-
Primera Division
Pewna formuła tego zespołu się wyczerpała. Potrzeba zmian, a przede wszystkim kogoś, kto będzie ten zespół trzymał w ryzach i gwiazdeczki przestaną wiecznie płakać.
-
własnie ukonczyłem...
American Fugitive Gra GTA-podobna z izometrycznym widokiem. Nigdy w takie produkcje nie grałem (gangsterskie z kamerą z góry), dlatego była to dla mnie pewnego rodzaju nowość, do której po pewnym czasie się przyzwyczaiłem. Sama gra przedstawia losy bohatera, który niesłusznie zostaje zamknięty w więzieniu za zabójstwo swojego ojca. I ten motyw zemsty, wyjaśnienia sytuacji i znalezienie zabójców napędza kilkugodzinną historię. Fabuła ma różne momenty - raz lepsze, raz gorsze, można odnieść wrażenie, że czasami na siłę wymyślano misje, aby tylko gra była dłuższa. Przykład - robimy jakieś poważne akcje, ucieczki przed glinami itd., a tu nagle następna misja to... wyprawa po pączki dla zleceniodawczyni, bo ma na nie ochotę. No super, ale trochę wybija to z immersji i po prostu w danym momencie nie pasuje. Sam gameplay jest dobry. Na początku miałem trochę problem z ogarnięciem celowania i strzelania, ale po czasie też da się ogarnąć mechaniki. Do dyspozycji mamy wiele pojazdów, a każdy z nich ma zupełnie inny model jazdy. Irytujący jest model poszukiwania przez policję. Twórcy inspirowali się trochę pierwszą Mafią w tym zakresie - o ile nie ma mandatów za przekroczenie prędkości to już wystarczy np. spowodować kolizję, uszkodzić mienie czy coś takiego i już mamy gliny na ogonie. Inna sprawa, że łatwo ich zgubić - gra ma problem z tym, że jak uciekamy torami kolejowymi, to policja za nami.. nie jedzie i tym samym pościg szybko się kończy. Problem jednak w tym, że taka mechanika w przypadku robienia np. misji głównych mocno utrudnia grę i czasami irytuje. BTW - szacun dla twórców, że zrobili fajną mechanikę z pociągami - jak przejeżdżają wagony to możemy się do nich przyczepić i tym samym odjechać z miejsca zdarzenia. Nie widziałem tego nigdy w żadnej innej grze. Oprócz samych misji, mamy też wiele innych rzeczy do roboty. Przede wszystkim możemy okradać posiadłości, a łupy sprzedawać. Fajna ciekawostka, ale na dłuższą metę to wszystko nudzi, bo sprowadza się do tego samego, a na dodatek nie ma za bardzo na co wydawać tej kasy. Do tego dochodzą jakieś wyścigi, skoki itd., ale tak jak mówię, jak nie chce się maksować gry to nie ma za bardzo powodu, żeby to wszystko robić. Oprawa audio-wideo jest w porządku. Gra ma swój specyficzny styl graficzny, więc nie razi jakością grafiki. Nie mamy cutscenek, tylko coś bardziej w kontekście komiksu, co też dobrze się tu sprawdza. Soundtrack jest OK, w zależności od misji towarzyszy nam zupełnie inna grafika. Zdarzyło mi się też złapać kilka błędów podczas rozgrywki, ale do wybaczenia. Podsumowując - oczekiwałem gry 7+/10 i w sumie taką dostałem. Bawiłem się dobrze - pewnie dlatego, że mało jest obecnie na rynku gier GTA-podobnych, a na dodatek ta produkcja ma swój specyficzny styl, który dobrze się sprawdza. Jak wspomniałem, już sam widok z góry jest ciekawy, który nieco zmienia rozgrywkę i jest pewnego rodzaju odświeżeniem formuły. Historia mogłaby być lepsza zdecydowanie, ale cóż, da się ją ukończyć bez zgrzytania zębami. Nawet ma pewnego rodzaju twist pod koniec, gdy rozwiązujemy całą zagadkę... Just Cause Powrót do historii dla mnie. Pamiętam jak za dzieciaka to ogrywałem na pierwszym Xboxie - był to wtedy dla mnie niezły szok, że są takie produkcje (takie, czyli z tak ogromnym światem, w którym można robić praktycznie wszystko). Przypomnę - to był 2006 rok, wtedy jeszcze chociażby nie ograłem żadnego GTA (znałem je tylko z Encyklopedii Gier od Gry-Online, nagrań z Hypera i prasy), a odniesieniem dla sandboxów był dla mnie Ojciec Chrzestny czy Scarface. Gry nie ukończyłem, bardziej mnie rajcowała rozwałka i wolność. I na tym w sumie przygoda z tą serią się dla mnie zakończyła. Czemu? Nie mam pojęcia. Zanim jednak zabiorę się za najnowsze odsłony, chciałem ukończyć jedynkę (taki tam nawyk kończenia gier z serii po kolei ). Obecnie nie jest to proste - o ile gra jest dostępna na Steam, to już od samego początku sprawia problemy. Gra domyślnie nie odpala się w trybie pełnoekranowym (trzeba ściągać patcha). Ma wiele mechanik, które obecnie są po prostu nieobecne, dlatego też był to dla mnie niezły powrót do przeszłości i uświadomienia sobie, jak przez te 20 lat nie tylko ja dorosłem, ale przede wszystkim jak zmienił się świat gamingu. Grę ukończyłem. Długo mi to nie zajęło, bo skupiłem się praktycznie na warstwie fabularnej - rozbijanie się po świecie i robienie dodatkowych rzeczy już mnie tak nie rajcowało, jak za młodych lat. Głównie dlatego, że jak wspomniałem, czuć, że najlepsze lata Just Cause ma za sobą. Przyznać jednak trzeba, że nadal to gra bez trzymanki. Dzieje się tu dużo, dzieją się niezłe akcje, a misje można rozwiązać na wiele różnych, często zaskakujących, sposobów. Jeśli chcecie robić aktywności dodatkowe - śmiało możecie, jest wiele opcji. Gameplay się zesterzał, ale nie jest źle. Grafika do najpiękniejszych nie należy, ale czego się spodziewać po 20-letniej grze. Najważniejsze, że da się to odpalić na nowym komputerze z najnowszym Windowsem i nie trzeba szukać jakichś magicznych sztuczek, jak to często ma miejsce z innymi, starymi grami. Podsumowując: ciężko teraz ocenić tę grę, bo wiele rzeczy po prostu się zestarzało i gdybym chciał być surowy i bezkompromisowy to powinienem dać szóstkę. Tego jednak nie zrobię, bo to byłoby nie fair. Just Cause zasługuje na 8/10 - gameplay i grafika są już przestarzałe, ale w dniu premiery robiło to wrażenie. Do tego otwarty świat z mnóstwem aktywności i fabuła prosta, ale za to z odwalaniem różnych akcji. Niekoniecznie poleciłbym ją teraz komuś, kto nigdy w to nie grał, bo zapewne szybko się odbije. Jeśli jednak masz takiego samego hopla jak ja na punkcie ogrywania serii od pierwszych gier albo po prostu znudziły ci się inne sandboxy w stylu GTA - atakuj śmiało, bo grę można dostać praktycznie za grosze.
-
Indyki & ukryte perełki, które warto znać
Wygląda fajnie, rzeczywiście taki Bully 2. Jak wyjdzie, chętnie zagram.
-
12 minutes
Sam pomysł ciekawy, ale gameplay na dłuższą metę trochę monotonny. Sama historia jest ciekawa i potrafi zaskoczyć. Każde przejście jest inne, pozwala nam poznać kolejne rzeczy i tym samym daje wskazówki, co robić, żeby osiągnąć dane rozwiązanie. Również krótka, dlatego szybko można ją ukończyć i się nie znudzić.
-
Biomutant
Przed zagraniem wyobrażałem sobie tę grę zupełnie inaczej, tym bardziej, że nigdy nie oglądałem żadnego gameplaya z niej. Po ukończeniu towarzyszy mi pytanie - dla kogo została stworzona? Takie pytanie jest zasadne, bowiem gra jest dość... specyficzna i oryginalna. Sama otoczka wskazuje, że mamy do czynienia z produkcją, która jest słodka, miła i przyjemna. Z drugiej strony, jeśli to byłaby gra dla młodszych, fabuła powinna poruszać bardziej prozaiczne tematy. Wyszedł więc taki misz masz. Średnio strawny... Do rzeczy - gra ma fajną otoczkę, wykreowany świat, ciekawy klimat, ale na dłuższą metę jest to męczące. Męczące przez te słodkie nazwy, cukrowanie na ekranie i w ogóle taką "bajkowość" i "oryginalność" wylewającą się z tej gry. Osoba, która wymyśliła taki sposób prowadzenia fabuły, a przede wszystkim rozmów za pomocą narratora powinna wylecieć z roboty, bo można oszaleć, słuchając tego przez kilkadziesiąt godzin rozgrywki. Sama fabuła niczego ciekawego nie przynosi, mnie nie wkręciła, typowe motywy prowadzone bez większego zaskoczenia. Brakuje wyrazistych postaci - zarówno naszych przyjaciół, jak i wrogów. Questy poboczne są wtórne i generalnie polegają głównie na tym samym. System walki jest fajny - można nieźle się nim pobawić i zrobić z naszego bohatera niezłego zabijakę. Do tego, jeśli ktoś lubi zbierać loot i kombinować - będzie wniebowzięty, bo możliwości jest tutaj dużo. Podsumowując: zawiodłem się, bo oczekiwałem czegoś innego. Szkoda, bo pomysł na grę i wykreowany świat był oryginalny. Wracając do początku - wyszła gra... dla nikogo. Dorośli i dzieci się znudzą - każda grupa z zupełnie innego powodu.
-
własnie ukonczyłem...
Biomutant Przed zagraniem wyobrażałem sobie tę grę zupełnie inaczej, tym bardziej, że nigdy nie oglądałem żadnego gameplaya z niej. Po ukończeniu towarzyszy mi pytanie - dla kogo została stworzona? Takie pytanie jest zasadne, bowiem gra jest dość... specyficzna i oryginalna. Sama otoczka wskazuje, że mamy do czynienia z produkcją, która jest słodka, miła i przyjemna. Z drugiej strony, jeśli to byłaby gra dla młodszych, fabuła powinna poruszać bardziej prozaiczne tematy. Wyszedł więc taki misz masz. Średnio strawny... Do rzeczy - gra ma fajną otoczkę, wykreowany świat, ciekawy klimat, ale na dłuższą metę jest to męczące. Męczące przez te słodkie nazwy, cukrowanie na ekranie i w ogóle taką "bajkowość" i "oryginalność" wylewającą się z tej gry. Osoba, która wymyśliła taki sposób prowadzenia fabuły, a przede wszystkim rozmów za pomocą narratora powinna wylecieć z roboty, bo można oszaleć, słuchając tego przez kilkadziesiąt godzin rozgrywki. Sama fabuła niczego ciekawego nie przynosi, mnie nie wkręciła, typowe motywy prowadzone bez większego zaskoczenia. Brakuje wyrazistych postaci - zarówno naszych przyjaciół, jak i wrogów. Questy poboczne są wtórne i generalnie polegają głównie na tym samym. System walki jest fajny - można nieźle się nim pobawić i zrobić z naszego bohatera niezłego zabijakę. Do tego, jeśli ktoś lubi zbierać loot i kombinować - będzie wniebowzięty, bo możliwości jest tutaj dużo. Podsumowując: zawiodłem się, bo oczekiwałem czegoś innego. Szkoda, bo pomysł na grę i wykreowany świat był oryginalny. Wracając do początku - wyszła gra... dla nikogo. Dorośli i dzieci się znudzą - każda grupa z zupełnie innego powodu. 6/10 Deliver Us The Moon Walking sim z rozwiązywaniem zagadek w kosmosie. Fabuła jak fabuła, nic specjalnego. Gra praktycznie na jeden wieczór, więc można dość szybko poznać cały tytuł. 6/10 12 Minutes Sam pomysł ciekawy, ale gameplay na dłuższą metę trochę monotonny. Sama historia jest ciekawa i potrafi zaskoczyć. Każde przejście jest inne, pozwala nam poznać kolejne rzeczy i tym samym daje wskazówki, co robić, żeby osiągnąć dane rozwiązanie. Również krótka, dlatego szybko można ją ukończyć i się nie znudzić. 6+/10
-
Premier League
Sytuacja Tottenhamu robi się coraz trudniejsza, bo są już w strefie spadkowej. Nadal mówienie o ich spadku brzmi dziwnie, ale jak się nie ogarną w najbliższych kolejkach, a inni będą punktować to naprawdę trzeba będzie brać pod uwagę ich spadek. Co do Arsenalu - na własne życzenie znowu sobie komplikują temat. Jeśli zawalą najbliższy mecz z City - będzie ogromna nerwówka.
-
Sifu
Gra bez wątpienia wyróżnia się swoją oprawą graficzną i samym zamysłem. Ciekawy system walki, choć w boju trudny do ogarnięcia, zwłaszcza, jeśli każdy błąd może być kluczowy. Interesująca mechanika, która polega na tym, że z każdym zgonem stajemy się coraz starsi, co daje korzyści, ale też i pewne utrudnienia. Jest dość krótka/mała (mówię o fabule, bo to zaledwie pięć misji), a rozgrywka wydłuża się przez poziom trudności i konieczność powtarzania poziomów. Im dalej w las, tym poziom wzrasta, a ostatnie plansze to już momentami niezłe wyzwanie, zwłaszcza przy walkach z bossami.
-
Cuphead
Gra kusi swoją piękną oprawą graficzną, stylizowaną na dawne kreskówki z XX wieku. I w sumie na tym tyle, jeśli chodzi o przyjemności, bo sama rozgrywka to prawdziwa rzeźnia i droga przez męki. Nie jestem wymiataczem w platformówkach i ta gra boleśnie mi uświadomiła, że raczej nim nie zostanę. Design poziomów i bossów super, ale gra kompletnie nie wybacza błędów. Dzieje się tutaj dużo, więc o pomyłkę nietrudno, tym bardziej, że domyślne sterowania na PC jest dość specyficzne. Ukończyłem po wielu tygodniach od rozpoczęcia przygody, ale nie ukrywam, że trzeba było robić przerwy na ukojenie nerwów.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Legia mogła odskoczyć od strefy spadkowej, a tymczasem straciła gola w doliczonym czasie i tylko zremisowała z Górnikiem. Ważne zwycięstwo Widzewa, który wymęczył mecz z Termaliką. No i niestety coraz mocniej do spadku aspiruje Radomiak, który gra tragicznie i dzisiaj zasłużenie poległ w Lubinie.
-
Primera Division
To będzie chyba pierwszy sezon od wielu lat, który Real zakończy bez żadnego trofeum i w naprawdę kiepskim stylu...
-
[*]
Szokująca wiadomość. Ostatni raz byłem tak wryty, jak dowiedziałem się o śmierci znanego, lokalnego trenera z moich okolic. Też facet w tym samym wieku, w jego przypadku był to akurat zator... Szkoda, bo miał przed sobą jeszcze wiele lat pracy i kto wie, być może w przyszłości objąłby fotel selekcjonera naszej kadry.
-
GTA VI
Tym bardziej, że akurat kopii nie zabraknie. A nawet jeśli to pudełkowych - zawsze zostaje cyfra.
-
własnie ukonczyłem...
Cuphead Gra kusi swoją piękną oprawą graficzną, stylizowaną na dawne kreskówki z XX wieku. I w sumie na tym tyle, jeśli chodzi o przyjemności, bo sama rozgrywka to prawdziwa rzeźnia i droga przez męki. Nie jestem wymiataczem w platformówkach i ta gra boleśnie mi uświadomiła, że raczej nim nie zostanę. Design poziomów i bossów super, ale gra kompletnie nie wybacza błędów. Dzieje się tutaj dużo, więc o pomyłkę nietrudno, tym bardziej, że domyślne sterowania na PC jest dość specyficzne. Ukończyłem po wielu tygodniach od rozpoczęcia przygody, ale nie ukrywam, że trzeba było robić przerwy na ukojenie nerwów. 7/10 Sifu Gra bez wątpienia wyróżnia się swoją oprawą graficzną i samym zamysłem. Ciekawy system walki, choć w boju trudny do ogarnięcia, zwłaszcza, jeśli każdy błąd może być kluczowy. Interesująca mechanika, która polega na tym, że z każdym zgonem stajemy się coraz starsi, co daje korzyści, ale też i pewne utrudnienia. Jest dość krótka/mała (mówię o fabule, bo to zaledwie pięć misji), a rozgrywka wydłuża się przez poziom trudności i konieczność powtarzania poziomów. Im dalej w las, tym poziom wzrasta, a ostatnie plansze to już momentami niezłe wyzwanie, zwłaszcza przy walkach z bossami. 7+/10
-
Samson
Wiem, że to akurat najmniejszy problem, ale szkoda, że olali polskie rynek i nie przygotowali napisów. Ciekawy jestem, jak to prezentuje się na dłuższą metę, ale jeśli techniczne i gameplayowo będzie słabo, to niestety nic tej gry nie uratuje i będzie drugi MindsEye.