Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Yap

Użytkownicy
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  1. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Dark Souls II Scholar of the First Sin Po początkowych męczarniach i bieganinie bez celu powoli zacząłem osiągać maluteńkie zwycięstewka tu i ówdzie, co pociągnęło za sobą decyzję o zdobyciu platyny. Wywalmy od razu na wierzch to z czego słynie DS2 - adaptibility i pojebana geografia gry. To pierwsze jest nieodzowne, żeby odnosić jakikolwiek sukces. Są głosy, które twierdzą, że przez cały czas obcowania z grą nawet nie tknęli tej "umiejętności", jednakże śmiem wątpić w szczerość takich wypowiedzi bo bez chociaż 20u punktów weń zainwestowanych gra byłaby nieznośna do granic możliwości. Uniki są wyraźnie skuteczniejsze niż przy niskim adaptibility. Są celniejsze i kreują o wiele więcej szans do kontrataku. Nie wspomnę jak bardzo i jak często najzwyczajniej w świecie ratują życie, czy otwierają możliwość uniku "przenikającego" niektóre ataki. Jeśli ktoś próbował przeskoczyć przez płomień Old Iron Kinga czy ominąć zamaszysty atak Fume Knighta ten wie, że byłoby to niemożliwe bez tej arcyważnej statystyki. Rozmieszczenie geograficzne i ogrom lokacji potrafią przytłoczyć. Dark Souls II SotFS to olbrzymia dawka eksploracyjna. Dość powiedzieć, że przez pierwsze ileś tam godzin błąkałem się bez konkretnego planu, z niewielkim przekonaniem, że gdziekolwiek dam radę dotrzeć. Powolutkie ciułanie dusz na podbicie umiejętności mozolnie otwierało drogę do bossa, którego mogłem podjąć, a może nawet i ubić. I tak jak Pursuer poważnie przetestował wytrzymałość moich nerwów, tak im dalej brnąłem tym łatwiejsi oni byli. Dark Souls II to wyzwanie walki z mobami, których mnogość potrafi wyprowadzić z równowagi. Problem w pewnym stopniu zanikł gdy znalazłem Greatsword, którego move set niesamowicie przypadł mi do gustu. Power Stance pozwala na zarżnięcie trzech, czterech mobków na raz potężnym cięciem od góry, a następnie silnym poderwaniem ostrza z gleby dokonujemy jeszcze większych obrażeń. Wtedy nie potrafiłem jeszcze docenić jak nieocenione są ataki horyzontalne. Potrafią zagarniać do 7-8iu zbitych w grupę przeciwników, a co za tym idzie można asekurować się tarczą jeśli zostanie trochę staminy w pasku. Wiem, że rapiery są przepierdolone z odpowiednim setupem, ale ja wolę siłę od dziobania. Jest co najmniej kilka ultra wielkich mieczy, w które warto inwestować kamyki, ale Greatsword (strasznie wyszukana nazwa) przeciągnął mnie przez 2,5 przejścia, aż po platynę. Jeśli zainwestuje się wystarczająco dużo czasu i cierpliwości (graniczącej z masochizmem) Dark Souls II na pewno zadośćuczyni poświęceniom. Po jakimś czasie intuicyjnie przemieszczałem się między ogniskami, a jest to nieodzowne, ponieważ znalezienie klucza do jednych drzwi nie eliminuje szansy, że ten sam klucz będzie pasował do innych. Gracza czeka w tym aspekcie działanie metodą prób i błędów. I jeśli przy kluczach jesteśmy należy wspomnieć o pharros lockstones i branches of yore. Jedne i drugie otwiera drogę do sekretów. Kamienie odblokowują ukryte pokoje, w których znajdziemy mniej lub bardziej przydatne śmieci, a gałęzie budzą do życia skamieniałe postaci. Absolutnie pierdolniętą sprawą jest to, że te gałązki są potrzebne do odblokowania dróg fabularnych. Branches of Yore to raczej rzadko dostępny towar, a na samym początku nie ma możliwości, żebyśmy wiedzieli czy użycie takowej zmarnuje ją na jakiś głupi item, czy też może odzyskamy jedna tuż za rogiem. I znów, jest to motyw, który nawet dla weterana souls-likeów może być bardzo frustrujący, a co za tym idzie, zniechęcać do dalszych starań. Podobny do Geralta? Mam nadzieję bo w to konkretne pokrewieństwo celowałem. Ok, popsioczyłem na słabe strony SofFS, lecz gra ma do zaoferowania ogrom bardzo pozytywnych rozwiązań. Jak już wspomniałem wcześniej, DS II jest ogromne. Stwarza to okazję na wyplucie bogatego wachlarza odmiennych lokacji i tak się właśnie dzieje. Czasem przejście z jednej do drugiej niesie za sobą zmianę pogodową, która kompletnie nie ma sensu, a jeszcze kiedy indziej winda, która prowadzi do nieba zatrzymuje się nad wierzą, nad którą ewidentnie nie ma żadnej innej struktury. A jednak prowadzi do zamczyska, które skąpane jest w lawie i całej masie komnat, olbrzymich hal i korytarzyków prowadzących we wszystkie kierunki. Dla mnie nie był to problem bo lokacje te były wylęgarnią ścierwa, które aż się prosiło by zalać moje ostrze swoją krwią. Przebijanie się przez mobki było dla mnie później o wiele bardziej rajcujące bo czuć budowaną w naszej postaci siłę. Oręża zaś nie brakuje. Ja zawsze lubiłem ciężkie miecze, ale jest tyle potężnych buildów w Dark Souls II, że bardzo łatwo stworzyć potwora. Jednym z ciekawszych przykładów są właśnie wszelkiego rodzaju rapiery. Jeden z najmocniejszych z nich można dorwać już na prawie samym początku gry i nazywa się po prostu Rapier. Podbity do +10, i z wysokim dexem, potrafi zarżnąć każdego bossa w bardzo szybki i pewny sposób. Jest włócznia, która jako jedyna w grze broń wręcz wymaga zepsucia. Zmienia ona wtedy move-set i jest odporna na deteriorację, a pokryta olejkiem żywiołowym wymazuje przeciwników z otoczenia. Bossów również. Gra zachęca do używania dopalaczy i blokerów damageu. Ich efekt potrafi ciągnąć się przez całą walkę, co eliminuje konieczność szukania okna na ponowne użycie. Wystarczy zaaplikować je przed wejściem w mgłę, a agresywna i mądra walka niemal zawsze obróci się w zwycięstwo. Bossowie nie są trudni. Jedynie Pursuer, który jest jednym z pierwszych, może napsuć krwi, ale jeśli wie się jak wykorzystać otoczenie, starcie może trwać sekundy. Co więcej, będąc w ludzkiej formie oraz wyczerpując dialogi z jak największą liczbą NPCów rzuca nam ich summony wszędzie. Nawet w miejscu gdzie nie ma bossa można znaleźć przywołanie co czasem niezmiernie ułatwia przebicie się przez hordę, lub dwie. Gra rzuca również na nas gówno-tonę wrogich NPCów. Nie jest to scenariusz optymalny dla pozytywnych wrażeń z gry, ale można sobie poćwiczyć timing i cierpliwość wyprowadzania ataków. Może się to nie podobać, ale ja polubiłem te zmiany tempa. Ze skąpanego w kwasie zamczysko-podobnej wierzy przechodzimy do bagnisto-wodnej lokacji z odbijającym się o toń światłem, błyszczącą roślinnością i ogólnym urokiem. Są katakumby ze strasznie wkurwiającymi dzwonami, których bicie spawnuje całe gromady zajebiście agresywnych zakapturzonych duchów, z których jeden potrafi zarżnąć nas jak prosię, a co dopiero czterech takich. Tak, tak - gangbangi są częste, ale można im zaradzić zamaszystymi ruchami oręża. Dalej mamy zamek pnący się ku niebu. Na samym szczycie jest arena, na której spotykamy rycerza, który w zależności od tego czy gramy on czy offline wypluwa ze swojej zwierciadlanej tarczy albo wrogich NPCów, albo prawdziwych graczy. To ostatnie jest już mało prawdopodobne po mało ludzi bawi się onlinem w DS II. Sam pomysł jest jednak miodzio. Jest kraina smoków i rzec muszę, że widok wszędzie latających bestii oczarował mnie całkowicie. Za tą zaś lokacją pnie się w górę kolejne zamczysko gdzie roi się od smoczych wojowników. Jeśli stajemy do walki z wielkimi rycerzami, ci wojownicy klękają przed nami po odniesionym zwycięstwie. Jeśli jednak zaczepimy choć jednego z drake knightów zaatakuje nas cała chmara i nic nie uratuje nam życia. Działają tam zasady honoru więc należy walczyć z każdym, który nas wyzywa na pojedynek, a na samym końcu czeka nas audiencja u olbrzymiego smoka, który ma tylko przyjacielskie zamiary. Można go zaatakować jako bossa opcjonalnego, ale nie mam pojęcia po co mielibyśmy to robić. Ja dałem mu spokój. Mówię Wam - Dark Souls II może się podobać. Na koniec wspomnę jeszcze o trzech DLC, które wchodzą w skład edycji Scholar of the First Sin. Śnieżny region doprowadził mnie do białej gorączki, i średnio mogłem zrozumieć przebijanie się przez mroźną pustynię przemierzaną przez wkurwiające kuce, które za chuja nie dadzą nam spokoju dopóki nie będziemy stanowić zmarzliny orientacyjnej dla kolejnych śmiałków. Niesamowicie frustrujący etap. Podobnie jest z niewidzialnymi przeciwnikami, którzy są...no niewidzialni do chuja. Jest przedmiot radzący sobie z tym problemem, ale jak się przed nimi bronić przed zdobyciem tegoż? Na szczęście kolejne rozszerzenia naprawiają dołujące wrażenie z nawiązką. Wiem, że są ludzie, którzy nienawidzą podziemnego miasta z ruchomymi platformami, z których zawsze może spaść umarlak z toporem, lub na których zagnieździć się mogą łucznicy nie szczędzący na nas zatrutych strzał. Ja miałem dokładnie odwrotnie. Kolejne lokacje tylko mnie zachęcały do parcia naprzód, a trupy, które zostawiałem za sobą nie potrafiły znaleźć antidotum na moje wiecznie spragnione świeżej krwi ostrze. Wisienką na torcie jest Brume Tower, które jest niczym innym jak zlepkiem pułapek i tylko sprytne nawigowanie między nimi oraz radzenie sobie z zajobem super agresywnych przeciwników zaprowadzi nas do celu. Tym zaś są dwie lokacje, z których każda jest siedzibą w chuj trudnego bossa. Pierwszy z nich to Fume Knight. Jestem ciekaw jak sobie radzą z nim ci, którzy nie podbijają adaptibility? Bardzo dynamiczna walka. Można zginąć po najmniejszym błędzie. Dobrze mieć kompana lub dwóch, którzy choć na chwilę zaabsorbują uwagę tego jegomościa bo mówię Wam - kolo to absolutny badass. Ale na tym nie koniec. Po ubiciu Fume Knighta mamy okazję zawalczyć z Sir Alonne. Jeśli poprzednik był agresywny, ten jest dwa razy bardziej niebezpieczny. Jest Samurajem, macha długaśną kataną i potrafi przemieszczać się w mgnieniu oka. Jest jeden niesamowicie odjebany motyw z tą walką. Jeśli pozbawi się go paska życia bez straty własnego Sir Alonne popełni seppuku. I to wszystko dzieje w przepięknej, niezwykle klimatycznej scenerii królewskiej komnaty. Ostatnia fota przed wywaleniem gry z dysku. Moja psiapiuła, rezydentka Majuli (hub gry). Była to niesamowicie intensywna przygoda. Początkowy smród gry jest ewidentnie najsłabszym elementem bo jest bardzo słabo zoptymalizowany logistycznie i retorycznie. Niewiele idzie skumać z tego co i z czym się je więc nic dziwnego, że psioczenie internetu opiera się głównie na tym właśnie początkowym wrażeniu. Posmak stęchlizny i padliny jeszcze jakiś czas ciągnie nas w stronę rezygnacji, ale jeśli poświęci się więcej czasu, podbije postać, znajdzie gustowny oręż i ubije pierwszych czterech/pięciu bossów cała reszta dzieje się szybciej, płynniej i ogólnie lepiej. Przede mną Dark Souls III The Fire Fades Edition, Elden Ring z dodatkiem oraz remake Demon's Souls. Platyny w nich muszą pęknąć, ale zanim to nastąpi wskoczyłem już w coś mniej zobowiązującego - Cyberpunk 2077 wraz z Phantom Liberty.
  2. Yap odpowiedział(a) na Square temat w PS5
    Dark Souls II SotFS Jesli ktos lubi sie babrac w niezbyt przyjazne graczowi gry to tak to sie wlasnie konczy. Nie zrozumcie mnie zle. DS2 to bardzo dobra gierka, ale najmniej czytelna ze wszystkich From Softow. Pierwsze przejscie to blakanie sie, mozolne odkrywanie gdzie isc, co robic, gdzie i czego szukac. Mowie czasem o grach, ze maja wysoki prog wyjscia. Tutaj trzeba sie wygramolic z wilczego dolu, zeby sie dobrze bawic. Bo pozniej jest zabawa. Jasne, sa kurwy i wypierdalajki, ale gra potrafi zajac i sprawic, ze parcie do przodu jest satysfakcjonujace. Najwiekszy minus tej platyny to fakt, ze DS2 jest ogromne. Zanim ogarnie sie geografie i liczbe ognisk miedzy ktorymi trzeba skakac minie sporo czasu.
  3. NBA

    Yap odpowiedział(a) na Kame temat w Kącik Sportowy
    Również nie rozumiem co on odjebał. Może Francuzi są w kluczowych momentach zbyt temperamentni vide Zidane w meczu finałowym MŚ. Nie lubię gdybania, ale Lakersi nawet z Doncicem wyrwaliby może dwa mecze. OKC jest za dobre.
  4. NBA

    Yap odpowiedział(a) na Kame temat w Kącik Sportowy
    Uuu, jaka dominacja OKC 🤯. Niestety panie James - czas na emeryture. Zostawiasz lige w dobrych, mlodych i zdolnych rekach. Nie badz uparty. To juz jest koniec. Nie ma juz nic tutaj dla ciebie do wygrania. Druzyna ma zawodnikow do osiagania najwyzszych laurow, ale nie z toba. Gratki dla OKC i NY za pokazanie charakteru. Tego sie po nich spodziewano i nie zawiedli. Fajnie by bylo gdyby spotkali sie w finale i powalczyli te 7 meczykow.
  5. Yap odpowiedział(a) na darkgamer temat w CD Projekt Red
    Gralem na SeXie Tak to wygladalo u mnie:
  6. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Zagram pewnie za dwa lata, ale wszyscy zachwalaja wiec dodaje do backlogu.
  7. NBA

    Yap odpowiedział(a) na Kame temat w Kącik Sportowy
    Chlopak jest przechuj. Jesli zdrowko dopisze pozamiata lige juz niedlugo.
  8. NBA

    Yap odpowiedział(a) na Kame temat w Kącik Sportowy
    Juz wiemy, ze Spurs ot tak sobie przez Minnesote nie przejda. Moze to wypadek przy pracy, ale tym razem Wemby ma Goberta do obejscia. Oby chlopak sie nie polamal bo ma cos do udowodnienia po pierwszym meczu. Wschod w tym sezonie jakos mnie malo przekonuje. Nic tam sie nie dzieje z iskra, za to duzo powrotow z 1-3. Pytanie czy te powroty powinny miec miejsce. Pistons mogliby sprawic mila niespodzianke i dowiezc chociaz final, ale kto ich tam wie po pierwszej rundzie. Wyglada na to, ze Knicks dobrze weszli w druga runde, ale jeden blowout wiosny nie czyni. Ciezko mi cokolwiek przewidziec biorac pod uwage, ze stawialem na Bosto w 5iu meczach, ale ich filozofia „to three or not to three” nie sprawdzila sie ostatecznie.
  9. NBA

    Yap odpowiedział(a) na Kame temat w Kącik Sportowy
    O, widze, ze liderzy sie popisali w siodmych meczach. No, za to sie im placi w koncu. Jutro OKC spierze Lakersow okrutnie, ale zycze LBJowi, zeby dotarl do finalow i tam polegl 1-4. 4-7 w finalach mialoby jeszcze lepszy wydzwiek niz 4-6 w 23ech kurwa sezonach 😆. Jest uparty. To trzeba mu przyznac. Dla OKC zycze wszystkiego co najlepsze. Sami zlozyli druzyne, bez glosnych transferow. Sa zgrani, skuteczni i w ogole fajni. Przydaloby sie udokumentowac ich pozycje z back-to-back.
  10. Yap odpowiedział(a) na MYSZa7 temat w Graczpospolita
    Najgorsze jest to, ze w wiekszosci przypadkow nie walczy sie z poziomem trudnosci tylko z pierdolami typu targeting, unikami w zupelnie innym kierunku niz ten, w ktorym wychylasz gale, takim dziwnie „haczacym” stylem poruszania sie. Wystarczy pochodzic w kolko. Wyraznie mozna zauwazyc jak dziwnie postac porusza sie „slizgajac sie” po rogach osmiokata, a nie po okregu. Jutiuberzy, ktorzy bronia DS2 przewracaja sie o wlasne argumenty wymieniajac wiecej wad niz zalet. Probuje dalej. Masochizm pelna geba.
  11. Yap odpowiedział(a) na MYSZa7 temat w Graczpospolita
    Dark Souls II SotFS Jestem gdzies tam w jakiejsc grocie z pseudo-konkwistadorami i potopionymi statkami i jedno moge przyznac grze - jest wkurwiajaca w najgorszym mozliwym ujeciu. Zniose gangbangi, zniose te pierdolone stagger fazy, zniose to, ze niektore lokacje sa przesliczne, a niektore brzydkie jak czarna, listopadowa, gradowa noc, zniose nawet jajo. Nie zniose jednak tak durnych hit-boxow i razacej niekonsekwencji w aplikacji poziomu trudnosci. Gra ma strasznie duzo bugow, ktore smierdza w kazdym dziale i na kazdej plaszczyznie. Yhhh, mam nadzieje, ze sie troche przyzwyczaje, ale czuc jak bardzo brakuje tu Miyazakiego, Ito i tego trzeciego, ktorzy pracowali nad Bloodborne.
  12. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Za £10 nie bede grymasil. W sam raz na podroz samolotem cy cuś.
  13. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Mass Effect Legendary Edition - jak widzicie zabawilem sie na calego. Gralo mi sie bez cisnienia, zadnej z misji (a zrobilem wszystkie) nie przechodzilem na sile, absorbowalem kazda linie dialogowa czy fabularna, doswiadczylem rozwoju moich kompanow, ich sukcesow, zawodow…smierci. Z wyjatkiem dwoch przypadkow kazdy z nich wryl sie w historie Sheparda definiujac jego poczynania. Seria ME jest jedna z najbardziej podziwianych przeze mnie franczyz. Czuc, ze chujki z BioWare powycinali zawartosci by pozniej je spieniezyc ponownie w formie DLC, ale…dam temu spokoj. Minelo juz sporo lat. Niektore dodatki uzupelniaja tlo fabularne w znacznym stopniu, a jeszcze inne dodaja moce biotyczne, bez ktorych nie potrafie wyobrazic sobie mojego Sheparda. W wersji Legendary wszystko to jest zazegnane rzecz jasna. „Had to be me. Someone else might have got it wrong.„ Teraz kiedy mysle o tym powiedzeniu Mordina jestem przekonany, ze dokladny cytat powinien zawierac „gotten” bo wielkooki uzywa American English, ale koniec koncow jest to jedno z tych powiedzen, ktore wrylo mi sie w glowe bardziej niz wiekszosc patriotycznych tyriad Sheparda. Mordin jest jedna z najlepszych postaci w grze. Zdecydowanie jedna z najbarwniejszych, z najlepszym rozwojem i finalem. Mordin nie potrafi komunikowac sie z innymi inaczej niz za pomoca werbalnego rozwolnienia. Jego zdania pozbawione sa zaimkow osobowych, wypluwa z siebie glownie logiczne wnioski nie majace nic wspolnego z empatia czy alternatywnym podejsciem, ktore nie jest podparte badaniami i danymi. Tylko logika. I to jak sam dochodzi do wnioskow i konsekwencji swoich wczesniejszych czynow godzacych w istnienie rasy Kroganow dusi mnie do teraz. Nie robi sie juz takich filmow, a co dopiero gier. W ostatniej konfrontacji z Shepardem, w zaleznosci od tego jak poprowadzimy dialog, Mordin moze sie wkurwic na Sheparda, ktory nie widzi dlaczego Salarianin, ktory walnie przyczynil sie do zduszenia plodnosci i dzietnosci Kroganow, pakuje mu moraly i poddaje pod watpliwosc motywy Mordina. Wtedy, i tylko wtedy, doktor wykrzykuje: „I made a mistake!” Pierwsze zdanie, w ktorym okresla siebie jako „ja”. A pozniej udaje sie w objecia smierci ratujac rase, ktora sam skazal wczesniej na wyginiecie. Dlaczego? Had to be him. Somone else might have gotten it wrong. Przez lata romasowalem ze wszystkimi babeczkami w serii. Nie tylko dla samego doswiadczenia odmiennych sytuacji i rozmow, ale tez dla zbadania jak Shepard zachowa sie wobec kazdej z nich. BioWare od poczatku pchaja Shepa w ramiona Liary i to czuc. W przypadku ostatniego podejscia do trylogii nawet sie przed tym nie bronilem bo niebieska jest jedna z moich ulubionych postaci, ktora z dziwnej, nieco nieporadnej w relacjach z innymi dziewczyny przepoczwarza sie w silna, pociagajaca za wiele sznurkow zonglerke informacji. Liara byla, wraz z Wrexem, trzonem mojego fireteamu. Jest bardzo skuteczna biotyczka, ktorej singularity pieknie niwelowalo ataki przeciwnikow, ktorch za darmoche rozwalalem albo przy pomocy flare (umiejetnosc dostepna po ukonczeniu dodatku Omega) lub niszczylem ich zbroje i tkanki przy pomocy Black Widow. Ta ostatnia w ME3 ma trzy naboje w komorze co jest, moim zdaniem, dosc oczywistym overkillem. Ale tak, Liara jest skuteczna zarowno w boju jak i w milosci. Jej aksamitny glos ma wlasciwosci kojace. Mam nadzieje, ze jej sen o malych niebieskich dzieciach z Shepardem i spokojnym zyciu gdzies tam w galaktyce sie ziscil. Shep nie poradzilby sobie bez przyjaciol. Jego wiez z kazdym z kompanow okraszona jest wyzszym badz nizszym stopniem zaufania, ale jego najwieksze uznanie kierowane jest na Garrusa (coz za odkrycie) i Tali. Ta ostatnia jest kolejna swietna i bardzo dobrze zarysowana postacia. Z reszta ona i Garrus sa jedynymi towarzyszami, ktorzy sa czescia ekipy Shepparda w kazdej z czesci trylogii. Tali jest ostatnia osoba w 3ce, ktora wyraza olbrzymie uznanie do Shepa to jak bardzo pomogl jej w zyciu, w jej pielgrzymce oraz jak waznym byl czynnikiem w podejmowaniu decyzji zyciowych. Tali rowniez ewoluowala przez wszystkie trzy czesci wyrastajac na dumna pania admiral. Niewiele pozostalo z jej niepewnosci siebie, niemoznosci prowadzenia jasnych rozmow i wstydu, ktore ja cechowaly na poczatku ME1. Tali nigdy nie zawiedzie Shepa. Nawet kiedy ten odwroci sie od niej w trudnych sytuacjach nie odejdzie z jego druzyny i nie bedzie ryzykowac niepowodzenia misji z wlasnych, prywatnych pobudek. Nawet jesli Shepard zdradzi ja na rzecz Gethow w 3ce, Tali popelni samobojstwo mowiac krotkie „I’m sorry”. Przeprasza go za to, ze juz nie moze byc czescia jego inicjatywy w obliczu straty calej swojej rasy. Mmm, swietne. Ja oczywiscie uratowalem wszystkich, ktorych sie dalo. Jedynie w ME1 poswiecilem Kaidena, ale on, Jacob w 2ce i miesniak z 3ki sa najbardziej mdlymi postaciami. Zalu nie bylo. Ja i tak biegalem wszedzie z Liara, Tali, Wrexem, Gruntem i okazyjnie wybieralem Garrusa badz Legiona. W 3ce nie ma sensu brac kogokolwiek procz Liary i Javika, ktory ma przezabawne komentarze na temat ras, ktore „ewoluowaly z kosmicznej zaby”. Smieszny i skuteczny w walce kolo. Ogrom uniwersum Mass Effect jest ciezki do ogarniecia. Moje wybory byly skoordynowane i jednostronne bo doskonale wiedzialem co robilem i do czego zmierzalem, ale moze sie zdarzyc, ze nawet romansujac z Jack w ME2 jakims cudem pominiemy jej misje w 3ce. I teraz tak, szturmujac baze Illusive Mana napotkamy Jack, ale ze sprana mozgownica walczaca po stronie Cerberusa jako jedna z Phantomow. Wykrzykuje nawet swoje charakterystyczne „I’ll kill you all!!”, ale niestety to my ja zabijamy i to dosc szybko. Moze lepiej rozwazyc uratowanie jej ze szponow Cerberusa. „Alert! Shepard-Commander, these units are hostile!” Mass Effect jest cudowne na tak wielu plaszczyznach, ze z ciezkim sercem mowi sie o niewykorzystanym potencjale. W oryginalnej wersji Legion mial podejsc do nas w misji Normandy Crash Site. Mozna to osiagnac tylko przy pomocy modow i tylko na PC. Nagrano kwestie Legiona i sa one w kodzie gry, ale niestety konsolowcy moga doswiadczyc towarzystwa tego nieoczekiwanego sprzymierzenca dopiero pod koniec 2ki. Rozwiazanie po chuju, ale tak juz jest. Kiedys mocno liczylem na to, ze bede z nim biegal w 3ce, ale wszyscy wiemy jak bardzo ta opcja zostala pokpiona. Jak widzicie na zalaczonym obrazku Shep nie byl w stanie zapobiec smierci setek tysiecy walczacych ze Zniwiarzami. Jest to prawa strona areny wiec wiecie ktory wybor mial najwiecej sensu dla mnie. Catalyst pcha nas w inne opcje, ale zaden sztucznia nie bedzie mi mowil co jest lepsze dla cyklu galaktycznego i zywych organizmow. Tutaj moze zatrzymam ten chaotyczny wylew slow bo moglbym gadac o tej trylogii nieprzerwanie. Osobiscie widze ja na gorze Rushmore gdzie jej pozycja serii doskonalej z minusem jest niezagrozona. Zostawiam Was z tym przesmiesznym filmikiem podsumowujacym najlepsze mody do tej serii. No ale to tylko PeCeciarze moga doswiadczyc.
  14. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Zrobiles przypadkiem platyne? Mi wpadla ot tak - idac przed siebie. Gra moze sie podobac lecz tylko i wylacznie grajac w to raz. Drugi raz mogl by ukazac wszystkie braki. James nie jest zadnym dresem wiec nie wie zbytnio jak machac bejzbolem. Co wiecej, widac, ze ma zupelny brak wyszkolenia strzelniczego. Walczy za pomoca kawalka drewna, pozniej rurki, w bardzo niezdarny sposob, trzyma palec na spuscie zamiast miec go w gotowosci na obreczy. Jego nieumiejetnosc obchodzenia sie z bronia jest, a przynajmniej powinna byc, zrozumiala. Moje osobiste odczucia wzgledem remake’u sa bardzo pozytywne, ale to dlatego, ze dlubanie w grze i odkrywanie co raz to nowszych rewelacji sprawialo mi sporo frajdy. James jest naprawde mocno psychicznie zwichrowany.
  15. Yap odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Mialem nie marnowac Waszego czasu mieleniem tematu sprzed lat, ale Dark Souls Remastered zaprosilo mnie na kolacje, a spedzilismy ze soba urlop z opierdolona kratka piwa. Usiadlem zatem przy pierwszym ognisku i rozpoczalem mozolna wspinaczke ku platynowemu szczytowi. Znajac niemal kazdy zakamarek nie mialem problemu z levelowaniem czy znalezieniem odpowiednich tasakow, ale szczerze powiedziawszy do samego konca moja glowna zabawka byl Divine Zweihander. W kilku przypadkach musialem posilkowac sie innym orezem, ale to dlatego, ze co bardziej ruchliwi bossowie byli zbyt trudni do okielznania czy trafienia przez ten, badz co badz, ciezki miecz. Natomiast to jak pieknie wkomponowywal 95% przeciwnikow w glebe cisnelo szeroki usmiech na moja starcza morde. Zweihander odrabal rowniez kazdy ogon-bron. Nawet Priscilla nie oparla sie takim rozmiarom, a przeca to krewka i duza dziewucha. Chcialbym zwrocic uwage na kilka aspektow tej gry, ktore rozwalily mnie za pierwszym razem (a raczej za pierwszym podejsciem, ktore zakonczylem na NG+5). Po pierwsze, zeby wejsc do olbrzymiego obrazu w jakims tam pomieszczeniu po drodze do bossa w Anor Londo trzeba wrocic na, doslownie, sam poczatek gry, po drodze ubic tlustego bossa i wrocic do obrazu gdzie napotkamy takie perelki jak pomieszczenie z zywymi kolami (?!?!), ktore zmiela postac w sekunde. Po drugie, From Soft bierze kase za DLC, ale nie daje ci tam po prostu wejsc - co to to nie. Gracz musi zatluc hydre, zrestartowac gre, zeby pojawil sie krysztalowy olbrzym, zaciukac drania, pogadac z babeczka, ktora byla w nim uwieziona, iii…przejsc pol gry, zeby zajebac kolejnego olbrzyma (tym razem srebrnego) i dopiero mozna wlezc do dodatku. Ale gdzie jest wejscie? Jest jeszcze ten jeden ukryty obszar, ktory mozna odblokowac tylko nakladajac pierscien, ktory znajdujemy w Katakumbach, czyli zupelnie innym, fhui oddalonym miejscu. Nie wspomne o questach, ktore sa dosc wazne dla skompletowania cudow, piromancji, kamykow niezbednych do podbicia broni, itd. Miyazaki to zabawny koles. W moim skromnym ujeciu jego gry to utwory Mozarta gierkolandii. Przede mna jeszcze nieruszone DS2, DS3 i Elden Ring. Wkurwiania wystarcz mi do konca moich dni.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.