Czy ktoś się orientuje jak wygląda sytuacja z wyprowadzaniem psów? Czy pies musi być na smyczy chodząc na spacer między blokami? Jest na to jakiś przepis?
Bo sytuacja wygląda następująco, mam kota, który wychodzi na zewnątrz, tylko ze mną, nie oddała się zbytnio ode mnie, gdzieś w pobliżu mnie zawsze jest.
Dziś siedząc przed klatką, kot sobie leżał za krzaczkiem w cieniu obok mnie, widzę, że zza bloku wychodzi taki gówniarz z klatki obok z pitbulem czy innym amstafem, serce mi stanęło dosłownie jak zobaczyłem to bydle, było zajęte jakimś patykiem akurat, ale bez smyczy, bez kagańca, nie zauważył mojego kota, no ale bez jaj, takie psy chyba nie mogą sobie ot tak biegać luzem. Nie wiem czy jest sens zwracania uwagi temu gnojowi, bo to jest taki typowy cwaniak, raz go już widziałem z tym psem, szedł z jakimś kumplem, wtedy akurat pies był na smyczy i ten kumpel mu mówi, żeby trzymał psa, bo kot tu jest, to tylko słyszałem, że mu odpowiedział, że ma to w dupie, to nie jest jego problem. Trochę mnie zagotował już wtedy, ale pies był na smyczy, więc olewka.
Dziś go spotkałem, jak pisałem wyżej, pies sobie luzem idzie. No kurwa, nie może chyba tak być?