Final Fantasy XVI Complete Edition - myknąłem w końcu fajnala, co zajęło mi niecałe 60h wedle licznika z konsolety. W tym czasie machnąłem podstawkę, dwa DLC i niemal wszystkie zadania poboczne (ostatnie cztery z The Rising Tide odpuściłem i poszedłem sklepać final bossa). Pierwsze spostrzeżenie: niedawno w tym temacie narzekałem na side questy w Stelaż Blade - z pojedynczymi wyjątkami nieciekawe, nieangażujące, stające na drodze do chłonięcia fabuły i zwyczajnie nijakie. Tutaj napisałbym dokładnie to samo gdyby nie to, że postaci które wysyłają nas z różnymi generycznymi zadaniami są... dobrze zagrane. To plus świadomość, że żaden quest nie będzie trwać więcej niż 10 minut (chyba, nie liczyłem, takie miałem odczucie) powodowało, że może nie tyle "bawiłem się dobrze" co "nie płakałem zbierając dziesięć szczurzych ogonów". Potęga dobrego voice actingu, proszę państwa. Drugie spostrzeżenie: jeśli gdzieś pasuje określenie EPICKIE to do tej gry. Walki Eikonów w trakcie fabuły to jest spektakl którego nie powstydziłby się Dragon Ball, Asura's Wrath, Bayonetta czy pierwsze trzy God of Wary Momentami na ekranie dzieją się takie cuda, że byłem w stanie tylko złożyć dziób w ciup i wypuścić mocniej powietrze noskiem. Dawno nie miałem do czynienia z tej skali rozmachem w reżyserii cutscenek, pan Square dorzucił mi do pieca mocno. W ogóle gra jest mocno nasączona przerywnikami filmowymi i trzeba mieć to na uwadze, jeśli ktoś przedkłada gameplay ponad historię w gierkach lub nie jest fanem siedzenia pół godziny z padem w ręku oglądając wstawki to może się bardzo mocno od tego Fajnala odbić. Ja akurat rodoówd mam MGSowy więc poczytuję to jako plus, lubię długie cutscenki w grach jeśli są dobrze wyreżyserowane, a tutaj bez wątpienia takie są. Też umówmy się, każda okazja, żeby posłuchać Bena Starra czy Ralpha Inesona () jest dobra i ja bardzo chętnie z niej skorzystam. Skurczybyki mogliby razem nagrywać jakieś podcasty, nie ominąłbym żadnego odcinka. W ogóle za voice acting daję mega kudosy, to najlepiej zdublażowany Fajnal w historii i nie, remake siódemki nawet się do niego nie zbliża z tymi szczebiotkami czy bezjajecznymi NPCami którzy zapomnieli, że u swoich podstaw gra ma być poważna a nie słodko-pierdząca. Walory "filmowe" to ogromna część tej gry i śmiem twierdzić, że od tego czy nam to pasuje czy nie będzie w dużym stopniu zależeć to w jaki sposób ocenimy tę grę po przejściu. Inna sprawa, że nie zawsze historia czy scenariusz trzyma wysoki poziom. Na papierze mamy samo mięsko - postaci nie szczypią się w język i kurwy potrafią tutaj latać (chyba pierwszy raz w historii tej serii) jak komary w letni wieczór, jest brutalnie, bardziej "dorosło", prominentnym NPCem w grze jest burdelmama która nie kryje się z tym co robi, a całość spaja w jedno średniowieczny setting, dzięki któremu to wszystko ma fajny sznyt. Tylko... no, nie zawsze to wszystko tak współgra. Momentami znów słuchamy krindżowych dialogów napisanych chyba przez studentów pierwszego roku filologii angielskiej, pełnych banałów, przewidywalnych klisz i zwyczajnie wywołujących ciary żenady na plecach. Trochę wygląda to jakbyod czasu do czasu ktoś przyszedł do scenarzystów, zobaczył nad czym pracują i powiedział "weź to zmień trochę na takie wiesz, pegi 13" i sobie poszedł. I potem mamy takiego trochę potworka, w którym lecą sobie sceny zdecydowanie nie dla dzieciaków, a potem nagle pojawia się coś od tej przyzwoitki i rozwala klimat. Mimo tego całość weszła mi dobrze i tylko trochę zeszlifowałem sobie zęby na zgrzytaniu nimi w poczuciu bycia traktowanym jak bobo, a kto tu gra w grę, a cio to za dziecątko, ale urosłeś od ostaniej części, atititi. Można by troszkę posiedzieć nad spójnością tonalną i dać jej troszkę szlifu. Oraz wywalić przyzwoitkę. Tyle dobrego, że cast postaci mimo słabszych momentów trzyma wysoki poziom, a Clive i Jill z miejsca trafili do grona moich ulubieńców w serii. Zwłaszcza Jill - nie wiem czemu, mam do niej słabość, harda dziołcha. No i Mid z tym swoim brytolskim akcentem Gameplay już przed premierą podzielił fanów, wiadomka. Odejście od turówki na rzecz bieda-slashera, bardzo słaba warstwa RPG i w zasadzie wywalenie magii do śmietnika to rzeczy, które nie za bardzo kojarzą się z serią. I chociaż sam lubię mojego Fajnala bardziej w duchu poprzedniczek to tutaj wypadło to zgrabnie. Jasne, systemy nie są jakoś szczególnie rozwinięte i same podwaliny też nie wyróżniają się głębią na miarę DMC czy NG, ale chyba nie miały i wcale nie musiały. Największy ból mam o to, że walka w zasadzie nie ewoluuje do końca rozgrywki w sposób, do jakiego przyzwczaiły mnie inne slasherki - nie ma tutaj odblokowywania combosów, bronie nie wpływają w żaden sposób na nasze możliwości poza "+X do ataku", a wszystko co urozmaica rozgrywkę to zdolności eikonów zdobywane w trakcie gry i każda z nich jest na cooldownie, a dodatkowo z całej gamy możemy sobie wybrać ich sześć do używania w trakcie walki. Trochę szkoda, chciałoby się więcej i chciałoby się trochę bardziej różnorodniej na przestrzeni tak długiej gry. Osobiście nie zmęczyłem się walką do samego końca tak jak niektórzy, ale rozumiem ludzi którzy dali sobie spokój po iluś tam godzinach albo dolecieli do końca na oparach cierpliwości. Reszta rozgrywki to tak naprawdę jRPG 1.01: łazimy po liniowych lokacjach, mapa świata to punkty do których możemy się teleportować na wzór FFX, gadamy z NPCami, walczymy, robimy zadanka poboczne i pchamy sobie fabułę do przodu. Nic rewolucyjnego, ale też nic kiepskiego, ot - standard gatunku. A, co jeszcze - DLC są króciutkie. Echoes of the Fallen można spokojnie olać jeśli komuś nie zależy na fajnej brońce którą dostajemy po przejściu, oprócz lekkiego rozwinięcia lore to w zasadzie zwykły boss rush w jednej miejscówce. The Rising Tide z kolei warto ograć dla samej finałowej walki z Lewiatanem - trzyma poziom tego, co serwuje podstawka. Nadal, po około 3-4h na dodatek to trochę za mało i jeśli ich nie ogracie to nic Wam się nie stanie. Więcej chyba nie mam do dodania - muzyka top, grafika spoko z momentami ryjącymi beret. To było bardzo fajne 60h i włączałem grę z przyjemnością. Ocena końcowa? Biorąc pod uwagę stosunek wad do zalet - 8,5/10 ode mnie. Gdyby troszkę przysiąść nad systemem walki i rozwinąć go, wywalić głupotki ze scenariusza i pomasować trochę warstwę RPG byłoby wyżej.