Skocz do zawartości


MaZZeo

Premium Member
  • Zawartość

    13131
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    84

Ostatnia wygrana MaZZeo w dniu 3 Styczeń

Użytkownicy przyznają MaZZeo punkty reputacji!

Reputacja

9266 Diamentowy Pies

O MaZZeo

  • Tytuł
    Bot 2017
  • Urodziny 31.08.1990

Informacje o profilu

  • Płeć:
    mężczyzna
  • Skąd:
    kondominium januszowo-cebularskie pod klaperskim zarządem powierniczym
  • GamerTag:
    MaZZeoPL
  • PSN ID:
    #teamxbox
  • Steam ID:
    rycerz blachy cebulowa tarcza

Ostatnie wizyty

33186 wyświetleń profilu
  1. MaZZeo

    You Can't Come #12: E3 u Teddiego

    ja wpadę ale dam znać o której.
  2. MaZZeo

    Apex Legends

    Ale wypad z tymi streamerami innymi śmieciami
  3. MaZZeo

    Apex Legends

    Zagram dziś, ale jeśli to jest powód zabicia TF3 to już jestem uprzedzony ehhh czas sobie przypomniec TF2
  4. MaZZeo

    Forza Horizon 4

    A nie Foża?
  5. MaZZeo

    własnie ukonczyłem...

    ja bym nie wierzył randomowi
  6. MaZZeo

    własnie ukonczyłem...

    Red Dead Redemption 2 RDR1 jest jedną z moich ulubionych gier. Do tej pory pamiętam swój hype sprzed lat, który sprawił, że przed premierą obejrzałem w zasadzie wszystkie powszechnie znane westerny. RDR2 byłem nieporównywalnie mniej podjarany niż pierwszą częścią. Nie wiem czy może postarzałem się i nie jaram się już tak gierkami jak kiedyś, czy wynikało to może z obawy przed spadkiem formy Rockstara, wynikającym ze skupieniu się przez ostatnie parę lat na robieniu z GTA Online klona Saint's Row, czy może z faktu, że główna postać nie do końca mi odpowiadała. Przywiązany do Marstona, wydawało mi się że Arthur nie będzie tak dobrą postacią jak John i w trakcie gry będę go nieustannie porównywał do poprzedniego protagonisty. I miałem rację. Wydawało mi się. Arthur Morgan to bezapelacyjnie najlepsza kreacja, jaką Rockstar stworzył. Zakrywa czapką ze sznurkiem poczciwego niedorajdę Johna. Jednocześnie idealnie wpasowuje się w świat dzikiego zachodu i tak samo idealnie nie pasuje do idei industrializacji świata, która póka do drzwi w okresie, w którym toczy się gra. Jego dialogi, pełne sarkazmu docinki, relacje z innymi członkami gangu, notatki zapisywane w jego dzienniku tylko pokazują jak genialnie jest to napisana postać. Jest prawdziwym bandytą, który jak trzeba to da w mordę z buta (nie tylko pogrozi paluszkiem jak Marston), zabije z zimną krwią i zabierze ostatnie pieniądze. Jest charakterny, charyzmatyczny i ma głębię, nie jest biały ani czarny tylko szary i w zależności od etapu w grze przybiera bardziej jasne lub ciemne odcienie szarości. I to jest chyba najbardziej niesamowite w RDR2, że moje podejście do tej gry i całego świata zmieniało się dokładnie tak, jak zmieniał się Arthur. Zżyłem się z nim jak nigdy wcześniej w żadnej grze. Na dodatek ten świat i jego wykonanie to jest coś niespotykanego. Być może pierwsze w historii AAAA, benchmark na wiele lat, zapewne do wydania GTA VI. Nie tylko mówię o grafice, która jest fenomenalna, na One X pełne 4K wygląda bajecznie i serio - nie ma ładniejszej gry aktualnie. Różnorodność krajobrazów - od kaktusów i latających biegaczy po brodzenie po kolana w śniegu. Mokradła z aligatorami. Równiny z bizonami. Saint Denis nocą. Ognisko w obozie gangu. Zakochałem się w tym świecie. Myślę że największą jego zaletą nawet nie jest przywiązanie do absurdalnych detali, jak memiczne końskie jądra. Najbardziej mi się podobała jednak mechanika świata, gdziekolwiek nie byłem to miałem nieodparte wrażenie, że nie jestem pępkiem świata i "graczem", a jedynie obserwatorem zdarzeń. Zwierzaki i ekosystem żyjący własnym życiem, mieszkańcy zajmujący się swoimi obowiązkami, ludzie z gangu zajęci robotą w obozie, pracownicy kolei kładący nowe tory, po których w dalszym etapie gry jeździł pociąg, las który został wycięty pomiędzy chapterami. Mógłbym pisać i pisać, ale to mnie najbardziej urzekło w wykonaniu tego tytułu, złożoność świata jest przytłaczająca i brak w zasadzie jakichkolwiek gamizmów, które wytrącają z immersji. Nawet te upierdliwe zbieranie puszek fasoli mnie urzekło. Widząc tę samą animację po raz setny wcale mi to nie przeszkadzało, tak jak i podnoszenie ciał i zbieranie z nich lootu nie było uciążliwe, nawet jeśli odwiedzenie domku i ogołocenie go do cna miało trwać 2-3x dłużej niż w typowej grze. Ciężkość postaci i mnogość animacji dodało jeszcze więcej immersji, chociaż rozumiem że pokolenie adhd mogłoby narzekać. Cieszę się też, że rozwiązali system noszenia broni podobnie, gdzie przy sobie możemy mieć cztery sztuki broni, reszta w siodle. Nie jest to jakoś super realistyczne, ale jest to idealny kompromis pomiędzy immersją a uniknięciem sytuacji z dawnych gier Rockstara, gdzie w kieszeni trzymaliśmy cały gunsmith. Wiele razy czytałem narzekania na gunplay. Kompletnie tego nie rozumiem. Jest on jeszcze bardziej zbliżony do gloryfikowanego Max Payne 3, niż GTA V. Fantastycznie się strzela z każdego rodzaju broni, a strzelby to jest małe mistrzostwo świata. Dual-wielding dodał trochę więcej taktyki do strzelania, tak samo jak i strzelaniez biodra. Dodać do tego odpadające łby, kończyny i mamy chyba najbardziej satysfakcjonującą strzelankę od Rockstara. Jedyne co jest nie do końca dorobione to cover system, Arthur przyczepia się do osłon często w dziwaczny sposób albo kompletnie nie tak jak chcemy. Być może dzięki świetnemu gunplayowi nie znużyłem się przez ponad 100h gry. Oczywiście większość misji to typowy guns blazing, ale nie widzę za bardzo możliwości by dało się zrobić to inaczej. To western. Taka jest jego konwencja. Trudno też, by ubierając grę w taki czasy zadbać o różnorodność rodem z GTA V. Mnie tytuł absolutnie nie wynudził, mimo, ze to chyba najdłuższa gra single-player w jaką grałem. Nawet te 15minutowe podróże koniem były urokliwe (ani razu nie skorzystałem z szybkiej podróży). Szczególnie, kiedy podczas tych wypraw można było zająć się pobocznymi questami, dodatkową aktywnością, zwiedzać nowe urokliwe miejsca, albo po prostu obserwować jak wygląda życie. Sama główna fabuła niesamowicie mi się spodobała. To zabawne, że historia wciąga jak bagno pomimo, ze w dużej mierze wiemy co się wydarzy. Pozostawia parę dziur i niedopowiedzeń, ale ogólnie pięknie się zazębia z RDR1. Historia nie jest jakoś wybitnie zakręcona do tego stopnia, by trzeba było się wspomagać youtube'em ale też nie jest prosta, schematyczna i przewidywalna, mimo że to prequel. Postacie z gangu są fantastyczne i zżyłem się z tą ferajną. W zasadzie każdego z obozu pamiętam z imienia i nazwiska, postacie drugoplanowe na tle rozczarowującego w tej kwestii GTA V wypadają znakomicie. Nie ma też tutaj typowo rockstarowo-gestykulująco przekoloryzowanych kreacji, jak w RDR1. Jestem świeżo po ponownym ograniu jedynki i serio rzygać się chce od tych pokrak w stylu Reyesa, De Santy, West Dickensa i innych. RDR2 jest dojrzały, daleki od cringe'u poza jakimiś jednostkowymi, mało istotnymi sytuacjami z side questów. Trudno przez to nie docenić wielu niesamowitych momentów w grze. Tych małych smaczków, które pod koniec gry okazało się, że wcale nie są małe. Momentów, które przyćmiewają sławetny wjazd do Meksyku. Zdarzały się też wzruszające momenty z resztą samo zakończenie bo z resztą cały epilog Idealnie jednak nie jest. Przyłączam się do zarzutu odnośnie konstrukcji misji. Czasem są strasznie oskryptowane i gryzie się to z otwartością i wolnością świata. Rockstar musi wyzbyć się archaizmów z GTA i pozwolić na większą swobodę, z drugiej jednak strony nie przeszkadzało mi to aż tak jak niektórym i rozumiem taką konwencję - dzięki temu główna historia jest mocno kinowym przeżyciem. Chapter 5? Szkoda też że New Austin Niektóre mechaniki w grze nie mają znaczenia i zostały wrzucone chyba na siłę. Chociażby aspekt survivalowy - z początku myślałem że jedzenie, ubieranie, golenie i mycie będzie miało większe znaczenie niż w rzeczywistości, dbanie o Arthura nie ma sensu, czy ma niedowagę czy nadwagę to nie zmienia to za bardzo gameplayu, szkoda bo dodałoby to jeszcze więcej immersji. Aspekt RPG w tej grze też kuleje, niby jest dbanie o postać i jego ubiór i ciuchy dodające modyfikacje, ale w ogóle gry nie ma to najmniejszego znaczenia. Trochę niedorzeczne jest polowanie, o ile sam pomysł na gwiazdki, używanie specjalnej broni jest super, to czemu legendarne stworzenia respawnują się w tak kretyński sposób? Powinno być większym challenge'em upolowanie takiego p o t ę ż n e g o legendarnego aligatora niż wąchanie gówna i liczenie gałązek. Większe wyzwanie to upolowanie trzygwiazdkowej wiewiórki albo borsuka który pojawia się CZASEM w nocy. Podobne odczucia mam odnośnie listów gończych, powinno być to bardziej rozbudowane, bo każda tego typu aktywność sprowadziła się do schematycznego pojedynku albo związania bandyty, zupełnie jak w pierwszym RDR. Mocno to odstaje od reszty. System wanted jest momentami wybitnie głupi, czułem się że szeryfowie i lawmeni mają lepszą technologię niż policja z GTA V, a informacje o przestępstwie rozchodzą się na dzikim zachodzie szybciej, niż w erze cyfryzacji i pierdzenia o wszystkim na facebooku i twitterze. 100h w grze a nadal nie wiem jak też obrabować porządnie sklep by zrobić to anonimowo - rozumiem że chusta nie wystarczy, ale wystarczy że zmienię kapelusz może? Całe ciuchy? Fryzurę i konia? Reszta to jakieś drobiazgi, o których już nie pamiętam. RDR2 nie jest majstersztykiem, ma swoje minusy, głupotki i archaizmy. Mimo tego przy żadnej innej grze nigdy nie czułem takiego spełnienia jak tutaj. Przez bite dwa miesiące nie grałem w nic innego i wracałem co wieczór stęskniony do konsoli by puścić historię dalej, kiedy jeszcze niedawno przeżywałem jeden z większych kryzysów gierkowych. Nie chcę zabrzmieć patetycznie, jednak z pełną świadomością i zdystansowaniem do tej produkcji stwierdzam, że dla mnie RDR2 jest totalnym benchmarkiem. Będę dosłownie każdy tytuł porównywał do tego molocha. Po przejściu tego tytułu czuję lekką pustkę w gierkowym sercu bo obawiam się, że nigdy czegoś podobnego nie przeżyje albo będę czekał znów wiele lat na to. Nie sądzę by GTA VI stał na podobnym poziomie, oczywiście będzie jeszcze bardziej zaawansowany, ale historia Morgana długo nie będzie przebita. Mam nadzieję, że w przyszłości nadal będę mógł znaleźć czas na granie by zaznać podobnej epickości i emocji jak przy Red Dead Redemption 2. 10/10
  7. MaZZeo

    Red Dead Redemption 2

    Minął dokładnie miesiąc od kiedy ukończyłem grę, więc czas chyba napisać maturę z gierki i opisać moje wrażenia już po zdystansowaniu się od produkcji. RDR1 jest jedną z moich ulubionych gier. Do tej pory pamiętam swój hype sprzed lat, który sprawił, że przed premierą obejrzałem w zasadzie wszystkie powszechnie znane westerny. RDR2 byłem nieporównywalnie mniej podjarany niż pierwszą częścią. Nie wiem czy może postarzałem się i nie jaram się już tak gierkami jak kiedyś, czy wynikało to może z obawy przed spadkiem formy Rockstara, wynikającym ze skupieniu się przez ostatnie parę lat na robieniu z GTA Online klona Saint's Row, czy może z faktu, że główna postać nie do końca mi odpowiadała. Przywiązany do Marstona, wydawało mi się że Arthur nie będzie tak dobrą postacią jak John i w trakcie gry będę go nieustannie porównywał do poprzedniego protagonisty. I miałem rację. Wydawało mi się. Arthur Morgan to bezapelacyjnie najlepsza kreacja, jaką Rockstar stworzył. Zakrywa czapką ze sznurkiem poczciwego niedorajdę Johna. Jednocześnie idealnie wpasowuje się w świat dzikiego zachodu i tak samo idealnie nie pasuje do idei industrializacji świata, która póka do drzwi w okresie, w którym toczy się gra. Jego dialogi, pełne sarkazmu docinki, relacje z innymi członkami gangu, notatki zapisywane w jego dzienniku tylko pokazują jak genialnie jest to napisana postać. Jest prawdziwym bandytą, który jak trzeba to da w mordę z buta (nie tylko pogrozi paluszkiem jak Marston), zabije z zimną krwią i zabierze ostatnie pieniądze. Jest charakterny, charyzmatyczny i ma głębię, nie jest biały ani czarny tylko szary i w zależności od etapu w grze przybiera bardziej jasne lub ciemne odcienie szarości. I to jest chyba najbardziej niesamowite w RDR2, że moje podejście do tej gry i całego świata zmieniało się dokładnie tak, jak zmieniał się Arthur. Zżyłem się z nim jak nigdy wcześniej w żadnej grze. Na dodatek ten świat i jego wykonanie to jest coś niespotykanego. Być może pierwsze w historii AAAA, benchmark na wiele lat, zapewne do wydania GTA VI. Nie tylko mówię o grafice, która jest fenomenalna, na One X pełne 4K wygląda bajecznie i serio - nie ma ładniejszej gry aktualnie. Różnorodność krajobrazów - od kaktusów i latających biegaczy po brodzenie po kolana w śniegu. Mokradła z aligatorami. Równiny z bizonami. Saint Denis nocą. Ognisko w obozie gangu. Zakochałem się w tym świecie. Myślę że największą jego zaletą nawet nie jest przywiązanie do absurdalnych detali, jak memiczne końskie jądra. Najbardziej mi się podobała jednak mechanika świata, gdziekolwiek nie byłem to miałem nieodparte wrażenie, że nie jestem pępkiem świata i "graczem", a jedynie obserwatorem zdarzeń. Zwierzaki i ekosystem żyjący własnym życiem, mieszkańcy zajmujący się swoimi obowiązkami, ludzie z gangu zajęci robotą w obozie, pracownicy kolei kładący nowe tory, po których w dalszym etapie gry jeździł pociąg, las który został wycięty pomiędzy chapterami. Mógłbym pisać i pisać, ale to mnie najbardziej urzekło w wykonaniu tego tytułu, złożoność świata jest przytłaczająca i brak w zasadzie jakichkolwiek gamizmów, które wytrącają z immersji. Nawet te upierdliwe zbieranie puszek fasoli mnie urzekło. Widząc tę samą animację po raz setny wcale mi to nie przeszkadzało, tak jak i podnoszenie ciał i zbieranie z nich lootu nie było uciążliwe, nawet jeśli odwiedzenie domku i ogołocenie go do cna miało trwać 2-3x dłużej niż w typowej grze. Ciężkość postaci i mnogość animacji dodało jeszcze więcej immersji, chociaż rozumiem że pokolenie adhd mogłoby narzekać. Cieszę się też, że rozwiązali system noszenia broni podobnie, gdzie przy sobie możemy mieć cztery sztuki broni, reszta w siodle. Nie jest to jakoś super realistyczne, ale jest to idealny kompromis pomiędzy immersją a uniknięciem sytuacji z dawnych gier Rockstara, gdzie w kieszeni trzymaliśmy cały gunsmith. Wiele razy czytałem narzekania na gunplay. Kompletnie tego nie rozumiem. Jest on jeszcze bardziej zbliżony do gloryfikowanego Max Payne 3, niż GTA V. Fantastycznie się strzela z każdego rodzaju broni, a strzelby to jest małe mistrzostwo świata. Dual-wielding dodał trochę więcej taktyki do strzelania, tak samo jak i strzelaniez biodra. Dodać do tego odpadające łby, kończyny i mamy chyba najbardziej satysfakcjonującą strzelankę od Rockstara. Jedyne co jest nie do końca dorobione to cover system, Arthur przyczepia się do osłon często w dziwaczny sposób albo kompletnie nie tak jak chcemy. Być może dzięki świetnemu gunplayowi nie znużyłem się przez ponad 100h gry. Oczywiście większość misji to typowy guns blazing, ale nie widzę za bardzo możliwości by dało się zrobić to inaczej. To western. Taka jest jego konwencja. Trudno też, by ubierając grę w taki czasy zadbać o różnorodność rodem z GTA V. Mnie tytuł absolutnie nie wynudził, mimo, ze to chyba najdłuższa gra single-player w jaką grałem. Nawet te 15minutowe podróże koniem były urokliwe (ani razu nie skorzystałem z szybkiej podróży). Szczególnie, kiedy podczas tych wypraw można było zająć się pobocznymi questami, dodatkową aktywnością, zwiedzać nowe urokliwe miejsca, albo po prostu obserwować jak wygląda życie. Sama główna fabuła niesamowicie mi się spodobała. To zabawne, że historia wciąga jak bagno pomimo, ze w dużej mierze wiemy co się wydarzy. Pozostawia parę dziur i niedopowiedzeń, ale ogólnie pięknie się zazębia z RDR1. Historia nie jest jakoś wybitnie zakręcona do tego stopnia, by trzeba było się wspomagać youtube'em ale też nie jest prosta, schematyczna i przewidywalna, mimo że to prequel. Postacie z gangu są fantastyczne i zżyłem się z tą ferajną. W zasadzie każdego z obozu pamiętam z imienia i nazwiska, postacie drugoplanowe na tle rozczarowującego w tej kwestii GTA V wypadają znakomicie. Nie ma też tutaj typowo rockstarowo-gestykulująco przekoloryzowanych kreacji, jak w RDR1. Jestem świeżo po ponownym ograniu jedynki i serio rzygać się chce od tych pokrak w stylu Reyesa, De Santy, West Dickensa i innych. RDR2 jest dojrzały, daleki od cringe'u poza jakimiś jednostkowymi, mało istotnymi sytuacjami z side questów. Trudno przez to nie docenić wielu niesamowitych momentów w grze. Tych małych smaczków, które pod koniec gry okazało się, że wcale nie są małe. Momentów, które przyćmiewają sławetny wjazd do Meksyku. Zdarzały się też wzruszające momenty z resztą samo zakończenie bo z resztą cały epilog Idealnie jednak nie jest. Przyłączam się do zarzutu odnośnie konstrukcji misji. Czasem są strasznie oskryptowane i gryzie się to z otwartością i wolnością świata. Rockstar musi wyzbyć się archaizmów z GTA i pozwolić na większą swobodę, z drugiej jednak strony nie przeszkadzało mi to aż tak jak niektórym i rozumiem taką konwencję - dzięki temu główna historia jest mocno kinowym przeżyciem. Chapter 5? Szkoda też że New Austin Niektóre mechaniki w grze nie mają znaczenia i zostały wrzucone chyba na siłę. Chociażby aspekt survivalowy - z początku myślałem że jedzenie, ubieranie, golenie i mycie będzie miało większe znaczenie niż w rzeczywistości, dbanie o Arthura nie ma sensu, czy ma niedowagę czy nadwagę to nie zmienia to za bardzo gameplayu, szkoda bo dodałoby to jeszcze więcej immersji. Aspekt RPG w tej grze też kuleje, niby jest dbanie o postać i jego ubiór i ciuchy dodające modyfikacje, ale w ogóle gry nie ma to najmniejszego znaczenia. Trochę niedorzeczne jest polowanie, o ile sam pomysł na gwiazdki, używanie specjalnej broni jest super, to czemu legendarne stworzenia respawnują się w tak kretyński sposób? Powinno być większym challenge'em upolowanie takiego p o t ę ż n e g o legendarnego aligatora niż wąchanie gówna i liczenie gałązek. Większe wyzwanie to upolowanie trzygwiazdkowej wiewiórki albo borsuka który pojawia się CZASEM w nocy. Podobne odczucia mam odnośnie listów gończych, powinno być to bardziej rozbudowane, bo każda tego typu aktywność sprowadziła się do schematycznego pojedynku albo związania bandyty, zupełnie jak w pierwszym RDR. Mocno to odstaje od reszty. System wanted jest momentami wybitnie głupi, czułem się że szeryfowie i lawmeni mają lepszą technologię niż policja z GTA V, a informacje o przestępstwie rozchodzą się na dzikim zachodzie szybciej, niż w erze cyfryzacji i pierdzenia o wszystkim na facebooku i twitterze. 100h w grze a nadal nie wiem jak też obrabować porządnie sklep by zrobić to anonimowo - rozumiem że chusta nie wystarczy, ale wystarczy że zmienię kapelusz może? Całe ciuchy? Fryzurę i konia? Reszta to jakieś drobiazgi, o których już nie pamiętam. RDR2 nie jest majstersztykiem, ma swoje minusy, głupotki i archaizmy. Mimo tego przy żadnej innej grze nigdy nie czułem takiego spełnienia jak tutaj. Przez bite dwa miesiące nie grałem w nic innego i wracałem co wieczór stęskniony do konsoli by puścić historię dalej, kiedy jeszcze niedawno przeżywałem jeden z większych kryzysów gierkowych. Nie chcę zabrzmieć patetycznie, jednak z pełną świadomością i zdystansowaniem do tej produkcji stwierdzam, że dla mnie RDR2 jest totalnym benchmarkiem. Będę dosłownie każdy tytuł porównywał do tego molocha. Po przejściu tego tytułu czuję lekką pustkę w gierkowym sercu bo obawiam się, że nigdy czegoś podobnego nie przeżyje albo będę czekał znów wiele lat na to. Nie sądzę by GTA VI stał na podobnym poziomie, oczywiście będzie jeszcze bardziej zaawansowany, ale historia Morgana długo nie będzie przebita. Mam nadzieję, że w przyszłości nadal będę mógł znaleźć czas na granie by zaznać podobnej epickości i emocji jak przy Red Dead Redemption 2. 10/10
  8. MaZZeo

    Trening

    Ja chodzę sam, jak chodzę z kimś to za dużo czasu schodzi na gadanie o pierdołach i nie można się skupić
  9. MaZZeo

    Crackdown 3

    No gra w sam raz do game passa, nic więcej.
  10. MaZZeo

    iPhone

    a używacie jakiś uchwytów do samochodu?
  11. MaZZeo

    Takie różne historie z gier online czyli po sieci

    Jak dużo masz Entertainment disposable income?
  12. MaZZeo

    Games with Gold / Game Pass / EA Access

    Ściąga mi się AC Ezio Collection, jakiś bug czy jak? Nie kupiłem gry, a w goldzie ani game passie też jej nie ma.
  13. MaZZeo

    Metro Exodus

  14. MaZZeo

    iPhone

    Ja dałem 3,5k za X'a parę miesięcy temu i jestem mega zadowolony, co prawda ten faceid mógłby działać szybciej, ale jest troche bardziej praktyczny niż touchid. Jeśli zrobią w przyszłości model bez notcha to będzie idealnie, ale nie dam też już nigdy więcej za telefon, o ile nie stanie się czymś w rodzaju hybrydy telefonu i macbooka (czyli żebym mógł go podpiąć do jakiegoś docka i monitora i działać na macos). Macbook? Z lepszego laptopa w życiu nie korzystałem. Oczywiście problem z klawiaturami są irytujące (moja jeszcze jest sprawna), ale dobrze że chociaż długie akcje serwisowe mają. Oba sprzęty natomiast działając w tandemie działają tak fantastycznie, że ciężko mi będzie w przyszłości wyjść z tego systemu, szczególnie kiedy alternatywą są chińczyki na androidzie.
×

Powiadomienie o plikach cookie

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Polityka prywatności.