Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Kmiot

Senior Member
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  1. Lecimy. Postaram się streszczać, bo pracuję nad zwartością przekazu. Tysiąc znaków utnę tu, tysiąc znaków utnę tam i może treść będzie przystępniejsza? Chciałbym wyeksponować rzecz, która rzadko kiedy jest tutaj doceniana. Mianowicie otwartość Pereza, by w zasadzie w dowolnym momencie dorzucić dodatkowe 8 stron, jeśli numer tego akurat potrzebuje (albo jest dużo reklam, niech się wiedzie!). Teraz tak po prostu dostajemy 124 strony zamiast tradycyjnych 116. I nikt nawet nie doceni, nie pochwali. Pochwalę więc ja. Doceniam. Okładka? Nieoczywista i niespodziewana, ale ja nie mam jej nic do zarzucenia. Schludna, wstydu nie przynosi, trochę jak z jakiegoś specjala PC Extreme. Okładki Roku nie zdobędzie, ale w sumie cieszy oko, jak sobie tak leży na pralce. Co nowego. Trochę dziwne, że Summer Game Fest otrzymało tyle stron w numerze, a jeden z ciekawszych tytułów tam pokazanych - Crossfire - został wypchnięty poza tamten przegląd gier. Podobnie Blood Message. Nie wiem co stoi za tymi decyzjami, ale na pewno nie logika i konsekwencja. Poza tym brak cytatu numeru, a z racji komentarzy wokół SGF pewnie było co wybierać (choćby David Jaffe srający się o GoW: Laufey pięknie by tutaj pasował). Co natomiast najbardziej rzuciło mi się w oczy, to news pt. Wielkie historie i wielkie dodatki. Nie wiem kto to pisał, ale jest złe. “Zagramy w 20 godzin przyjemności”? Podobnie jak news dotyczący Persony 6 (Krótka seria), gdzie ktoś pisze, że “na deser zagramy w Persona 4 Revival”. Jaki z tego deser, skoro dostaniemy go przed daniem głównym? Bez sensu. Ohayo Nippon i Dobre, bo polskie. Mazzi równa, wysoka forma, ale Kroolik od kilku miesięcy też wysoko i naprawdę fajnie się czyta jego kącik. Zgrabnie ujęty zestaw wątków z rodzimego pierdolnika branżowego, ostatnio mało tutaj nudnych wyliczanek, a dużo więcej łakomych kąsków. Cronos to gra z mojego TOP 3 2025 r. (nie oczekiwałem wiele, dostałem dużo ponad to), więc dodatek biorę na premierę, niech mają Bloobery. W tym roku nie oczekuję wiele od Valor Mortis, jeśli wiecie co mam na myśli. Thorgala szkoda, ale patrząc na zakulisowe perypetie Mighty Koi to pewnie najlepiej dla wszystkich, że tego nie dowiozą. Kingdom Hearts IV. Coś czuję, że “darmowe NTE” będzie od teraz przywoływane na równi z “darmowym Genshinem”. Thief: The Dark Project Remastered. W okolicach premiery oryginału próbowałem w Thiefa grać na PC szwagra, ale oczywiscie gra była dla mnie za trudna, bo dzieciakowi wychowanemu na Pegasusie brakowało cierpliwości. Nie wiem czy Zabłocki dobrze zachęca, bo mnie nie musi i ja już od zapowiedzi podjąłem decyzje, że remaster Thiefa biorę w ciemno na premierę, bo akurat Nightdive Studios raczej wie, co robi i uwielbiam ich odświeżenia. Testy sprzętów. Te tęczowe wstawki (szczególnie “oceniaczka” Spectruma) robią okropne wrażenie. Poza tym ta podstawka chłodząca do konsoli… Za mocne. Relacja z Summer Game Fest. Tutaj mam mieszane uczucia. Jeśli dobrze liczę, to aż 34 strony zapowiedzi. Ćwierć numeru. Niby fajnie, ale niektórym tytułom wystarczyłaby 1/3 strony (albo potraktowanie ich jak Crossfire w Co Nowego), bo gówno pokazano, a rozpisujemy się o nich na całą stronę, powtarzając to, co nagadali marketingowcy. Marnotrawimy miejsce, a potem jakąś perełkę w recenzjach musimy upychać na 1/3 strony, bo “papier nie jest z gumy”. Generalnie relacja fajna, ale zdecydowanie zbyt rozwleczona i najzwyczajniej w świecie rozdmuchana (np. cała strona dla REVeronica, gdzie nawet nie wiadomo czy to będzie FPP czy TPP, bo nie pokazano ani sekundy rozgrywki), czasami czuć też w treści odrobinę pośpiechu. Plus za dużo Gruchy i Zaxa (Microsoft Flight Simulator, darmowe NTE, Genshin Impact, rudymentarne, wróciło też nieco zaniedbane Mount & Blade 2, ale niektórych jego tekstów nawet nie czytałem), więc sorry, ale trudno mi wykrzesać większy entuzjazm. Przeczytać i zapomnieć. Kilka(naście) gier mnie interesuje, o innych mam już wstępne wrażenia i oczekiwania, ale spokojnie poczekam na premiery, bo dopiero one zweryfikują. Trochę w tym towarzyszy mi taki vibe Konsolite - czas pokaże, co ostatecznie z tego wyjdzie, nadzieja to pierwszy bla bla bla [odpala szluga, zanosi się kaszlem]. Hype 2 / 5. I cyk, już jesteśmy na 50 stronie numeru, ale zleciało! Hyde Park i Headshot. Adamus dobrze wie, że czytelnicy pragną smaczków zza kulis i nam je dostarcza. Myślę, że Roger nie zamierza się z tego powodu dąsać, skoro sam zaczął tę wojnę. A propos Rogera i jego HP, to nie da się nie zauważyć, że od kilku lat branża gier chwieje się pod własnym ciężarem. Najwyraźniej rozrosła się tak, że teraz nie jest w stanie sama siebie udźwignąć. Ten statek tonie, więc ci najwięksi bez skrupułów wyrzucają mniejszych za burtę. Zwolnienia, kasowanie projektów, całych zespołów i oddziałów, teraz ubicie fizycznych nośników, śmietnik na cyfrowych sklepach, stale rosnące ceny podzespołów, rozdmuchane budżety, drożyzna, remasteroza, pożądliwe spojrzenia w kierunku wdrażania AI, jak to się mówi - Andrzej, to jebnie. To, że wciąż ukazuje się tych kilkanaście dobrych gier w roku jest pocieszające (grać jest w co), ale nawet one nie gwarantują twórcom przetrwania. Branża zgniła od środka, pozostaje wygrzebywać te pojedyncze perełki. Konsolite w Headshocie docenia dema. I słusznie. Każdy powinien, tymczasem reszta redaktorów zwykle je ignoruje i nawet nie da czytelnikowi wskazówki: “hej, nie musisz wierzyć mojej recenzji - sprawdź samodzielnie darmowe demo!”. Jedno zdanie, a taka cenna informacja, która otwiera możliwości przed odbiorcą. Ja wiem, że dema nie zawsze są dostępne w momencie pisania recenzji, ale często jednak są (wiem, bo niektóre recenzowane tytuły testuję regularnie na miesiąc przed premierą), a zauważyłem, że tylko Darek fatyguje się, by to sprawdzić i “dać cynk” czytelnikowi. Przyznaję, że czasami po prostu omijam demo. Robię to w przypadku gier, na które jestem i tak zdecydowany, a chcę w nie wejść “w ciemno”. Taki kaprys. Nowa Onimusha jest jednym z tych tytułów i nawet chłodna opinia Darka tego nie zmieni. Najwyżej się lekko rozczaruję, ale po Capcomie nie spodziewam się kompletnej porażki. Oczekuję gry - w najgorszym przypadku - zaledwie dobrej. Nie mam w sobie tyle entuzjazmu co Koso, ale w jednym się zgadzam - jeszcze dużo dobrego przed nami. Recenzje. Obraz nędzy i rozpaczy ten dział w tym miesiącu, skoro na podium najlepszych gier miesiąca jest m.in. gra na 6-/10 i siedmioletnia bijatyka w swojej kompletnej formie. Nikt nie informuje o możliwości przetestowania wersji demo recenzowanych gier i zgodnie z tradycją często nie zgadzają się podane ceny gier albo platformy. Gothic Remake. Jestem miło zaskoczony, że recenzję napisał Kochaniec. A przecież to duży tytuł. No dobra, może niekoniecznie duży, ale o dużym znaczeniu kulturowo-nostalgicznym, hehe. Nie jestem Gothicowcem, nigdy nie byłem, więc jakiejkolwiek polemiki z treścią się nie podejmę. Aczkolwiek Sebastian wywiązał się ze swojego zadania na tyle umiejętnie, że zakiełkowała mi w głowie myśl, by kiedyś tego całego Gothica spróbować. Ale nawet jeśli, to pewnie dopiero za około rok, gdy dziada solidnie połatają. Jest demo. Realm of Ink. Nieco zazgrzytał mi w zębach fragment: “Rozwój postaci i elementy roguelike nie oferują nic oryginalnego, ale wystarczają, by bawić się naprawdę dobrze. Same ataki Red to standard, czyli szybki bądź silny, ale więcej nie trzeba, by świetnie się bawić”. Ja wiem, że pół strony to nie przestrzeń na literackie uniesienia, ale czasami wystarczy raz albo dwa razy przeczytać całość, by wychwycić mało atrakcyjne kompozycje zdań (jak tutaj z tym bawieniem się linijka po linijce). The Adventures of Elliot. Gra ma demo na chyba wszystkich platformach. Gobliiins Collection. Tutaj już zauważono, że chochlik coś przychochliczył, bo fragment recenzji brzmi: “Kiedyś były książecak nawet skanów czy tutoriala”. Wyraźnie zjadło kilka słów. Necrophosis. Zeszły miesiąc zawiódł pod tym względem, ale ty razem jest i on - tradycyjny horror FPP 6/10. Fani gatunku mogą już pobierać. Coffee Talk Tokyo. Gra ma demo (Switch 2 i PS5, możliwe że na pozostałych platformach też). Copa City. Gra kosztuje 134 zł. 180 zł to edycja Deluxe. Starfox. Na eShopie jest demo. Farming Simulator 26 Nintendo Switch Edition. Żadnego screena, cena się nie zgadza. Recenzent zresztą też nie wygląda mi na Pereza. Replay. Cieszy, że dział najwyraźniej się przyjął wśród redaktorów, mniej cieszy, że ponownie mamy w nim taki mocny mainstream i raczej tylko najgłośniejsze tytuły (no, może poza Directive 8020). Mógłbym jakoś skomentować występ Butchera, ale tego nie zrobię, bo niezależnie od mojej opinii o Mixtape (której tak naprawdę wciąż nie mam) nie lubię takiego bucowatego tonu wypowiedzi w czasopiśmie. Retrorecenzja. Need for Speed Underground 2. Przede wszystkim odetchnąłem, że jednak są w tym dziale jeszcze jacyś inni autorzy! Graba miesiącami trzymał go przy życiu, ale teraz mógł zasłużenie odpocząć. I chociaż bardzo bym chciał podzielać entuzjazm Kacpra do gry, to zrobić tego nie mogę, bo ominął mnie obszerny fragment historii marki NFS. Po ograniu tych z pierwszego PlayStation miałem przestój i wróciłem dopiero przy okazji trzeciego PlayStation. Nigdy więc nie udzieliła mi się faza na te najbardziej kultowe odsłony, ale i tak z wielką przyjemnością przeczytałem historię fascynacji Adamusa Undergroundem 2. U autora zawsze dostrzegam idealne, albo prawie idealne proporcje sentymentalnych wątków i rzeczowości. I zawsze się to po prostu dobrze czyta. Do reszty autorów apel: nie dajcie temu działowi umrzeć. Publicystyka. Inne czasy, inni Avengersi. Mam poczucie, że temat Marvela wraca na łamach PE odrobinę zbyt często. Trochę jak z widzami kinowego/serialowego uniwersum, którzy na pewnym etapie byli po prostu zmęczeni brakiem umiaru, tak w sumie podobnym próbom wytrzymałości poddawani są czytelnicy. A Jutrzen to pewnie aż się zachwieje od “avengersi” w tytule, więc to już podchodzi pod zamach na życie i zdrowie. Ostatnio było o Daredevilu i podobało mi się skupienie na pewnym konkretnym wycinku uniwersum. Teraz dostajemy tekst ogólny i mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Nie wiem czy Marvel budzi w czytelnikach jeszcze jakiekolwiek emocje i choć czytało się go miło, to trudno mi sobie wyobrazić, by wielu czytelników zakrzyknęło: “o, tekst o MCU, ekstra!”. To raczej taki bezpieczny wybór tematu, gdzie większość odbiorców reaguje zwykłym “meh”. Ibru, czyli opowiem Ci bajkę. Oczywiście, że dołączam do pochwał naszego bibliotekarza na śledczym tropie. To tekst jednocześnie bardzo intrygujący i pouczający, bo to zadziwiające, że do tej pory nikt specjalnie się nad tymi wątkami nie pochylił. Gdzieś tam pojawiała się Tokarczuk, potem temat zamierał na miesiące czy lata, progresu żadnego jak nie było, tak nie ma, w końcu noblistka taktycznie się z projektu wymiksowała, natomiast z informacji zdobytych przez Kochańca wyłania się obraz kompletnej prowizorki (w najlepszym przypadku), albo zwykłego scamu (bardziej prawdopodobna opcja). Daję całości jeszcze rok mylenia tropów, potem informacja, że w sumie nic z tego nie będzie, a sama Tokarczuk oczywiście będzie już na tyle długo niezwiązana z projektem, że dla niej i jej pijaru wszystko się rozejdzie po kościach. Niemniej Kochaniec dostarczył fajny, cenny tekst, szturchając kijkiem tam, gdzie trzeba. Nie dostajemy w prasie wielu tego rodzaju tematów “śledczych”, więc miałem też w trakcie lektury poczucie, że “to jest świeże”. Efekt całości psuje parę literówek. W galaktyce “Androbiedy”. Pora na tradycyjne wyznanie. Przeszedłem tylko pierwszego Mass Effecta. A i tak z poślizgiem, bo dopiero na PS4. Do “dwójki” wciąż się zbieram, bo zawsze znajduję coś, w co pragnę zagrać bardziej. Więc nawet jeśli kiedyś dobrnę do końca trylogii, to prawdopodobieństwo zagrania w Andromedę oceniam na 1,45%. Chcę przez to przekazać, że w tym miesiącu Kacper minął się z tematyką, która we mnie rezonuje i zamierzałem być surowy. Ale potem trafiam na fragment, gdzie autor nazywa potężnego Starfielda 9/10 “kosmiczną wydmuszką” i moja surowość ulatuje jak powietrze z otwartej śluzy. Generalnie nawet jeśli nie jest to mój temat, Adamusa ględzącego o grach po prostu uwielbiam czytać. Lekkość, ale i wyczuwalna staranność treści. Gdzieś tam majaczy humorek, gdzieś pojawiają się subtelne wątki osobiste, zaangażowanie czuć za każdym razem, więc dla mnie to zawsze “highlighty” numeru. Do tej pory trzyma mnie zachwyt po tekście o Sekiro. Kacper (albo też inny chętny autor, bo jakościowych mamy kilku) - wyzwanie - dawaj teraz Armored Core 6. Też FromSoftware i też dużo odmienne podejście od formuły, a jednak widać tutaj mocne tropy Miyazakiego. I nie przejmuj się jeśli mechy to nie Twój temat - moim też nie był (i nadal nie jest), ale o AC6 do dzisiaj nie mogę przestać myśleć. Aliens, więcej niż sequel doskonały. Ostasz w tym miesiącu trafia w miękkie. Bo markę Obcego uwielbiam. Jest w tym nieco nostalgii, bo pamiętam, że za małolata kilka razy się na filmy natknąłem w TV, ale tak naprawdę całość doceniłem dopiero jakieś kilkanaście lat temu. Chyba dopiero wtedy dotarła do mnie pewna ponadczasowość tych dzieł i ich potencjał. Generalnie nie ma czego roztrząsać, bo Michał (wiedzieliście, że - jeśli wierzyć stopce - Ostasz ma tak na imię?) ma już raczej wyrobioną i zasłużoną renomę, więc tutaj nie będzie zaskoczenia, że tekst mi się podobał. Nieustannie podoba mi się też, że autor trzyma wątki growe nieco na uboczu i w ramkach, bo wtopione w główny tekst nie zawsze dobrze wpływały na całość i wydawały się wciśnięte nieco na siłę. A czasami po prostu gry były tak słabe, że nie warto było o nich wspominać, ale Ostasz najwyraźniej czuł się zobligowany, skoro pisze do magazynu o grach. Ramki to odpowiedni i schludny kompromis, tak trzymać. I na kolejny temat polecam Event Horizon, bo kilka dni temu z racji odejścia Sama Neilla zrobiłem sobie ponowny seans. Star Fox. Nie wiem, tekst chyba ok? To znaczy nie mam do Star Foxa żadnego sentymentu. Jego powrót nie sprawił, że mocniej zabiło mi serce, bo Nintendo przez dekady chyba samo nie wiedziało co chce ta marką osiągnąć. A teraz jakby powoli kończyły się marki/tytuły do odświeżenia i ktoś tam sobie przypomniał, że “przecież mieliśmy takiego lisa, co latał samolotem czy coś”. I trochę dla mnie za wcześnie, by ogłaszać jakikolwiek powrót Star Foxa, ale Komodo mocno zaplusował cytatami z rewelacyjnego filmu. Potrzebowałem dłuższej chwili by sobie przypomnieć “skąd ja to kurwa znam?!”, a przecież oglądałem go z 5-7 razy (z tym że ostatnio z 10 lat temu). Gothic, historia, którą pokochali Polacy. Jak już wspomniałem przy okazji recenzji remaku - nie jestem i nigdy nie byłem Gothicowcem. Więc już tutaj Graba trafia na twardą ziemię, bo jestem najgorszym odbiorcą tekstu - żaden ze mnie zaślepiony sentymentem fan gry, w dodatku mój stopień ignorancji pozwala mi bezczelnie krytykować coś, o czym nie mam zielonego pojęcia. I moje odczucia są takie: za duży nacisk na historię powstania gry, te wszystkie kombinacje ze studiami, nazwiskami autorów ich przynależnościami i perypetiami. Za mały nacisk na naturę i specyfikę kultu, jakiego Gothic doczekał się w naszym kraju (a to poniekąd sugerował podtytuł). Naprawdę niewiele tutaj o samym odbiorze gry, analizy z czego wynikał jej fenomen. Jest dedykowany temu fragment i jego czytałem z największym zainteresowaniem, więc pragnąłbym aby był nieco bardziej rozbudowany, ale może to tylko ja. Yakuza. Kubica, czyli poziom równy i wysoki, ale ponieważ żaden ze mnie fan Yakuzy (choć Zero i Kiwami przeszedłem), a autora i tak tutaj nie ma, to nie będę się silił na opinie. Extreme Plus. Asha Sharma. Nie no, nie chce mi się tego czytać, bo od razu dostaję przebłysków z Wietn… z okresu, gdy Zabłocki upodobał sobie biografie nie zawsze ciekawych osobistości branży. Mógłbym nawet odnieść wrażenie, że autor tylko czekał na okazję, by móc się rozpisać na temat “tożsamości Xboxa”, ale tym razem ja nie o tym. Chciałbym zwrócić uwagę na coś innego. Bo czystym przypadkiem wyciągnąłem z kupki PSX Extreme numer dokładnie sprzed 5 lat (#287) i rzucił mi się w oczy tamtejszy Extreme Plus dotyczący He-Mana (autor: Konsolite). To, że Darek potrafi pisać całkiem sprawnie jeśli dostanie odpowiednio dużo miejsca udowadniał już wielokrotnie (ostatnio w tekście o Stargate), ale uderzyło mnie też zupełnie inne przywiązanie do oprawy graficznej. Ten Extreme Plus o He-Manie w zasadzie cały wypełniony jest adekwatnymi i przemyślanymi “obrazkami”, zwykle podpisanymi co prezentują i po prostu stanowiącymi “wartość dodaną” do tekstu. Te teksty dużo bardziej przypominały to, co widzimy w tradycyjnej publicystyce PE. Extreme Plusy od Zabłockiego zawsze są nieco oderwane. Wyraźnie czuć w nich, że istnieje tylko tekst, a grafiki dobiera Romek wpisując słowa kluczowe w przeglądarce i jeśli akurat mowa o Ashy Sharmie, to tam wrzucimy jakieś jej zdjęcie, tam joypada do Xboxa, tam siedzibę Activision, gdzieś indziej jakąś grafikę z Gears of War, albo Forzy i jebać, jakoś to będzie. Kompletnie na odpierdol i pod tym względem widać ogromny zjazd jakości. Kąciki i felietony. Region Filmowy. Sam wstęp uzmysłowił mi marnowany potencjał kącika w tym miesiącu. Można było połączyć recenzje w pary - Bliskie spotkania trzeciego stopnia skonfrontować z Dniem objawienia, a nowych Władców Wszechświata zestawić z recenzją Władców Wszechświata sprzed blisko 40 lat. Byłoby to… nie wiem… zaskakujące? Komiczne? Refleksyjne? Intrygujące? Comix Zone. Doceniam, że kompletnie odbiliśmy od Marvela i DC w tym miesiącu (a jednak da się znaleźć cztery komiksy niezwiązane z tymi stajniami), ale znając życie w kolejnym numerze dostaniemy tylko Marvela i DC, więc nawet się nie nastawiam na pozytywny trend. BAKA. Intrygujące, ale oczywiście, że nie obejrzę, bo w ogóle mało oglądam. A nawet jeśli włączam, by obejrzeć, to zasypiam w trakcie. Niemniej kącik czytam regularnie, w przeciwieństwie do kącika Myszaqa, którego od lat nie czytam wcale. Zax. Uf. Przeczytałem wstęp i szczerze mówiąc, miałem dość. Resztę tekstu tylko przeczesałem wzrokiem w poszukiwaniu stałych punktów programu (znalazłem NTE i Genshin Impact, ale byłbym zaskoczony, gdybym nie znalazł). Trochę jestem już chyba znudzony i wysrywy Zaxa budzą we mnie coraz mniejsze emocje, bo na podobne zbyt często trafiam w internecie, więc pewnie nabieram jakiejś odporności. Możliwe, że to jeden z ostatnich momentów, gdy daję autorowi nieco atencji. Adamus. W pierwszej chwili zacząłem się zastanawiać na ile sensownym jest zestawianie literackich wzorców z bohaterami gier. W wymianę argumentów nie planuję wchodzić, bo Kacper dużo bardziej oczytany ode mnie, więc w kompromitację pchał się nie będę. Inna kwestia jest taka, że o ile w przypadku God of War z 2018 forma “jednego ujęcia” działała i nadawała opowieści intymnego charakteru, tak w God of War: Ragnarok wydawała się tylko niepotrzebnym ograniczeniem, odbierającym całości oczekiwanej epickości. Nie oferowała już świeżego spojrzenia, ale jej “kajdany” sprawiły, że niektórym sekwencjom brakowało rozmachu. Graczpospolita. Gdyby ktoś się zastanawiał, co ma na myśli Mazi pisząc, że morderca “sprawiał wrażenie, że na bieżąco wchodzi w interakcje z widzami”, to prawdopodobnie nie miał na myśli nic konkretnego. Powiedział, że ma kłopoty z wyświetlaniem live chatu, więc nie będzie się do niego odnosił. TUTAJ nieco więcej na ten temat. “Podczas hardkorowych maratonów przekraczających trzy godziny dziennie” - No to muszę przyznać, że zdarza mi się być hardkorowym maratończykiem. Mazzi. Proszę Was, nie idźcie w generowane przez AI - nawet tak nieistotne - elementy graficzne. Za dużo ich widzę w sieci, niedobrze mi. Głos Ludu. Szermaca nawet nie wołam, bo już wie. Poza tym to cyfrowy nawiedzeniec, hehe. No i kupiłem grę, którą poleca, ale trzeba przyznać, że treść dość obszernej recenzji zredagowano bezwzględnie. Listy. Trochę przewróciłem oczami na wytłumaczenie HIVa, że “felietonu nie popełnił z przyczyn obiektywnych”, co oznacza tyle, co nic. Poza tym nie chcę się zbyt często powtarzać, ale skoro już tutaj jestem to potwierdzam, że dział Listy nadal słaby. W ramach podsumowania napiszę jedynie, że to był mało ekscytujący numer. Całość mocno do góry ciągnie publicystyka, ale na nią zawsze mogę liczyć. Poza tym dział recenzji raczej zasysa (ale to już nie jest wina redakcji), a poświęcenie 1/4 numeru relacji z SGF w moim odczuciu jest przestrzelone, bo wiele gier i prezentacji jeszcze nie zasłużyło na tyle miejsca czy wiary. Tym bardziej, że zaraz Gamescom i co? Powtórka z rozrywki? Niezmiennie dzięki za kolejny numer, bo to moja życiowa rutyna i trudno mi sobie wyobrazić miesiąc bez czytania regularnej prasy growej, a na tę chwilę wyłącznie PE umożliwia mi utrzymywanie tej tradycji.
  2. Cóż, Sony ostatnio nie dało wielu powodów, by im ufać, więc nic dziwnego, że gracze patrzą na nich bardziej podejrzliwie, niż zwykle.
  3. A potem: "proszę spojrzeć na wykresy, kompletna dominacja cyfry, nikt nie gra na fizycznych nośnikach, a nawet jeśli gra, to tego nie rejestrujemy, bo coś się zjebało, ale przynajmniej na korzyść naszych obliczeń. Arigato."
  4. Kmiot odpowiedział(a) na Kmiot temat w PS VR
    Tymczasem Synth Riders dostało kolejny music pack, tym razem jest to Linkin Park. Aż 13 utworów za 89 zł (pojedyncze za 9 zł sztuka). Sporo tutaj kultowych kawałków dla ludzi wychowanych na Hybrid Theory i Meteorze, ale wiadomo, że to również nośnik reklamowy, więc jest też kilka świeższych wałków a i pewnie nowości, nie wiem, nie śledzę dyskografii zespołu. Kilka kawałków nadaje się do wyjebania na śmietnik, ale to może być jedynie moja opinia. O dziwo ze dwa spośród tych "nowych" siada całkiem w porządku i w sumie z 14 utworów wybrałem chyba z 8-9, które powędrowały na listę moich ulubionych, do których zamierzam wracać. Pełna lista: • In the End • Numb • Faint • One Step Closer • The Emptiness Machine (Radio Edit) • Bleed It Out (Radio Edit) • Breaking the Habit • Battle Symphony • Papercut • CASTLE OF GLASS • Heavy Is the Crown • Up From the Bottom • Over Each Other Z układami też jest różnie. Zacząłem od Experta i niektóre kawałki zmapowano nieco bez polotu, więc wydawały mi się wręcz nudne i mechaniczne (In the End, Numb). Ale są też układy satysfakcjonujące, z fajnymi korkociągami (Breaking the Habit) i flow, więc bywa nierówno, ale póki nie szuka się wyżyłowanego wyzwania, to warto. Dwa moje przeloty poniżej, gdyby ktoś szukał przykładów, albo był ciekawy.
  5. Kmiot odpowiedział(a) na ogqozo temat w Pokémon
    Po zainwestowaniu ponad 120 godzin dopiąłem celu, zrobiłem wszystkie questy i - co ważniejsze - znalazłem wszystkie Pokemony. A Pupcio ponoć dalej sztuka, hehehe. Fajna gierka i zbieranie tych gnojków było całkiem angażujące. Szkoda, że tych wysp nie chce mi się remontować i większość z nich jest rozpierdolona w stanie, w jakim je zastałem. Postawiłem kilka domków czy habitatów, tu i tam wyłożyłem jakąś pierdołę, którą znalazłem w rzece, ale ogólnie nie chciało mi się projektować i budować "miasteczek". Za dużo przestrzeni, za dużo jebania się. Animal Crossing pod tym względem wypadał lepiej, bo był kameralny i nie przytłaczał, więc aż się chciało zadbać o przytulność naszej niewielkiej wysepki, w Pokopii mi się nie chce. Jest tutaj też trochę niewykorzystanego potencjału, bo można było Pokemony podzielić na pory roku i zmotywować gracza do pykania przez cały rok, jeśli chciałby zebrać wszystkie. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych byłaby to wada, ale ja lubiłem w AC to, jak zmieniało się otoczenie i fauna w związku z nową porą roku. W Pokopii się pod tym kątem nie postarano. Gierka top, ale jednak nie siadła mi na głowie tak, jak swego czasu Animal Crossing.
  6. Chodzą słuchy, że Sony już przygotowuje upominkowe avatary, aby uspokoić graczy.
  7. Kmiot odpowiedział(a) na Rozi temat w Ogólne
    Powoli, ale metodycznie wycisnąłem z Miny 100% mapy i znajdziek, choć przy 3-4 ostatnich potrzebowałem podpowiedzi, bo niektóre patenty są dość... niekonwencjonalne. A i tak spędziłem z grą 32 godziny, więc speedrunem tego nie nazwę. W ogólności świetny tytuł, szczególnie podobała mi się konstrukcja świata i przepych sekretów, które on kryje. Uwielbiam szperać po kątach, a Mina mnie za dociekliwość całkiem solidnie wynagradzała. Sama rozgrywka po paru ulepszeniach nabiera rumieńców, choć do końca trochę mnie irytowało ograniczenie ataków w tylko czterech kierunkach i często po prostu brakowało mi kilku pikseli, by trafić w hitbox wroga, choć wizualnie gra sugerowała co innego. Ale to pierdoła, bo o ile początek zwiastował ekscytujące starcia z bossami, to w praktyce okazało się, że 90% z walk wystarczyło "tankować" i finezja była raczej zbędna, a wręcz niepożądana. Czy to dobrze, czy źle, niech każdy oceni sam. Zawsze jest opcja modyfikacji, ale ja grałem na domyślnych ustawieniach. Niemniej tak jak piszę: siła Miny leży w świecie i jego otwartości na kreatywność gracza. Do wielu miejsc i sekretów możemy się dostać na kilka sposobów, wykorzystując inne umiejętności czy gadżety i pod tym względem Mina jest bardziej zeldowa od samej Zeldy. I bardzo satysfakcjonująca. Do tego jest kolorowa, skoczna muzyczka gra, tytuł jest tani i zapewnia długie godziny przygody, czego chcieć więcej? Widać w tym dużo serca oraz przemyślanych decyzji i choć wydaje mi się, że oceny jednak nieco zawyżone, to kim ja jestem, by komuś mówić, co mu się ma podobać? Skoro Mixtape może być 10/10, to Mina the Hollower tym bardziej.
  8. Kmiot odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Spóźniony, ale jestem z podsumowaniem czerwca. Bo przed kim mam się pochwalić, jak nie przed Wami? Moja faza na stare (acz odświeżone) FPSy trwa w najlepsze, więc wleciał System Shock 2, Heretic+Hexen i Turoki. W pierwszego Turoka aktualnie gram na Switchu (H+H też już wcześniej kupiłem na tę konsolę) i podoba mi się na tyle, że zapragnąłem go również mieć na PS5, nawet jeśli ostatecznie nie planuję go tam odpalać, bo Switchowa wersja mnie nasyci. Do tego odświeżony SNES-owy Clock Tower, bo przeczytałem tekst poniekąd poświęcony temu cyklowi (PlayStation Extreme) i jakoś spontanicznie poszło zamówienie. Burnhouse Lane, bo redaktor Szermac polecał w PSX Extreme #346 (a tak naprawdę wcześniej czytałem już recenzję we "właśnie ukończyłem"). Shin Chan, bo po ukończeniu Pokopii (300/300 Pokemonów) niedługo pewnie najdzie mnie na kolejną chill gierkę. Musiałem też wydać wydać skumulowane cebuliony w Perfect Blue więc się doskonale złożyło, bo Tomodachi Life i kolekcja MGS-ów (o dziwo do tej pory nie miałem, a mieć wypada) wyszła mi prawie jak za darmo. Potem doszło jeszcze zalegające mi w preorderach Hi-Fi Rush. To nadal mój sklep pierwszego wyboru, ale większość interesujących mnie rzeczy po prostu stamtąd już wykupiłem, więc dawaj Dawid więcej, portfel wytrzyma xd. No i na deser nowe wydawnictwo Open Beta, czyli "drogi pamiętniczku" Jordana Mechnera z okresu tworzenia PoPa, pełny szkiców, notatek i głupkowatych rysunków. Do tego garstka zdjęć i treść, co do której nie jestem przekonany czy ostatecznie będzie ciekawą lekturą, ale to kawał historii, więc dam szansę.
  9. Po pierwsze: niech nie robią Hadesa 3, bo ile można? Niech robią coś nowego. Po drugie: zaleta jest taka, że będzie u mnie dużo oszczędności, skoro jedna platforma od pudełek odpada, hehe. Wiem, że nikt nie pytał, ale gdyby jednak pytał o to, czy się przejmuję sytuacją? Nieszczególnie. Szczerze pisząc myślałem, że mnie to bardziej ruszy. Jest lekki smuteczek, ale dramatu nie odczuwam i skoro nie chcą moich pieniędzy, to chuj z nimi, ja jakoś to przeżyję. Szkoda tylko alternatywy. Często po prostu tańszej, niż cyfra. No i drugiego obiegu, choć ja i tak używek nie kupowałem (tylko w skrajnych przypadkach). Zobaczymy jak się sprawy potoczą, jestem spokojny. Nawet gdyby miało wszystko jebnąć, mam w co grać do końca życia.
  10. Kmiot odpowiedział(a) na Czezare temat w Ogólne
    Generalnie grałem od premiery, z tym, że grze poświęcałem jedynie weekendy (w tygodniu ogrywałem inne tytuły), dlatego zeszło tyle, ile zeszło. Starałem się robić wszystko na bieżąco i fabułę posuwać dopiero, gdy skończą mi się questy opcjonalne. W efekcie do napisów końcowych dotarłem dopiero po 220 godzinach, a dodatkowe 30-40 godzin to już sama walka o platynę. Platyna ogólnie... całkiem fajna i miałem sporo frajdy, nie licząc kilku irytujących wyzwań i takich, które bliżej premiery były "missable", ale albo naprawiono to w patchach, albo społeczność znalazła swoje sposoby (chyba tylko wyzwanie związane z Listami Gończymi nadal jest missable) . Dużo tutaj zbieractwa i eksploracji, bo trzeba znaleźć i ukończyć wszystkie Otchłanie, Sekretne Miejsca czy Ruiny z zagadkami, co potrafi być najbardziej czasochłonne, zakładając, że ktoś zwykle takich rzeczy w grach nie robi na 100%, skoro duża ich część jest czysto opcjonalna. Ja robiłem je na bieżąco, więc na koniec fabuły brakowało mi raptem kilku sztuk do kompletu. Podobna sytuacja z wyzwaniem związanym z odkryciem 100 jaskiń, bo jeśli zaniedba się tę kwestię od początku, to na koniec może się okazać, że musimy jeszcze poszperać za 70-80 jaskiniami, a te się nie świecą, gdy błyskamy mieczem, więc zlokalizowanie ich może zająć sporo czasu. U mnie na koniec fabuły brakowało mi ich jednie koło 20, no ale robiłem wszystkie poboczne questy i nawet najbardziej generyczne fetchquesty, więc sporo jaskiń odkryłem w międzyczasie. Poza tym jest trochę kombinacji z wyzwaniami bitewnymi, trochę ganiania za konkretnym orężem, ale tutaj często pomaga internet, bo samodzielnie niektóre bronie są trudne do zlokalizowania, bo nie prowadzi do nich żaden quest czy znacznik i mogą leżeć dosłownie wszędzie w tym ogromnym świecie. Czasem dodatkowo ukryte. Wyzbieranie wszystkich "gatherables" (nie wiem jak to w polskiej wersji nazywają - materiały? surowce?) jest o tyle uproszczone, że ubicie pewnego bossa daje nam dostęp do pełnej wiedzy na ich temat, więc nie musimy nawet ich kolekcjonować. Gorzej sytuacja wygląda z owadami, ale tutaj z pomocą przychodzi plecak-odkurzacz wciągający całe robactwo w najbliższym promieniu, choć i tak trzeba trochę z nim pobiegać. Najbardziej czasochłonne było natomiast łowienie ryb. Wiele wiedzy dotyczącej życia wodnego można zdobyć też na inne sposoby (przeglądając ofertę sprzedawców ryb, wysyłając załogę na misje związane z połowem ryb, legendarne ryby można też złapać rękami, metodą "na jastrzębia"), ale te najrzadsze i największe okazy trzeba złapać na wędkę i wiedzieć gdzie żerują. W tej drugiej kwestii z pomocą przychodzi oczywiście internet, ale złapać rybę musimy już samodzielnie. Czasu zajmuje to różnie. Najdłużej na jedną sztukę polowałem chyba dwie godziny i w jakby nie patrzeć to właśnie ryby uznaję za najbardziej czasochłonne zajęcie typowo "pod platynę". Pomaga wędka od Dzieci Lasu (ostatni poziom ich researchu umożliwia jej zdobycie, nie zawiodła mnie ani razu). To znaczy jest tam dużo czasochłonnych zajęć (głównie eksploracyjnych), ale to już zależy od stylu grania, bo ja zwykle i tak staram się takie rzeczy czyścić metodycznie i na bieżąco, niezależnie czy są/będą wymagane do platyny, więc nie traktuję ich w tej kategorii. Nie wiem czy będzie. Możliwe, ale nie mogę obiecać. Śednio u mnie ostatnio z zapałem, więc trzeba czekać na wenę.
  11. Kmiot odpowiedział(a) na Czezare temat w Ogólne
    Pora na wstydliwy comming out. Chwilami uwielbiałem, chwilami nienawidziłem, ale ani przez chwilę nie myślałem, by porzucić.
  12. Kmiot odpowiedział(a) na Masny temat w Rockstar☆ Games
    Może źle rozumiem, więc poprawcie mnie, jeśli się mylę. Wersja Ultimate jest tą podstawową. Wersja Standard jest tak naprawdę okrojoną wersją gry, w której nie wpuszczą was do niektórych sklepów, warsztatów, fryzjerów, bo śmierdzicie biedą.
  13. Kmiot opublikował(a) a status w Kmiot
    Pamiętacie Steam Machine?
  14. No cześć. W tym miesiącu jestem tydzień wcześniej, ponieważ w przyszły weekend nie będę miał możliwości opublikować "recenzji", a ponieważ jestem profesjonalistą, to zamiast ją opóźnić - przyspieszam. Niech się redaktorzy uczą sumienności. W związku z tym może będzie z mojej strony krócej, zwięźlej, ale na pewno nie rzetelniej. Lecimy. Okładka solidna, ale myślę, że wszyscy już zdążyliśmy się do poziomu przynajmniej “solidnej” przyzwyczaić. Romka pewnie aż ręka swędzi, żeby dorzucić trochę festynowych elementów, ale Perez czuwa. Faktycznie można było coś pokombinować z tym czerwonym kolorem, by nadać okładce spójności barwowej, ale w sumie nie ma czego roztrząsać. Co nowego. Tradycyjnie news na temat tego jaka to potężna będzie konsola kolejnej generacji (w tym miesiącu PS6), obowiązkowy news o GTAVI, no i pora zacząć grzać temat nowego Call of Duty, koniecznie. Co z tymi pudełkami? Maciej: “nawet możliwość odsprzedaży pudełka nie ma dużego znaczenia”. Oj, dla wielu jednak ma. Wydać 300 zł na premierę i po tygodniu- dwóch odzyskać z tego 200-250 zł to dla sporego grona graczy sposób na rotacyjne życie gier. Jak taki ktoś będzie musiał wydać 350-400 zł (bo w takie standardy zmierzamy, a jak zabraknie pudełek, to kto ich powstrzyma?) na cyfrową premierę i po przejściu odzyskać całe 0 zł, to pięć razy się zastanowi przed zakupem. Wydawcy chcieliby w pełni cyfrową dystrybucję, ale graczom powinno zależeć na tym, by był wybór. Krótka seria, czyli GTAV i RDR2 na Switchu. Odpowiednio 13 i 8 letnia gra. Świetnie, właśnie po to kupiłem tę konsolę. Dajcie jeszcze Skyrima. A sorry, już jest? Za 220 zł. Kurtyna. Cyniczne skoki na kasę. Cytat numeru. A ten Komodo czego się najadł, że ”cieszy go fiasko Sarosa”? Przecież ta gra jest dokładnie tym, czego gracze w teorii się domagają - single playerowym urozmaiceniem. “różnorodnością gatunkową” i grą nie od sztancy (inna sprawa, że kiedy już taka się ukazuje, to nikt jej nie kupuje). To nie jest ani “modna” gra-usługa, ani soulslike, a jeśli się przyjrzeć to nawet nie jest rogal, choć ma jego elementy. To po prostu świetna, dynamiczna strzelanka bullet-hell w TTP, która w sumie jest niepowtarzalna (nie licząc wcześniejszego Returnala). Pokaż mi w którym miejscu tego typu gry były/są “modne”, żeby teraz cieszyć się z ich potknięć, nie wspierać ich, a potem udawać oburzenie, że kolejne studio, które miało swój specyficzny styl jest zamykane przez Sony czy MS, po czym wracamy do reskinów Spidermana i God of War. Zestawienie Sarosa w jednym zdaniu z Concordem czy Marathonem to kompromitujący pokaz ignorancji. Podniósł mi ciśnienie. Dobre, bo polskie. Plusik za wątek Mouse: P.I. For Hire, tylko nie bardzo rozumiem dlaczego główny bohater raz jest nazywany Johnem Maustonem, a potem już poprawnie Jackiem Pepperem. Po co? To jakiś easter egg czy żarcik, którego nie łapię? No i cóż, narzekanie na strzelanie w strzelance jest jak najbardziej uzasadnione, więc należałoby tutaj uściślić, że sama mechanika autorowi recenzji IGN się podobała. Nie podobało mu się, że strzelamy do innych myszy, bo jak to możliwe, że prywatny detektyw staje się po prostu masowym mordercą? Czyli dysonans ludologiczny. W grze o myszach zmontowanych z dętek rowerowych. Rzeczywiście poważna sprawa wybijająca z immersji. The Expanse: Osiris Reborn. Rudymentarna. REKLAMA książek od Insignis. Nie mój typ literatury (chociaż Metro się czytało), ale -40% od ceny okładkowej to chyba solidna zachęta, więc doceniam tego rodzaju współpracę marketingową. Heroes of Might and Magic: Olden Era. Gra dla taboreciarzy, ale ze względu na autora przeczytałem, aby jego trud nie poszedł na marne. The Sinking City 2. Rudymentarne aż dwa razy. Starfield wspomniany kompletnie nie wiadomo po co. Poza tym zauważyłem, że od kilku numerów autor ma nowe, ulubione słówko - mamałyga. 007 James Bond. Na ile potrafię ocenić (a ekspertem w grach z Bondem nie jestem) to wszystko brzmi rzetelnie, profesjonalnie, a to zawsze grozi przynudzaniem. Jednak Czartoryski uniknął tej pułapki. Z wierzchu to trochę wyliczanka, jednak dedykowane tematowi sześć stron pozwoliło pomieścić kilka zdań opisu dla każdej gry, więc nawet nie czuć zbyt wysokiego tempa. Bardzo solidny tekst, podobał mi się. Co do gier, najmocniej utkwiły mi w pamięci Tomorrow Never Dies, a tym bardziej w The World Is Not Enough, bo w obie zagrywałem się z wypiekami na policzkach. Nie było mowy o rozczarowaniu, o którym pisze autor (w kontekście TWINE), bo nie wiedziałem, że moja wersja na pierwsze PlayStation jest “biedniejsza” w stosunku do tej z N64. A nawet gdybym wiedział, to pewnie nie miałoby znaczenia. Dzisiaj najbardziej w tej roli cenię Craiga, ale to do Brosnana i jego filmów mam chyba największy sentyment. Connery? Moore? No pewnie fajnie, ale to Brosnan towarzyszył mojemu dojrzewaniu i byłem w kinie na każdym Bondzie z jego udziałem. Również z tego powodu Everything or Nothing nieco mnie kusi, bo nie miałem okazji w to zagrać. W ogóle nieco szokujące, że tegoroczny Bond jest pierwszym dużym tytułem związanym z marką od 14 (Legends) i 16 lat (Bloodstone). Zamrażarka większa niż dla Maryli Rodowicz. W każdym razie tekst na mocny plus, bo narobił mi apetytu na gierki. Hyde Park. Jak to mówią - już tego nie odzobaczę - bo Roger ciekawostką, że Butcher wymaga umieszczać go zawsze na początku i szczycie wszelkich zestawień sprawił, że teraz będę tę prawidłowość dostrzegał wszędzie. I że nie ma w tym przypadku. Gratulacje dla Seby, któremu komuniści próbują odebrać radość z osiągnięć. Buczyński dorzuca kolejny argument dla sensowności Kącika Książkowego ukierunkowanego pod graczy na łamach PE. Nic nie sugeruję! Roger sprawia wrażenie takiego, który potrzebuje oddechu i odpuszczenia nogi z gazu. Pozwolić, by auto jakiś czas się samo potoczyło. Cieszy spora dawka entuzjazmu u Piechoty. Zax: Elite Dangerous. #TataTeżCzyta. Dość urocza akcja i bardzo doceniam, że redaktorzy tak fajnie się w temat zaangażowali. Czytanie książek nigdy nie wychodzi z mody, a jedne z moich najcieplejszych wspomnień dzieciństwa często związane są z czytaniem właśnie. Co prawda nie z ojcem, bo głównie ze starszą siostrą, ale mocno utkwiły mi te chwile w pamięci. To ona wprowadzała mnie między innymi w niepokojący świat baśni Andersena i czytała ze mną Thorgala, więc - no cóż - nie miała litości, dobierając raczej wyraziste lektury hartujące małego Kmiota. I piszę o tym dlatego, że Wasze dzieci też mogą mieć takie wspomnienia na całe życie. Recenzje. Miły smaczek z dodaniem podium i “medali” dla najlepszych gier w miesiącu, choć jak zwykle to będzie kolejne subiektywne wyróżnienie trudno orzec na jakich zasadach przyznawane. Poza tym widzę, że w dziale recenzji Konsolite dominuje ze swoimi gierkami 5-6/10, z których trudno wybrać coś interesującego, więc tradycja zachowana. Forza Horizon 6. Przyczepię się do oprawy tej recenzji, a konkretnie do screenów. Problem ten sam, co w wielu artykułach/recenzjach, które widzę w sieci: Japonia w grze niby piękna, ale żaden screen tego nawet nie próbuje oddać. Żaden nie wygląda “japońsko”, więc cała recenzja prezentuje się bez wyrazu. Czytam zachwyty HIVa nad miastem, zerkam na pięć screenów i żaden nie rzuca mi “smaczka” na zachętę, nie pokazuje tego miasta. Można było się bardziej przyłożyć, niewykorzystany potencjał. Batman: Legacy of the Dark Knight. Nieco zaskoczony jestem, że Muszyński zgarnął taki tytuł do recenzji (pewnie Komodo zaspał), ale po lekturze wydaje mi się, że raczej podołał. Było całkiem zajmująco, a że osobiście w tę grę nie grałem (jeszcze), to nawet nie mogę wytknąć ewentualnych nieścisłości. No i na koniec nieco rozbawił mnie slogan: Najlepszy od czasu Arkham Knight. Czyli jakby nie patrzeć najlepszy Batman od czasu... poprzedniego Batmana. Bo VR-owych gałęzi nie liczę. 007: First Light. Lubię recenzje Rogera. Są przyjemnie bezpretensjonalne. Merytorycznie nic od siebie nie dodam, bo ogranie nowego Bonda przepycham na dalszą część roku. Mina the Hollower. Gram. Początek nieco frustrował, bo chyba zapędziłem się w zakątki mapy, w których nie powinno mnie jeszcze być. Nikt nie powiedział tego bezpośrednio, ale przeciwnicy ubijający mnie “na strzała” byli dość wyraźną wskazówką, bym poszukał innej, bezpieczniejszej okolicy. W innym zakątku mapy poszło mi już lepiej i powoli, krok po kroku robi się przyjemniej, rzadziej frustrująco, częściej satysfakcjonująco. Gra myląca powierzchownością, bo potrafi być bezwzględna, ale z czasem wybacza coraz więcej. Brak mapy rzeczywiście mocno doskwiera. Nie tyle dlatego, że się gubię w tym świecie, a raczej dlatego, że pewnie do połowy pomieszczeń pozostawionych “na później” zapomnę wrócić z odpowiednią umiejętnością/narzędziem. Modyfikatorów póki co nie ruszam, gram jak bozia przykazała. Atak w czterech kierunkach też póki co wydaje się niepotrzebnym ograniczeniem. Dobra gra, zyskuje z każdą godziną, rewelacyjnie skonstruowany świat pełen sekretów i wartościowych nagród za eksplorację. A ja uwielbiam, gdy mnie nagradzają za eksplorację. Można było się nawet pokusić na dwie strony recenzji, bo gierka będzie jeszcze rezonować w branży. Yoshi and the Mysterious Book. Tutaj odwrotnie - brzmi jak popierdółka, na którą dwie strony recenzji to za dużo, bo za miesiąc nikt o niej nie będzie pamiętał. KIBORG. Hmmm, dziwne. Ta gra debiutowała rok temu (miała recenzję w PE #332 - Konsolite, ocena 4/10). Więc co ona tutaj robi ponownie? Z treści się nie dowiedziałem. Pogrzebałem nieco i jedyne wytłumaczenie jakie widzę, to fakt, że KIBORG doczekał się ostatnio solidnego update’u dorzucającego trochę zawartości i - jeśli dobrze patrzę - tryb kooperacji. Problem w tym, że recenzja ani słowem o tym nie wspomina. Nie o taki dział Rewizja walczyłem. The Art of inKONBINI. W sumie czuję się zachęcony. Kilka godzin relaksu i wyciszenia lubię sobie zafundować przed konsolą. Tylko raczej dopiero na promocji. No i autorem recenzji nie mógł być nikt inny. Muminek: Ciepło Zimy. Włóczykij był przeuroczy i Muminek też z całą pewnością jest, ale umówmy się - z zagraniem to trzeba poczekać na zimę i ciepły kocyk na nogach. Guilty Gear: Strive. Uuu, cała stronka na “zaledwie” update dla Guilty Gear. Roger to jednak wie jak uszczęśliwić Darka. A sam Darek zaskakująco wstrzemięźliwy w swoim werdykcie, choć pewnie miał niemałą zagwozdkę pod jakim kątem to ocenić, skoro to nie dodatek, a raczej “podmiana” starej bazy na nową. No i przykro mi, ale muszę być konsekwentny: cała strona na recenzję patcha to za dużo, hehe. MotoGP26. Obstawiam, że mają w dupie recenzenta i ocenę, bo wiedzą, że ta opinia (której nikt w Milestone nawet nie czyta, ba! większość regularnych czytelników PE z pewnością ją omija) w żaden sposób nie wpłynie na potencjalną sprzedaż, a nieważne jak mówią, ważne żeby mówili. No, ale chłop z przerośniętym ego i tak będzie zdziwiony, że on bije twórców, a oni nic sobie z tego nie robią, bo siła uderzeń jest tak rachityczna i bez znaczenia. Vampire Crawlers. Pół strony? Na nową grę twórców Vampire Survivors, która dosłownie rozjebała rynek i dała początek całej serii naśladowców? Widzę, że w PE nadal nie traktujemy poważnie gier/twórców indie. Zero Parades. Jak już Bzduras wcześniej odnotował: strasznie gęsta ta recenzja. Mało intuicyjna, chwilami wręcz chaotyczna. Zbyt wiele informacji upchanych na zbyt małej przestrzeni. Z ogromną ochotą poczytałbym obszerniej o tej grze, tym bardziej, że jej potencjał był znany nie od wczoraj i można było to przewidzieć. Ale najwyraźniej lepiej dać dwie strony nowemu Yoshiemu, albo trwającej trzy godziny przygodzie w Mixtape. Motorslice. Jest demo, które postanowiłem sprawdzić. Pierwsze wrażenie zalatuje tandetą, ale jak już się zacznie grać, biegać po ścianach i kombinować z eksploracją, to robi się całkiem przyjemnie i satysfakcjonująco. Jedynie “system walki” z podrzędnymi przeciwnikami nie przekonuje (bossowie to inna para kaloszy). W każdym razie dodane do Listy Życzeń, bo gierka ma fajny nastrój. The Caribou Trail. O kurde, uszczypnijcie mnie, gra od Aysnela, która rzeczywiście mnie leciutko zaintrygowała. Tematyka mi siada, gra jest tania, a nawet jeśli nie podejdzie, to jest krótka, więc dużo czasu nie zmarnuje. Dorzuciłem do Listy Życzeń, ale nie wykluczam, że za kilka miesięcy nie będę pamiętał skąd ona tam się wzięła i ją wyrzucę. Przy okazji okazało się, że jeszcze nie jest dostępna na PS5 (premiera 7 lipca), więc nawet gdybym chciał, to bym nie kupił. Hollowbody. W pierwszej chwili myślałem, że to tradycyjny comiesięczny horror FPP, ale nie tym razem! W plusach widnieje “parkour”, w recenzji o tym aspekcie ani słowa. Szkoda, bo zaintrygowała mnie ta kwestia. Horror w stylu klasycznych RE/SH/Alone in the Dark, ale z parkourem? Brzmi ciekawie, więc recenzja tym bardziej zawodzi, że nie rozwija tego wątku. Mixtape. Znamienne, że przy okazji tej gry w dziale recenzji debiutuje Ostasz, czyli “gość od filmów i seriali”, hehe. Nie grałem, ale kiedyś (na solidnej promocji, albo w abonamencie) nadrobię, bo skoro Zax odradza, to gra jest zapewne co najmniej dobra. Poza tym wydaje się idealnym kandydatem do przyszłego Zgrentgena - budzi kontrowersje, plus jest na tyle krótka, że wielu zgredów zdoła zagrać i nawet ukończyć, więc dyskutantów nie zabraknie. Możliwe, że Ostasz recenzję pisał dłużej, niż grał w Mixtape, więc dwie strony wydają się przesadą. Replay. Zapowiada się fajny dział z wieloma zaletami. Zgredzi mogą się podzielić dodatkową opinią, gracze i tak nie nadążają ogrywać wszystkiego w danym miesiącu, więc takie przypominajki i dodatkowe zachęty spełnią zadanie. W tym miesiącu nie skorzystam, bo 3 z 4 tytułów mam już zaliczone. Jeśli mogę coś zasugerować, to żeby niekoniecznie trzymać się najgłośniejszych tytułów i czasami pogrzebać gdzieś poza mainstreamem. Trzymam kciuki, żeby przez kolejne miesiące dział nie umarł. Retrorecenzja. Wiedźmin. I wracamy do kwestii sprzed miesiąca, czyli dominacji Graby w tym dziale. Dziale, który jeszcze kilka miesięcy temu można było określić multi-autorskim. Nie obwiniam Graby, bo zakładam, że brak innych chętnych to nie jego wina i gdyby nie on dział mógłby nawet zniknąć. Ale co jest panowie? Nikt poza Grabą tam nie gra w starsze gry? A pierwszego Wiedźmina (w ogóle dlaczego to znowu musiał być Wiedźmin? Mam wrażenie, że od lat czytamy ciągle to samo, byle było związane z marką) przeszedłem w trakcie kilkuletniego “okienka”, gdy grałem na PC. Podobało mi się na tyle, że Wiedźmina 2 zamówiłem w preorderze (kolekcjonerkę tym popiersiem, nie wiem na chuj mi to było, ale po kilku latach sprzedałem z zyskiem, więc przynajmniej zarobiłem). Odpaliłem, nie spodobało mi się za dużo zmian w rozgrywce i po godzinie czy dwóch zniesmaczony porzuciłem grę, nigdy do niej nie wracając. Koniec anegdotki. Przysięgam, jak ktoś tam już przygotowuje retrorecenzję Wiedźmina 2, to nie ręczę za siebie. Publicystyka. Echo w kodzie. Ciekawe, ale jak na mój gust zbyt zdawkowe. Pomysł na materiał fajny, ale na YouTube, gdzie można od razu puścić fragmenty do odsłuchu. W tekście sprawdza się to średnio. Łobuz kocha bardziej. Nie wiedziałem, że w Star Warsach był jakiś Lucjan. Lektura jak najbardziej udana, jedynie chciałbym mniej mainstreamowe przykłady, choć zdaję sobie sprawę, że jestem w tym chceniu w mniejszości. KC: Deliverance 2 spoko, mógłby zostać (chociaż dopiero co był w tekście o turystyce gamingowej, więc dostrzegam u Kochańca mały schemat), ale RDR2 czy Cyberpunk to już trochę zgrane płyty (mimo że RDR2 uwielbiam). Jak już Seba koniecznie chciał zawrzeć Rockstar, to zmarnował fajną okazję tematyczną (łobuzy, gangi), by przypomnieć takie tytuły jak Bully czy The Warriors. No i mały dodatkowy plusik za osobisty wątek z synem. Lubię takie drobne wtręty, nadają tekstowi autorskiego charakteru. Głaskanie zero-jedynkowego psa. Coś lżejszego i aż uniosłem brew ze zdziwienia, że Adamus z takim tematem wyskoczył. Fanem nie zostałem, ale każdy czasem zasługuje na chwilę wytchnienia i podjęcie tematu prawie że żartobliwego. Szkoda jedynie, że Kacper nie wspomniał o… Crimson Desert. Bo tam nie tylko można głaskać koty i psy (po kilka różnych ras!), ale nawet karmić mięskiem, zapełnić im wskaźnik zaufania, a w efekcie zrobić z nich towarzyszy (będą za nami biegać, zbierając loot) i ubrać w urocze zbroje. Byłby idealny przykład. Nie mam psa, kota, ani gekona, więc na końcowy apel nie mogłem zareagować odpowiednio, ale pogłaskałem innego zwierzaka, hehe. Ech... Gotham City. Widzę, że Graba ostatnio jakiś zafascynowany popkulturowymi miastami, bo dopiero co dostaliśmy od niego kronikę Raccoon City, a teraz czytamy historię Gotham. Do tematyki nastawiony jestem raczej neutralnie, z lekkim wskazaniem na sceptycznie, więc tym milej zostałem zaskoczony faktem, że koniec końców mi się ten test podobał. Bardziej, niż zakładałem. Nie oznacza to od razu, że zostałem fanem, ale doceniam wysiłek, bo wyobrażam sobie jak intensywnego i jednocześnie ostrożnego riserczu taki artykuł wymaga. Tyle dekad istnienia Gotham, dziesiątki autorów i każdy dodający do historii miasta coś od siebie, alternatywne linie czasowe, odmienne wizje, resety - ogarnąć to wszystko w spójną całość brzmi jak karkołomne zadanie. Nie potrafię ocenić na ile w zgodzie z faktami zrobił to Graba, ale tak jak wspomniałem - czytało mi się to przyjemniej, niż zakładałem. Wyścig na Księżyc. Świetny, obfity, zajmujący. I pouczający, bo mimochodem dowiedziałem się dużo interesujących rzeczy. Jedynie wątek popkulturowy wydaje się wręcz niepotrzebny i trochę wybił mnie na koniec z rytmu. Wszak tekst o technologicznych wyścigach na Księżyc to nie to samo co tekst o Księżycu. A większość przytoczonych w ramach przykładów gier to po prostu ma etapy na Księżycu. No i to drugi tekst w tym numerze, który dostał sześć stron. Było warto, bo Buczyński ich nie zmarnował. Zgrentgen. Zgrentgeny zawsze na plus. Fajnie było poczytać obszerniejsze wrażenia innych redaktorów, tylko Zax tam już niepotrzebny, bo w zasadzie powtarza to samo, co już pisał w recenzji, dokładnie te same wątki, te same porównania (Wiedźmin, FromSoftware), no generalnie strata miejsca, bo już to czytaliśmy (przy okazji udało się wcisnąć kolejną “mamałygę”). W kilku kwestiach ma rację, ale jednocześnie skupia się wyłącznie na negatywnych elementach, wygodnie przemilczając zalety gry. Tak, niektórzy bossowie irytują ciągłym teleportowaniem się, ale no właśnie - tylko niektórzy, a jest ich tam kilkadziesiąt i wielu jest świetnych (choć "soulsiarze" i tak nie mają tam czego szukać, więc zestawianie z FromSoftware wciąż uważam za absurdalne). Tak, wnętrza potrafią być “zaszumione” graficznie i oświetlenie nieco świrować, ale świat na powierzchni potrafi olśnić i zachwycać pięknymi widokami. Tak, niektóre zagadki są zbyt niejasne i łatwo przegapić jakiś detal, co sprawi, że utkniemy na dłuższą chwilę, ale znów - dotyczy to tylko niektórych zagadek, bo pozostałe albo są poprawne, albo wręcz świetne (wiem co piszę, bo dopiero co zrobiłem ich kilkanaście z rzędu). I tak dalej i tym podobne, no ale lepiej o plusach gry nie wspominać, bo narracja się posypie. Reszta chłopaków bardzo na plus - wyważeni i spostrzegawczy w osądach, widzą wady i zalety, bez megalomanii, bucerki i kreowania się na jednego słusznego opiniotwórcę. Na temat Crimson Desert napisałem już wystarczająco, więc na tym poprzestanę. Ale gram nadal - to moja weekendowa odskocznia. Street Fighter. Czytam historię tego filmowego Street Fightera z 1994 roku i to się nie mogło udać. Klapa i klęska artystyczna, a jednak w jakimś sensie… się udało, skoro trzy dekady później zaskakująco wielu o tym filmie pamięta i nawet czule go wspomina. A “kontynuację”? No właśni Ostasz musiał mi przypomnieć, że w ogóle istniała. Tekst zgodnie z tradycją autora bardzo zacny, ale do ponownego seansu zachęcony się nie czuję. Lost Odyssey. Kubica w najlepszym wariancie - czyli Kubica skupiony na jednym, konkretnym tytule. Xboksa nie mam, na tę chwilę nawet nie planuję mieć, więc siłą rzeczy do tekstu podchodzę na chłodno. Bo o ile zdarzało się, że autor namówił mnie na kupno jakiejś gry, to do kupna konsoli nie przekonał. Przynajmniej nie tym razem. Mortal Kombat 2. Jak przeczytałem, że twórcy umieścili w filmie ponad 100 easter eggów, to wyobraziłem sobie, że może przeszło tam komuś w redakcji PE zrobienie artykułu “100 easter eggów w filmie Mortal Kombat 2”. Nie róbcie tego, proszę. Extreme Plus. Anatomia cyfrowego haraczu. Logo EA na “ekranie tytułowym” trochę mylące, bo w pierwszej chwili myślałem, że tekst dotyczy tylko EA właśnie, a to tylko jeden wątek. Przyznam, że przejrzałem ten artykuł tylko wybiórczo, bo temat średnio mnie pociąga. A jak już zobaczyłem, że znów wałkujemy temat tego, jak Microsoft chciał być “always online” i uniemożliwić drugi obieg pudełkowych gier, a Sony to wykorzystało i wygrało generację, to mi się odechciało lektury. Kąciki i felietony. Region filmowy. W poprzednich miesiącach było ciekawiej. Tym razem trochę powrót do bieżących wydarzeń kinowo-streamingowych, a szkoda, bo podobały mi się wcześniejsze “eksperymenty”. Mam nadzieję, że niedługo wrócą. Comix Zone. Marvel, Marvel, DC, Marvel. Pora na drzemkę. BAKA. Brzmi jak przeciętne anime, ale motyw przemijania ludzkich bohaterów sprawia, że gdzieś tam szczypta zainteresowania się u mnie pojawiła. Na plus powrót do jednej recenzji w miesiącu, bo przynajmniej jakoś nie przytłacza. Rzecz jasna i tak Frieren nie obejrzę, przestałem się oszukiwać i Was też nie będę, ale kącik wciąż czytam z większym zainteresowaniem niż ten z filmami od Myszaqa. Pisarski i Zax. Dwa spojrzenia na ten sam wątek. Michał skupia się na grze i na swoich odczuciach, Zax tradycyjnie ogląda się przede wszystkim na innych (“widziałem opinie”) starając się udowodnić (głównie samemu sobie), że tylko on się zna na grach i Mixtape nie miał prawa się podobać. Zostawmy go w jego bańce samouwielbienia. Istotniejsze jest to, że mamy trzecią w numerze mamałygę. HIV. No nie wiem. Liczyłem na więcej kulisów samego PE (chłop jest tutaj od blisko 30 lat, na pewno ma jakieś ciekawe opowieści), tymczasem dostałem losowy epizod z życia HIVa, mało powiązany z samym czasopismem. Lekko pikantny i choć nigdy w korporacji nie pracowałem, to nie jestem zaskoczony. Więc póki co po lekturze u mnie bez większych emocji, ale wciąż wierzę, że jest tutaj potencjał. Brakuje trochę znaków do tych dedykowanych dwóch stron i trzeba przestrzeń zapełniać grafikami na pół kartki, drugie pół kartki trzeba polać wody, ale ok, mogę poczekać na konkrety. Walkiewicz. Ciekawy zbieg okoliczności, że dostajemy swoisty bonus do tekstu Ostasza o filmie Street Fighter (1994). To musiał być przypadek, prawda? Adamus. E tam, ja to lubię wszystko po trochu. I na wszystko po trochu narzekam. Nawet leniwe remastery są dla mnie wartościowe w przypadku, gdy w daną grę nigdy nie grałem, bo dzięki nim będę mógł nadrobić zaległość w lepszej (nieznacznie, ale jednak) jakości. Wszystko zależy więc od leniwie remasterowanego tytułu i odpowiedniego lawirowania między nimi. Oczywiście bezwarunkowo wyżej stawiam twórczą odwagę i nowe IP, bo jestem na takim etapie, że wciąż szukam nowych doznań czy nawet całych gatunków, które do tej pory omijałem (póki co świetnie na tym wychodzę). Więc tak, moje wewnętrzne wilki funkcjonują bezkonfliktowo. I przestałem się nawet zastanawiać ile w tym pewnej hipokryzji. Po prostu czasem decyduje portfel i rozsądek, innym razem spontaniczność i serce. Ważne, że dobrych gier nie brakuje. Mazzi. Ja tylko napiszę, że jedną z najlepszych rzeczy, którą FromSoftware zrobiło przy okazji Sekiro, to rezygnacja z kreatora postaci. Najchętniej bym zakazał kreatorów. Roger. Kurde, teraz jak o tym myślę, to ten serialowy “Czterdziestolatek” wyglądał bardziej jak sześćdziesięciolatek. A sam felieton wydaje się tylko potwierdzać moje odczucia po lekturze Hyde Parku Rogera. Naczelny może niekoniecznie potrzebuje odpoczynku, ale zmiany tempa. Bo jest możliwe, że zajmowanie się pasją dodaje mu niezbędnej energii, ale jednocześnie zbyt intensywna praca sprawia, że tę energię szybciej spala, niż wytwarza. Trzymam kciuki, aby znalazł odpowiedni balans. Głos Ludu. Musiała być straszna bieda w statusach, że Perez do druku wybrał pytanie Balona o to, ile może zawołać za używanego XSX. Pixa nawet nie wołam, bo wiem, że PE czyta i z całą pewnością zauważył się w rubryce. Listy. Na dwie strony zmieściły się całe dwa listy, w tym jeden na pół kolumny. HC Room też niezły, niedługo do publikacji wystarczy telewizor na gołej ścianie i konsola pod nim. Mocne. Tymczasem należą się tradycyjne podziękowania za kolejny numer, całkiem udany zresztą. Doceniam nowe elementy, rubrykę Replay, fakt, że po raz kolejny udało się zorganizować Zgrentgena, a ja mogłem po raz kolejny poczytać o interesujących mnie rzeczach i grach na papierze. Do następnego.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.