-
własnie ukonczyłem...
Resident Evil 4 Remake - jak w to się świetnie gra! Pewnie, że ograłem dawno temu oryginał na PS4, ale nie zapałałem wtedy do niego miłością, bo chyba trochę się bałem i nie czułem klimatu. Teraz ta gra to jest czołówka giereczkowa. Przejście całości zajęło mi 22 godziny na trudnym poziomie. Chłonąłem powoli atmosferę tej gry, zaliczając maksymalnie jeden rozdział dziennie, z wyjątkiem ostatnich dwóch rozdziałów, które może były aż za bardzo przeładowane akcją, ale dostarczyły też sporo emocji i nie pozwoliły odłożyć gry na kolejny dzień. Rozgrywka, chociaż trudna, jest bardzo fair w stosunku do gracza jeśli chodzi o podrzucanie surowców i ogólne rozwiązania rozgrywki, jak np. sygnalizacja krzykiem zanim chłop(ka) rzuci w Leona siekierą lub strzeli z bazooki. Poza tym wszystko tu jest takie jakieś ergonomiczne, dopięte na ostatni guzik. Co mnie bawiło to moja nowa perspektywa na fabułę, która przypominała mi trochę Mario z jego "our princess is in another castle!", gdzie księżniczką jest tutaj Ashley, którą ktoś wciąż nam porywa i za którą wciąż trzeba gdzieś gonić (by później znów dała się porwać). Ale Ashley jest super. Zabawne jest też dla mnie, że tak po prawdzie to też historia o trójkącie miłosnym, tylko zamiast pojawiającego się zazwyczaj w popkulturze trójkąta kobieta+2 mężczyzn, tutaj mamy Leona, z odczuwalną chemią zarówno w stosunku do Ashley i do Ady. Podobały mi się teksty, często zabawne i tandetne, ale pełne uroku. Widać, że tworząc tę grę ktoś postawił sobie za priorytet dostarczenie jak największej ilości radochy z zabawy. Przede mną jeszcze "Separate Ways", ale to ogram sobie później, bo teraz wjedzie Pragmatka. Aiba eso!
-
Piękny ten rok z Capcomem. Teraz kończę RE4R. W weekend wjeżdża Pragmata, na jesień p
Piękny ten rok z Capcomem. Teraz kończę RE4R. W weekend wjeżdża Pragmata, na jesień pewnie Onimusha. Zimowe wieczory planuję spędzić z Requiem. A we wrześniu w kinie Residencik od reżysera Weapons.
-
Bloodborne
W sumie jaranko. Animacja wydaje się idealnym medium dla tego świata, a Sony lubi eksperymentować ze stroną wizualną swoich filmów animowanych. Angaż steamera jako producenta filmu wydaje się dziwna, ale rozumiem, że potrzebują kogoś kto dobrze czuje klimat i zna lore, więc chłop się pewnie nada. Skoro film ma mieć kategorię R to można się spodziewać relatywnie niskiego budżetu, więc mam nadzieję, że nadrobią kreatywnością i dobrą historią.
-
HORROR
Mkay, to nie wiedziałem. Dzisiaj wszedłem z ciekawości i zobaczyłem, że jest synopsis. Prawda, reżyser to podkreślał w wywiadach. I tak jestem ciekaw czy pojawią się jakieś znane postaci, bo po opisie filmu mógłby to być każdy inny film o zombie.
-
HORROR
Na IMDB pojawił się zarys fabuły nowego Residenta w reżyserii Zacha Creggera: Premiera ponoć w połowie września.
-
Resident Evil 4 Remake
Oblężenie domu za mną. Bałem się tego momentu, bo pamiętam go jako dość straszny z oryginału. I teraz też dał mi w kość, ale satysfakcja z jego pobicia jest trudna do podrobienia, zwłaszcza, że gram na Hard, żeby nie przejść przez grę jak przez masło. Niewiele ostatnio gram, ale cieszy mnie, że w łapach nadal mam skilla.
-
Resident Evil 4 Remake
Też gram obecnie w RE4R i jest super. Mega miodna jest ta gierka. Za pierwszym razem jak grałem w 2008 roku na PS2 chyba nie załapałem jej fenomenu, bo też bałem się takich gier, ale teraz gra mi się w ten remake jak złoto. Super balans strzelanki, lite-horroru z simem (dzięki RE7 polubiłem zarządzanie ekwipunkiem. Nawet upgrejdy dają sporo satysfakcji). Grając na słuchawkach można docenić dźwięk 3D, dzięki któremu od razu wiadomo z której z strony nadlatuje siekiera albo dzika baba z widłami. W ogóle udźwiękowienie jest tip-top. Zwiedzam obecnie mapę w 4 rozdziale i chcę wyczyścić ją ile się da przed pójściem dalej.
-
HORROR
Fascynujący koncept. I kolejny horror w reżyserii faceta z Youtuba. Polecam filmy found-footage z kanału Kane Pixels, który jest też reżyserem powyższego filmu. Straszne w swej prostocie, i niezwykle pobudzające wyobraźnię.
-
Silent Hill: Townfall
Ale jak to? Ten "fenomen Silent Hill" chyba pierwszy raz pojawił się w SH: The Short Message. Fenomen SH to trochę jak midichloriany z Gwiezdnych Wojen, tłumaczące coś, co być może nie powinno być tłumaczone, ale w tym przypadku otwierające furtki do wielu potencjalnych spin-offów. Nie chcę być aż nadto markotny, bo Townfall może być naprawdę spoko i jeśli użyją motywu morza, to byłoby naprawdę ciekawie. W zeszłym roku byłem nad Bałtykiem i pewnego dnia na plażę przyszła gęsta mgła. W środku lata! Na prawo i lewo widoczność ograniczona była do 50 metrów. Pomyślałem sobie wtedy, że byłby to dobry pomysł na wstęp do gry, więc trochę jara mnie osadzenie akcji Townfall w takim wyspiarskim, nadmorskim otoczeniu. I cieszę się, że będzie w nim więcej gameplayu niż w TSM, ale gdzie to rycie bani znane z poprzednich gier? Gdzie te popieprzone potwory, niepodobne do niczego co świat widział? I dlaczego nikt jeszcze nie wziął na warsztat bardziej zwierzęcych potworów? Nie jestem Masahiro Ito, ale boli mnie, że mamy kolejną część z potworami, które dopadła kreatywna impotencja (nie mam na myśli SHf, które wprawdzie nie miało Silent Hillowych potworów, ale trudno im zarzucić odtwórczość). Bonusowa żyrafa ode mnie
-
Silent Hill: Townfall
No właśnie. Pies zdaje się pogrzebany w tym, że charakter serii został aż nazbyt naznaczony przez SH2. Każda kolejna część błądzi wokół traum jednostki, i każdy już oczekuje, że nowa odsłona będzie analizować krzywdy/winy zadane lub doświadczone przez głównego bohatera (Hinako trochę się z tego wyłamała, ale nie do końca). Nawet w swych zamysłach kolejne gry są bardzo przewidywalne i nie mają podjazdu do ’elevator-pitchu’ dwójki: "James Sunderland travels to Silent Hill after receiving a letter from his wife, who passed away three years prior." Człowiek to czyta i już jest zaintrygowany. A co jest takiego kuszącego w Townfall? Facet budzi się w mieście z wenflonem na ręce i ma "naprawić rzeczy". To nie jest coś, co zachęca człowieka do poznania tej historii i moim zdaniem oczywiste jest, że słabość tego zamysłu wynika z faktu, że to kolejna część serii, wobec której wielka grupa odbiorców ma już pewne oczekiwania, więc nie trzeba się aż tak bardzo starać, aby było intrygująco. Gry powstałe po SH2, a wciąż tworzone przez oryginalnych twórców serii (SH3 i SH4) nie były aż tak przywiązane do motywu analizowania psychiki i nawet jeśli to robiły, były w tym mniej oczywiste (SH3). Skupianie się na analizie psychologicznej głównego bohatera nie miało miejsca w SH1 i SH4, które raczej zmuszały protagonistę do przemierzania czyichś koszmarów, lecz kiedy seria została rozdysponowana do firm third-party, stała się więźniem mitu SH2 i po dziś dzień w nim tkwi. Kolejne gry zdawały się być oparte na historiach z forów fan-fiction, biorąc na warsztat bohaterów, którzy po powierzchownej charakterystyce byli idealnymi kandydatami do przeanalizowania (weteran wojenny, więzień, a teraz pacjent szpitala, który pewnie trafił do swojej wersji zamglonego miasteczka po nieudanej próbie samobójczej po której serce mu stanęło), by w jednej z nich być dosłownie poddanymi psychoanalizie (SH:SM). Nie twierdzę, że teraz Silent Hill ma zamienić się w musical albo mówić o motylkach czy globalnym ociepleniu, ale widać, że trochę kręci się w kółko. A może po prostu marzę o tym, żeby powstała pełnoprawna kontynuacja dziejącą się w Silent Hill, pod artystycznym okiem Masahiro Ito, pod batutą Akiry Yamaoki, bezczelnie nazwana przez Konami Silent Hill 5.
-
Reanimal
Ja zdecydowanie czekam na dobrą promkę. Gry najlepiej smakują kupowane poniżej stówki. A jak tutaj przygody jest na 4 godziny, to proszę Was, szanujmy się. Inna sprawa, że o ile stylistyka mi się bardzo podoba, to po ograniu dema uznałem, że w sumie to kolejne Little Nightmares, tylko nieco bardziej 3D.
-
CRONOS: The New Dawn
Nie żebym się znał, ale może ma to coś wspólnego z tym, że to firma notowana na giełdzie. Odkrycie kart nowego tytułu w niedzielę, kiedy banki nie działają też wydaje się nieprzypadkowe, ale za mało wiem, żeby tutaj cokolwiek osądzać. EDIT. Spytałem AI i rzeczywiście ma to chyba jakieś znaczenie: Dla mnie to i tak zawód. Liczyłem na tę grę dla Nintendo, ale kontrola nad jej ujawnieniem pewnie spoczywa w rękach Japończyków, podobnie jak to ma miejsce z Silent Hillem, którego ujawnianie kontroluje Konami.
-
Silent Hill: Townfall
Podoba mi się umiejscowienie akcji, ale czy w tej swojej ambicji bycia psychologicznym horrorem mierzącym się z ludzkimi traumami Silent Hill nie zapędza się w kozi róg? Patrząc na ten zwiastun trudno mi odpędzić wrażenie, że wraz z tą częścią seria staje się coraz bardziej przewidywalna. Fajnie, że zabiera nas w nowe miejscówki, ale to zaczyna pachnieć serialem proceduralnym pt. "Trauma of the week". Mamy bohatera, który dostaje wezwanie do miasteczka, bohatera który ewidentnie coś napsuł, mamy potwory nie grzeszące oryginalnością i będące kolejną kopią Lying Figure lub będące dosyć ewidentnym uosobieniem jakichś krzywd. Myślę, że fajnie będzie pograć na słuchawkach, bo wkrętka w FPP potrafi być dobra, ale i tak brakuje mi tu jakiegoś porządnego kopa.
-
Pragmata
Demko ograne, fajna gierka się szykuje. To hakowanie niespecjalnie oryginalne, ale będzie można przynajmniej poćwiczyć podzielność uwagi. Bieganie po bazie może być zaskakująco ciekawe, co widać w tym nieco większym pomieszczeniu, po którym może szukać różnych ukrytych półek. Kiedyś się ogra.
-
HORROR
Byłem wczoraj na Powrocie do Silent Hill. Przed seansem mignęły mi jakieś oceny, więc nastawiałem się na kupsztajna, ale i tak mnie zaskoczyli. Początek nie zapowiada się tragicznie, i nawet retrospekcje przyjąłem ochoczo, ale to co dzieje się później to jest jedna wielka pomyłka. Jak to możliwe, że Konami klepnęło ten scenariusz? Nie dość, że Gans chciał za dużo upchnąć materiału źródłowego w tym niespełna dwugodzinnym filmie, to jeszcze dołożył od siebie dużo niepotrzebnych bzdur. Siłą gry był nostalgiczny nastrój, dający czas na refleksję. Tutaj akcja pędzi na złamanie karku i opiera się na głupiej bieganinie. A wystarczyło uszczuplić historię, pozbyć się nawet Eddiego i Angeli, by tym samym dać przestrzeń wyłącznie postaciom związanym z historią Jamesa (James, Mary, Maria, Laura i Piramidek) i już byłaby lepsza baza na dwugodzinny film ze spełnioną, a nie rozkojarzoną dramaturgią. Ciąłbym tę historię aż by iskry szły, byleby powstało z tego wyrazistsze dzieło. Okroiłbym w cholerę kiepskie CGI, które nikomu tu nie było potrzebne, bo nawet zmiany SH na Otherworld w SH2 nie odbywają się dynamicznie i nie potrzebują takiego efekciarstwa. Nawet potwory ograniczyłbym do samego Piramidka, ewentualnie pozostawiając resztę w tle. Ale dostaliśmy to co dostaliśmy. Film, o którym ja chciałbym zapomnieć. PS. Były też rzeczy fajne, np. aktorka grająca Mary/Marię, ta mała grająca Laurę, reinterpretacja dwuznacznej sceny z Piramidkiem i pewnym potworkiem, powtarzający się motyw pościeli, scenografia wnętrz (choć tą nie było czasu się nacieszyć). I aktorka grająca Mary/Marię. :)