Perfect Dark Zero (X360) Prequel gry z N64, i jednocześnie jeden z tytułów startowych na Xboksa 360, pomimo raczej mieszanych ocen nawet mi podobał. Gra miała się pojawić jeszcze na sprzęcie Nintendo poprzedniej generacji, i to widać, bo już ekran startowy jest w formacie 4:3 (sama gra w 16:9). Tekstury również nie wyglądają jakby były projektowane z myślą o x360 tylko miały podciągniętą rozdzielczość, niektóre elementy mają natomiast ten specyficzny połysk obecny w grach z początku siódmej generacji. Dźwiękowo jest trochę lepiej, muzyka w grze zazwyczaj daje radę, jeden kawałek nawet mi dobrze siadł. Gra jest podzielona na kilkanaście krótkich misji z głównym i opcjonalnymi celami, jedne wymagają skradania się, w inne można wjechać starą, dobrą metodą "charge in, guns blazing". Przed każdą z misji można wybrać bronie z którymi się zaczyna, i tutaj ciekawy patent: nowe uzbrojenie zdobywa się przez ukończenie misji mając je wyekwipowane, czyli krótko mówiąc trzeba je ukraść. Spluwy są różnorodne i często mają alternatywne tryby, niekoniecznie strzału, bo na przykład jeden karabin ma opcję termowizji. Nie mogło zabraknąć też niezawodnej strzelby, która elegancko rozbija i rozsypuje na kawałki pancerz przeciwników. Fabuła jakaś jest, ale niespecjalnie angażująca, przedstawiona w cutscenkach między misjami, w trakcie nich, i w briefingu przed nimi. Niestety gra chodzi w 30fps i często ma spadki przy grubszych akcjach, do tego w każdej misji jest tylko jeden checkpoint, i nie ma możliwości zapisu gry w trakcie. Przynajmniej misje zazwyczaj nie trwają więcej niż 20 minut, przez co całość jest krótka, i można ją skończyć mniej więcej w 6 godzin. Za jakiś czas pewnie do niej wrócę, bo nie odblokowałem wszystkich broni. Tytuł jest dostępny na Xboksie w kolekcji Rare Replay. Onechanbara Bikini Samurai Squad (X360) Gra, a w zasadzie seria gier, o której dowiedziałem się kiedyś w PE. Jak można się domyśleć po tytule (trochę mylącym bo tylko postać z okładki lata w bikini), jest to wyrób slasheropodobny, w którym wyrzyna się hordy zombiaków. Jest tryb story, survival, practice (przydatny do rozeznania się w combosach) i edytor strojów. System walki to w zasadzie standard gatunku, czyli machanie żelastwem, kop, skok, zmiana postaci jeśli gra się dwiema, lock, unik, zmiana broni, i umiejętność specjalna ekskluzywna dla postaci. Brakuje bloku, co jest dziwne bo bossowie mają taką umiejętność. Podczas eliminacji nieumarłych krew rozlewa się wiadrami, co ma wpływ na mechanikę gry, bo trzeba co jakiś czas strzepać juchę z żelastwa inaczej utkwi w przeciwniku. Do tego gdy postać jest mocno ubabrana we krwi wpada w szał i zadaje więcej obrażeń w zamian za ciągle spadające punkty życia. Do przerwania furii trzeba podejść do jednej z kamiennych figur, lub użyć przedmiotu. Jedna z postaci nie posiada tych mechanik, i zamiast mieczy ma broń palną. Chyba ktoś w studiu niespecjalnie zna angielski, bo laska nazywa się Annna. Tak, ona ma w grze trzy "n" w imieniu. Do tego jest prosty system rozwoju opierający się na poziomach i nabijaniu czterech statystyk. Graficznie jest niezły skansen, poza modelami postaci wszystko wygląda tu jak z ps2. Jest 60fps, ale pomimo tak prostego otoczenia zdarzają się spadki. Dźwiękowo jest tak sobie, tylko tyle mogę powiedzieć. Story mode jest podzielony na krótkie misje, całość jest do skończenia w jakieś cztery godziny. Jest kilka poziomów trudności, z tym że trochę nie mają sensu, bo jak postać jest za słaba to można powtarzać ukończone misje albo wbić na survival żeby ją dokoksić. Nie wiem jaki ta gra miała budżet, ale pewnie byłbym w stanie za niego kupić dwudziestoletnią Astrę, tylko taką bez LPG, bo to już by było ponad dostępne środki. A, byłbym zapomniał o hicie: jednym z rodzajów przeciwników są kruki, które potrafią zawisnąć w miejscu bez machania skrzydłami. Wygląda to trochę jakby kruk.exe przestał odpowiadać, i zapomniał spać na ziemię. Mimo tego wszystkiego nie grało mi się w to źle, nie oczekiwałem mechanik z ninja gaidena tylko bezmyślnej młócki, i to dostałem. Na pewno na mój odbiór wpływ miało to, że kiedyś grałem w inną część na PSP, i to że lubię slashery, nawet te gorsze. Duke Nukem 3D/Total Meltdown (PS1) Nikomu nie trzeba przedstawiać księcia. Port na PS1 jest w głównej mierze wierny wersji pecetowej, kilka rzeczy na mapkach zostało zmienionych, ale to są jakieś drobnostki pokroju luster w niektórych miejscach. Wycięto też poziom trudności "damn I'm good" (najwyższy) czemu się nie dziwię ze względu na sterowanie. Zmiana przedmiotu z ekwipunku? L1+L2+kółko. Używanie przedmiotów? R1+R2. Strafing? Kwadrat+lewo/prawo, ale wtedy nie można się obracać. Do tego bujający framerate, ale do niego jeszcze wrócę. Nie wszystko jest tu do bani, gra ma odświeżoną ścieżkę dziękową, a kilka mapek ma kompletnie nowe utwory i wszystkie są dobre, niektóre lepsze niż oryginalne. Port jest na silniku Build tak jak wersja pecetowa, dzięki czemu nie ma tu warpowania tekstur i szczelin między nimi jak to zazwyczaj jest w grach na PS1. Poza trzema podstawowymi epizodami, dodano czwarty, ekskluzywny dla tej wersji gry - Plug and Pray. Większość z mapek w nich zawartych są odniesieniami do innych gier lub filmów, na przykład jedna jest zrobiona na modłę pierwszej lokacji z Tomb Raidera, inna Wipeouta. Ten epizod jest znacznie trudniejszy od pozostałych, i o ile pierwsze trzy skończyłem na najłatwiejszym poziomie, tak tutaj nawet quicksave nie pomógł, i musiałem oszukiwać (nieskończony medkit, armor, jetpack i amunicja). Do tego cierpi na mocne spadki fps, nawet do wartości jednocyfrowych, gdzie pozostałe epizody jako tako funkcjonowały. Mam do tej wersji sentyment, bo to jedna z pierwszych gier jakie miałem na PS1, oczywiście od wydawnictwa Verbatim. Teraz mam oryginalną kopię, ale starej płytki się nie pozbyłem. Duke Nukem 3D World Tour aka Cursed Randy Edition (Switch/Switch2) Po ograniu wersji na PS1 miałem niedosyt, to poprawiłem najświeższą edycją. Nowa opcja renderingu w 3D z nowym oświetleniem jest całkiem fajna, ale momentami mniej widać niż w tradycyjnym systemie. Do tego potrafi spowodować spadki klatek, i przełączenie trybu w większości przypadków pomaga. Nowy epizod jest dobry, mapki mają dużo detali, więcej niż te starsze, tylko czasami potrafią się trochę dłużyć. Za to boss to żal i zgon na schodach, zero wyzwania, wystarczy stać daleko i walić devastatorem albo RPG. Z nowości są też lepszej jakości teksty Duke'a (jest opcja przełączenia na stare), i rozrzucone po mapkach komentarze developerów.