O, podobna sprawa jak u mnie, tylko że sprawcą była chora psychicznie sąsiadka z góry. Babka gdzieś po 60, na coś choruje, od wprowadzenia się tam (kwiecień 2021) dzień w dzień, od rana do wieczora, darła mordę, śpiewała, grała na garnkach (serio), tupała, zalewała mieszkanie (trzy zalania, w łazience zaczęła odchodzić farba z sufitu, w sypialni i w salonie mamy żółte zacieki do połowy ścian), w nocy potrafiła coś zrzucać ciężkiego na podłogę, że aż kur.wa człowiek podskakiwał (jakby ćwiczyła martwe ciągi). Właściciel mieszkania kopał się z koniem długi czas, policja nic nie zrobiła, miał do niej przychodzić jakiś kurator z MOPsu - zasłaniali się Covidem Spółdzielna w du.pe zaje.bana oczywiścue również umywała ręce. Baba nie powinna żyć samodzielnie bez leków, mieszkanie roz(pipi)ane, ściany popisane, w łazience (pipi)a jakaś plandeka na podłodze - typ zbieraczki (właściciel pokazywał nam zdjęcia; z resztą jak się ją spotkało gdzieś na zewnątrz, to była objuczona torbami i patrzyła na ludzi jak seryjnia, creepy w (pipi)). Kontaktowałem się z jej córką - nieporadna, łaziła do niej, uspokajała, na kilka dni był spokój, potem znowu. Siadało mi to na psychę, zacząłem dzwonić do jej córki co parę dni i tak od połowy 2022 jest spokój. Całe szczęście, że to nie moje mieszkanie. Jaka jest moja rada? Dzielnicowy, jak pisał kolega wyżej. A jak nie zadziała? Przeprowadzka, bo w tym nieludzkim państwie (pipi)a zrobią takim śmieciom ludzkim. Jak trzeba zabić na komisariacie obywateli, to nie ma problemu. Prawo lokatorskie też chroni takich s(pipi)ysynöw (pipi)anych.