Ghost of Yotei - ostatnia ukończona gra w 2025r. Jedna z gier dla których dokupiłem znów PlayStation. Huh czy było warto? Trudno powiedzieć, ale zacznę od tego co mi się podobało by później po marudzić. Historia z Ghost of Tsushima chyba była stawiana wyżej przez większość, gdy przeglądałem wasze wrażenia. W sumie ja zbytnio nie porównuję bo z GoT wszystkiego już dobrze nie pamiętam. Ale zemsta na Szóstce z Yotei muszę powiedzieć że nawet mi siadła. Przede wszystkim Atsu jest całkiem spoko bohaterką, a bałem się że będzie przegiętą niedającą się lubić babą. Dla mnie wypadła dobrze, gdy czasem rządza zemsty zasłaniała jej wszystko inne. Wątek główny jest całkiem całkiem, ma momenty bardzo dobre (choć te w większości dotyczą konkretnych walk) jak i momenty durne (o czym zaraz). Są ładne filmiki, przygrywa śliczna muzyka a całość rozgrywa się na pięknych terenach u stóp góry Yotei. Można śmiało na trzaskać screenów bo pięknych widoków nie brakuje i Sucker Punch znów maluje śliczne obrazy z Japonii. O! I walka bardzo dobra, kilka rodzajów broni którymi niejednokrotnie trzeba żonglować w pojedynkach. Wogóle to pojedynki to esencja GoY. Tylko.. to wszystko jest ku.rwa topione w poprzedniej generacji. Ta gra nogami jest w erze PS4. Od oprawy gdzie śliczne tereny kontrastują z brzydkimi japami npc. Postacie to zwykle kukły, ich poruszanie się animacje i ogólna konstrukcja gdzie gadają głowy a potem postaci biegną, no moim zdaniem nie poczyniono absolutnie żadnego postepu. Większość misji gdzie zdobywamy jakąś broń wygląda tak że zawsze ktoś nagle atakuje i używamy tej broni xd potem każą nam odbijać posterunki, wioski czy jak zwal tak zwał. Bo oczywiście assasynski standard w postaci baz, kapliczek itp obecny. Dalej, przeciwnicy są idiotami. A klan Matsumae to nie wiem jak przetrwał tyle czasu skoro dziecko ich robi w hooya jak chce i nie widzą że trzy metry od nich ktoś przekazuje mi przepustkę do wejścia. Albo legendarni shinobi którzy siedzą w krzakach jakby srali i czekają aż ich wybiję jednego obok drugiego (xd). No naprawdę jest to komiczne momentami i przypomina raczej początki openworldowe z Assassin's Creed 2 a nie gry z 2025r. Do tego powtarzające się animacje rozpalania ognia, rozpoczynające pojedynek czy sekwencje gdzie szarżujemy konno. A jeszcze większy zarzut mam co do samej eksploracji. Już pal licho że możemy tylko w konkretnych miejscach się wspinać i czasem mała skala jest przeszkodą nie do przejścia. Ale tak naprawdę to nie ma tu zbyt wiele do odkrywania. Chyba że dla kogoś szczytem eksploracji jest biegniecie za liskiem czy wejście do źródła. Nie znam realiów historycznych, ale aż się prosi o jakieś budynki, coś al'a grobowce z zagadkami, jakieś urozmaicenie, coś innego po prostu. W tym roku grałem w AC Origins i można się śmiać ale tam w Egipcie było mnóstwo rzeczy do odkrycia. Tu moim zdaniem można było zrobić więcej. Wogóle można było przez 6 lat zrobić więcej, pod wieloma względami nie czuć że przeszliśmy na nową generację. Uff, ponarzekalem ale no od Microsoftu czy Sony wymagam by ich gry starały się pchać to do przodu. A nie że czekamy tylko jak Rockstar coś zrobi, albo Redzi dadzą openworld z super questami. Tak czy siak spędziłem miło czas z Atsu, nawet mimo tego narzekania to nadal dobry tytuł 7+/10