryzacji postaci lub/i kurczowego trzymania się obranej ścieżki konwencji. Felietony nie pomagają (och te ciągłe "bronienie fantastyki" xD) w poważnym traktowaniu go jako osoby mającej coś do powiedzenia.

Jednak zerwanie z fantastyką i szeroko pojętą grozą wyszło na plus. Inna Dusza  jest bezsprzecznie najlepszą jego książką, szorstki styl Łukasza ma wreszcie podwaliny w samej historii, a trzymanie się realistycznej konwencji (i oparcie jej o wydarzenia rzeczywiste) ukróciło głupie zabiegi i zmusiło do pilnowania spójności wyjściowego pomysłu.

Książkę polecam, kawał rzetelnej literatury.

P.S
Maciej Płaza dalej idzie za ciosem, po dobrym i ciekawym Skoruniu teraz zaskoczył mnie Robinsonem w Bolechowie, autor znany ze świetnego tłumaczenia Lovecrafta, nie idzie na łatwiznę, książka jest trudna (dla współczesnego czytelnika :v), wielowymiarowa, symboliczna (w Faulknerowskim stylu) i zwyczajnie interesująca.  Czekam na następne, mam wrażenie, że najlepsza przed nami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Hans Fallada, Każdy umiera w samotności

 

Wstrząsająca i niezwykle przejmująca (oparta na faktach) powieść o dwójce zwyczajnych ludzi, którzy postanawiają walczyć z wszechmocną ideologią faszystowską w Niemczech, w czasie II wojny światowej. Ich walka jest w zasadzie bezsensowna, nie mająca znaczenia, z góry skazana na klęskę, nie ma szans, by mogli cokolwiek zmienić. Fallada w mistrzowski sposób pokazuje nam przekrój niemieckiego społeczeństwa. Jego oszczędny, ale bardzo przenikliwy i precyzyjny styl pisania powoduje, że czujemy niesamowitą atmosferę grozy, bezradności, rezygnacji i zwątpienia.

Powieść została napisana w 1946 roku, ale pierwszy raz w wersji bez cenzury wydano ją dopiero w 2011 roku.

Jedna z trudniejszych lektur, zmuszająca do myślenia, momentami wręcz przygnębiająca czytelnika, ale jednocześnie znakomita, zdecydowanie warta polecenia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
W dniu 29.12.2017 o 12:10, Hendrix napisał:

P.S
Maciej Płaza dalej idzie za ciosem, po dobrym i ciekawym Skoruniu teraz zaskoczył mnie Robinsonem w Bolechowie, autor znany ze świetnego tłumaczenia Lovecrafta, nie idzie na łatwiznę, książka jest trudna (dla współczesnego czytelnika :v), wielowymiarowa, symboliczna (w Faulknerowskim stylu) i zwyczajnie interesująca.  Czekam na następne, mam wrażenie, że najlepsza przed nami.

Yeap, odkąd Twardoch mi się przejadł, Płaza to moja nowa miłość.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Wczoraj skończyłem 3 tom cyklu "Głębia" Marcina Podlewskiego.

Bardzo dobra czytadło sci-fi, autor zaczerpnął kilka pomysłów od innych, sporo dodał swojego i  - o dziwo - niespotykanego.

Daleka przyszłość, Droga Mleczna, wielka część galaktyki uległa tzw. Wypaleniu w czasie Wielkiej Wojny, niedobitki potęgi,  zwanej wcześniej Imperium Galaktycznym, rozsiały się po galaktyce tworząc swoiste państwa. Każde z nich korzysta z technologii, której do końca nie rozumieją, a przez pustkę poruszają się korzystając z tytułowej Głębi.

 

Gracze znajdą tutaj odniesienie m.in. do Mass Effecta, Dead Space, czytacze do m.in. Gry o Tron, na pewno znajdzie się i więcej porównań.

 

Czwarty tom w przygotowaniu.

 

 

 

  • Plusik 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×