Jako fan książek stwierdzam, że jest to dobry serial ale bardzo słaby Wiedźmin. O ile w pierwszym sezonie jeszcze jako tako trzymali się oryginału tak w drugim przy pisaniu scenariusza musieli już wciągać niezły towar. Zgadzam się z wami, że szkoda Cavilla. O ile na początku dwoił się i troił tak teraz zauważył, że wszyscy mają wywalone więc i on tylko odfajkuje co jego i tyle. Wczoraj gdzieś czytałem jakiś wywiad z Freyą Allan (Ciri) - stwierdziła, że już ma dość tej roli i najlepiej jakby dali jej wszyscy święty spokój. Ciekawe czy Sapkowski zdaje sobie sprawę jak gwałcą to uniwersum czy już tylko po raz setny liczy mieszek.
Na plus to co mi się podobało:
- Świetnie ukazany Dziki Gon, mam nadzieję, że go nie spieprzą i Eredin będzie jedną z wyraźniejszych postaci (taaa....)
- Postacie Djikstry, Jaskra i Vesemira (szkoda, że temu też dali scenariusz z dupy)
- Trening Ciri na wahadłach i grzebieniu, wogóle Kaer Morhen jak jeden do jednego z gier
- Poprawione zbroje Nilfgaardu na te z gry
Reszta do wywalenia do kosza i napisania od nowa. O wszechndobylskich mudżynach z Afryka szkoda nawet gadać. Zauważyliście, że każdy odcinek miał innego reżysera? Ot taka różnorodność w Netflixie. Czyżby jakiś wątek lesbijski Yennefer w 3 odsłonie??? Nic mnie już nie zdziwi.