Treść opublikowana przez Kmiot
-
PSX Extreme 300
Słowa, które ranią bardziej niż czyny. Perezowi zmieniły się priorytety i zabrał format ze sobą. Wychodzi na to, że tylko Perez może go przywrócić.
-
PSX Extreme 300
Po robocie udałem się do osiedlowego kiosku, Pani akurat jadła wafelka i nie zauważyła, że wkładam ryj w okienko. Wykorzystałem jej nieuwagę i dokładnie obczaiłem stojak z czasopismami i jest! Widzę! Aż dwa egzemplarze. Z ekscytacji nie wytrzymałem i powiedziałem "dzień dobry". Zaskoczona ona, zaskoczony wafelek w jej ustach. Ale nie ma czasu na gry wstępne, mówię więc, że poproszę PSX EXTRIM. Ona sięga do stojaka i wyciąga... takiego z Mistrzem Szefem xd Coś mnie jednak tknęło i pytam: nie ma tam pani innego wariantu okładki, bo jest kilka? Ona wyciąga ten drugi i JEZUSIE I MARYJO MATKO JEZUSA JAK MI ULŻYŁO. To Leon Kameleon Kennedy. Przystojny skurczybyk. Szybko złapałem i mówię "to ja ten wezmę". Potem żwawym krokiem do domciu, pogwizdywanie pod prysznicem, a ponieważ jest piekielnie gorąco, to zdążyłem wciągnąć tylko gacie oraz białe rękawiczki. Teraz usiadłem wygodnie i oddaję się pierwszemu przeglądowi zawartości. Przyznaję, że jestem trochę podjarany.
-
PSX Extreme 300
Żeby nie było: uważam, że problemy trzeba stale naświetlać, tylko akurat tutaj w temacie kontakt z kimkolwiek z wydawnictwa jest jaki jest. Roger też z pewnością ma ciekawsze sprawy na głowie (np. odpoczynek) niż uganiać się za kwestiami, które nie leżą w jego kompetencjach. A z tymi pdf to trochę śmiech, bo TAKA PREMIERA, a dobrego linka dać się nie udało. Wszyscy nas mylą.
-
PSX Extreme 300
Tak jak Konsolite pisze: Roger nie ma na terminowość większego wpływu, poza tym, że ponownie może naświetlić problem. A że z wydawnictwa nikt tutaj raczej nie zagląda regularnie, to pisanie do próżni. Mam nadzieję, że Łapusz przyjdzie za pół roku i wyjaśni, skąd opóźnienie w jubileuszowym pdfie. Ja już gotowy na wypad do kiosku.
-
Kontrowersyjny temat o grach wideo
@KJLto może w poniższym temacie znajdziesz bratnie dusze i coś ciekawego do poczytania. Ja do jrpgów też mam mniejszy pociąg niż kiedyś (na PSX potrafiłem długimi okresami grać tylko w ten gatunek). Choć z zupełnie innych powodów, niż u Ciebie. Ale tak jak piszesz, to żadna kontrowersja, po prostu preferencje.
-
Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
Których numerów nadal Ci brakuje?
-
Właśnie zacząłem...
Ech, a pamiętacie jak Super Metroid przegrał z Earthworm kurwa Jimem?
-
własnie ukonczyłem...
DLC zamierzałem i tak kupić na dniach, bo aktualnie jest promocja, ale dzięki za utwierdzenie mnie w postanowieniu. Podstawkę ograłem "za darmo", więc niech chłopaki chociaż na DLC ode mnie zarobią. I tak jak piszesz: ten mikrokosmos w Outer Wilds ciągle się zmienia w ciągu tych 22 minut, więc równie częstym dylematem, który towarzyszy graczowi jest nie tylko pytanie "gdzie?", ale równie ważne "kiedy?". Pełno tutaj takich małych, uroczych mechanik, o których wspominasz w spoilerze, choć ja tego robić nie chciałem, by nikogo nie kusiło tam zajrzeć. Grę najlepiej poznaje się od zera, choć może początkowo wymagać wyrozumiałości oraz uporu grającego. Bo ten kosmos może jest mały i kieszonkowy, ale i tak można się poczuć zagubionym, wszak cały czas coś się wokół nas dzieje, każda planeta rządzi się własnymi prawami, grawitacja płata mam figle, czarne dziury teleportują nie wiadomo gdzie i różne inne cuda. No i niektóre tajemnice rozwikłać to nie lada wyzwanie, bo nikt nam raczej nie mówi niczego bezpośrednio. Jeśli czegoś nie wiemy, to warto uderzyć w inne rejony kosmosu, bo tam często znajdujemy nowe podpowiedzi i tak powoli, krok po kroku wiemy coraz więcej. Przy okazji: gra we wrześniu ma dostać darmowy upgrade na nowe konsole, więc może ktoś woli poczekać.
-
FIA Formula One World Championship
Kurde, ale Max to jest maszyna. Na świeżych oponach robi spina, wychodzi z niego z gracją, a potem trzyma tempo na tych nieco pewnie uszkodzonych gumach przez ile? 25 okrążeń? Pewnie, że pit mu pomógł, Ferrari też pomogło, ale faktem jest, że tempo wypracował sobie sam i przez kilkanaście ostatnich kółek kontrolował 10 sekund przewagi. Szybka bestia. Ferrari jakby słabnie i w drugiej części sezonu może się zrobić wyjątkowo ciekawie, skoro Mercedes już chyba na stałe dołączył do walki o zwycięstwo.
-
Kontrowersyjny temat o grach wideo
Chyba że tak. Nie odkryję chuja w dupie Frostiego stwierdzeniem, że tym samym granica została jasno wytyczona.
-
PSX Extreme 300
To był długoletni sezon na siedzenie z gazetą na kolanach, więc tak naprawdę nikogo nie obchodziło, że dany opis czy tabelka były kopią z gamefaqs. Ważne, że były pod ręką, po polsku i dostępne od zaraz. Inne czasy, inna wrażliwość twórcza. Większość z nas pucowała pokład pirackiego statku i nie przejmowała się prawami autorskimi gier, a miałaby się przejmować pochodzeniem opisów do nich? Ważne, że pomagały, gdy się utknęło.
-
Kontrowersyjny temat o grach wideo
No chujowa z niej Zelda. To chciałeś napisać?
-
Kontrowersyjny temat o grach wideo
Czy parafrazując przypadek MGS5 można napisać, że Breath of the Wilds jest świetną grą, ale kiepską Zeldą? Ja w pełni doceniam możliwości i swobodę, którą dostarcza BotW, ale seria przyzwyczaiła mnie do zupełnie czego innego i każdy jej fan wie, co mam na myśli. W skrócie: kolejne przedmioty -> kolejne możliwości -> misternie rozplanowane dungeony. W BotW wydaje się, że niepowtarzalność i indywidualny sznyt złożono na ołtarzu idei open worlda. Najpewniej temat już gdzieś się przetaczał, ale zawsze warto go odświeżyć, bo doszli nowi gracze, którzy tytuł od tamtego czasu zaliczyli, albo nabrali perspektywy. Czyli jak będzie? Dobra/świetna gra, ale chujowa Zelda? Tak to widzę po latach.
-
Hall of Fame.
The Best of Wszystkie Czasy startowały 32 gry (półfinaliści/finaliści wcześniejszych plebiscytów). Startowa lista gier: Drabinka do wglądu TUTAJ. Końcowa faza plebiscytu: Zwycięzca:
-
Outer Wilds
Ja się odrobinę pospieszyłem i ograłem przed apgrejdami, ale tym bardziej może kogoś zachęcę: (kopia z tematu "właśnie ukończyłem"): Co prawda grę już od dawna miałem na wishliście, ale wiadomo jak to z nimi bywa - stale się tylko wydłużają i zawsze jest coś innego do sprawdzenia. Aż wreszcie któregoś pięknego dnia uznałem (tak, dzięki PS+/Extra/Premium, ale nie mówmy o tym), że wreszcie sprawdzę co to za gra. Wcześniej miałem jedynie mgliste pojęcie, tym bardziej rozmyte przez upływający czas, ale wciąż utrzymywałem zainteresowanie. I zanim przejdę w głębsze szczegóły, to zaznaczę, że długo się przekonywałem do tej gry. Grube godziny na policzenie których zabrakłoby mi palców u rąk. A jednak nie odpuściłem. Coś mnie trzymało, coś zwiewnego i nieuchwytnego, jakiś powabny woal. To jest jedna z tych w chwil, gdy się niezmiernie cieszę, że nie zrezygnowałem z drążenia Outer Wilds. Co można zrobić w 22 minuty? Ugotować i zjeść jajka na twardo? Zaparzyć herbatę? Wyskoczyć do Żabki po Maczugi? W sumie wiele drobnych rzeczy, ale tych znaczących już mniej. A gdybyśmy mieli nieskończenie wiele takich 22 minut? To otwiera nowe możliwości. Wyboru nam nie dano żadnego, więc jako bohater (urocza, czterooka rasa) budzimy się przy ognisku. Pieczemy piankę, zagadujemy towarzysza, który poleca nam udać się do pobliskiego obserwatorium po kody startowe do rakiety. Udajemy się tam, po drodze zagadujemy (lub nie) do innych mieszkańców wioski, a potem wsiadamy w Kosmolot, odpalamy silniki i jesteśmy w kosmosie. Choć "kosmos" to może zbyt naciągane określenie, bo mamy do dyspozycji ledwie kilka planet, więc jest dość kameralnie. Uczymy się obsługi naszego Kosmolotu i prawdopodobnie giniemy. Budzimy się przy ognisku. Ale kody startowe już mamy, więc ładujemy się od razu do Kosmolotu i śmigamy, gdzie nas ciekawość zagna. Po drodze wpadamy w pole grawitacyjne Słońca, więc giniemy w męczarniach. Budzimy się przy ognisku. Łapiecie już. Jesteśmy wraz z bezimiennym bohaterem uwięzieni w pętli czasowej. Każda nasza śmierć ją resetuje, a jeśli uda nam się przetrwać 22 minuty, to zabija nas nasze Słońce przechodzące w stan supernowej i anihilujące wszystko dookoła. Jaki mamy cel? Nikt nam nie mówi i go nie narzuca. Gna nas wyłącznie nasza dociekliwość. Początkowo błądzimy zupełnie po omacku. Mamy do dyspozycji raptem kilka narzędzi (przede wszystkim urządzenie tłumaczące język innej, bardziej zaawansowanej technologicznie rasy) i dziesiątki pytań bez odpowiedzi. Dlatego też pierwsze godziny potrafią być niezwykle zniechęcające, wręcz bełkotliwe, bo choć odkrywamy kolejne informacje, to są one często wyrwane zupełnie z kontekstu, podane bez chronologii i pełne określeń, które nam kompletnie nic nie mówią (gra jest po polsku, co tylko w niewielkim stopniu może niektórym graczom ułatwić sprawę). Swoje żniwo w tym przypadku zbiera fakt, że twórcy w żaden sposób nie trzymają gracza na smyczy, od startu oferując pełną swobodę eksploracji. Koncepcja jest taka, że łatwiejsze w dostępie miejsca oferują w zamian wskazówki na temat tego, jak dotrzeć w te mniej oczywiste okolice. A tam poznajemy kolejne niezbędne fakty oraz informacje. I tak po przysłowiowej nitce do kłębka, poprzez uważne śledzenie wskazówek, łączenie faktów i spostrzegawczość poznajemy kolejne tajemnice tego świata, również te najbardziej istotne - dlaczego jesteśmy uwiezieni w pętli czasowej i czy możemy ją jakoś przerwać. Choć zasadnicze pytanie powinno brzmieć - czy powinniśmy i czy chcemy. Trudno jest polecić tę grę bez wdrażania się w detale fabuły. A te chciałbym zostawić każdemu do indywidualnego odkrycia. Nie jest to jakiś "wybuchmózgu", ale w zupełności spełnia swoje zadanie. Intryguje, napędza naszą ciekawość, dostarcza małych, acz satysfakcjonujących nagród. I mimo narzuconego limitu 22 minut na pętlę zupełnie nie wywiera presji. Jeśli mamy już niezbędną wiedzę, to wszędzie jesteśmy w stanie dotrzeć w minutę, dwie. Co więcej, jeśli wiemy co robić, to możemy obejrzeć kanoniczne (przynajmniej tak mi się wydaje) zakończenie w trakcie tylko jednego cyklu 22 minut. Mnie to zajęło 22, ale godzin. Czy potrzeba więcej dowodów na otwartość i oferowaną swobodę tej gry? W trakcie rozgrywki zdobywamy bowiem wyłącznie tekstowe podpowiedzi, rady oraz instrukcje. Żadnych nowych umiejętności, ulepszeń czy narzędzi. Od samego początku jesteśmy wyposażeni wystarczająco, by podbić cały układ planetarny i ukończyć grę. Nasza zdobyta wiedza każdorazowo przenoszona jest między cyklami, a wszystko pomaga nam uporządkować pokładowy komputer, który sprawnie łączy fakty i na bieżąco aktualizuje bazę danych. Wystarczy rzut oka na niego i już wiemy gdzie warto się w kolejnej pętli udać. Sugestia, nie przymus. Napisałbym, że fani eksploracji będą jak w niebie, ale będą nawet wyżej, bo w kosmosie, hehe. Ale to niezwykle satysfakcjonujące uczucie, gdy każdorazowo nasza spostrzegawczość czy dociekliwość jest odpowiednio wynagradzana, gdy trafiamy w ciekawą miejscówkę, ukrytą bazę, czy pozostałości po dawnej cywilizacji. Albo na śmierć, bo to też się często zdarza. Jednak jeśli już uda nam się odpowiednio pobłądzić, to mile łechce naszą duszę odkrywcy. Zawzięcie obserwujemy nowe otoczenie, uważnie czytamy logi uświadamiające "co tu się wydarzyło", uczymy się nowych faktów, które bez presji pchają nas w objęcia kolejnych tajemnic. Outer Wilds to gra iście specyficzna i nie potrafię nikomu jej polecić z czystym sumieniem, bo nikogo nie znam aż tak dobrze, by wiedzieć, że się nie zniechęci. Mało spektakularna, oferująca dużo izolacji. Odrobinę irytacji, gdy giniemy (zazwyczaj przez własną nieuwagę czy zlekceważenie sytuacji). Odrobinę kojarzyła mi się z Subnauticą, ale tam było więcej izolacji i survivalu. W Outer Wilds co prawda chwilami martwimy się o tlen czy paliwo, ale to są sporadyczne sytuacje poza Kosmolotem, więc to marginalny problem i gra jest survivalem w okrągłych 0%. Jeśli Outer Wilds trafi w gust to zaoferuje wiele w zamian. Co prawda zrobi to subtelnie, ale jednak zauważalnie. Zapamiętam wiele nienarzucających się fragmentów, które potrafiły celnie ukłuć mnie w specyficzny punkt odsłoniętej wrażliwości gracza. "Skradanie się" pośród Żarnic. Nieliczne rozmowy z równie nielicznymi rozbitkami na planetach (Chert, pewien dżentelmen na Księżycu Kwantowym <3). Każdorazowo odnalezione zwłoki i "odsłuchiwanie" logów na temat tego co tu się wydarzyło. Ręczne dokowanie do Stacji Słonecznej co jest wymogiem jednego z trofeów/osiągnięć, więc podjąłem się wyzwania. Brakowało mi tylko muzyki z kultowego dokowania w Interstelarze, ale oczywiście ktoś już wpadł na ten pomysł przede mną, więc polecam. Wygląda na prostą czynność, ale grawitacja Słońca na przemian przyciągająca nas w swoją piekielną czeluść i wyrzucająca na orbitę, ciągła regulacja prędkości, plus pomieszanie perspektyw i kierunków czyni ten manewr szalenie precyzyjnym. Czy Outer Wilds ma wady? Z całą pewnością. Ale to głównie kwestia źle obsadzonych oczekiwań i minięcia się z koncepcją. Jeśli założenia gry do nas jednak trafią, to możemy przyczepić się do zaledwie kilku detali. Brakuje udźwiękowienia tych nielicznych dialogów. Brakuje podręcznej opcji "samobójstwa", szczególnie gdy trafimy w próżnię i musimy z grubsza bezczynnie czekać na wyczerpanie się tlenu. Niektóre logi, zapiski i podpowiedzi są dość problematycznie ukryte. Do kilku z nich trafiłem przypadkiem, dwa razy utknąłem beznadziejnie (komputer pokładowy podpowiadał kolejny cel, ale nie mogłem rozkminić co na miejscu zrobić) - pewne kwestie są niewystarczająco jasne nawet po 20 godzinach. Cóż, domyślam się, że taka jest cena swobody. Niemniej jestem Outer Wilds zachwycony tylko odrobinę mniej, niż rok temu Subnauticą. Obie gry rewelacyjne i zupełnie w moim guście, ale nie biorę odpowiedzialności za polecanie ich innym. Zguba, depresja, nieuchronność losu, ale bywa kolorowo i fascynująco. Nagroda BAFTA GOTY 2019 coś może sugerować, choć nie jest ostatecznym arbitrem.
-
Temat ogólny.
Cześć Ciwa, fajnie, że byłeś z nami we wczesnych generacjach, gdzie Twoje propozycje łamały szablony, po czym wszystkie odpadały w pierwszej rundzie. Niemniej doceniam pomoc i dziękuję.
-
własnie ukonczyłem...
Outer Wilds [PS4] (nie mylić z Outer Worlds) Co prawda grę już od dawna miałem na wishliście, ale wiadomo jak to z nimi bywa - stale się tylko wydłużają i zawsze jest coś innego do sprawdzenia. Aż wreszcie któregoś pięknego dnia uznałem (tak, dzięki PS+/Extra/Premium, ale nie mówmy o tym), że wreszcie sprawdzę co to za gra. Wcześniej miałem jedynie mgliste pojęcie, tym bardziej rozmyte przez upływający czas, ale wciąż utrzymywałem zainteresowanie. I zanim przejdę w głębsze szczegóły, to zaznaczę, że długo się przekonywałem do tej gry. Grube godziny na policzenie których zabrakłoby mi palców u rąk. A jednak nie odpuściłem. Coś mnie trzymało, coś zwiewnego i nieuchwytnego, jakiś powabny woal. To jest jedna z tych w chwil, gdy się niezmiernie cieszę, że nie zrezygnowałem z drążenia Outer Wilds. Co można zrobić w 22 minuty? Ugotować i zjeść jajka na twardo? Zaparzyć herbatę? Wyskoczyć do Żabki po Maczugi? W sumie wiele drobnych rzeczy, ale tych znaczących już mniej. A gdybyśmy mieli nieskończenie wiele takich 22 minut? To otwiera nowe możliwości. Wyboru nam nie dano żadnego, więc jako bohater (urocza, czterooka rasa) budzimy się przy ognisku. Pieczemy piankę, zagadujemy towarzysza, który poleca nam udać się do pobliskiego obserwatorium po kody startowe do rakiety. Udajemy się tam, po drodze zagadujemy (lub nie) do innych mieszkańców wioski, a potem wsiadamy w Kosmolot, odpalamy silniki i jesteśmy w kosmosie. Choć "kosmos" to może zbyt naciągane określenie, bo mamy do dyspozycji ledwie kilka planet, więc jest dość kameralnie. Uczymy się obsługi naszego Kosmolotu i prawdopodobnie giniemy. Budzimy się przy ognisku. Ale kody startowe już mamy, więc ładujemy się od razu do Kosmolotu i śmigamy, gdzie nas ciekawość zagna. Po drodze wpadamy w pole grawitacyjne Słońca, więc giniemy w męczarniach. Budzimy się przy ognisku. Łapiecie już. Jesteśmy wraz z bezimiennym bohaterem uwięzieni w pętli czasowej. Każda nasza śmierć ją resetuje, a jeśli uda nam się przetrwać 22 minuty, to zabija nas nasze Słońce przechodzące w stan supernowej i anihilujące wszystko dookoła. Jaki mamy cel? Nikt nam nie mówi i go nie narzuca. Gna nas wyłącznie nasza dociekliwość. Początkowo błądzimy zupełnie po omacku. Mamy do dyspozycji raptem kilka narzędzi (przede wszystkim urządzenie tłumaczące język innej, bardziej zaawansowanej technologicznie rasy) i dziesiątki pytań bez odpowiedzi. Dlatego też pierwsze godziny potrafią być niezwykle zniechęcające, wręcz bełkotliwe, bo choć odkrywamy kolejne informacje, to są one często wyrwane zupełnie z kontekstu, podane bez chronologii i pełne określeń, które nam kompletnie nic nie mówią (gra jest po polsku, co tylko w niewielkim stopniu może niektórym graczom ułatwić sprawę). Swoje żniwo w tym przypadku zbiera fakt, że twórcy w żaden sposób nie trzymają gracza na smyczy, od startu oferując pełną swobodę eksploracji. Koncepcja jest taka, że łatwiejsze w dostępie miejsca oferują w zamian wskazówki na temat tego, jak dotrzeć w te mniej oczywiste okolice. A tam poznajemy kolejne niezbędne fakty oraz informacje. I tak po przysłowiowej nitce do kłębka, poprzez uważne śledzenie wskazówek, łączenie faktów i spostrzegawczość poznajemy kolejne tajemnice tego świata, również te najbardziej istotne - dlaczego jesteśmy uwiezieni w pętli czasowej i czy możemy ją jakoś przerwać. Choć zasadnicze pytanie powinno brzmieć - czy powinniśmy i czy chcemy. Trudno jest polecić tę grę bez wdrażania się w detale fabuły. A te chciałbym zostawić każdemu do indywidualnego odkrycia. Nie jest to jakiś "wybuchmózgu", ale w zupełności spełnia swoje zadanie. Intryguje, napędza naszą ciekawość, dostarcza małych, acz satysfakcjonujących nagród. I mimo narzuconego limitu 22 minut na pętlę zupełnie nie wywiera presji. Jeśli mamy już niezbędną wiedzę, to wszędzie jesteśmy w stanie dotrzeć w minutę, dwie. Co więcej, jeśli wiemy co robić, to możemy obejrzeć kanoniczne (przynajmniej tak mi się wydaje) zakończenie w trakcie tylko jednego cyklu 22 minut. Mnie to zajęło 22, ale godzin. Czy potrzeba więcej dowodów na otwartość i oferowaną swobodę tej gry? W trakcie rozgrywki zdobywamy bowiem wyłącznie tekstowe podpowiedzi, rady oraz instrukcje. Żadnych nowych umiejętności, ulepszeń czy narzędzi. Od samego początku jesteśmy wyposażeni wystarczająco, by podbić cały układ planetarny i ukończyć grę. Nasza zdobyta wiedza każdorazowo przenoszona jest między cyklami, a wszystko pomaga nam uporządkować pokładowy komputer, który sprawnie łączy fakty i na bieżąco aktualizuje bazę danych. Wystarczy rzut oka na niego i już wiemy gdzie warto się w kolejnej pętli udać. Sugestia, nie przymus. Napisałbym, że fani eksploracji będą jak w niebie, ale będą nawet wyżej, bo w kosmosie, hehe. Ale to niezwykle satysfakcjonujące uczucie, gdy każdorazowo nasza spostrzegawczość czy dociekliwość jest odpowiednio wynagradzana, gdy trafiamy w ciekawą miejscówkę, ukrytą bazę, czy pozostałości po dawnej cywilizacji. Albo na śmierć, bo to też się często zdarza. Jednak jeśli już uda nam się odpowiednio pobłądzić, to mile łechce naszą duszę odkrywcy. Zawzięcie obserwujemy nowe otoczenie, uważnie czytamy logi uświadamiające "co tu się wydarzyło", uczymy się nowych faktów, które bez presji pchają nas w objęcia kolejnych tajemnic. Outer Wilds to gra iście specyficzna i nie potrafię nikomu jej polecić z czystym sumieniem, bo nikogo nie znam aż tak dobrze, by wiedzieć, że się nie zniechęci. Mało spektakularna, oferująca dużo izolacji. Odrobinę irytacji, gdy giniemy (zazwyczaj przez własną nieuwagę czy zlekceważenie sytuacji). Odrobinę kojarzyła mi się z Subnauticą, ale tam było więcej izolacji i survivalu. W Outer Wilds co prawda chwilami martwimy się o tlen czy paliwo, ale to są sporadyczne sytuacje poza Kosmolotem, więc to marginalny problem i gra jest survivalem w okrągłych 0%. Jeśli Outer Wilds trafi w gust to zaoferuje wiele w zamian. Co prawda zrobi to subtelnie, ale jednak zauważalnie. Zapamiętam wiele nienarzucających się fragmentów, które potrafiły celnie ukłuć mnie w specyficzny punkt odsłoniętej wrażliwości gracza. "Skradanie się" pośród Żarnic. Nieliczne rozmowy z równie nielicznymi rozbitkami na planetach (Chert, pewien dżentelmen na Księżycu Kwantowym <3). Każdorazowo odnalezione zwłoki i "odsłuchiwanie" logów na temat tego co tu się wydarzyło. Ręczne dokowanie do Stacji Słonecznej co jest wymogiem jednego z trofeów/osiągnięć, więc podjąłem się wyzwania. Brakowało mi tylko muzyki z kultowego dokowania w Interstelarze, ale oczywiście ktoś już wpadł na ten pomysł przede mną, więc polecam. Wygląda na prostą czynność, ale grawitacja Słońca na przemian przyciągająca nas w swoją piekielną czeluść i wyrzucająca na orbitę, ciągła regulacja prędkości, plus pomieszanie perspektyw i kierunków czyni ten manewr szalenie precyzyjnym. Czy Outer Wilds ma wady? Z całą pewnością. Ale to głównie kwestia źle obsadzonych oczekiwań i minięcia się z koncepcją. Jeśli założenia gry do nas jednak trafią, to możemy przyczepić się do zaledwie kilku detali. Brakuje udźwiękowienia tych nielicznych dialogów. Brakuje podręcznej opcji "samobójstwa", szczególnie gdy trafimy w próżnię i musimy z grubsza bezczynnie czekać na wyczerpanie się tlenu. Niektóre logi, zapiski i podpowiedzi są dość problematycznie ukryte. Do kilku z nich trafiłem przypadkiem, dwa razy utknąłem beznadziejnie (komputer pokładowy podpowiadał kolejny cel, ale nie mogłem rozkminić co na miejscu zrobić) - pewne kwestie są niewystarczająco jasne nawet po 20 godzinach. Cóż, domyślam się, że taka jest cena swobody. Niemniej jestem Outer Wilds zachwycony tylko odrobinę mniej, niż rok temu Subnauticą. Obie gry rewelacyjne i zupełnie w moim guście, ale nie biorę odpowiedzialności za polecanie ich innym. Zguba, depresja, nieuchronność losu, ale bywa kolorowo i fascynująco. Nagroda BAFTA GOTY 2019 coś może sugerować, choć nie jest ostatecznym arbitrem.
-
The Best of Wszystkie Czasy, Grande Finale!
To w sumie taka ciekawostka bez głębszej historii, ale możliwe, że parę osób by zajrzało wtedy na forumek i ktoś być może zostałby nawet na dłużej. Zawsze coś.
-
Temat ogólny.
Ciężkie czasy na giwałeje, tu trzeba patrzeć gdzie zaoszczędzić, a nie jeszcze rozdawać xd Ale to nie znaczy, że nie będzie ich w ogóle.
-
FIA Formula One World Championship
Ech, LEGENDA.
-
PSX Extreme 300
Syn mojego ojca chrzestnego miał Resident Evil, ale po niemiecku (ach, klasyka). Języka nie znał kompletnie, no ale jakoś sobie radził, aż do momentu, gdy przestał sobie radzić i utknął na jakiejś zagadce czy coś, nie wiedząc co dalej począć. Ale pamiętał, że moi rodzice kilka lat (w latach 80.) spędzili w Niemczech "na dorobku" i pewnie trochę liznęli języka, więc przybiegł pewnego dnia z kartką, na której przepisał jakieś niemieckie treści z gry i prosił o przetłumaczenie. Potem po osiedlu krążyły na ten temat legendy, więc Paweł, jeśli to czytasz - pozdrawiam.
-
Temat ogólny.
Powiem Wam, dziwne uczucie. Tak wstać rano w sobotę i uświadomić sobie, że nie mam już kolejnej rundy do uruchomienia. Z plebiscytami ruszaliśmy pod koniec września 2021, więc minęło już 10 miesięcy, zeszło w sumie dłużej niż zakładałem, ale nie zakładałem też, że listy w niektórych generacjach rozrosną się nam do 256 pozycji. Z frekwencją bywało różnie. Niektóre edycje cieszyły się większym zainteresowaniem, inne mniejszym, co jest w pełni zrozumiałe. W zasadzie im późniejsza generacja, tym więcej głosów, co również jest zrozumiałe. Często przekraczaliśmy magiczną barierę 100 głosujących, a piękną klamrą spina to finał Gry Wszech Czasów, gdzie pobiliśmy rekord - 133 głosujących. Piszę to przede wszystkim po to, by Wam podziękować za wspólną zabawę. Za poświęcenie chwili na oddanie głosów. Za aktywność w tematach, niezależnie czy polegała ona na ona na podzieleniu się jakimiś wspomnieniami/przemyśleniami, trollingu, złośliwym pastwieniu się nad pokonanym przeciwnikiem (użytkownikiem lub grą), okazaniu bólu odbytu po porażce ulubionego tytułu. To wszystko miało znaczenie i odrobinę napędzało zabawę. Wreszcie chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomagali mi to zorganizować, nie zostawili mnie z tym samego, podrzucali propozycje do listy, udzielali się w temacie organizacyjnym, współtworząc formułę zabawy, dodając swoje trzy grosze. Zdaję sobie sprawę, że nie byłem w stanie zadowolić wszystkich, ale starałem się brać pod uwagę każdą opinię i ważyć, które z nich dominują. Koniec końców cieszę się, że uniknęliśmy większych wpadek i kwasów, nie doszło do żadnej większej pomyłki, którą trudno byłoby odkręcić, a dyskusje raczej rzadko zbaczały na kurs Wojny Konsol (a jeśli już tam zaczynały dryfować, to moderacja była czujna i za to im też dziękuję). Czy kiedyś wrócimy do podobnej zabawy? Nie wiem, możliwe, o ile będzie taka wola w narodzie forumowym i sensowne podstawy. Może inna formuła, inne kategorie, inne reguły. Póki co robimy urlop (przede wszystkim dla mnie xd), ale temat pozostaje otwarty na propozycje i dyskusje. Jeszcze raz dzięki za wspólną zabawę.
-
The Best of Wszystkie Czasy, Grande Finale!
- The Best of Wszystkie Czasy, Grande Finale!
Panowie, chyba nie muszę nic więcej dodawać. Deklasacja. Metal Gear Solid to klasyk nad klasykami. Pewnie, że dzisiaj na mało kim zrobi wrażenie. Pewnie, że z obecnej perspektywy cierpi na pewne bolączki, ale która gra z tamtego okresu nie cierpi? Twórcy w różny sposób radzili sobie z ograniczeniami sprzętu, budżetu, umiejętności. Jednocześnie dostarczali nam gry, które dla wielu były pierwszymi zauroczeniami, a często wręcz miłością. MGS był jedną z tych gier. Jeszcze przed nadejściem nowego milenium siadaliśmy przed konsolami, by dziesiątki razy powtarzać fragment dostarczony na demo discu, stale zapętlając kilka pierwszych pomieszczeń. Otwieraliśmy szeroko oczy na rewelacyjnie zrealizowane przerywniki fabularne z profesjonalnym voice actingiem. Dostawaliśmy ciarek na plecach w kluczowych momentach i kultowych frazach. Wślizgiwaliśmy się w ten klimat niczym Snake w wentylacyjne dukty. Przystawaliśmy zahipnotyzowani muzyką. Ekscytowaliśmy się walkami z bossami i niebanalnymi pomysłami gameplayowymi. Przez długie lata (dekady!) odkrywaliśmy kolejne smaczki oraz sekrety. Byliśmy zachwyceni tak, jak zachwyceni mogą być pozbawieni trosk nastolatkowie. Zagranie w MGSa dzisiaj nie sprawi jeszcze, że znów będziemy tamtymi dzieciakami, ale z pewnością nie pozostawi nas obojętnymi. Nie wszyscy mają jakiekolwiek wspomnienia z MGSem, ale chyba wszyscy wiedzą jakie to uczucie, bo prawdopodobnie mają podobne związane z innymi tytułami. Trochę jak z dziadkiem. Dzisiaj jest stary, niezdarny, powtarza się, zapomina naszego imienia, narzeka na młodzież, możliwe, że nie kontroluje wypróżniania, ale go bezwzględnie kochamy, bo pamiętamy jaki był kiedyś. Demokratycznie uznaliśmy, że to właśnie Metal Gear Solid jest naszą Grą Wszech Czasów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy z nas miał inną, własną. Nikt tego nie sprawdza, droga wolna. A tymczasem, by zachować tradycję: Końcowa faza drabinki: Pełna drabina TUTAJ.- PSX Extreme 300
- The Best of Wszystkie Czasy, Grande Finale!