PSone ![]()
Mam do tej konsoli szczególny sentyment. Co prawda pierwszy był bazarowy Pegazus w ilości mnogiej, ale pierwszą prawdziwą konsolą jaką dostałem było właśnie PSone.
Pamiętam to jak dziś. Okolice 2006-2007 chyba. Brat mieszkał wtedy w innym mieście i pewnego razu obiecał mi przywieźć "pleja" jedynkę który mu zalegał po gościu który przesiadł się na PS2.
Ależ byłem zajarany! Nigdy wcześniej ani później nie wyczekiwałem tak bardzo żadnej konsoli. Podnietkę potęgował fakt że mój ówczesny przyjaciel miał w domu szaraka, więc zanim doczekałem się swojej konsoli mogłem u niego pogrywać w gry i dzięki niemu "ogarnąć" sobie kilka gier na start.
Nadszedł ten dzień a w sumie noc. Brat przyjechał w odwiedziny i przywiózł mi konsolę. Pamiętam to zdziwienie gdy wyciągałem ją z torby. Jakaś taka inna niż u kumpla. Okazało się, że on miał PSXa a ja dostałem właśnie PSone ![]()
Długo by opowiadać co było dalej, ale przysięgam że to ta konsola rozpaliła we mnie miłość do plejaka która trwa nieprzerwanie :D
Alien Breed! 😀
Amiga po raz kolejny uraczyła mnie świetną gierką 😉 Tym razem postanowiłem ograć Alien Breed do którego już kiedyś robiłem małe podejście.
No i przyznam że gierka jest super :) Oczywiście jak na 16bitową naturę przystało, jest to tytuł dla prawidzwych wymiataczy albo lamerów cheaterów. Ja oczywiście nie jestem byle graczem i szanuję swoje nerwy, więc... wybrałem cheatowanie 😆
I nie, nie jest mi z tym źle. Nie mam hamulców przed używaniem trainerów i cheatów w grach 8 i 16 bit, bo te gry są bardzo często zwyczajnie nieuczciwe. W tamtych czasach aby gra zajmowała więcej niż 15-30 minut podkręcano śrubę i windowało się sztucznie poziom trudności, choćby przez zasypywanie nas całymi hordami przeciwników. Ja lubię, co ja mówię lubię... KOCHAM gry tamtej ery, ale uwielbiam doświadczać ich na swój sposób. Nie bez powodu kiedyś trainery były nieodłącznym elementem Amigowych gier, a ja po prostu korzystam z ich dobrodziejstwa. Dzięki temu bawię się dobrze i jestem w stanie ukończyć nawet te wybitnie trudne gry.
Oczywiście nie każdą grę "psuję" cheatami czy trainerami. Franko ogrywam z palcem w... nosie i bez tego 😜
PS: Cheaty do Alien Breeda to czyste złoto 😀 Rozbroił mnie kod na "Fioletowy Ekran" (STEVIE WONDER) 😆 Musiałem ich użyć bo oczywiście zamknąłem sobie drogę powrotną w bodajże 5tym etapie (to częsty problem w tej grze) i aby nie tyrać od początku, wybrałem coś w rodzaju "save'a" w postaci hasła do konkretnego poziomu.
Mieliście kiedyś tak, że pewnego dnia pomyśleliście "Hmm... Pograł bym w tą starą grę z dzieciństwa"?
Z pewnością tak, tylko jaką grę wtedy odpaliliście? Ja dzisiaj dokladnie tak pomyślałem o widocznym na zdjęciu "Wolfenstein 3D".
I tak, to jedna z gier mojego dzieciństwa. Tak, dzieci nie powinny grać w takie gry, ale nikt się wtedy nie przejmował a ja jak widać nie wyrosłem na morderczego psychopatę, więc myślę że granie w Wolfa czy Dooma mając kilka lat nie wypaczyło mi mózgu 😉
Pierwszy raz w rzeczonego Wolfensteina 3D grałem w okolicy 1999-2000 roku. Pamiętam to doskonałe, bowiem wtedy właśnie mój starszy o 14 lat brat miał swój pierwszy komputer z 386 i MS-DOSem i między innymi ten tytuł na dysku. Gdy on chodził do szkoły, ja lubiłem grać na tym sprzęcie.
Dosłownie chwilę później mieliśmy w domu pierwszego Peceta z Pentiumem, coś pokroju laptopa na którym dzisiaj gram, tylko rzecz jasna w formie stacjonarnej. Pamiętam doskonale jak potajemnie grając na komputerze brata, próbowałem ukrywać zapisy z Wolfensteina nazywając je "- empty -" dokładnie jak puste sloty na zapis. Oczywiście brat błyskawicznie odkrywał moje sztuczki, bo pewnie widział pliki zapisów w folderze z grą, więc opiernicz i tak zbierałem, ale co ja wtedy się nagrałem w Wolfa tego nie zabierze mi nikt.
I tak właśnie kiełkowała we mnie miłość do gier i sentyment do takich tytułów dzięki któremu dzisiaj zdecydowanie częściej gram w te już "retro" pozycje niż najnowsze gry, które choć też u mnie goszczą to robią to z mniejsza częstotliwością :)
A wy, jaką grę z dzieciństwa wspominacie w podobny sposób? 😀