Jump to content

One Piece Odyssey RPG


Recommended Posts

  • 1 year later...

spacer.png

 

 

Mam na liczniku niecałe 3 godziny i niestety jestem mocno rozczarowany.

 

Od strony wizualnej jest całkiem dobrze, co prawda wolałbym żeby postacie były maźnięte jakimś cell shadingiem albo czymś podobnym (kłaniają się gry CyberConnect2), żeby mniej przypominały kukiełki, a bardziej swoje odpowiedniki z anime, niemniej i tak jest bajkowo w wystarczającym stopniu. Super są wszelakie menusy, ikonki oraz efekty podczas walk, jest bardzo kolorowo i żywo, co w połączeniu z wesołą muzyką daje przyjemny, niemalże wakacyjny vibe. Oczywiście oryginalny japoński v-a na DUŻY plus. I nawet są polskie napisy! Tego się zupełnie nie spodziewałem odpalając tę grę. 

 

Fabularnie również ok. Cieszy mnie, że fabuła to całkowicie nowa historia, bo nie chciałbym kolejny raz przeżywać tego samego co już widziałem w serialu. Czy będzie ciekawie czy może raczej generycznie i bez pomysłu (jak to do siebie mają fillery) to jeszcze nie wiem, ale czuję potencjał na interesującą przygodę. No i najważniejsze, że akcja rozgrywa się po time-skipie, więc mamy tu pełny skład Słomianych kapeluszy. 

 

 

spacer.png

 

Niestety gameplay na tę chwilę to jest jakaś tragedia. BARDZO liniowe etapy, które śmierdzą zatęchłymi rynnami z FFXIII, zero swobody (jak tylko spróbujesz delikatnie zboczyć z trasy to zostajesz upomniany przez NPCa i wrzucony z powrotem na jedyną dostępną ścieżkę), puste lokacje z minimalną ilością przeciwników do obicia i co najgorsze: poziom trudności, który w zasadzie nie istnieje. Przeciwnicy nie zadają absolutnie żadnego damage'u naszym bohaterom, ci z kolei zabijają każdego stworka jednym, max 2 hitami i wcale niewiele lepiej jest z bossami, jednego właśnie pokonałem... czterema zwykłymi uderzeniami:notlikethis: Jrpgi generalnie mają to do siebie, że nie są trudnymi grami, ale jak żyję to z czymś tak prostym się jeszcze nie spotkałem. Tym większa szkoda, bo turowy system walki wydaje się ciekawy: wszyscy bohaterzy są dostępni od początku, każde z nich ma masę skillów do odblokowania, areny walk są podzielone na strefy po których można przerzucać bohaterów lub nawet przeciwników poprzez okładanie ich po ryjach, a same starcia przywodzą nieco na myśl zabawę w "kamień, papier, nożyce". W praktyce wygląda to tak, że są 3 różne typy ataków: Moc, Technika i Prędkość, a każda z postaci ma przypisany jeden z nich. I np. postać władająca Mocą świetnie radzi sobie z przeciwnikami korzystającymi z Prędkości, ale zdecydowanie gorzej z tymi, którzy stosują Technikę. Słomiany z Techniką bez problemu kasuje adwersarzy z Mocą, za to lepiej żeby unikał kontaktu z takimi którzy używają Prędkości. Natomiast hiroł z typem ataku Prędkość jest idealnym kandydatem do lania po gębach "Technicznych" przeciwników, ale już takich z "Mocą" to nie bardzo. Tym samym trzeba z głową dobierać postacie do każdej walki i wiedzieć którego ze słomianych piratów wystawić do pojedynku z danym typem wroga, ot taki lekko taktyczny sznyt... tylko że tak naprawdę to nie. Na papierze brzmi to ciekawie, a w rzeczywistości gra jest tak łatwa, że nie ma kompletnie żadnego znaczenia kto z kim walczy :dynia: chyba że robi Ci różnicę czy zabijesz Drapieżną Wiewiórkę albo Nikczemnego Gluta dwoma, zamiast jednym atakiem. Zginąć tak czy inaczej tutaj się nie da. A żeby się jeszcze mniej spocić, to zawsze można sobie ustawić opcję automatycznych walk i w tym czasie iść do kuchni i zaparzyć herbatkę. 

 

 

spacer.png

 

Naprawdę mam nadzieję, że to wszystko to jeden wielki, przesadnie rozwleczony tutorial, a właściwa zabawa wkrótce się rozkręci. Inaczej chyba dam sobie spokój z tą grą, a polecę ją jedynie graczom, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z grami RPG, co by na spokojnie przyswoili podstawy tego gatunku. Szkoda, bo potencjał jest niezły. Czuć klimat anime, postacie często gaworzą w trakcie wędrówki (Sanji i Zoro co rusz sobie docinają, a Luffy drze ryja bez powodu niczym rasowy przygłup, zupełnie jak w bajce), Nami ma fajne cycuchy, a podstawy gameplayu są na tyle solidne, żeby wyszedł z tego dobry erpeg. Tylko błagam, dajcie mi więcej swobody i JAKIEKOLWIEK wyzwanie :reggie:

 

 

Edited by Josh
  • Sad 1
Link to comment
  • 2 weeks later...

Jednak odpuściłem tę grę, co mi się nie zdarza prawie nigdy, bo nawet średniaczki jak zacznę, to staram się skończyć. Już nawet nie przez poziom trudności, bo idzie to obejść po prostu nie rozwijając zbyt mocno postaci. Dobił mnie natomiast pacing, wszechobecna monotonia, fabuła która rozczarowała na całej linii i ogólne przeświadczenie, że gra za wszelką cenę próbuje zmarnować mi jak najwięcej czasu. 

 

No to lecimy: fabuła. Z początku zapowiadała się ciekawe, no bo Słomiani trafiają do zupełnie nowej lokacji, spotykają nowe postacie i uczestniczą w zupełnie nowych wydarzeniach. I tak samo szybko jak przychodzi zachwyt, tak też szybko nadchodzi rozczarowanie, bowiem w wyniku scenariuszowych zawirowań ziomeczki tracą swoje moce i aby je odzyskać muszą ponownie przeżyć znane już historie. Tym samym jeszcze raz trafiamy do Alabasty,  Water 7 oraz kilku innych miejscówek, które mogliśmy oglądać na ekranach naszych kąkuterów, uczestnicząc w doskonale znanych wydarzeniach, jedynie z nieco innej perspektywy (załoga od początku wie co się wydarzy i jak temu zapobiec). Faktycznie nowe story (jakieś 10-15% gry) rozgrywa się wyłącznie pomiędzy znanymi już rozdziałami i niestety też nie jest zbyt interesujące. Może finał ratuje sytuację, ale olałem grę krótko przed nim, bo już zwyczajnie nie mogłem wysiedzieć przy tej grze. Warto też dodać, że jeżeli ktoś nigdy nie czytał mangi ani nie oglądał anime to zupełnie nie odnajdzie się w wydarzeniach i nie będzie miał bladego pojęcia co tu się w ogóle wyprawia. 

 

Pacing. Gra ma tylko dwa stany: albo jest piekielnie powolna albo zasuwa na złamanie karku olewając większość wątków i kończąc rozdziały zanim zdążą się rozkręcić. Są etapy, które potrafią dłużyć się w nieskończoność atakując masą zupełnie zbędnych cut-scenek albo totalnie z dupy niepotrzebnymi zadaniami. Daje się to we znaki już na samym początku, kiedy trafiamy do Alabasty i próbujemy opuścić pierwszą miejscówkę - żeby to zrobić musimy wykonać pierdyliard malutkich zadań: pogadaj z ziomkiem "a" w centrum, następnie wróć na początek lokacji i porozmawiaj z ziomkiem "b", tym razem idź na drugi koniec miejscówki, żeby zdobyć przedmiot "x", który musisz zanieść "ziomkowi b", żeby dostać przedmiot "y" konieczny do dostarczenia ziomkowi "a". A później jeszcze raz pobiegnij na koniec lokacji i cofnij się na początek. BO TAK. Wszystko oczywiście zawalone zbędnymi dialogami, które zacząłem skipować szybciej niż dzień nóg na siłowni. I takich fragmentów jest w tej grze całe mnóstwo. A sub-questy są jeszcze gorsze + nagrody za wykonywanie ich nawet trochę nie zachęcając do tej katorgi. 

 

Monotonia. Giereczka szybko wypstrykuje się z ciekawego kontentu, przez co już po kilku godzinach zmuszeni jesteśmy do wykonywania bardzo powtarzalnych czynności, z których żadna nie została wykonana nawet w stopniu dobrym. Eksploracja jest nudna, bo lokacje nie są zbyt ciekawe (albo idziemy prosto po sznurku, albo biegamy po ciasnych uliczkach w mieście szukając pierdół, albo gubimy się w korytarzach brzydkich dungeonów). O jakichś wielkich połaciach terenu w stylu Xenoblade z poukrywanymi sekretnymi lokacjami można oczywiście zapomnieć, ale nawet w porównaniu do takiego Star Ocean, Tales of czy Dragon Questa jest klaustrofobicznie ciasno. Sub-questy jak już wcześniej wspomniałem stanowią jedynie przedłużenie naszej agonii wynikającej ze schematycznych i rozwleczonych zadań fabularnych (czyli jest jeszcze więcej głupawego biegania w tę i z powrotem i gadania z NPCami). System walki? Na początku o WIELE zbyt łatwy, później nieco trudniejszy (o ile się za dużo nie walczy, co jest jakimś absurdem, bo w sumie nie po to się gra w erpegi, żeby unikać wrogów) i przez to ciekawszy, ale ostatecznie też popada w schematy i po około 20 godzinach zaczyna przynudzać. Najgorsi są bossowie, którzy nie wymagają większej taktyki, będąc po prostu chamskimi gąbkami - wystarczy combo Luffy, Zoro i Sanji do zadawania wysokiego damage'u + stojący z boku Chopper do okazyjnego leczenia i w ten sposób da się przejść niemal całą grę. 

 

Naprawdę próbowałem zacisnąć zęby i jednak dokończyć tę eskapadę, ale mimo najszczerszych chęci poległem.  Dawno już nie miałem tak chamskiego uczucia, że gra marnuje mi czas i że zamiast się przy niej męczyć mógłbym szarpnąć w coś lepszego. I nawet fakt, że One Piece znam, lubię i jestem na bieżąco z anime, wcale tu nie pomógł. Ba, japońskie erpegi (nawet te z niższej półki jak Edge of Eternity) łykam niczym dziewczyny z Dubaju jeszcze ciepłe odchody arabskich szejków, a i tak odpadłem przy Odyssey. 

 

Nuda, schematyczność, brak pomysłu na siebie i zmarnowanie całkiem ciekawie zapowiadającej się historii. Nie polecam, chyba że ktoś jest psycho-fanem One Piece'a. 3/10 ode mnie i gomu-gomu-rasen-shuriken w plecy deweloperom tej gry. 

 

 

 

 

Link to comment

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...