Reanimal (PS5 slim) - najnowsza produkcja studia Tarsier, które jest odpowiedzialne za takie wyśmienite tytuły jak seria Little Nightmares (1 i 2). Produkcja ta nie rożni się za wiele od jej poprzedników. To wciąż ta sama forma która oferuje zabawę w pojedynkę lub z kompanem w brutalnym świecie wypełnionym po brzegi okropnościami, niczym najstraszniejszy koszmar. Kolejna świetna pozycja w ich portfolio. Nasza podróż zaczyna się na lodzi w gęstej mgle, gdzie przejmujemy kontrole nad chłopcem o którym wiemy niewiele. Kierujemy sie nim w kierunku migoczących boi, gdzie chwile dalej odnajdujemy kolejne dziecko unoszące sie na powierzchni wody. Tym razem jest nią dziewczynka. Wycieńczona lecz wciąż żywa. Chłopiec zdumiony tym faktem przemawia do niej: " gdzie sa inni " ? Rozpoczyna sie krótki dialekt w którym dziewczynka szczerze odpowiada ze nie wie. Tutaj zaczynamy zdawać sobie sprawę iz dzieci zaglądające wcześniej (w krótkim przerywniku) do studni zdaja sie być naszymi towarzyszami. W istocie musiało przytrafić sie cos strasznego co ich oddzieliło od siebie. Nasza misja pojednania na nowo właśnie sie rozpoczęła. Odtąd kierujemy dwójka bohaterów (w pojedynkę - w tym trybie kontrole na druga postacią przejmuje AI lub w kooperacji), przemierzając dość rozległe, chętniej trójwymiarowe przestrzenie z bardziej dynamiczna kamerą. Eksplorując pokonujemy różne przeszkody na swojej drodze, rozwiązujemy dość proste łamigłówki, czy nawet wdajemy się w walkę wręcz z tymi mniejszymi przeciwnikami. Od tych większych najczęściej uciekamy bądź walczymy z dystansu. Samej walki jest mało i nie sprawia żadnych trudności. Czasem musimy rzucić harpunem, atakować wręcz nadciagających napastników a nawet większe bestie. Czuć tutaj delikatnie większy rozmach niż poprzednio, zachowując balans i stary, mroczny klimat. Absolutnie nowością w tym uniwersum jest sterowanie pojazdami jak np. lodziarnia. W dalszej części mamy jeszcze lepszy kąsek ale to już zostawiam wam samym. Choć towarzysze nie trzymają się za ręce a jedynie wdają sie w krótkie dialekty czy polecenia miedzy sobą to wciąż łatwo zauważyć ze ich wieź jest prawdziwa i głęboka, a to z kolei wzbudza nasza sympatie z małymi bohaterami już od samego początku. Nowością jak juz wspomniałem sa tutaj krótkie rozmowy miedzy naszymi małymi przyjaciółmi. Nie ma ich zbyt wiele lecz kiedy sie wsłuchamy możemy wyłapać kilka cennych informacji odnośnie świata przedstawionego albo raczej domysłów rządzących sie tym mrocznym światem. Efekty świetlne i graficzne to wisienka na torcie. Wszystko ostre na grubość żyletki. Graficznie jest dobrze lecz czuć ze mogłoby być ciut lepiej na konsolach stacjonarnych. Pewne lokacje prezentują sie wyśmienicie inne zaś przeciętnie, nie wyróżniając sie ponad to. Potwory choć budzą grozę i strach to nie sa już tak bardzo okaleczone i zdeformowane jak w przypadku LN. Zachowano tutaj minimalna równowagę w wyrażaniu przemocy. Soundtrack świetnie buduje mroczna atmosferę potęgując doznania z każdym kolejnym krokiem. Przygodę ukończyłem w nieco ponad 7 godzin, nie specjalnie szarżując do przodu. Spokojnie jak to zwykle bywa w tym gatunku, leniwie człapałem do przodu eksplorując każdy skrawek tego tajemniczego terenu. Za co jestesmy nagradzani w postaci grafik koncepcyjnych czy czapek które możemy zakładać na głowy naszych bohaterów. Najwięcej czasu chyba spędziłem łodzią pływając w te i na zad, rozbrajając miny blokujące dalsza przeprawę w boczne ścieżki. Grając większych błędów nie uświadczyłem, poza kilkoma drobnymi jak zawieszenie sie kompana sterowanego przez AI na zwykłym stopniu, czy brak głowy jednego z bohaterów po świeżo założonym nakryciu głowy. Szybki reset i lecimy dalej. Nic problematycznego, co nie pozwoliłoby mi kontynuować dalszej przygody. Podsumowując, Reanimal to nowa marka w znanej nam już formule, która została lekko doszlifowana przez swój zespól. Studio, który wie co robi, a do tego robi to z wielka pasja. Produkcja ta jest tego kolejnym przykładem. Pisze to świadomie gdyż ciężko mi było oderwać się od ekranu, kiedy sie przed nim już znalazłem, a przecież znam już te wszystkie sztuczki i schematy. W ogólnym rozrachunku przedstawiona przygoda jest minimalnie łatwiejsza od swoich poprzedników ale wciąż mroczna i tajemnicza. Dla niektórych cena może okazać się zbyt wysoka w stosunku do zawartości. Po części się z tym zgadzam, mimo iz ukończenie jej zajęło mi dłużej niż przewidywałem. Głownie przez własne błądzenie i poszukiwanie skarbów. Wiem ze dałem sie ponieść emocjom. Dzisiaj sięgnąłbym po pudełeczko. Zagrał, nacieszył sie i wymienił. Zalecam rozwagę. Tymczasem ja zegnam sie z wami. Platyna sama sie nie wbije a czas ucieka