Oj, podyskutować można, ale prasa obecnie jest w takiej sytuacji, że żadne kombinacje mogą czasopisma nie uchronić od upadku. Czy to postawienie na 100% publicystyki, czy też 100% recenzji - zgon może przyjść po każdego, bo to już nie jest kwestia zawartości, ale samego medium. Możemy sobie teoretyzować, ale starych czytelników i tak będzie ubywać szybciej, niż przybywać nowych i ani super aktualne recenzje, ani wykwintna publicystyka tego diametralnie nie zmieni. Ja osobiście się cieszę tym, co jest i wydaje mi się, że PE wyważono optymalnie - minimum newsów, bo te już przy premierze numeru są przestarzałe, sporo recenzji (bo te termin przydatności do spożycia mają dłuższy) i dużo publicystyki, również tej niezwykle sprawnej literacko, a przecież mówimy o “gazetce z grami” i dziele pasji po godzinach. Do tego autorzy, których znamy od lat i nawet jeśli nie za wszystkimi jednako przepadamy, to trzeba przyznać, że redakcyjny kręgosłup jest mocny i dość stabilny. Porównując redakcję PE do tej z CDA, gdzie co chwila dochodzą nowe twarze, a starych autorów coraz mniej, to PE jest jak grupka starych znajomych, pośród których czujemy się swobodnie. Jeśli PE przestanie się kalkulować, to Perez wyciągnie wtyczkę, ale myślę, że nawet wtedy nikt nie będzie mu miał tego za złe, bo znając jego postawę, to będzie ostateczność. A póki co? Czytajmy, kupujmy, dyskutujmy i grajmy w gierki.
Ja wiem, że trochę spóźniony jestem, ale wiadomo jak to grudniowy okres przedświąteczny - czasami trudno znaleźć czas na wszystko.
Niemniej jestem, czy ktokolwiek czekał, czy nie.
Z satysfakcją chciałbym oświadczyć, że moje proroctwo dotyczące czterech kolejnych miesięcy z kiepskimi okładkami (cena, jaką musieliśmy zapłacić za cztery udane okładki SH2) się nie ziściła. Po średnio udanym (ale zapewne koniecznym) PS5 Pro w zeszłym miesiącu, teraz otrzymaliśmy cover na wskroś udany. Może nie tak klimatyczny i nastrojowy, jak te z SH2, ale za to rewelacyjny kolorystycznie. Cóż, trzeba chwalić ładne rzeczy, niech ludzie odpowiedzialni za dobór materiałów graficznych i pewną zbawienną zachowawczość w kwestii ładowania na okładkę napisów poczują lekką dumę. Nie wiem komu konkretnie zawdzięczamy okładki, których nie musimy się wstydzić przed rodziną, może to wysiłek kolektywny kilku osób, ale może się dowiemy kiedyś. Tymczasem: doskonała robota.
A co w środku?
Ojacie, reklama na dwie strony, fiu fiu, widać, że Microsoftowi zostało jednak jeszcze trochę drobnych w portfelu po wydatkach na Acti-Blizz. Pewnie zaoszczędzili na tych licznych zwolnieniach. Potem jeszcze dwie strony Xiaomi (nawet przeczytałem całe i nie bolało), kilka pojedynczych stron. Coraz bardziej jestem ciekawy jak taki DOBROBYT reklamowy przekłada się na finanse, może kiedyś również się dowiemy choćby orientacyjnie. Niemniej kibicuję i jako czytelnik nie mam nawet za złe, że odbierają one mi tych kilka stron treści, bo jak już w temacie słusznie zauważono - ekonomiczne prawidła sugerują, że to dobra wróżba dla pisma i wydawnictwa.
Newsy. Klasycznie są wieści o Wiedźminie/CDPR. To news z cyklu: “no robimy, robimy dalej, miło że pytacie”. I tak co miesiąc, na zmianę z tym, że GTA6 nadal powstaje, albo o tym, że będzie nowy CoD. Filary działu, ostoja branży.
Nie wiem czy zauważyliście, ale Zabłocki to teraz Maciej. Przez chwilę nie wiedziałem kto to jest ten Maciej, dopiero fotka w Cytacie Numeru pozwoliła mi połączyć kropki. No ale jasne, co tak po nazwisku będziemy. Byle nie wszyscy jednocześnie, bo ja zgłupieję, jeśli w kolejny numerze zamiast nazwisk pojawią się Adamy, Kacpry, Krzyśki czy Sebastiany.
Grucha dostał dwa zdania do napisania, ale i tak zdołał wcisnąć swoje popisowe “na pewno ciekawy”. Zresztą w newsie o remaku Bloodborne (biegający żart) też przemycono lekki “Grucha touch”, więc jak kiedyś się okaże, że newsy pisze Wojtek, to nawet nie będę zaskoczony.
Ohayo Nippon. Kiedy recenzja "YoppaRising"? Czy jeśli będę podczas gry naprawdę pijany, to gra to uzna za cheat? Aż mi się przypomniał materiał w starym PE, gdzie Zgredy robiły turniej z kilkoma grami i masą alkoholu. KIEDYŚ TO BYŁ DOBROBYT.
Dobre, bo polskie. Kroolik znowu zamulił cyferkami i niszowymi plebiscytami. Trochę kiepska forma ostatnio u autora. No i w ramce premiery listopada, gdy numer ukazał się na początku grudnia, więc już na wejściu info przeterminowane. Chyba że to tak ma być, albo głupio było robić ramkę tylko dla dwóch grudniowych tytułów.
DDB FTW Warsaw. Strasznie pojebana nazwa tego “partnera”, Brzmi jak jakiś klub dla fetyszystów, zapomnę ją już jutro. Mimo wszystko doceniam, że reklama zawiera ten czynnik ludzki i nie jest tylko starannie wycyzelowanym bełkotem marketingowym, a przynajmniej nie sprawia takiego wrażenia. A że na zdjęciu grają na konsoli niepodłączonej do zasilania? Ważne, że się dobrze przy tym bawią.
Konsolometr Nintendo donosi: GRACZE WCIĄŻ GRAJĄ NA SWITCHU. A ja pytam: mają inne wyjście? Na WiiU mają grać?
PS5 Pro po miesiącu. Wnioski te same co miesiąc temu w sumie. Widzimy się za rok w materiale PS5 Pro po roku. Może wtedy wreszcie będzie warto zainteresować się konsolą i będą na to namacalne dowody?
Indiana Jones. W sumie szkoda, że nie udało się zorganizować recenzji, skoro premiery gry i PE były tak zbliżone. No, prawie, bo “deluksiarze” grali już trzy dni wcześniej i trochę razi mnie ten trend w przypadku takich gier. Gdzieś się nieco rozmywa ta premiera przez taki rozstrzał. Jedni grają, inni czekają - trochę to niekulturalne. W restauracji też zaczynasz jeść, zanim towarzysze ostaną swoją porcję? Toast też wypijasz przed wszystkimi? Takie rozciąganie premiery w moim odczuciu odbiera jej moc pierdolnięcia. Playtest Kamińskiego trochę spełnia zadanie i nawet hajpuje, chociaż ja i tak zagram dopiero za parę miesięcy, hehe. Póki co musi wystarczyć odświeżenie trylogii filmowej. I znów miałem nadzieję, że tym razem w "Świątyni Zagłady" pojawią się naziści. I znów się zawiodłem. Indy ich potrzebuje jak Batman Jokera.
Hyde Park.
Zax ROZSROŻONY, ale najwyraźniej miał powody. Aż trochę dziwne, że nie wsiadł na innych recenzentów.
Kacper “ja tam lubię” Adamus. Dobrze, że do gier BioWare osobiście podchodzę dość chłodno, bo teraz okropnie bolałaby mnie forma studia. Teraz? Od lat w sumie, więc może już bym się zdążył przyzwyczaić do bólu?
Roger, to nie od widoku jacka z lodem nóg z waty dostajesz. To od jego spożycia ten dyskomfort.
Grabarczyk sugeruje, że jest coraz większy, więc ewentualną krytykę też należy rozważyć. No i po co te czarne myśli związane z TGA? Widzisz? Nie było tak źle. Może ta branża zachowuje jeszcze szczątki kreatywnej duszy. A z indie mam jak z remakami - fajnie że są, ale lepiej jak funkcjonują obok dużych i świeżych gier, niż zamiast nich.
Konsolite. Niestety, ale nie mogę być podekscytowany, bo nadzieja jest pierwszym krokiem do rozczarowania, ktoś mi to nieustannie wbija w głowę, nie wiesz przypadkiem kto? Podekscytuję się (albo nie, zależy) jak zobaczę.
W Headshocie za to wyjątkowo niemrawe i pesymistyczne nastroje. Nawet Koso dość stonowany, a on zawsze jakoś potrafił optymistycznie zabarwić ten kącik, bo że Konsolite i Anonim są zgryźliwi, to już się przyzwyczaiłem. Apeluję więc do Marcina - nie daj się zarazić sceptycyzmem, jeszcze nie jest za późno, a ja trzech marud w Headshocie nie zniosę.
Recenzje.
Microsoft Flight Simulator 2024. Zax ostro i to mi się podoba, o to chodzi! No, ale pewnie byłoby kuriozalnym, gdyby bronił stanu gry na premierę, choć nie wątpię, że serce mu pęka. Nie zawiódł jednak, musiał pozostać sobą (zapewne by zachować resztki zdrowia psychicznego) i obowiązkowa pretensja w stronę mitycznych “innych recenzentów” musiała się pojawić, bo to chyba już jakiś syndrom. Obawiam się tylko tego, że teraz przez cały rok będziemy od Zaxa czytać jak to naprawili to czy tamto i będzie już nudno. Gdyby gracze mieli zapłacić za taką grę na premierę 300 zł to szybko poszłyby zwroty.
A że to i tak do GP, to gracze gówno mogą zrobić, poza strzelaniem focha.
LEGO Horizon Adventures. Nawet zachęcająca treść. Lubię dwustronicowe recenzje Adamusa, bo to literacka przyjemność. Merytorycznie nie podyskutuję, ale brzmi to wszystko lepiej, niż oczekiwałem po tej grze. Najwyraźniej problemem jest tutaj znaczne przecenianie siły marki przez Sony. Liche wyniki na Steam sugerują, że Horizon tak naprawdę grzeje tylko garstkę graczy spoza ekosystemu PS. Bo na fanów LEGO nie ma co liczyć tym bardziej - oni wolą kupić kolejny zestaw klocków, niż gierkę. To na fanach Horizon spoczywał ciężar zrobienia liczb w wynikach i te nie są imponujące. No, ale Sony twardo grzeje temat Horizon, remasteruje jak tylko się da, nawet PSVR2 dostąpił zaszczytu i zapewne już drugiej tak znaczącej marki Sony na goglach nie zobaczymy. A tymczasem niewielu się tak naprawdę ekscytuje kolejnym Horizonem. Coś wyraźnie tutaj nie bangla, ale w Sony wyparcie faktów. A gra? Pewnie dam szansę, jak dostanę za darmo w abonamencie. Aczkolwiek nie obiecuję.
Dragon Age: Straż Zasłony. Doceniam, że wbito szpilkę za “access journalism”, bo się należało chujkom. Doceniam też całkiem sensowną treść recenzji od Rozba, który raczej celnie punktuje uciążliwości oraz nietrafione decyzje twórców. A całość chyba najlepiej podsumowuje tytuł 3 groszy Adamusa - Dragon Age tylko z nazwy.
Warcraft. Może mi umyka jakiś niuans, albo żart, ale w pierwszym akapicie z kontekstu powinno być “przekucie”, zamiast “przekłucia”?
Genshin Impact. To jest idea recenzji, która znalazłaby sens w dziesiątkach innych przypadków i co jakiś czas temat wraca. Rewizja stale rozwijanej gry po latach od pierwotnej recenzji. Ile jest takich gier, które po roku, dwóch, trzech diametralnie się różnią i są wielokrotnie większe/lepsze, niż przy premierze. Ja wiem, że na przeszkodzie zwykle stoi fakt, że żaden ze Zgredów w dany tytuł już dawno nie gra, ale kurde, chętnie bym poczytał na temat tego, co aktualnie słychać u niektórych gier sprzed lat. Genshin Impact doczekał się kolejnej recenzji z okazji wydania na XSX. Aż prosiło się, żeby przypomnieć o takim Sea of Thieves, gdy po wielu latach rozwoju debiutowało na PS5. Gran Turismo 7 i dodany jakiś czas po premierze tryb PSVR2? Stardew Valley, które po latach rozszerzeń imponuje zawartością jeszcze bardziej? Beat Saber to już dawno nie jest ta sama gra, co na premierę, gdzie oferowała ledwie kilkanaście utworów. Dziesiątki rogalików (Dead Souls, Vampire Survivors), wyścigów, strzelanek. Cała masa gier zasługujących na uwagę teraz, bo przy premierze może czegoś im zabrakło (zawartości, szlifów). Przecież to jest pomysł na cały cykl powrotów po latach, nawet niekoniecznie w formie recenzji, a czegoś w stylu “co słychać u [tytuł gry]?” na przecięciu recenzji i publicystyki.
Ja wiem, że nie będzie komu to pisać, ale pomarzyć można.
Metal Slug Tactics. Ech, tylko nie elementy rogalika… To mnie nieco zniechęca, ale pewnie grą się zainteresuję, gdy trafi się jakaś sroga promocja, wpadnie do abonamentu, albo wydadzą ładne pudełko, bo gra prezentuje się ślicznie. W ogóle Konsolite w formie, bo to już druga recenzja na stronę. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, aż dziwnie się czyta.
Stalker 2. Trochę sprzecznych informacji (kwestia inwentarza) i mam wrażenie, że HIV nieco niesłusznie krzywdzi Stalkera zarzutami o małej epickości i ślamazarności, bo o ile się orientuję, to osobiście nie tego bym po tej grze oczekiwał (więc bym się nie zawiódł). Nie wszystko musi być przebojowe, czasem warto docenić pewną metodyczność i ułożony gameplay. No, ale może to tylko moje wrażenie, niemniej z HIVem mam taką “relację”, że zawsze szukam innych opinii i nigdy nie decyduję się na zakup (bądź z niego rezygnuję) tylko na podstawie jego recenzji. Doceniam niewyparzony język i mało dyplomatyczne opinie, ale zdaję sobie sprawę, że czasem może go ponieść fantazja.
Empire of the Ants. Zapisuję w pamięci, że gry skreślać nie warto, bo szczerze mówiąc spodziewałem się crapa. Adamus ma raczej wyważone opinie, potrafi je sprawnie przekazać i to na mnie działa jak afrodyzjak. Szkoda, że już jest zajęty.
Farming Simulator 25. No no, doceniam, że zatrudniliście eksperta do recenzji. Taki spec to pewnie za wierszówkę bierze trzy razy tyle, co zwykły recenzent, co? Ale warto było. Bez wątpienia najlepsza recenzja tego numeru.
Slitterhead. Mazziemu udało się mnie zaintrygować. To znaczy sam tytuł i tak gdzieś tam krążył po orbicie zainteresowań, bo to Toyama i nawet przeciętne opinie jakoś znacząco mnie nie zniechęcały (w końcu crap to nie jest), a Mazzi dołożył swoje pozytywne trzy grosze i to w sumie mi wystarcza. Może będzie strata czasu, może coś unikatowego, na dwoje Starucha z lochów wróżyła, ale nawet nie będę miał Mazziemu za złe, jeśli nie siądzie gierka.
Stalker Trilogy. Kurde, ta trylogia na “duże” konsole ukazała się już kilka miesięcy temu (tutaj mowa o wydaniu na Switcha, czyli port dla masochistów), ale ja nie pamiętam, czy była w PE recenzja. Wyciągnąłbym te kilka numerów i przejrzał spis treści, ale przypomniałem sobie, że te nie są ułożone alfabetycznie, więc już mi się kurwa nie chce szukać. W PS3 Extreme zrobiono to z głową, a PE z jakiegoś powodu nadal stosuje tę niepraktyczną segregację.
Ys X: Nordics. Ja tylko przy okazji chciałbym odnotować, że Aysnel najwyraźniej przejmuje pałeczkę w kwestii JRPGów wszelakich (ale przecież nie tylko) i to w sumie mnie cieszy, bo lubię chłopa. Wyważony, nie gwiazdorzy jak Zax, widać, że ma pojęcie o tych wszystkich dziwnych uniwersach i lubi waifu przebierać w różne ciuszki, co? Może czasem brakuje pazura, jest aż zbyt profesjonalnie i na chłodno, ale może trzeba mu też dać coś na dwie strony, by mógł rozwinąć skrzydła? Bo póki co wygląda na to, że Aysnel priorytezuje treść, a formę poświęca na ołtarzu. Niemniej doceniam coraz bardziej.
Song of Conquest. Nie śmiejcie się, ale HoM&M to nie moja domena. Za małolata lubiłem oglądać jak szwagier w to gra, ale samemu w sumie mnie nie ciągnęło. No wiecie, na tej samej zasadzie co się lubi oglądać curling, albo rugby, ale niekoniecznie samemu w tym brać udział. Ale kurde, 9- brzmi sążniście, nawet jeśli wezmę to przez pryzmat faktu, że Adamus to dzieciak PC i prawdopodobnie pod tym względem trochę spaczony. Nie wykluczam, że grze dam szansę, choć prawdopodobnie znudzę się po godzinie, albo pięciu. Lekko boli zaledwie pół strony na recenzję. Szkoda, bo poczytałbym więcej.
Red Dead Redemption. Najpierw czytam recenzję RDR w aktualnym numerze PE, potem czytam recenzję RDR w wydaniu PS3 Extreme o grach już podchodzących pod retro i tak się zastanawiam, który rok właściwie mamy? Zabawny zbieg okoliczności w sumie. A ocena niby efekt kompromisu, ale coś czuję, że i tak w niej więcej serca, niż głowy. Treść bardziej surowa, ale kto w ogóle czyta treść?
Metro Awakening. Mmm, udana gra na VR. To już pewnie trzecia w historii! Wydarzenie warte otwarcia szampana. Napiszę tak - biblioteka gier PSVR2 dla mnie i tak jest wystarczająca, bo nawet tych kilku gier na krzyż nie mam kiedy ograć. Dopiero co skończyłem Vertigo 2, a już w sumie mam klęskę urodzaju w wyborze co kolejne ograć. I Metro wskakuje wysoko na listę. Recenzja na całą stronę. Miłe zaskoczenie.
Retrorecenzja. Recennzji nowego Indiany Jonesa nie ma, więc musi wystarczyć edycja SNESowa. Oczywiście w wydaniu Adama to zwykle jest coś więcej, niż recenzja. Coś na pograniczu recenzji i publicystyki, bo zawsze dotyka też tła epoki, kontekstu i grzebie nieco głębiej, niż “no fajnie się skacze”. Umówmy się - te gry już nie potrzebują klasycznych recenzji, nawet nie wiem czy jest sens im wystawiać jakiekolwiek oceny. Ale te dwie strony od redaktora Piechoty to zawsze jest jakiś przywilej dla gry i okazja, by zabłysnąć na nowo po latach. Nawet jeśli przez ten krótki, ulotny moment.
Publicystyka.
Sekslalki. Jestem niezwykle miło zaskoczony, bo Mazzi w mojej opinii miewał ostatnio gorsze i lepsze momenty. Ale tutaj jest właśnie taki, jakiego lubię czytać. Zaangażowany, profesjonalny, ale potrafiący rozluźnić czytelnika subtelnym żartem, albo literackim popisem (mój ulubiony fragment to ten z peonią Aerith). Bardzo przyjemnie się to czytało, treść ma styl, wyobrażam sobie, że Mazzi pisał to przy blasku świec i zapachu kadzideł, bo chwilami robi się aż zbyt romantycznie. Następny krok? Testy lalek na łamach PE. Zamiast testów kolejnych joypadów. Czytałbym.
Interfejs. Z Sebastianem zawsze mam ten problem, że dobiera o tematy, które wręcz wymagają wybiórczej selekcji. I zawsze czuję niedosyt. Bo nie wspomniał o tym, czy o tamtym. Choć zdaję sobie sprawę, że z racji ograniczonego miejsca nie zawsze może poruszyć każdą kwestię i wyróżnić każdą grę. Szeroka tematyka to duże wyzwanie, a często ścieżka ku zgubie, bo może przytłoczyć. Ryzykowna sprawa. Niemniej Kochaniec ma przyjemny styl, jest raczej dobrym obserwatorem tematów, które porusza, czuje się w nim swobodnie i zwykle unika gubienia czytelnika w treści, więc doceniam. Ale no właśnie - zawsze jakiś niedosyt.
Bloodborne jak Mario. Warte odnotowania z tego względu, że o ile się nie mylę, to Cypher debiutuje w PE? A jeśli nie debiutuje, to z pewnością wraca po długiej nieobecności. Choć raczej to pierwsze. Cypher pojawiał się wcześniej w specjałach o Dreamcaście i Arcade, więc najwyraźniej mamy do czynienia ze znajomym Majka, skoro to on był rednaczem tamtych wydań. I git. Bloodborne Kart to fajna inicjatywa, która zasługiwała na szersze naświetlenie.
Filmowcy w świecie gier. Wątek del Toro obszernie potraktowany i ciekawy. Reszta taka se, więc im dłużej trwa tekst, tym bardziej traci tempo i gubi uwagę czytelnika. W zasadzie cała reszta “filmowców” (poza del Toro) wydaje się pojawiać w świecie gier tylko na zasadzie “a zajrzę co tam się dzieje, może zrobię jakąś grę, jak trudne to może być?”. A potem okazuje się, że potrzeba zaangażowania i wielki pan filmowiec nie jest w stanie być elastyczny na tyle, by podjąć wyzwania. Podsumowując - wystarczyłyby dwie strony i podjęcie tylko del Toro.
Sekrety remake’u Silent Hill 2. Jestem całkowicie zafascynowany ilością sekretów, mrugnięć okiem i teorii, które towarzyszą SH2 od Blooberów. Na tyle zafascynowany, że o wszystkich wymienionych sekretach wiedziałem już przed lekturą tekstu Komodo, bo wcześniej zdążyłem obejrzeć kilkanaście materiałów na YT. Sama gra jest rewelacyjna, ale ilość detali i niuansów, które upchnęli tam twórcy pokazuje tylko, z jakim sercem do tego remake’u podeszli. Tym samym choć Komodo niczym mnie nie zaskoczył, to doceniam, że zebrał najciekawsze wątki w miłą dla oka całość i sensownie poukładał. Dla kogoś, kto wcześniej samodzielnie nie zgłębił tematu to może być fascynująca lektura.
Limited Run. Trochę ta idea zaczyna się rozchodzić w szwach, bo coraz więcej gier pojawia się po czasie w normalnej dystrybucji. Coraz mniej tam rzeczywistych exclusive’ów, choć perełki wciąż się zdarzają. Ogromny minus to kwestia wysyłki spoza UE, więc jeśli gra kosztuje 40$ to należy do tego doliczyć kolejne 20$ za VAT i wysyłkę do Polski. Ale jak kurde wydali Tombę! w pudełku, to nawet sekundy się nie wahałem. I tak dużo taniej, niż pudełko na PS1, hehe. Coś czuję, że cały ten Carbon Engine to będzie ostro żerował na mojej nostalgii. LRG ma dużo za uszami, ale czasami dostarczą taki KĄSEK, że kolana się uginają.
Kacze opowieści. Rozczarowanie, bo dwie strony nie dają przestrzeni nawet na 1/3 potencjału. Strasznie to wszystko pobieżne i w porównaniu z pozostałymi tematami to zbyt skromny materiał.
Valkyrie Profile. Kubica tematycznie trafia w moje serce raz za razem. Imponuje też riserczem, choć zakładam, że wynika on z faktu, że od wielu lat interesuje się tematem i czuje się jak żelek w JRPGu. Kubica strasznie intensywnie rozdrapuje też moje rany i drażni wyrzuty sumienia, bo wiele gier o których pisze nigdy nie ukończyłem, bo brakowało zapału, coś mnie odciągnęło, albo się odbiłem. Najpierw Final Fantasy Tactics, potem Vagrant Story, teraz Valkyrie Profile - z wszystkimi romansowałem, z żadną nie dałem sobie szansy na głębsze uczucie. Ale dam, wierzę. A materiał? Klasa i szyk, brawo.
Mafia. I Ty Kacper? Przeciwko mnie? Nigdy nie grałem w żadną Mafię. Po latach doszedłem do wniosku, że to wynika z mojej niechęci do tematyki gangsterskiej. Nie oglądałem żadnych filmów (Ojciec Chrzestny? No coś słyszałem, że jest jakiś), nawet GTA skończyło się dla mnie na Vice City, choć wciąż się okłamuję, że ogram GTAV. Nie wiem co jest ze mną nie tak. Zero pociągu do tematyki. Ale. Po lekturze tego artykułu uznałem, że JEŚLI miałbym się przełamać, to będzie to Mafia, bo podoba mi się wszystko o czym piszesz i jak piszesz. Jestem kompletny ignorantem w temacie tej gry, więc nie mam nic do dodania, poza tym, że lektura była tradycyjną przyjemnością i dziękuję za każde zdanie.
The Warriors i Ulice w ogniu. W Wojowników grałem jeszcze na spiraconym PS2, a krótko potem ściągnąłem film (możliwe, że z eMule) i obejrzałem. Taka zajawka była. Wynika z tego, że gra okropnie mi siadła, przeszedłem całą i w zasadzie od lat zbieram się na replay, by skonfrontować zapamiętane wrażenia. Tamten Rockstar był wybitny. Nadal jest, ale obecnie zadziwia raz na 8-10 lat, wtedy potrafił to robić co kilka miesięcy. I przy tym zaskakiwać. Teraz jest gwarantem, ale już nie niespodzianką. A "Ulice w ogniu" dodałem do listy odtwarzania, bo w sumie chyba nie miałem nawet okazji obejrzeć. A może miałem, ale byłem zbyt młody, by pamiętać? Okaże się, jeśli podczas seansu wspomnienia wrócą.
Code Veronica. Wiem, że zabrzmię jak zgrana płyta i ktoś uprzedzony, ale wciąż widzę tutaj potrzebę okrojenia tekstu ze zbędnego tłuszczu. Zarzucając banałem napisałbym, że często mniej znaczy więcej. Tymczasem Krzysiek wciąż ma problem z wyzbyciem się nałogu, by koniecznie upchnąć w treści każdą informację, do której dotarł. Każde nazwisko, każdy krok. A nawet jeśli nie każdy, to wciąż jest tego za dużo. Chwilami przypomina jakiś memiczny wpis na 4chanie czy innym gównie. No wiecie, coś w stylu:
> Bądź mną
> Znaj Okamoto
> Okamoto robił pierwszego RE
> poznajcie Kamiyę
> a to Mikami
> Mikami kocha Segę
> Bernie Stolar, znacie?
Ja w zupełności rozumiem jaka jest idea i do czego to dąży. Łańcuch przyczyn, ale te ogniwa momentami układają się tak gęsto, że treść przestaje być elastyczna. Może warto czasem świadomie pominąć jakieś etapy albo wątki, aby oszczędzić czytelnikowi przebijanie się przez nawał nazwisk, nazw własnych, dat? Czytelnicy to proste stworzenia - prędzej wybaczą braki merytoryczne, niż to, że treść się ciężko czyta i grzęźnie w faktach.
Tutaj szczególnie początek bywa trudny do sforsowania, ale im dalej, tym chyba lepiej (albo idzie się przyzwyczaić).
No i oprawa graficzna materiału jest taka “PSX Fan z lat 90.”.
Extreme Plus. Tetris. Sporo lania wody, a na tym się znam, bo dzięki temu zaliczyłem maturę z polskiego. Kwestia "upraszczania Pentomino" poruszana jest przynajmniej dwukrotnie na przestrzeni dwóch akapitów (obok siebie). Ale to jeszcze nic w porównaniu z poniższym. Zacytuję fragment (strona IV):
To jest tak bardzo złe, że brak mi słów. Trzykrotnie powtórzono informację o tym, że nie było żadnych korzyści i zysków, czasem zdanie za zdaniem.
A żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli o tym fakcie, to kilka akapitów dalej czytamy (Strona VI):
Okropnie się to czyta, gdy na przestrzeni kilku akapitów autor zmusza cię do przyswajania tej samej informacji wielokrotnie. Jakby tłumaczył idiocie.
Te znaki są bezwartościowe. Jak tekst stworzony przez AI i przeglądnięty jedynie pobieżnie. To już skrajne przykłady, ale cały tekst pełny jest takich "to samo, ale innymi słowami".
Extreme Plus szoruje po dnie. Te strony wydają się wręcz oderwane od całości, nie obowiązuje ich kontrola jakości (bo przecież trafiają tylko do garstki Patronów, więc nie warto się wysilać) i w zasadzie mogłoby ich nie być. Myślę, że na tym etapie dla Patronów to żadna zachęta (wspierają i bez Extreme Plus), a nowych i tak nie zachęci.
Comix Zone. Muszyński, gdzie jest Śmierć Supermana?! Rok temu przemilczałem brak Maximum Carnage, ale teraz nie wybaczę. No i kurde, duży plusik dla Rogera za dodatkową stronę poświęconą wydawnictwom okołogrowym. Nie żeby mnie do czegokolwiek przekonał, ale inicjatywa warta promowania zawsze.
BAKA. Wspominam o tym tylko dlatego, że jeśli ja tego nie zrobię, to nie zrobi tego nikt. Czuję ciężar odpowiedzialności. Będąc szczerym to przyznaję, że "Ranmy" nie znałem (żadne zaskoczenie), ale fabuła wydaje się na tyle pojebana, że choć jestem zaintrygowany, to pewnie i tak nie obejrzę. Tak z grubsza wygląda moja relacja z kącikiem Konsolite.
Felietony.
Zax. Ojejej… Wszyscy bawimy się w 30 FPS i jest super, hehe. Celowanie kontrolerem przybliża do bitewnej rzeczywistości. Sam jestem konsolowcem z krwi i kości, ale czułbym wewnętrzne zahamowania przed wypuszczeniem tego rodzaju tekstu na publiczny widok. To takie wybieranie wisienek, które pasują do naszej teorii i świadome pomijanie tych, które jej przeczą. Niepotrzebny i niskich lotów felieton.
Walkiewicz. Tak wiele platyn, tak niewiele wartych wysiłku i uwagi. Suicide Squad? Concord? Ta sama gra w edycji na różne platformy? Michał, to już pachnie chorobą, uzależnieniem, a może nawet fetyszem. Aczkolwiek PUCHAREM ŻYCIA trochę się odepchnąłeś od krawędzi, bo fakt - Helldivers 2 ma udany balans dzbanków. Trzeba uniwersalności i finezji.
Marcellus. Sprytnie. Autor nie bierze pieniędzy za felieton. Dzięki temu co miesiąc może nas zadręczać i molestować korporacjami i kapitalizmem. Bo kto wyrzuci pracownika, który nic nie kosztuje? Niech siedzi, pozamiata, przypilnuje gdy wszyscy pozostali muszą wyjść.
Piechota. Gdyby się tak skutecznie odciąć od internetu na miesiąc, albo dwa, to gwarantuję, że recenzje w PE wróciłyby do łask. Tylko no właśnie - to iście baśniowy scenariusz nie do zrealizowania. Ale faktem jest, że publicystyka ma dużo większą wartość literacką, edukacyjną, ogólnorozwojową. Każdy znak postawiony w publicystyce potrafi być trzykrotnie cenniejszy od tego w recenzji byle gierki. Wymaga więcej pracy i zaangażowania.
Ale mimo to daleki jestem od zdania, że publicystyka powinna znacząco zdominować zawartość czasopisma. Powtórzę to, co pisałem we wstępie, ale cenię balans PE i fakt, że wciąż w dużej mierze pozostaje wierny recenzjom i nie pomija nawet mniejszych tytułów. To zawsze budzi jakieś emocje, zwraca uwagę na gry, które moglibyśmy pominąć i jest… no, tradycją PE, nawet jeśli odstającą o współczesności. Osobiście będę bronił równowagi recenzje/publicystyka w PE, bo nie sądzę, aby dominacja którejś "frakcji" miała być ratunkiem. No, ale ja jestem z tych, którzy czytają wszystko w PE, więc pewnie nisza w niszy.
Przy okazji Adam zaszczepił w mojej głowie ciekawą ideę. Ilu ze starych redaktorów zostałoby na pokładzie PE, gdyby ze stron czasopisma wyrzucić recenzje? Ilu autorów zaczęłoby pielęgnować pasję pisząc felietony, publicystykę? Ilu z nich nadal byłoby w stopce, gdyby nie darmowy kod na grę i skrobnięcie kilkudziesięciu zdań, za które i tak Perez im zapłaci? Podwójny profit. Fascynująca idea, szkoda, że w zasadzie nie do zweryfikowania.
Zresztą nawet pośród recenzji należałoby zróżnicować stawki. Bo co innego ukończyć grę na 100 godzin i napisać rzetelną recenzję, a co innego tytuł na 10 czy 20 godzin. Tymczasem stawka jest jedna za ilość znaków, tylko jednych będzie to kosztować 10 godzin plus czas na napisanie recenzji, a innych kilka razy tyle. Słowem: nie opłaca się brać długich gier do recenzji. Chyba że funkcjonuje to inaczej, wtedy nie było tematu.
Graczpospolita. Hakoom najebał 2000 kont i twierdzi, że to normalne, bo najwyraźniej tak żyją “łowcy trofeów”. Zakładają konta i grają sami ze sobą, żeby wbić dzbanek w multiplayerze? Czy tylko ja jestem dziwny i na każdym sprzęcie Sony loguję się na jedno konto? Wyjebano pasożyta i strzała na drogę.
Mazzi. Rezonuje ze mną ten felieton, choć oczywiście przełomowy nie jest. Mimo wszystko zawsze miło jest przeczytać kogoś, kto ma podobne podejście, sentymenty i bliźniaczo odbiera retro. Trudno tutaj cokolwiek dodać, a jednocześnie uniknąć zagłębiania się w osobiste historie, więc tak to chyba zostawię, by nie lać wody jak Zabłocki w Extreme Plus.
Głos Ludu. Hej, @Czokosz, doczekałeś się publikacji na papierze, wiesz?
Listy. Zyskały po wyjebaniu Rodzynów, bo tylko ograniczały przestrzeń. Minimum zdjęć, jakby mniejsza czcionka we wstępie (choc może to złudzenie, nie chce mi się weryfikować)… W każdym razie zauważam drobne postępy.
Na koniec zostawiłem felieton Rogera, bo dałem się zaskoczyć jego otwartością. Nie padają konkretne sumy, ale orientacyjnie są łatwe do wyobrażenia. I co ważne, Redaktor Naczelny oddaje sprawiedliwość Łapuszowi. Chłop miał i pewnie ma nadal swoje problemy, ale przebrnął naprawdę trudny okres dla prasy i utrzymał PE na powierzchni, choć nie wątpię, że w dużej mierze dzięki poświęceniu i pasji piszących do czasopisma autorów, już nie wspominając o samym Rogerze. Nawet nie mam mu za złe, że praktycznie zniknął z forum, bo teraz ma Pereza, który trzyma mu pod tym względem plecy i to funkcjonuje.
W ogóle miło się też czyta ten temat w okolicach premiery każdego numeru. Tak jak kiedyś dominowała rezygnacja (“nawet nie liczę na prenumeratę w tym tygodniu”, “zapowiedź nowego numeru, a do mnie nie dotarł jeszcze poprzedni”), tak teraz stare chłopy zadowolone jak dzieci, bo gazetkę otrzymały nawet dzień czy dwa przed premierą w kiosku. Przez te lata tak bardzo przyzwyczailiśmy się do zaniedbań ze strony wydawcy, że teraz, gdy wszystko funkcjonuje tak jak powinno, to my wciąż jesteśmy w szoku.
To terminowa prenumerata istnieje?
To można wysyłać egzemplarze w sztywnej, kartonowej kopercie?
To można zwrócić się o pomoc na forum i w przeciągu kilku godzin otrzymać odpowiedź, a może nawet rozwiązanie?
Absurd.
Niech ten sen trwa.
Panowie, publikuję to tuż przed świętami. Więc nie tyle muszę, co CHCĘ Wam wszystkim złożyć iście romantyczne życzenia. Wam, czyli Redaktorom i Autorom, Perezowi aby miał serce ciągnąć to jak najdłużej, bo strasznie mu kibicuję, ale także Czytelnikom, którzy tutaj zaglądają. Trafionej gierki pod choinką życzę, a burżujom wymarzonej sekslalki z gry, choć nie oszukujmy się - jeśli taką dostaniecie, to zapewne dlatego, że sami sobie ją kupiliście.
Tymczasem ślę Smerfne Kolędy.