Jump to content

ogqozo

Senior Member
  • Content Count

    18890
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    53

ogqozo last won the day on April 5

ogqozo had the most liked content!

Community Reputation

5202 Diamentowy Pies

1 Follower

About ogqozo

  • Rank
    Użytkownik ogqozo edytował ten tytuł minutę temu
  • Birthday 06/02/1988

Informacje o profilu

  • Płeć:
    mężczyzna
  • Skąd:
    Jarosław
  • Zainteresowania:
    Bomby, budziki, baltazar, biblia, baptysta, Baltimore, bazar, burza

Kontakt

  • GG:
    9067453

Recent Profile Visitors

14857 profile views
  1. Dobra. Pora spać. W tygodniu za wiele raczej nie pogram, więc w sobotę wiele z was pomyleńców pewnie będzie najwyżej spoilerować mi. Nie przeszedłem gry FF VII Remake ani raczej nie jestem blisko. Gra jest bardzo wciągająca. Trochę łażenia dokoła, trochę jazdy do przodu. Ogólnie show, ale nadal z dość dobrą dozą radosnego gierkowania. Wszystko jest bardzo dobrze rozwiązane, np. dialogi i ich przewijanie, poruszanie się. Dla mnie system walki jest świetny - ciągle mam wrażenie, że mam dużo więcej do zrobienia, zresztą w każdej sekundzie mógłbym. Kurczę, remake Xenoblade'a będzie teraz po tym wyglądać jak stare Dragon Questy mdr. Walka, w tych specjalnych starciach gdzie jest trudno, przeciwnik blokuje/unika wszystkie normalne ataki, potrafi być naprawdę cholernie emocjonująca. Nie wiem teraz, czy lepiej to porównywać do jRPG-ów z PSX-a, czy do Bayonetty. Jest tu naprawdę sporo z obu światów i walki z bossami są często powalającą feerią napieprzania wszelkiego typu mechanizmów. Trochę szkoda muzyki. Tak jak zawsze mówię - muzyki narracyjnej rodem z jRPG-ów lat 90. nie da się do końca włożyć do dzisiejszej gry. Po prostu inaczej to się odbiera, gdy ta muzyka jest jedynym, co słyszymy, a inaczej, gdy - jak to we współczesnej grze - postaci non stop napie'rdalają. Boże, morda im się nie zamyka. Taki jest współczesny świat gier. Są też ofkoz pozostałe odgłosy. Właściwie to... zmęczyłem się próbami słuchania muzyki. Jak na tło, jest ona zbyt intensywna (chociaż aranżacje są nieco dostosowane, motywy rozwijają się wolniej i mniej wyraziście, instrumenty "głównego głosu" są cichsze i zlewają się z akompaniamentem - ale te utwory nie po to zostały napisane!). Jakoś podskórnie jednak działa ona na poziom całego show.
  2. Trochę mi się chce, bo np. teraz mam już oficjalnie bekę z ludzi, którzy pisali, że Square-Enix chce tą grą się nie narobić i zarobić. To oczywisty absurd. Jest tutaj bardzo dużo rzeczy w porównaniu do większości gier AAA. Ot, takie summony, których animacje pewnie kosztowały więcej, niż niejedna gra indie, są kompletnymi postaciami na placu bitwy i mają po kilka efektownych ataków specjalnych... a wszystko to widzimy naprawdę od święta. Właściwie muszę się starać specjalnie, żeby je zobaczyć. Serio jak ktoś o tym nie pomyśli, to nie zobaczy. Gry z serii FF od dawien dawna są kontrowersyjne i tak będzie z tą, ale mówienie, że twórcy poszli po linii najmniejszego oporu, by mało wydać a sporo zarobić, nie dają się pogodzić z zobaczeniem tej gry w ogóle. Byłoby wiele znacznie bardziej efektywnych finansowo sposobów, by "żerować na nostalgii"... zresztą niejeden z nich dobrze znany temu wydawcy.
  3. Raczej i tak za dużo już napisałem o grze, w którą w tym tygodniu wszyscy tutaj będą grać. W sumie to rzadka gratka: spędzam weekend grając przed wszystkimi w najbardziej oczekiwaną grę wszech czasów. Ale opisy tak wiele na tym etapie nie zmienią. W sumie nie chcę faktycznie zdradzać bardziej zaskakujących rzeczy, małych i dużych, ale są naprawdę rzeczy, na które "ci" fani (ci którzy zawsze narzekają) będą narzekać w chu'j. Komentuję głównie to, co pojawiało się w tym wątku. Np. ciągłe pytanie: czy gra jest ROZWLECZONA? Przecież to, co było w pierwszej godzinie FF7, tutaj widziałem po godzinach kilkunastu? Jak tak można??? Pamiętam jak ktoś napisał, raczej zdegustowany, że w grze będzie drugi reaktor i to będzie to samo co pierwszy, tylko przekolorowane. I tak będzie się klepać to samo, sugerował. Brzmiało to jak druga połowa Bravely Default czy coś. No... nie. To jest kompletnie nowe miejsce. Poza głównie tym, że ogólnie podobnie wygląda, fakt (ogólnie pod tym względem gra nie jest bardzo zróżnicowana: sorry, chyba nie zobaczycie w niej śnieżnej krainy, plażowej krainy, wulkanu...). Ale to jest jak normalny dungeon w każdym fajnalu. Jak na dungeon z Fajnala, powiedziałbym, że jest w miarę skomplikowane pod względem nawigacji. Jak na Fajnala. Ogólnie jako miejscówka jest znacznie bardziej kompleksowy, niż pierwszy reaktor z dema. Przeciwnicy są inni, i walka z nimi jest inna... Ogólnie w grze jest MASA osobnych przeciwników i na wielu z nich pomagają inne taktyki (znów - szkoda, że na moim levelu precyzyjna taktyka nie jest specjalnie wymagana, bo zazwyczaj i bez niej idzie przeżyć. Ale coś tam jest wymagane. Przeciwnicy często są np. kompletnie niewrażliwi na niektóre typy ataków, w niektórych sytuacjach...). Tak jak w prawie każdej grze, wiele się tutaj powtarza, ale ogólnie różnorodność jest dość spora. Gra jest ciekawa i bez grindowania czegokolwiek. Prędzej czuję niedosyt, że tak szybko idę dalej, niż żeby z tych samych miejsc, postaci, przeciwników, mechanizmów za dużo wysysano. To naprawdę jest jak nowa gra. No i tutaj wracamy do kwestii, którą już opisałem. Mam przeczucie, że dla kogoś jak ja, kto nie jest fanem serii, franczyzy, FF7 (nie w tym sensie, że muszę w coś grać "bo jest z serii", "bo byłem fanem za dziecka a to ma podobny tytuł") - ta gra może być lepsza, niż dla fana patrzącego tylko na to, "czy oddano wiernie klimat FF7". Bo czy dla mnie gra jest rozwleczona? NIE, grałem w naprawdę sporo gier, w tym gry akcji AAA na 10 godzin z ocenami na poziomie 9/10, i na ich tle ta gra nie jest rozwleczona. W praktycznie każdej grze AAA, jaka powstała, miałem wiele momentów gdy mówię "kurna, znowu...". Tutaj na razie ani jednego. ALE - gdy ktoś będzie tylko patrzył na odwzorowanie FF7, to dla niego może być inaczej. Bo będzie czekał na kluczowe wydarzenie A, na kluczowe wydarzenie B, niecierpliwie "do sedna" - a tutaj będą mu kazali robić inne rzeczy, których kompletnie nie było w FF7, więc nie są dla niego ciekawe. "Kurna w prawdziwym FF7 już bym był na trzecim kontynencie po piątym spotkaniu ze (spoiler) jak prawdziwy SOLDIER, a tutaj zbieram jakieś kwiatki i ratuję kotki". Akurat JA uwielbiam gry RPG z "prawdziwym życiem", uważam że to zbawienna podstawa na zalew patetycznych eksplozji, mieczy, tajemnic i zwrotów akcji. Na pewno jest to dla mnie postokroć ciekawsze, niż nieustanne strzelanki/naparzanki z 50 takimi samymi typami, albo sekwencje "akcji" gdzie co kilka sekund masz wcisnąć przycisk pojawiający się na ekranie żeby skakać po dachach i unikać kul. A tak naprawdę każda obecna gra, która trwa więcej niż kilka godzin, ma ich mnóstwo. Więc dla mnie to tylko lepsze. Tutaj są fajne rozmowy mieszkańców miasta o sytuacji, sporo po prostu ciekawej zabawnej gadki między postaciami, wyśmienite (jak na gierkę wideo!) aktorstwo. To wszystko błyszczy bardziej w tych momentach, niż w kulminacyjnych scenkach. Może się mylę, bo takim fanem nie jestem. Recenzenci dużych mediów to pewnie będą ludzie, którzy nimi są. Natomiast wydaje mi się, że gra znacznie zyskuje oceniana jako nowa część Final Fantasy, nie jako stara część Final Fantasy.
  4. Dzieci robią klasyczne gole.
  5. Raczej jakoś łatwo mi sobie wyobrazić odpowiednik rozwalania kontynentów lejzerem w "realistycznej" konwencji, albo innej, ale kwestia innego tonu dotyczy wszytkiego. Tylko mówię, bo patrząc na te 60 stron tematu, niektórzy chyba nie wyobrażają sobie, jak spędziłem np. pierwsze 10 godzin. Z których, poza dosłownie kilkoma głównymi wydarzeniami, mało co było w oryginalnym FF7. Nie było w nich Aerith, za to dużo... Ok, bez spoilerów. Nie żeby to było zaskakujące tak ogólnie, dla mnie nie jest. Ale, no, tego nie było w FF7. Ta gra dla nich serio może być jak MGS2 dla HIV-a. FF7 oczywiście nie miał otwartego świata, był korytarzową, liniową grą. Może niektórym mapa świata dawała wrażenie otwartości. Tutaj tego wrażenia chyba nie będzie, chociaż gra jest bardziej "otwarta". Ale nie na tle współczesnych produkcji. Gra nie wygląda tak, że chodzimy sobie po wielkim Midgarze gdzie chcemy. W luźniejszych momentach przypomina mi prędzej Shenmue. W pozytywnym sensie. Kiedy tylko mogłem, łaziłem sobie po slumsach, słuchając ludzi dokoła. Przyjemny klimat, choć w ogóle dla mnie inny, niż w oryginale. Walka ma naprawdę sporo wspólnego z grami akcji. To też niektórym nie przypasi, wiadomo. W FF7 w sumie po prostu waliłeś attack albo dowolny czar i tyle, jak był boss to to samo, tylko co chwila lecząc i powtórzyć. Ogólnie podejście "boss wyróżnia się głównie tym, że walczysz z nim dosłownie pół godziny" było klasykiem (dla mnie plagą) jRPG-ów przez bardzo długi czas. Tutaj jest dynamika, nigdy nie powtarzasz jednej rzeczy. Są takie specjalne starcia, że naprawdę trzeba przestać mashować i patrzeć, kiedy i jak przeciwnik atakuje. Blokować, unikać. Czasami długo czekać. Gdy pojawi się okazja, użądlić - ale najlepiej wcześniej pomyśleć, czym. Gdy nabije się stagger, nagle możesz wroga rozjechać w sekundę. To jest... chcę to zobaczyć w jakiejś recenzji bo to lubią... Sekiro jRPG-ów. Grając tak jak ja, trudno jest zginąć. Trochę szkoda, bo fajnie byłoby mieć jakieś bardziej wymagające przygotowania walki. Jeśli ani razu nie zginę, to przecież nie będę miał okazji przygotować specjalnego ekwipunku broni i materii pod danego wroga itd. Pozostawia to system nieco niewykorzystanym, jak na razie. Mini-gierki. W oryginale były najgorszym elementem gry. Nienawidziłem ich. Tutaj, w pierwszej części gry, jest jedna mini-gierka. Nawet mnie wciągnęła, ciekawa i żwawa, choć stosunkowo szybko wbiłem potrzebny wynik. Jest unikalna nagroda, ale nie taka, żeby czuć się źle, jeśli ktoś nie chce tego wyniku wyciągać. Czyli pro forma: w tej kwestii też jest 100 razy lepiej, niż w oryginalnym FF7.
  6. To znaczy tak. Widząc gry przez ostatnie 25 lat, widzę, że muszą się zmienić pod względem tonu. Muszą pójść w JAKIMŚ kierunku. Kiedyś w grze np. był lew [nie mówię o FF7, pomyślcie np. o platformówkach], i nie było do końca w tym wyboru tonu - lew wyglądał tak, jak się dało, czyli jak ogólna idea lwa. Nie dało się go za bardzo zrobić inaczej, niż ogólną ideę lwa. Gra typu "ninja sieka mieczem lwa", czy to było Ninja Gaiden czy coś bliżej Mario, nie była w praktyce realistyczna ani nierealistyczna, dla dzieci ani dla dorosłych, wesoła ani mroczna, ot, ninja siekał lwa i to było dość uniwersalne. A teraz taka gra dostaje remake albo sequel i trzeba wybrać - czy to będzie realistyczny lew? Słodki lew? Normalnie lew sobie idzie na ulicy i to ma wyglądać jak w filmie? Czy będzie to styl kreskówkowy gdzie nie będzie to wyglądać tak dziwnie w konwencji, ale wtedy cała gra musi mieć tę konwencję? Lew musi teraz robić odgłosy - ma mówić normalnie ludzkim głosem? Ryczeć? To wtedy napisy do tego co ryczy? Co z muzyką - wtedy to było po prostu pipczenie, a teraz robimy to orkiestrowo? Jazzowo? Elektronicznie? "Retro" pipczenie? Może najlepiej teraz w ogóle bez muzyki? Żadna z tych decyzji nie będzie "wierna oryginałowi". Ale robiąc sequele czy remake'i, muszą jakiś z tych wyborów podjąć. I tak dalej, i tak dalej. Moim zdaniem, faktyczna treść FF7 najlepiej nadaje się do zrobienia tego tak, jak to zrobili tutaj - wesołe perypetie roztrzepanej gromadki i ogromnie przesadzona główna postać ze swoją ogromnie przesadzoną psychodramą. Temperowany patos. Jeśli chodzi o styl narysowania tego, to także jest on w miarę bliski FF XV i XIII, też no widać że to robili podobni ludzie. Można było inaczej i na pewno wielu starych fanów to by wolało, ale zrobili tak. W porównaniu do oryginału, scenariusz jest znacznie lepszy. Jest też lepszy niż w kilku ostatnich "fajnalach". Tylko momentami (mówię serio, naprawdę rzadko) jest bełkotliwy i niezrozumiały w meandrach FABUŁY, ale generalnie mamy zupełnie inną skalę. Dzieją się ogólnie wielkie wydarzenia, do których gdzieś tam dojdziemy, ale dokoła ludzie zajęci są głównie codziennymi sprawami. Walki też muszą mieć jakiś sens w tej bardziej realistycznej konwencji, a nie że idziesz sobie ulicą i nagle się pojawia dom który strzela rakietami i kontynuujesz. I tak dalej ze wszystkim. Twórcy to wszystko zrozumieli i ta gra jest zrobiona tak, jak nowa współczesna gra. Do oryginału się raczej puszcza oko, niż się go trzyma.
  7. Jestem zakochany w Tifie Lockhart. Nie wiem, jak to zrobić, ale musimy być razem. Niestety chyba nie da się nią chodzić poza walkami. Jessie też, Aerith zresztą też. Boże. Każda chce być waifu Clouda. Facet ma szczęście. Naprawdę się starają. Grę może przejdę i sprzedam, ale niektóre scenki będę oglądał na jutjubie wiele razy. Czy jest "klimat FFVII"? Ja wiem, trochę jest, trochę nie jest. Zrobili to chyba najlepiej, jak można sobie wyobrazić, ale jestem pewien, że wielu starych fanów wolałoby coś... co mniej przypomina wszystkie inne singlowe gry, które SE zrobiło przez ostatnią dekadę. Ogólnie nie jestem jakimś wielkim fanem FF7. Myślę, że miało potencjał. Co widać. Ta nowa gra jednak to zupełnie co innego pod wieloma względami, które uważam za podstawowe. Pod względem materii też jest tak, że w sumie po kilku godzinach już się wydarzyło więcej, niż przez całe FF7. Jest ich dość sporo, są te oczywiste jak Cure i Fire, jak i nowe, które pasują do jakichś cech nowego systemu walki. System sam w sobie jest taki sam, jak był. W moim tempie, zanosi się na to, że gra zajmie mi wiele dziesiątek godzin. Kto inny szybciej zobaczy zakończenie. Za kilka dni więcej osób będzie w to grać i się zacznie. Zwłaszcza wśród fanów oryginału. Uważam coraz bardziej za nieuniknione to, co pisałem przed premierą, że ten temat zamieni się w największy shitstorm pod tym względem od czasów kolejnych części Metal Gear Solid. Ja jednak nie jestem jakimś fanem FF7, a już na pewno nie uważam go za świętość. Będę więc to obserwował z popcornem, a twórcy tego czegoś mają u mnie pewien szacun, że odważyli się to zrobić. Jak dla mnie ta gra jest lepsza niż FF7, duh, chociaż może oczywiście nie być tak "kompletna", zobaczymy.
  8. Czy Fanek serio nie słyszał o mnie wcześniej. No ale niech będzie, skoro to takie ciekawe. Grę miałem w pre-orderze no i on przyszedł jakiś czas temu. Też nie w Polsce. Duża sieć sklepów na Zachodzie. W obecnej sytuacji nie miałem pojęcia, czy spodziewać się przyjścia gry tydzień przed 10 kwietnia, czy tydzień po. Aż zobaczyłem, że wysłali. Teraz to już wiele nie zmienia. Demo to dokładnie początek gry (poza tym, że filmik intro jest inny). Wszystko jest takie samo, włącznie z tym że zaczynasz na 7 levelu. Ale save się nie przenosi. O patchu nic nie słyszałem. Gra nie wygląda na razie tak, jakby miała mieć problemy techniczne. Może coś będzie. Wizualnie, jak to Square-Enix. Postaci, szkic, dynamiczne opowiadanie kamerą, wiele animacji i niektóre efekty niezrównane. Uczucie "bycia w świecie" i kontroli nad postacią oraz czytelność nie aż takie niezrównane. O różnorodność wizualną są obawy. Ogólnie to chyba wiadomo, czego się spodziewać. To nie jest Xenoblade czy coś, że odkrywa się jakieś nowe piękno którego patrząc tylko na materiały w ogóle nie widać. To jest raczej gra closed world. Oryginał FF7 odświeżałem sobie na Switchu, gdy mi go zalało w styczniu, więc nie skończyłem, a trochę szkoda. Ogólnie, to jest inna gra. Główe wydarzenia FABU LY są takie same. Tyle. Zupełnie inna gra, na podstawie FF7. Mimo wszystko nie żałuję, że znam tę historię tak dobrze, bo bez tego nic bym nie czaił ze znaczenia bardzo licznych od początku scen "wizji", wiadomo o jakiej ogólnie tematyce.
  9. Moderacja jak szybko działa, z najbardziej znaną sceną historii gejmingu sprzed 25 lat mdr. Wrażliwość mężczyzn na tym forumingu jest niesamowita. RIP chłopaki. Oczywiście nikt nie mówi nic takiego, jak powyżej. "Nie może być spoilerów" mdr, aż czuć te łzy płynące po drugiej stronie ekranu podczas pisania tego zdania. Wiadomo, że z definicji wszystko może być spoilerem. Jeśli ktoś uznaje, że czegoś nie chciał przeczytać, to jest to spoiler, tyle. Kwestia jest taka, że niecałe 20 lat po tym, jak wymyślono bycie obrażanym przez spoiler, dzisiaj prawie wszystko tym spoilerem może być. Wystarczy zobaczyć jak wyglądają różne tematy tu na forum. Ludzie wrzucają w spoilery rzeczy czy nazwy, które osobom, które nie grały, i tak nie będą przecież nic mówić. To że w grze się, np. wchodzi do dungeonu. Że się czymś steruje. Że jest jakieś miejsce... Wszystko jest spoilerem. Ok, ludzie nie chcą wiedzieć - znam tę przyjemność niewiedzenia co się trafi. Tylko że łatwiej by było cały temat wrzucić w spoiler. Nie uwierzycie, ale grałem w życiu w sporo gier, o których kompletnie nic poza okładką i mniej więcej jaki gatunek nie wiedziałem! Także gier rangi GOTY AAA 1st party z plakatami w centrum Warszawy! A nic nie robię tylko siedzę na forumie o grach video. Jak to możliwe. Są jeszcze ostatki, które widzą, jakie to jest zabawne. Ludzie wchodzą do tematu nazwanego "FF VII Remake" po to, żeby napisać: "ej ale tylko nie spoilerujcie mi tutaj co jest w grze Final Fantasy VII Remake, nie po to tu wchodzę, nie jestem tu rozmawiać o zawartości gry FF VII Remake, tylko żeby po raz kolejny publicznie napisać, że nie wolno pisać o tym co jest w grze FF VII Remake". Kiedyś, pamiętam, wszyscy by to tutaj obśmiali, że zawsze może sobie, nie wiem, nie wchodzić do tematu o grze FF VII Remake. Teraz policja na ulicach, uczucia obrażone. No ale zacznijmy spoilerować. Okej, powiem co chyba dla większości nadal nie jest "spoilerami" (normalne rzeczy które sami developerzy mogliby powiedzieć o grze promując ją), ban niech nadejdzie.
  10. W poprzednich Zeldach lochy były często punktami kulminacyjnymi gry i powodowały opad szczeny, wiadomo, natomiast w Breath jest mi trudno nie mieć mocno mieszanych uczuć. Sam pomysł - jasne. Widoczki czasami niesamowite, i zagadki przepomysłowe. Wiem, że kilka gier próbowało coś takiego, najsłynniej God of War, ale tam to było jednak bardziej uczucie chodzenia po mało interaktywnym tle, a tutaj pierwszy raz faktycznie jest uczucie bycia w takim ruchomym molochu, coś niesamowitego. Natomiast... w pewnym sensie każda bestia to jest tylko jedna zagadka, z kilkoma fazami. Nie mają też żadnego charakteru i historii, które były tak obecne w ostatnich Zeldach (Twilight Princess i Skyward Sword w sumie chyba do dzisiaj zostają niezrównane w świecie gier jeśli chodzi o poziom designu tych lokacji, obie te gry to z dungeonu na kolejny myślałem że teraz to już naprawdę pobili rekord). Po prostu... są ściany z metalu i kamienia, wszystko jest wewnątrz takie same, 99% rzeczy z "prawdziwej gry" w ogóle nie ma w nich zastosowania, bo ani nie można się wspiąć, ani nic nie jest interaktywne. Ot kamienne ściany i oczy Ganona do odstrzelenia. Musisz po prostu odklepać kilka zagadek (fakt że dobrych zagadek), których nie da się obejść żadnym kreatywnym sposobem, i tyle. To jest jakby spędzić godzinę w zupełnie innej grze. Bossowie nie mają nic wspólnego z niczym, tutaj to w ogóle nie ma o czym mówić, trudno to nazwać bossami. Pierwszy Lynel to jedyny boss w tej grze, i to jest świetny boss, szczałem jak pierwszy raz mi się udało bestię ubić. Byłem wtedy na strzała, a ja typa musiałem ze 20 minut siekać. Poszły wszystkie bronie, wszystkie strzały, całe jedzenie. To co jest na koniec bestii, te "bossy", to przy odpowiednim ekwipunku nawet dosłownie nie może cię zranić. I jaki kreatywny design. Wodny Ganon, elektryczny Ganon... Genialne. Ogólnie cały główny "konflikt" w tej grze i Ganon (sorry za spoiler! Ganon to zły w tej grze!) to wątek zarówno bardzo cienki, jak i niepasujący do całej gry. Po prostu jest Ganon, zostawił ten czarny śluz z oczami, odporny na wszystkie prawa normalnej interakcji, i ten Ganon jest zły i zagraża i masz go pokonać. Wtf. (Doceniam fakt, że Zelda w każdej scence mówi "śpiesz się, Link! Spiesz się!", podczas gdy cała gra zachęca do strzelenia sobie 20-godzinnej wycieczki nad jezioro by połowić ryby). Na szczęście to mikroskopijny element całej gry.
  11. Można stwierdzać fakty i jednocześnie jęczeć. Można np. każdego dnia mówić rano "(pipi)a, pewnie będzie 10 stopni, znając życie, jak zwykle (pipi)a 10 stopni, no ja (pipi)ę, oczywiście że oni mi to zrobią bo są tacy źli", a potem cały dzień klepać "a nie mówiłem, jest 10 stopni, a to chu'je". "Nic by im się nie stało jakby czasem dali niższą cenę gnoje " mdr Wiadomo od zawsze że Nintendo nie przecenia swoich gier i że się tym bardzo różni od Sony. Wiadomo że np. używana Zelda dalej stoi po prawie 200 zł na Allegro, gdy np. God of War czy Horizon są za ułamek tej kwoty. No tak już jest i można spędzić temat pisząc o eShopie, co jest ciekawego obecnie do kupienia, jakie zmiany są warte uwagi, albo tylko klepać 12 razy do roku przed przeceną "pewnie gnoje nie przecenią Zeldy o 80%!!!!" a potem "miałem rację, gnoje nie przecenili Zeldy o 80%!!!!'. No ile można. Od niedawna można oglądać swój wishlist także na stronie internetowej eShopu. Mi pokazuje, że 33 gry z mojej listy są przecenione, no ale wypełnijmy dział na pisaniu od lat w kółko tylko o tym, kiedy zapowiedzą remake Mario, kiedy zapowiedzą remake Metroida, i kiedy zapowiedzą obniżkę ceny Zeldy którą każdy na tym forum od lat ma.
  12. Ja już dawno przestałem mieć rozum w tej kwestii. Każdego roku ludzie mają większą paranoję na tym punkcie, ile razy wychodzi jakaś gra to odkrywam, że w Standardach Spoilerowych ISO-2020 zostały teraz jeszcze dodane X, Y i Z, które jeszcze niedawno były po prostu rozmawianiem o grze w temacie służącym do rozmawiania o czymkolwiek w grze.
  13. Duże sieci Teraz tylko jeszcze 50 minut instalacji i gramy Spoiler: w grze jest Cloud i ma miecz. Kurna nie chciałem tego wiedzieć! Zamówiłem grę nie patrząc na okładkę bo nie chciałem wiedzieć co w niej jest! To jest właściwy i wart szacunku sposób rozmawiania o dziełach sztuki! Jak można pisać w temacie o grze Final Fantasy VII Remake o tym, co jest w grze Final Fantasy VII Remake! Na stos za spoilery!
  14. Odpisałem już na tego posta w tamtym temacie, ale ogólnie powtórzyłbym tylko, żeby nie brać tych tłumaczeń co to trzeba podobno lubić zbyt serio. Jeśli dla mnie Breath of the Wild potrzebował czasu, żeby "zaskoczyć", to może w niemałej mierze też przez to, że gra od momentu premiery miała tego typu opinie klepiące o jednym czy dwóch aspektach całej gry, jakby to było wszystko, co się dzieje. Każda recenzja brzmiała jak "można przejść bestie w dowolnej kolejności, 10/10!". Tak samo jak np. fani Soulsów robią wokół tej gry taki zabawny raban o "trudności", że ludzie bez pogrania samemu myślą, iż to są gry dla jakichś hardkorowców którzy muszą "grać dobrze", zanim pograją więcej i zczają, że chodzi w ogóle o co innego. Z Breath of the Wild miałem podobnie. Przez jakiś czas myślałem, po tym całym rabanie, że może faktycznie to jest teraz jakiś Minecraft i ta sławetna "wolność" o której trąbią recenzje to całe clou gry, że to nie jest gra dla mojego pokolenia, tylko dla minecraftowców, którym do jarania wystarczy fakt, że, panieeee, można przejść bestie w dowolnej kolejności!!!!, a w ogóle to możesz przyczepić bombę do balonu i spuścić komuś na głowę, zrobić katapultę z głazu i deski, a jak ośmiornica połknie zardzewiałą broń, to wypluje odrdzewialą! Ze zbieraniem koroków jako jedynym celem. Można się tym jarać, oczywiście, ale można tak naprawdę w ogóle się tym nie przejmować i mieć przyjemność z tej gry. Mnie to raczej nie jara i po pewnym czasie zauważyłem, że ta gra jest dobra głównie dlatego, że jest dobra. We wszystkim. Albo ci spasi albo nie, ale nie trzeba być żadnym fanem tej "wolności", żeby być fanem Breath... Tak naprawdę można grać w to jak normalną grę i spędzić fantastyczne 200 godzin ani razu nie zwabiając nikogo w miejsce, gdzie leży coś metalowego, żeby go walnął piorun w trakcie burzy! W sumie podobnie jak Soulsy, ta gra też ma ogólnie naprawdę sporo fabuły, choć może nie forumowo rozumianej FABUŁY (na całe szczęście, bo scenki i dialogi głównego wątku dramatycznego należą do najgorszych w historii gier). To też coś, co zajęło mi wiele godzin "odkryć". Nie muszę do tego być żadnym fanem "wolności w grze". Raczej określiłbym się jako fana klasycznych jRPG-ów od dziecka, więc scenki są mi naprawdę znane. Jednak dzisiaj myślę dużo więcej o tym co opowiedział Breath..., niż wyładowany gadaniem Wiedźmin. W sumie to ja minutę po przejściu nawet nie pamiętałem, o czym są poprzednie Zeldy, jeśli o czymkolwiek są (może poza Awakening, Okaryną i Majorą), a o tej po latach dużo. Tak że jest to zupełnie możliwe.
×
×
  • Create New...

Important Information

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Privacy Policy.